Klienci Leoparda: nie oddamy mieszkań
23.11.2009
, aktualizacja: 22.11.2009 22:09
180 rodzin, które kupiły mieszkania przy ul. Wierzbowej od firmy Leopard, desperacko prosi o pomoc. Deweloper upadł, syndyk zaś chce sprzedać ich mieszkania na spłatę jego długów. - Zapłaciliśmy, nie oddamy! - zarzekali się niedoszli mieszkańcy podczas sobotniego wiecu.
ZOBACZ TAKŻE
- Leopard po skoku. Kolejne zarzuty dla deweloperów (11-02-12, 09:00)
- Leopard: Klienci wygrali, prezesi aresztowani (10-02-12, 07:00)
- Leopard. Zarzuty za inwestycje przy ul. Wierzbowej (09-02-12, 08:00)
- Prezesi Leoparda zatrzymani. Mają zarzuty (08-02-12, 09:44)
- Deweloper: macie plac budowy, więc mieszkajcie (30-11-09, 07:00)
- Leopard - jeszcze nie wszystko stracone (26-11-09, 04:00)
- Leopard przegrał z klientami w sądzie! (16-02-09, 23:00)
- Leopard upada. Będą kolejne bankructwa (03-02-09, 23:00)
- Jesteśmy w dramatycznej sytuacji! Za chwilę stracimy dorobek całego życia. Deweloper nas oszukał, a państwo nic nie może z tym zrobić, bo nie ma prawa, które by nas chroniło - żalili się klienci Leoparda w sobotę pod swoimi mieszkaniami. Zorganizowali wiec, zaprosili media i prawników. Krzyczeli, apelowali, prosili o pomoc: władze lokalne, polityków, syndyka. Na budynku wywiesili transparenty: "Okradli.pl" i "Zapłaciłem, nie oddam!".
Niech nas zobaczą!
„Czy w Polsce, w biały dzień, można ukraść 50 mln zł? Napad na bank? Nie! Okradani sami przynoszą pieniądze złodziejom. Pożyczyli je w banku albo oszczędzali całe życie. Tak właśnie nas okradł krakowski »deweloper « Leopard” - to pierwsze słowa, które możemy przeczytać, wchodząc na stronę www.okradli.pl założoną przez niedoszłych mieszkańców inwestycji przy ul. Wierzbowej.
- Pracowałem za granicą. Oszczędności wydałem na dwa mieszkania dla siebie i mamy. Dziś nie mam pieniędzy, nie mam mieszkań - mówi Łukasz, inicjator pospolitego ruszenia klientów Leoparda. - Musimy być głośni, niech nas słyszą politycy, niech wszyscy zobaczą, jak w Polsce okrada się za przyzwoleniem prawa - wołał podczas wiecu.
Klienci założyli stowarzyszenie. Poprosili o pomoc polityków - Jarosława Gowina i Zbigniewa Wassermanna. Ci kilka miesięcy temu wysłali pisma do Ministerstwa Sprawiedliwości. Nic to nie dało. Ludzie stracili cierpliwość. Uruchomili stronę internetową. - Musimy pokazać, jak ogromna jest skala podobnych oszustw w Polsce - podkreśla Łukasz.
Na razie do poszkodowanych przez Leoparda dołączyli klienci jednego ze stołecznych inwestorów, niedoszli mieszkańcy osiedla Żubr w Niepołomicach (holenderski inwestor zniknął w lutym). Również klienci Universu zadeklarowali poparcie inicjatywy. - My też czekamy po kilka lat na mieszkania przy Bartla. Deweloper ciągle nas zwodzi, a końca budowy nie widać - mówi Michał, klient Universu.
Będziemy protestować!
Sytuacja pokrzywdzonych z Wierzbowej nie wygląda dobrze. Pół roku temu sąd w Krakowie ogłosił upadłość Leoparda. Majątek firmy szacowany jest na ok. 200 mln zł, czyli na mniej niż wynosi zadłużenie. Gdyby był wyższy, syndyk nie byłby potrzebny, wystarczyłby likwidator. Sytuację pogarsza zastój na rynku nieruchomości - mało kto kupuje, tym bardziej po tak wysokich cenach, jakie planuje syndyk. Kolejność zaspokajania wierzycieli też nie wróży dobrze klientom. Najpierw swoje dostanie skarb państwa, później ZUS, banki i wierzyciele z zabezpieczoną hipoteką.
