Jak wytropić w Krakowie poetę Zagajewskiego

Rozmawiała Małgorzata I. Niemczyńska
14.06.2010 , aktualizacja: 14.06.2010 18:52
A A A Drukuj
Kraków ma kilka tajemniczych jeziorek, a ja bardzo lubię pływać. Łatwiej znaleźć do tego odpowiednie miejsce tutaj niż w Paryżu - zdradza Adam Zagajewski*
Adam Zagajewski
Fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Adam Zagajewski
Małgorzata I. Niemczyńska: Po 20 latach w Paryżu zdecydował się Pan na powrót do Polski. Brał Pan pod uwagę inne miasta?

Adam Zagajewski: Tylko Kraków. To miasto moich studiów i kilkunastu lat po nich. Warszawa zawsze wydawała mi się za duża i zbyt abstrakcyjna. Innych miast dobrze nie znam. Kraków wypłynął z mojej życiowej historii.

Odkrywając go na nowo, często się Pan dziwił?

- W ciągu tych 20 lat odwiedzałem Kraków, więc ogromnego zaskoczenia nie było. Mogłem na bieżąco obserwować jego rekonstrukcję, dlatego zdawałem sobie sprawę, że przyjeżdżam do innego miasta, do miasta lepszego. Ale to, co się widziało w wieku lat 18, zachowuje też inny koloryt. On wynika z pewnej siły patrzenia, którą się ma, oglądając rzeczy po raz pierwszy lub prawie pierwszy. Nie umiem porównać Krakowa moich studiów z dzisiejszym. Obiektywnie tamten był brudny i rozpadający się, ale ja tego nie widziałem za dobrze, bo szukałem piękna. Nie miałem krytycznego temperamentu, nie chciałem dopatrywać się tego co straszne.

Także w Pana ostatnim tomiku "Niewidzialna ręka" refleksja nad Krakowem przywołuje raczej uczucia pozytywne. To miasto nigdy Pana nie złości?

- Ależ oczywiście, że złości - jak każdego. Czasem brudem, czasem prowincjonalnością, czasem brakiem rozmachu. Istnieje też jednak miasto, w którym zapomina się o sieci komunikacyjnej i innych tego rodzaju problemach, a myśli się o pewnej wspólnocie ludzi. Mam na myśli również dawne pokolenia. Kraków - jak też inne wspaniałe stare miasta - jest jak tort, którego nie wszystkie warstwy są widoczne. To nie tylko architektura, ale też obecność dawnych pokoleń. One czasem dramatycznie zniknęły, jak Żydzi z Kazimierza, a czasem w normalny, biologiczny sposób odeszły. Nie chcę używać wielkich słów i mówić, że to miasto "metafizyczne". Ale to miasto kontemplacyjne. Czuje się tu dziedzictwo kulturowe - i to nawet nie w znaczeniu cywilizacyjnym, a ludzkim.

Ale cywilizacyjnym także?

- Tak, jednak to inny rozdział. Ślady w architekturze bardzo pomagają w refleksji. Widać je nawet w zarysie ulic, gdy są pokrzywione jak w średniowieczu. To ulga po prostych ulicach amerykańskich, które zawsze idą jak po sznurku. Dostrzegalna krzywizna Ziemi zachwyca mnie w starych miastach europejskich.

Czytając Pana wiersze, można odnieść wrażenie, że pejzaż miejski jest dla Pana bardziej inspirujący od przyrody.

- Trudno mi powiedzieć, dlaczego tak jest. Mam teraz moment intensywnej lektury Iwaszkiewicza. Zazdroszczę mu, że wyszedł z Ukrainy, z pejzażu stepowego, gdzie ludzie egzystowali w domach czy dworach. Iwaszkiewicz pisał w "Dziennikach", że nienawidzi Galicji (tylko Kraków akurat lubił - to niespodzianka, bo nie powinien). Gardził wręcz ludźmi, którzy żyją w ciasnych mieszkaniach. Pozazdrościłem mu stepów, ale nie mogę zmienić losu. Sam jestem z ciasnych mieszkań. Nawet mój Lwów - ten mityczny i utracony - to też było miasto, a nie stepy ukraińskie. Ładne miasto na wzgórzach. Miasto jest jednak także niezwykłą koncentracją ludzkich losów. Na spacerze można odczytywać z twarzy zagadki, namiętności, tragedie. Nie codziennie, ale czasem się zdarza - to mnie fascynuje.

