Żulczyk: Kraków jest jak słoik z kiszoną kapustą
- Ponad podziałami. Wypowiedz się o kulturze! (16-12-09, 10:00)
- Kraków marnuje swoją energię - ucieka bokiem (20-01-10, 12:15)
Jakub Żulczyk: Ale dlaczego mnie o to pytasz?
Zaraz wyjaśnię.
- No mam, każdy chyba ma.
I nie kusiło cię nigdy, żeby się spakować i wyjechać?
- Kusiło. Z Krakowa wyjechałem już półtora roku temu.
Dlaczego?
- Przede wszystkim ze względów osobistych. Poza tym wszyscy ludzie, z którymi współpracuję w związku z czymkolwiek, no prawie wszyscy, mieszczą się w Warszawie i każdy, kto chce pracować w mediach, reklamie, tutaj ma łatwiej.
Mniej więcej w tym samym czasie sporo się mówiło o tym, że Kraków nie stwarza szansy młodym, ambitnym, że wyjeżdżają.
- Mnie zupełnie nie interesują przyczyny, dla których ci ludzie zmienili miejsce zamieszkania. Mogę tylko mówić za siebie, a mną powodowało to, że większość ludzi, z którymi współpracuję, i większość potencjalnych rzeczy, które mogę zrobić, są w Warszawie. Zabawne jest to, że już po przeprowadzce do Warszawy podpisałem umowę z krakowskim wydawnictwem, ale to po prostu zbieg okoliczności. Istnieje jednak jakaś specyfika miasta, która sprawia, że niektórzy stąd wyjeżdżają, a jeszcze bardziej sprawia, że większość ludzi dalej tu przebywa. Dalej tkwi, tkwić to chyba lepsze słowo.
I jakbyś miał teraz porównać Kraków z Warszawą, to czego ci tutaj brakowało?
- To porównywanie jest bez sensu, bo Warszawa jest zupełnie innym miastem, dużo większym i dużo bardziej zatomizowanym niż Kraków. Warszawa nie posiada wyraźnego jednego centrum czy ośrodka i już z powodów czysto urbanistycznych życie w tym mieście zupełnie inaczej wygląda. Ale jest pewna specyfika Krakowa - to może naciągana ideologia, bo ja strasznie lubię to miasto, mam tam masę znajomych - natomiast jest w tym coś, że Kraków przypomina trochę słoik z kiszoną kapustą. Kraków jest położony w kotlinie, Nowa Huta nawiewa na niego cały czas smog, ludzie siedzą w tych swoich knajpianych nieckach i w mieście Kraka panuje pewna atmosfera zmulenia i spauzowania, na co narzeka większość moich znajomych. Ale jak pojedziesz do wielu innych miejsc w Polsce, możesz się natknąć na to samo. Jest to więc bardziej pytanie o Warszawę, a nie Kraków. Dlaczego Warszawa dla większości ludzi jest jak "land of opportunities"? Odpowiedź jest raczej prosta: jeśli zajmujesz się produkcją jakichś dóbr kultury albo pracą w reklamie, albo pracą w telewizji, albo czymkolwiek, to 90 proc. rynku pracy jest tutaj. No i w Warszawie panuje pewien etos ruchu, działania, motywacji.
Tobie Kraków jako miasto w czymś pomógł?
- Pisanie do gazet nie wymaga koniecznie mieszkania w Warszawie, ponieważ i tak pisałem do tych gazet, mieszkając w Krakowie - większość artykułów wysyła się mailem. Ale chcąc robić inne rzeczy, poznawać innych ludzi, wchodząc w kontakty z tymi ludźmi, albo jeśli ktoś ma fantazje, żeby po prostu iść do pracy, a nie wysyłać maile, no to raczej bardziej wymagane jest to, żeby być tutaj.
Piotrek Sieklucki, dyrektor Teatru Nowego, powiedział, że młodzi ludzie, którzy chcą działać w kulturze, nie są traktowani w Krakowie przez urzędników jako partnerzy, tylko petenci. Zgadzasz się z tym? I z tym, że w Krakowie od lat brakuje jakiegoś fermentu?