- Klienci zawsze są na końcu - przyznaje Tomasz Popiołek, miejski rzecznik praw konsumentów. - Jeśli wystarczy pieniędzy, mogą liczyć na to, że za niewielką dopłatą dostaną swoje mieszkania. Takie sytuacje się zdarzały. Równie prawdopodobne jest jednak to, że dla klientów pieniędzy nie wystarczy, a żeby pokryć długi dewelopera, syndyk będzie musiał ponownie sprzedać mieszkania...
- Nadal pracujemy nad inwentaryzacją majątku, wszystko jest pod nadzorem sądu. Prowadzimy też prace nad ustaleniem listy wierzytelności. O protestach mieszkańców nic nie wiem - mówi sędzia Janusz Płoch z Sądu Rejonowego w Krakowie. - Część działań uniemożliwia nam prokuratura, syndyk już zaskarżył jej działalność - dodaje. Chodzi o zablokowanie przez prokuraturę planowanej przez syndyka sprzedaży inwestycji przy ul. Wierzbowej - bloki mają bowiem stanowić dowód w prowadzonym przeciwko zarządowi spółki postępowaniu.
- Gdyby doszło do licytacji naszych mieszkań i kupił je inny inwestor, tracimy wszelkie prawa do lokali. Takie rzeczy nie mogą przecież dziać się w cywilizowanym kraju! - załamuje ręce małżeństwo z Krakowa, które kupiło przy Wierzbowej mieszkanie dla córki.
- Będziemy protestować, jeździć do Warszawy, do polityków, wychodzić na ulice, prosić o pomoc media. Nie będziemy czekać bezczynnie, aż zabiorą nam to, za co zapłaciliśmy - zapowiadają klienci Leoparda. - Nie damy drugi raz się oszukać!
KAŻDY MOŻE SIĘ POTKNĄĆ
Rozmowa z Piotrem Krochmalem, rzeczoznawcą majątkowym i analitykiem z Monitora Rynku Nieruchomości
Aneta Zadroga: Mamy następny kryzys na rynku nieruchomości i kolejne problemy ludzi oszukanych przez nieuczciwych deweloperów. Czy w ciągu ostatnich lat cokolwiek się zmieniło, jeśli chodzi o sytuację, w jakiej znaleźli się na przykład klienci Leoparda?
Piotr Krochmal: Ostatnie załamanie na rynku, którego byliśmy świadkami w 2000 roku, przebiegało podobnie. Wówczas również działy się takie rzeczy jak teraz w przypadku Leoparda. Inwestor upadał, zostawiał po sobie długi, wchodził syndyk i zajmował się rozporządzaniem majątkiem. W przypadku sytuacji klientów upadającej firmy niewiele się zmieniło, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania prawne, jak i jakąkolwiek ustawową ochronę interesów kupujących. Niestety, nie słyszałem o jakichkolwiek projektach w tej kwestii. W najbliższym czasie nie możemy się zatem spodziewać zmian w prawie upadłościom i naprawczym.
Klienci Leoparda są więc w beznadziejnej sytuacji?
- Teraz wszystko już w rękach syndyka. Pozostaje jedynie czekać na to, jak wypadną przetargi i jakie ceny uda się wynegocjować za majątek inwestora. Jeśli w obecnej sytuacji znajdą się nabywcy na nieruchomości, które pozostawił po sobie Leopard.
Trudne czasy powinny przyczynić się do weryfikacji firm na rynku - słabe, bez stażu i udanych inwestycji nie powinny przetrwać, i klienci byliby bezpieczniejsi.