W niektórych wierszach dostrzega Pan też krakowską przyrodę.

- Jest tu wiele wspaniałych, starych drzew. Obramowane miastem wyglądają jeszcze piękniej. Na wsi drzew jest za dużo, widzę w nich pewną monotonię. Pociąga mnie też natura, która zwycięsko opiera się miastu. Nawet w zniszczonej Warszawie natychmiast odzyskała władzę. Pojawiły się ptaki. Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię kosy. Do XIX wieku te ptaki żyły w lasach, a potem zrozumiały, że miasta są dla nich lepsze.

Z wiersza sprzed lat "Widok Krakowa" zostaje w pamięci dziewczyna, która spieszy się na wykład, ale w biegu się nie przesuwa. Trochę jak Kraków - równocześnie dynamiczny i stateczny.

- To bardzo trudna do utrzymania równowaga. Kraków nie może zastygnąć w tym, co jest. Dla miasta to śmierć. Weźmy na przykład Florencję, o której mówi się, że to miasto piękne, lecz martwe, bo wszyscy młodzi z niego wyjeżdżają. Kraków więc swą stronę dynamiczną musi zachować. Ale nikt na szczęście nie postanowi wyburzyć Wawelu i na jego miejscu zbudować osiedla. Są pewne świętości. Szalenie lubię chociażby krakowskie tabu dotyczące Błoń. Nieruchoma strona Krakowa jest bardzo dobrze broniona. Choć nie obeszło się bez błędów, defensywa jest tak silna, że należałoby dobrze życzyć raczej tym od dynamizmu.

Kraków ma coś w sobie z ideału z wiersza "Miasto, w którym chciałbym mieszkać"? Tego "zbudowanego według preludiów Chopina"?

- To obraz nierealny, a jednak Kraków ma w sobie coś z niego. Trzeba by tylko skasować zimę i oczyścić Wisłę. Denerwuje mnie, że miasto nie żyje nad rzeką. Szkoda mi tych obiecanych kładek, które powstają z takim trudem. Przede wszystkim lubię w Krakowie to, że to miasto średnie. To nie jest metropolia.

Do Pana ostatniego tomiku można by załączyć mapę - są tu Planty, Plac na Groblach, kościół Bożego Ciała na Kazimierzu, Ogród Botaniczny, ul. Karmelicka. Gdyby ktoś wynajął prywatnego detektywa, aby Pana śledził, wystarczyłoby, aby ten po prostu uważnie przeczytał tę książkę?

- To nie jest szalenie oryginalna mapa, ale rzeczywiście odpowiada ona choć w części moim spacerom po Krakowie. Bardzo lubię chodzić po mieście. Siłą rzeczy momenty, które pozostają mi w pamięci, zamieniają się niekiedy w wiersze. Rzeczywiście - po przeczytaniu tej książki detektyw by mnie odnalazł. To nie są miejsca widziane przez turystę, ale tubylca. Kogoś, kto bardzo często je odwiedza. Naszych gości zabieramy też chętnie z żoną na spacer za kopiec, w stronę Lasku Wolskiego. Być może to miejsce mieszczańsko banalne, ale ładne, wciąż niezabudowane. Niewiele miast ma takie puste tereny stosunkowo niedaleko od centrum. Kraków ma też kilka tajemniczych jeziorek, a ja bardzo lubię pływać. Łatwiej znaleźć do tego odpowiednie miejsce tutaj niż w Paryżu.

Jakie jeszcze ma Kraków przewagi nad Paryżem?

- Przede wszystkim w księgarniach są polskie książki.

*Adam Zagajewski - poeta i eseista, początkowo twórca tzw. Nowej Fali. Urodzony we Lwowie. Po wieloletnim pobycie w Paryżu powrócił do Krakowa w 2002 roku.

Przez dwa tygodnie będziemy publikować na naszej stronie wywiady o Krakowie z polskimi pisarzami. W środę rozmowa z Gają Grzegorzewską



Podziel się

  • 3 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów