Naciągają przedsiębiorców na unijne dotacje
06.02.2012
, aktualizacja: 05.02.2012 22:21
Dzwonią i sprzedają informacje, które dostępne są za darmo. Ich ofiarami padają z reguły drobni przedsiębiorcy, skuszeni wysokimi dotacjami unijnymi. O odzyskanie pieniędzy nikomu nie chce się walczyć, bo stracone kwoty są niewielkie.
ZOBACZ TAKŻE
- Zakupy w sieci: bez zapłaty, bez konsekwencji (07-02-12, 10:00)
- Nabici w smartfona. Klienci płacą za niewiedzę (01-02-12, 10:00)
- Arcelor Mittal: nowe technologie i zwolnienia (30-01-12, 22:00)
- Wielkie centrum coworkingu działa już na Kazimierzu (30-01-12, 07:00)
- Inwestor zjedzie do Bochni autostradą (30-01-12, 06:00)
- Małopolska chce rozwijać biznes z Kurdami (28-01-12, 05:00)
- Małopolanie zadłużeni na prawie 2,1 mld zł (26-01-12, 17:00)
- Jak Oknoplast został sponsorem Interu Mediolan (23-01-12, 23:40)
- Wierzchosławice zarabiają na prądzie z farmy solarnej (19-01-12, 15:02)
- Urząd antymonopolowy ukarał wodociągi (17-01-12, 12:34)
Schemat działania naciągaczy jest jeden: do przedsiębiorcy dzwoni konsultant i informuje o możliwości uzyskania atrakcyjnych dotacji unijnych lub o szansie na skorzystanie z rządowego pakietu kryzysowego. Telemarketerzy ofertę mają dla każdego: dekarza, cukiernika, szewca, handlarza. Kuszą atrakcyjną pomocą finansową: nawet 200 tys. zł na zakup urządzeń, wyposażenia, środków transportu. Do tego zapewniają, że prawdopodobieństwo uzyskania tego wsparcia sięga 90 proc. Aby zdobyć dotację, polecają kupić wcześniej materiały informacyjne za blisko 200 zł - mają one zawierać wniosek i biznesplan. Z wypełnionymi dokumentami należy później zgłosić się do doradców, którzy współpracują ze sprzedawcą i mają pomóc w wypełnieniu wniosków.
Złota wizja przyszłości pryska, kiedy klient otrzymuje przesyłkę. Okazuje się, że dokumenty to katalog z płytą CD, zawierający ogólne informacje, powszechnie dostępne w internecie (np. wyjaśnienie, czym jest dotacja, a do tego nieaktualne formularze wniosków).
Wiele ofiar zgłosiło się już do "doradców", którzy mają współpracować z naciągaczami. Są to Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego czy Małopolskie Centrum Przedsiębiorczości albo Centrum Transferu Technologii Politechniki Krakowskiej. Ludzie z tych instytucji muszą regularnie tłumaczyć, że nie pracują z żadną firmą sprzedającą materiały przez telefon. Na dodatek bardzo często informują, że przedsiębiorcy wyrzucili 200 zł w błoto - nie mają szans na dotację. Co więcej, nie mogą pomagać w wypełnianiu wniosków o dotacje. Zawiedzeni przedsiębiorcy nawet nie próbują odzyskać utraconych pieniędzy.
- Zadzwonił konsultant z firmy KT Union. Zachęcał, by pospieszyć się ze składaniem wniosku, bo nabór właśnie dobiega końca. Za 189 zł miałem dostać materiały i bezpłatne porady przy pisaniu wniosku - mówi pan Witold prowadzący firmę handlowo-usługową. - Kiedy zorientowałem się, że te materiały są nieprzydatne, odesłałem wraz z kopią faktury i zażądałem zwrotu pieniędzy. Nie odzyskałem złotówki - mówi przedsiębiorca.
KT Union skontaktowała się też z panem Tomaszem, przedsiębiorcą z Małopolski. - Konsultantka zaczęła oferować mi nieprawdopodobne kwoty i warunki dofinansowań. Zacząłem dopytywać o szczegóły, bo mam pojęcie o zdobywaniu dotacji. Wtedy marketerka się rozłączyła - opowiada pan Tomasz i podkreśla, że podobnie działająca firma kontaktowała się z jego znajomym z Zakopanego.
- Do mnie z ofertą poradnika antykryzysowego dzwoniła pani z firmy Bekson z adresem chorzowskim. W przesyłce były dwie płyty CD, nagrane sposobem domowym, na które nawet nie otrzymałem faktury. Kiedy próbowałem zadzwonić do firmy, okazało się, że numer nie istnieje - opowiada pan Grzegorz, dekarz z Krakowa.
Biuro TK Union znajduje się w Bielsku-Białej. To pokój z biurkiem i telefonem, odwiedzany z rzadka przez wynajmujących pomieszczenie. Tak twierdzi jeden z poszkodowanych.
Firmy handlujące materiałami o dofinansowaniu rozmnożyły się szczególnie na Śląsku. Ich ofiarami padają przede wszystkim drobni przedsiębiorcy i właściciele małych zakładów usługowych.
Uznane instytucje doradcze, jak MARR, CTT PK czy MCP, bronią się przed naciągaczami, ostrzegając przedsiębiorców na swoich stronach internetowych. "- czytamy w oficjalnym komunikacie MARR. Jednak kiedy właściciele firm szukają informacji w internecie na temat pomocy w zdobyciu dotacji unijnych, jest już zazwyczaj za późno.