- Niestety, w Krakowie nie było w ostatnim roku zbyt wielkiej czystki na rynku deweloperskim. Budownictwo mieszkaniowe było bowiem u nas często drugą lub trzecią nogą dla firm budowlanych działających w zupełnie innych branżach. Kiedy kilka lat temu nastał boom mieszkaniowy, każdy chciał zarobić na popycie. Duże firmy, dla których mieszkania były tylko dodatkową działalnością, pomimo nieudanych inwestycji przetrwały. Kilka mniejszych rzeczywiście upadło. No i zostają najwięksi gracze, którzy mieli pieniądze, więc recesja ich za bardzo nie dotknęła.
Ale Leopard właśnie był takim sprawdzonym, dużym graczem. A jednak powinęła mu się noga
- Leopard miał dobry okres, zaczynał i sprzedawał kolejne inwestycje. Tworzył banki ziemi pod kolejne budowy, w końcu zaczął mieć problemy finansowe, pojawił się wierzyciel, pożyczka, dopłaty do mieszkań i w końcu ogłosił upadłość. To pokazuje tylko tyle, że tak naprawdę nie ma stuprocentowej pewności przy wyborze dewelopera. Bo nawet komuś, kto odnosi sukcesy, może zdarzyć się potknięcie, deweloper może przeszacować swoje możliwości. Chociaż ryzyko zawsze jest mniejsze w przypadku firmy, która ma długi staż na rynku. Nawet jeśli inwestor robi badania marketingowe i buduje konkretną inwestycję pod potrzeby klientów, nigdy nie ma pewności, że za trzy, cztery lata, kiedy inwestycja zostanie ukończona, trendy na rynku się nie zmienią.
Co dzieje się dziś na rynku nieruchomości w Krakowie? Można śmiało kupować gotowe mieszkania?
- Można... Jest jednak problem: choć lokale dostępne są w ponad 180 inwestycjach, tak naprawdę mamy już niewielki wybór. Zostały mieszkania największe, a jeśli ktoś szuka metrażu poniżej 50 metrów kwadratowych, ma niewielkie pole do popisu. Z analiz, które ostatnio robiliśmy, wynika, że w Krakowie w dostępnych inwestycjach tylko ok. 30 proc. to mieszkania małe. Być może dlatego mamy ponownie do czynienia z zaskakującą tendencją do kupowania "dziury w ziemi". Są inwestycje, które dziś sprzedają się na etapie prac fundamentowych. To zadziwiające, ale klienci znowu decydują się na ryzyko zakupu niegotowej inwestycji.
Niech nas zobaczą!
„Czy w Polsce, w biały dzień, można ukraść 50 mln zł? Napad na bank? Nie! Okradani sami przynoszą pieniądze złodziejom. Pożyczyli je w banku albo oszczędzali całe życie. Tak właśnie nas okradł krakowski »deweloper « Leopard” - to pierwsze słowa, które możemy przeczytać, wchodząc na stronę www.okradli.pl założoną przez niedoszłych mieszkańców inwestycji przy ul. Wierzbowej.
- Pracowałem za granicą. Oszczędności wydałem na dwa mieszkania dla siebie i mamy. Dziś nie mam pieniędzy, nie mam mieszkań - mówi Łukasz, inicjator pospolitego ruszenia klientów Leoparda. - Musimy być głośni, niech nas słyszą politycy, niech wszyscy zobaczą, jak w Polsce okrada się za przyzwoleniem prawa - wołał podczas wiecu.
Klienci założyli stowarzyszenie. Poprosili o pomoc polityków - Jarosława Gowina i Zbigniewa Wassermanna. Ci kilka miesięcy temu wysłali pisma do Ministerstwa Sprawiedliwości. Nic to nie dało. Ludzie stracili cierpliwość. Uruchomili stronę internetową. - Musimy pokazać, jak ogromna jest skala podobnych oszustw w Polsce - podkreśla Łukasz.
Na razie do poszkodowanych przez Leoparda dołączyli klienci jednego ze stołecznych inwestorów, niedoszli mieszkańcy osiedla Żubr w Niepołomicach (holenderski inwestor zniknął w lutym). Również klienci Universu zadeklarowali poparcie inicjatywy. - My też czekamy po kilka lat na mieszkania przy Bartla. Deweloper ciągle nas zwodzi, a końca budowy nie widać - mówi Michał, klient Universu.