- W Krakowie akurat jakiś tam ferment jest. Mały, ale jest. Są muzycy, są wystawy, dzieją się jakieś rzeczy, jest Bunkier Sztuki, tam oczywiście mogłoby się dziać 200 razy więcej, ale ktoś próbuje wystosować jakąś inicjatywę. Są ludzie z Goldex Poldex, jest Julek Strachota ze swoją żoną, którzy mocno działają w Hucie, jest młody kolektyw Art Of Chaos. Ale to, że ten ferment jest wciąż za mały, jak na miasto ochrzczone "miastem kultury", na pewno nie jest winą ukrytej żydomasonerii, która blokuje tych młodych i ambitnych ludzi przed spełnianiem swoich marzeń. Bardziej jest to kwestia braku konsekwencji. Bardzo często dobre pomysły rozwalają się o brak determinacji, brak szmalu i o jakieś sześć następnych wypitych piw. To nie jest wina urzędników. W każdym mieście są ludzie, którzy chcą robić i próbują robić sensowne rzeczy i oni jakoś sobie radzą z tą biurokratyczną materią, która - fakt - jest w Polsce potworna, ale większość historii rozbija się o marazm. W Warszawie może dzieje się tego trochę więcej, bo jest więcej ludzi, a po drugie, ci ludzie mają większe pole do popisu, bo mają więcej kasy.
Kiedyś rozmawiałem z członkami punkowego zespołu Chupacabras i oni powiedzieli, że w Krakowie inicjatywa ogranicza się do siedzenia w knajpach i gadania. Rano ma się kaca, niczego się nie pamięta, wraca się do tej knajpy i rozmowa zaczyna się od początku.
- To jest właśnie specyfika knajpianego miasta. Ale jeżeli chcesz coś rzeczywiście zrobić, to też możesz tę specyfikę w sobie pokonać. Zawsze można wypić w tej knajpie trzy piwa mniej i następnego dnia spotkać się i porozmawiać dalej o pomyśle. Nie ma żadnej siły, która by tego zabraniała. Pamiętam moją rozmowę z chłopakami z rapowego zespołu Firma, który obecnie jest chyba jedną z najbardziej nośnych krakowskich grup w Polsce. I jeden z nich powiedział coś takiego: "No tak, Kraków - miasto kultury, a teraz chodźmy się najebać". Albo z innej beczki. Wczoraj koleżanka opowiadała mi ciekawą historię - jej kolega odziedziczył kiedyś jakieś duże pieniądze, kupił za to kilka mieszkań, zaczął je wynajmować i tak żyje od kilkunastu lat, nie musząc robić praktycznie nic. Większość warszawiaków reagowała na tę historię w ten sposób: "Ale jak to? Nic nie robić? To co on całymi dniami telewizję ogląda?", natomiast krakusy odpowiadały: "Jak wspaniale. Zazdroszczę mu". To chyba całkiem dobra puenta dla tego wywiadu.
* Jakub Żulczyk - rocznik 1983, pisarz, dziennikarz, autor książek "Zrób mi jakąś krzywdę... czyli wszystkie gry video są o miłości" oraz "Radio Armageddon". Sześć lat mieszkał w Krakowie, od półtora roku w Warszawie.
Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła! Pod tym hasłem prowadzimy na łamach "Gazety" debatę na temat miejsca w kulturze Krakowa dla wszystkich pokoleń. Czy młodym artystom łatwo jest tu zaistnieć? A może zbyt lekko podważa się tu autorytet starszych? Piszcie na adres: odloty@krakow.agora.pl
- 76 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
36 głosów
-
Stagnacja wiatraczna
h-mol
07.01.10, 15:58
Co prawda to prawda, że są w Krakowie osoby, które nic nie umieją, a starają się żyć z namolnej krytyki tego miasta. Koronnym przykładem jest właśnie pan Wiatrak piewca festiwali łomotu »
-
Re: Żulczyk: Kraków jest jak słoik z kiszoną kapu
seven
07.01.10, 16:00
czy ten wywiad jest czescia jakiejs wiekszej calosci...? bo tak czytajac to mamwrazenie, ze jest wyrwany z jakiegos szerszego kontekstu.. swoja droga pytaniasa wyraznie tendencyjne, ciagle »
-
Żulczyk: Kraków jest jak słoik z kiszoną kapustą
cartahena
11.01.10, 22:26
Nie rozumiem po co porownywac Krakow z Warszawa. Nie widze w tym sensu. W obu miastach sa plusy i minusy i niech kazdy mieszka tam, gdzie chce. Nie krytykujac tego drugiego miejsca, w ktorym»
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...