Telemarketerzy działają oczywiście legalnie, a ich nieuczciwość bardzo trudno udowodnić. - Nie pomagamy w uzyskaniu dotacji, zajmujemy się sprzedażą książki, która pomaga pisaniu wniosków, zawiera kontakty i dokumentację - słyszymy w KT Union. Mimo obiecanego kontaktu w sprawie szerszej rozmowy z firmą nie udaje się już porozmawiać.
Większość ofiar rezygnuje po pewnym czasie z odzyskania pieniędzy od naciągaczy i nie zgłasza oszustwa na policję. Kwota, którą tracą, nie jest wielka w porównaniu z czasem, który musieliby stracić, by dowieść oszustwa. - Żeby je udowodnić, należy pokazać, że rozmówca wprowadził nas w błąd czy niedoinformował, aby osiągnąć zysk. W przypadku telesprzedaży to bardzo trudne - mówi Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury.
Jednak najbardziej wytrwali poszkodowani zbierają się przez internet i planują złożenie pozwów zbiorowych przeciw naciągaczom. Pan Grzegorz z Krakowa zgłosił swój przypadek na policję. - Zdaję sobie sprawę, że niewiele zyskam, ale jeżeli każdy zgłosi swój przypadek, to może da to policji podstawę do działania - mówi przedsiębiorca.
Złota wizja przyszłości pryska, kiedy klient otrzymuje przesyłkę. Okazuje się, że dokumenty to katalog z płytą CD, zawierający ogólne informacje, powszechnie dostępne w internecie (np. wyjaśnienie, czym jest dotacja, a do tego nieaktualne formularze wniosków).
Wiele ofiar zgłosiło się już do "doradców", którzy mają współpracować z naciągaczami. Są to Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego czy Małopolskie Centrum Przedsiębiorczości albo Centrum Transferu Technologii Politechniki Krakowskiej. Ludzie z tych instytucji muszą regularnie tłumaczyć, że nie pracują z żadną firmą sprzedającą materiały przez telefon. Na dodatek bardzo często informują, że przedsiębiorcy wyrzucili 200 zł w błoto - nie mają szans na dotację. Co więcej, nie mogą pomagać w wypełnianiu wniosków o dotacje. Zawiedzeni przedsiębiorcy nawet nie próbują odzyskać utraconych pieniędzy.
- Zadzwonił konsultant z firmy KT Union. Zachęcał, by pospieszyć się ze składaniem wniosku, bo nabór właśnie dobiega końca. Za 189 zł miałem dostać materiały i bezpłatne porady przy pisaniu wniosku - mówi pan Witold prowadzący firmę handlowo-usługową. - Kiedy zorientowałem się, że te materiały są nieprzydatne, odesłałem wraz z kopią faktury i zażądałem zwrotu pieniędzy. Nie odzyskałem złotówki - mówi przedsiębiorca.
KT Union skontaktowała się też z panem Tomaszem, przedsiębiorcą z Małopolski. - Konsultantka zaczęła oferować mi nieprawdopodobne kwoty i warunki dofinansowań. Zacząłem dopytywać o szczegóły, bo mam pojęcie o zdobywaniu dotacji. Wtedy marketerka się rozłączyła - opowiada pan Tomasz i podkreśla, że podobnie działająca firma kontaktowała się z jego znajomym z Zakopanego.
- Do mnie z ofertą poradnika antykryzysowego dzwoniła pani z firmy Bekson z adresem chorzowskim. W przesyłce były dwie płyty CD, nagrane sposobem domowym, na które nawet nie otrzymałem faktury. Kiedy próbowałem zadzwonić do firmy, okazało się, że numer nie istnieje - opowiada pan Grzegorz, dekarz z Krakowa.
Biuro TK Union znajduje się w Bielsku-Białej. To pokój z biurkiem i telefonem, odwiedzany z rzadka przez wynajmujących pomieszczenie. Tak twierdzi jeden z poszkodowanych.
Firmy handlujące materiałami o dofinansowaniu rozmnożyły się szczególnie na Śląsku. Ich ofiarami padają przede wszystkim drobni przedsiębiorcy i właściciele małych zakładów usługowych.
Uznane instytucje doradcze, jak MARR, CTT PK czy MCP, bronią się przed naciągaczami, ostrzegając przedsiębiorców na swoich stronach internetowych. "- czytamy w oficjalnym komunikacie MARR. Jednak kiedy właściciele firm szukają informacji w internecie na temat pomocy w zdobyciu dotacji unijnych, jest już zazwyczaj za późno.
Telemarketerzy działają oczywiście legalnie, a ich nieuczciwość bardzo trudno udowodnić. - Nie pomagamy w uzyskaniu dotacji, zajmujemy się sprzedażą książki, która pomaga pisaniu wniosków, zawiera kontakty i dokumentację - słyszymy w KT Union. Mimo obiecanego kontaktu w sprawie szerszej rozmowy z firmą nie udaje się już porozmawiać.
Większość ofiar rezygnuje po pewnym czasie z odzyskania pieniędzy od naciągaczy i nie zgłasza oszustwa na policję. Kwota, którą tracą, nie jest wielka w porównaniu z czasem, który musieliby stracić, by dowieść oszustwa. - Żeby je udowodnić, należy pokazać, że rozmówca wprowadził nas w błąd czy niedoinformował, aby osiągnąć zysk. W przypadku telesprzedaży to bardzo trudne - mówi Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury.
Jednak najbardziej wytrwali poszkodowani zbierają się przez internet i planują złożenie pozwów zbiorowych przeciw naciągaczom. Pan Grzegorz z Krakowa zgłosił swój przypadek na policję. - Zdaję sobie sprawę, że niewiele zyskam, ale jeżeli każdy zgłosi swój przypadek, to może da to policji podstawę do działania - mówi przedsiębiorca.
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...