Będziemy protestować!
Sytuacja pokrzywdzonych z Wierzbowej nie wygląda dobrze. Pół roku temu sąd w Krakowie ogłosił upadłość Leoparda. Majątek firmy szacowany jest na ok. 200 mln zł, czyli na mniej niż wynosi zadłużenie. Gdyby był wyższy, syndyk nie byłby potrzebny, wystarczyłby likwidator. Sytuację pogarsza zastój na rynku nieruchomości - mało kto kupuje, tym bardziej po tak wysokich cenach, jakie planuje syndyk. Kolejność zaspokajania wierzycieli też nie wróży dobrze klientom. Najpierw swoje dostanie skarb państwa, później ZUS, banki i wierzyciele z zabezpieczoną hipoteką.
- Klienci zawsze są na końcu - przyznaje Tomasz Popiołek, miejski rzecznik praw konsumentów. - Jeśli wystarczy pieniędzy, mogą liczyć na to, że za niewielką dopłatą dostaną swoje mieszkania. Takie sytuacje się zdarzały. Równie prawdopodobne jest jednak to, że dla klientów pieniędzy nie wystarczy, a żeby pokryć długi dewelopera, syndyk będzie musiał ponownie sprzedać mieszkania...
- Nadal pracujemy nad inwentaryzacją majątku, wszystko jest pod nadzorem sądu. Prowadzimy też prace nad ustaleniem listy wierzytelności. O protestach mieszkańców nic nie wiem - mówi sędzia Janusz Płoch z Sądu Rejonowego w Krakowie. - Część działań uniemożliwia nam prokuratura, syndyk już zaskarżył jej działalność - dodaje. Chodzi o zablokowanie przez prokuraturę planowanej przez syndyka sprzedaży inwestycji przy ul. Wierzbowej - bloki mają bowiem stanowić dowód w prowadzonym przeciwko zarządowi spółki postępowaniu.
- Gdyby doszło do licytacji naszych mieszkań i kupił je inny inwestor, tracimy wszelkie prawa do lokali. Takie rzeczy nie mogą przecież dziać się w cywilizowanym kraju! - załamuje ręce małżeństwo z Krakowa, które kupiło przy Wierzbowej mieszkanie dla córki.
- Będziemy protestować, jeździć do Warszawy, do polityków, wychodzić na ulice, prosić o pomoc media. Nie będziemy czekać bezczynnie, aż zabiorą nam to, za co zapłaciliśmy - zapowiadają klienci Leoparda. - Nie damy drugi raz się oszukać!
KAŻDY MOŻE SIĘ POTKNĄĆ
Rozmowa z Piotrem Krochmalem, rzeczoznawcą majątkowym i analitykiem z Monitora Rynku Nieruchomości
Aneta Zadroga: Mamy następny kryzys na rynku nieruchomości i kolejne problemy ludzi oszukanych przez nieuczciwych deweloperów. Czy w ciągu ostatnich lat cokolwiek się zmieniło, jeśli chodzi o sytuację, w jakiej znaleźli się na przykład klienci Leoparda?
Piotr Krochmal: Ostatnie załamanie na rynku, którego byliśmy świadkami w 2000 roku, przebiegało podobnie. Wówczas również działy się takie rzeczy jak teraz w przypadku Leoparda. Inwestor upadał, zostawiał po sobie długi, wchodził syndyk i zajmował się rozporządzaniem majątkiem. W przypadku sytuacji klientów upadającej firmy niewiele się zmieniło, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania prawne, jak i jakąkolwiek ustawową ochronę interesów kupujących. Niestety, nie słyszałem o jakichkolwiek projektach w tej kwestii. W najbliższym czasie nie możemy się zatem spodziewać zmian w prawie upadłościom i naprawczym.
Klienci Leoparda są więc w beznadziejnej sytuacji?
