http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Kraków >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj RSS Kraków Gazeta.pl

Hotel Forum 1988-2006 - Galeria Potocka

Katarzyna Bik
2006-04-09, ostatnia aktualizacja 2006-04-09 00:00

Monika Wiechowska sfotografowała krakowski hotel Forum i swoje prace pokazuje na wystawie w Galerii Potocka.

Monika Wiechowska
Fot.Tomasz Wiech / AG
Monika Wiechowska
Katarzyna Bik: Tytuł tej wystawy - "Hotel Forum 1988-2006" - brzmi jak epitafium, ostatnie pożegnanie.

Monika Wiechowska: Raczej chodziło mi o metaforę. Ten gmach był podobno budowany przez 10 lat, funkcjonował tylko 18. Zaciekawiło mnie, że mają go zburzyć. Postanowiłam wejść tam do środka i sfotografować to.

Tyle jest różnych starych obiektów przeznaczonych do zburzenia w różnych miastach, krajach. Dalej nie rozumiem, dlaczego akurat to miejsce cię zaintrygowało?

- Bo ten budynek bardzo się wyróżnia, jest inny od reszty architektury Krakowa. Natknęłam się na niego przez przypadek, kiedy przyjechałam tu rok temu. Szukałam tematu na wystawę, szłyśmy z Joanną Zielińską, kuratorką Galerii Potocka, brzegiem Wisły. Był zachód słońca i w pewnym momencie on się wynurzył jak okręt. Przykuł moją uwagę. Dookoła nic nie było. Chciałam wejść do środka, zobaczyć, jak tam jest. Od razu wiedziałam, że chcę go fotografować. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będą go burzyć. Kiedy przyjechałam do Krakowa powtórnie, była jesień. Wtedy, we mgle, wyglądał jak widmo. Z ptakami przelatującymi obok przypominał mglistą, ale groźną zjawę. Chciałam to wrażenie pokazać na pocztówce, która towarzyszy tej wystawie.

Co zobaczyłaś w środku?

- Niesamowitą przestrzeń. Opuszczone, przepiękne wnętrza, w których tak dużo można zrobić dzięki fotografii.

Twoje zdjęcia nie pokazują tego rozkładu.

- Nie, bo to, że ten obiekt ma przestać istnieć, to tylko pretekst, żeby się zmobilizować i zrobić zdjęcia teraz. Ciekawe, że jak rozmawiałam o tym hotelu z różnymi ludźmi, to mieli z nim związane różne wspomnienia. Tam były studniówki, wesela, przyjęcia. To był przedmiot skojarzeń albo pozytywnych albo negatywnych.

A te negatywne?

- Że to komunistyczna budowla, górująca nad okolicą. Nie wszyscy wpadali w podziw.

Jakie było pierwsze wrażenie?

- To było coś, co niedokładnie wiąże się z tym budynkiem. Podróżując, szukam miejsc, które działają na moją wyobraźnię i zawierają jakąś historię, przeszłość. W tym budynku dostrzegłam coś, co rozpoznaję z innych miejsc - z mojego dzieciństwa. Pochodzę ze Szczecina, ale nie to może jest ważne.

Lecz to twoje dziedzictwo PRL-u?

- Właśnie. Ta nostalgia, którą tu odnalazłam. Fotografia w Holandii jest zupełnie inna. Ludzie wychowani na Zachodzie, którzy nie mieli do czynienia z tą rzeczywistością, w której dorastałam są zainteresowani czymś innym.

To jak oni pokazaliby ten budynek?

- Może egzotycznie. A może ich zdjęcia miałyby więcej dystansu i były bardziej dokumentalne w przedstawieniu przestrzeni od moich. Na przykład zobaczyliby zalane piwnice. Może podkreśliliby rozpad tego miejsca. Mnie towarzyszą inne uczucia. Ja to, co zobaczyłam w tym hotelu, rozumiem i instynktownie rozpoznaję.

I przetwarzasz w tajemnicze, bajkowe miejsce. Twoje prace to nowa opowieść o tym budynku. Zmienia się jego skala i perspektywa. Ten basen wydaje się zabawką, korytkiem, sala balowa - niska i płaska, przygniatająca do ziemi. Sufit wygląda jak łąka z kwiatami. Odbija się w nim tysiące lamp.

- Chodziło mi o stworzenie nowej przestrzeni. To nie są zdjęcia dokumentalne, lecz emocjonalne. Dokumentacja jest już niemożliwa, aby mieć wierny obraz tej przestrzeni, trzeba by było tam być przed wyprowadzką, ogołoceniem z mebli.

Dla mnie podstawą fotografii jest kadrowanie. To mi pozwala wykreować nową rzeczywistość.

Nie obrabiasz zdjęcia?

- Nie. Ważny jest moment "wycinania" z rzeczywistości.

Jak długo fotografowałaś w hotelu, byłaś tam kilka razy?

- Raz, bo nie mogłam tam wejść. Tydzień zajęło załatwianie pozwoleń, a w środku spędziłam sześć godzin.

Drugi raz nie mogłam tam już wejść, bo musiałam wyjechać. Nie wiedziałam też, jakie zdjęcia mi "ocenzurują".

Kto miał je cenzurować?

- Dyrekcja hotelu.

Pokazałaś im zdjęcia?

- Musiałam, bo budynek to przecież własność prywatna.

I zapłaciłaś za wejście tam?

- Początkowo szefowie oczekiwali zapłaty, ale w końcu udało się to załatwić.

Zaskakuje mnie, że w środku tej budowli nie ma znamion rozpadu, śmierci.

- Śmierć objawia się w pustce, nie w zniszczeniu. Jestem pod wrażeniem tej architektury. To ekonomicznie zaprojektowana przestrzeń, z pięknymi widokami z okien pokojów, psychodelicznymi korytarzami. I to właśnie jest dziwne.

Ten budynek ma być rozebrany, a nie sypie się. Jest tylko zaniedbany, nawet z zewnątrz nie wygląda to tragicznie, tylko szpetnie.

Urodę tej szpetoty udało ci się pokazać w tych fotografiach. W Krakowie jest jeszcze kilka budynków czekających na rozbiórkę. Czy cię to nie nęci?

- Czas spędzam głównie w galerii. Jestem w Krakowie zbyt krótko. Jeszcze nie zdążyłam się rozejrzeć wokół.

* Monika Wiechowska - rocznik '76, absolwentka Rijksakademie Vanbeeldende Kunsten w Amsterdamie

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

2 głosy

Brak komentarzy