- Teraz wszystko już w rękach syndyka. Pozostaje jedynie czekać na to, jak wypadną przetargi i jakie ceny uda się wynegocjować za majątek inwestora. Jeśli w obecnej sytuacji znajdą się nabywcy na nieruchomości, które pozostawił po sobie Leopard.
Trudne czasy powinny przyczynić się do weryfikacji firm na rynku - słabe, bez stażu i udanych inwestycji nie powinny przetrwać, i klienci byliby bezpieczniejsi.
- Niestety, w Krakowie nie było w ostatnim roku zbyt wielkiej czystki na rynku deweloperskim. Budownictwo mieszkaniowe było bowiem u nas często drugą lub trzecią nogą dla firm budowlanych działających w zupełnie innych branżach. Kiedy kilka lat temu nastał boom mieszkaniowy, każdy chciał zarobić na popycie. Duże firmy, dla których mieszkania były tylko dodatkową działalnością, pomimo nieudanych inwestycji przetrwały. Kilka mniejszych rzeczywiście upadło. No i zostają najwięksi gracze, którzy mieli pieniądze, więc recesja ich za bardzo nie dotknęła.
Ale Leopard właśnie był takim sprawdzonym, dużym graczem. A jednak powinęła mu się noga
- Leopard miał dobry okres, zaczynał i sprzedawał kolejne inwestycje. Tworzył banki ziemi pod kolejne budowy, w końcu zaczął mieć problemy finansowe, pojawił się wierzyciel, pożyczka, dopłaty do mieszkań i w końcu ogłosił upadłość. To pokazuje tylko tyle, że tak naprawdę nie ma stuprocentowej pewności przy wyborze dewelopera. Bo nawet komuś, kto odnosi sukcesy, może zdarzyć się potknięcie, deweloper może przeszacować swoje możliwości. Chociaż ryzyko zawsze jest mniejsze w przypadku firmy, która ma długi staż na rynku. Nawet jeśli inwestor robi badania marketingowe i buduje konkretną inwestycję pod potrzeby klientów, nigdy nie ma pewności, że za trzy, cztery lata, kiedy inwestycja zostanie ukończona, trendy na rynku się nie zmienią.
Co dzieje się dziś na rynku nieruchomości w Krakowie? Można śmiało kupować gotowe mieszkania?
- Można... Jest jednak problem: choć lokale dostępne są w ponad 180 inwestycjach, tak naprawdę mamy już niewielki wybór. Zostały mieszkania największe, a jeśli ktoś szuka metrażu poniżej 50 metrów kwadratowych, ma niewielkie pole do popisu. Z analiz, które ostatnio robiliśmy, wynika, że w Krakowie w dostępnych inwestycjach tylko ok. 30 proc. to mieszkania małe. Być może dlatego mamy ponownie do czynienia z zaskakującą tendencją do kupowania "dziury w ziemi". Są inwestycje, które dziś sprzedają się na etapie prac fundamentowych. To zadziwiające, ale klienci znowu decydują się na ryzyko zakupu niegotowej inwestycji.
- 354 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
47 głosów
-
Żal mi tych ludzi ale to także ich wina
kropka9991
23.11.09, 15:35
Na takie przypadki stosowane mogą być transakcje typu escrow, kosztują 2-3% od kwoty kredytu ale wtedy pieniądze klienta są zabezpieczone na rachunku bankowym. Czasami warto zapłacić więcej »
-
Re: Klienci Leoparda: nie oddamy mieszkań
katmoso
23.11.09, 16:40
po poprzednim kryzysie i serii podobnych sytuacji wiele mowiło się o zabezpieczeniu wplat klientów poprzez specjalny rachunek bankowy, z ktorego pieniądze zostaną przelane dopiero po »
-
Historia kołem się toczy moje drogie dziateczki...
ytzek.bloch
24.11.09, 09:31
Wy już tego nie pamiętacie, ale dziadzio Ytzek pamięta, że były takie lata 1999-2000. I wtedy też wybuchła bańka mieszkaniowa, cokolwiek mniejsza pod względem stosunku cen do zarobków, ale »
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć

