Rusinek: Linia, która dzieli literacki Kraków
23.06.2010
, aktualizacja: 23.06.2010 20:26
Jeśli chodzi o moje absolutnie ulubione miejsce, w którym dużo pracuję i czytam, to jest nim pociąg relacji Kraków - Warszawa, Warszawa - Kraków - zdradza nam Michał Rusinek*
ZOBACZ TAKŻE
- Orbitowski: Kraków to dobre miasto na jakiś horror (25-06-10, 14:30)
- Kraków przyjezdnego zakleszcza w obrębie Plant (21-06-10, 16:30)
- Jakub Żulczyk: Bez wanny czytelnictwo spada (18-06-10, 17:45)
- Gaja Grzegorzewska: Małe minusy Krakowa też lubię (16-06-10, 18:30)
- Czesław Miłosz i jego festiwal w Krakowie (14-06-10, 19:00)
- Jak wytropić w Krakowie poetę Zagajewskiego (14-06-10, 18:45)
- Z książką w roli głównej - literackie wydarzenia 2010 (14-06-10, 14:00)
- W jak Wyspiański: literackie abecadło Krakowa (13-06-10, 15:00)
- W tych miejscach możesz czytać bez ograniczeń (12-06-10, 17:00)
- Strefa Wolnego Czytania: Czytanie jest sexy! (12-06-10, 16:00)
RAPORTY
Ewa Bolińska-Gostkowska: Strefa Wolnego Czytania to miejsca wyjątkowe, związane z książką, wygodnym, niespiesznym czytaniem. Ma Pan takie?
Michał Rusinek: Przede wszystkim podzieliłbym te miejsca na takie, w których dobrze się czyta, i takie, w których się o książkach mówi, które prowokują do tego, by zaszyć się gdzieś z książką. Jeżeli chodzi o te pierwsze, to uważam, że czytanie jest czynnością intymną. Z moich czasów przedsamochodowych przypominam sobie, że dobrze czytało mi się w tramwajach. Mniej kołyszą i są w ogóle bardziej romantyczne i sentymentalne. Pamiętam, jak podejrzałem kiedyś profesora Błońskiego, który chichotał głośno, czytając "NaGłos". Zajrzałem mu przez ramię i co czytał? Błońskiego. A jeśli chodzi o moje absolutnie ulubione miejsce, w którym dużo pracuję i czytam, to jest nim pociąg relacji Kraków - Warszawa, Warszawa - Kraków. Miejsce bardzo krakowskie, bo cały Kraków jedzie do stolicy, a potem wraca tym samym pociągiem. Cała sztuka polega na tym, żeby nie dać się rozpoznać, ponieważ wiadomo, że jeśli się kogoś spotka, to już nic się nie poczyta. Z miejsc zostają nam jeszcze ławki w parku, pod warunkiem że nikt się nie dosiądzie, oraz księgarnie. Te ostatnie to może miejsca oczywiste, ale w wielu księgarniach pracują teraz ludzie, którzy się na książkach nie znają i którzy książek nie kochają, tym bardziej doceniam punkty takie jak księgarnia Jedynka. Tam znajduję książki dla dzieci, których nikt inny nie ma.
A co z miejscami, w których o książkach się rozmawia?
- Tu pada magiczne słowo "promocja". Są takie miejsca, w których promocje się udają, i takie, w których udają się tak sobie. Miejsca, w których o książkach dużo się dyskutuje i jest poważnie, i są takie, gdzie się dużo dyskutuje i jest niepoważnie. Na przykład w Bunkrze Sztuki i Lokatorze jest szalenie poważnie, ale jest też Prowincja, w której odżył duch zabawy literackiej w przedwojennym sensie. Nawet najpoważniejsi poeci skłonni są tam pośmiać się z siebie. To tam, na przykład, wydaliśmy tom wierszy Andrzeja Go(ł)łoty "Sobie a guzom", który podarowaliśmy Wisławie Szymborskiej.
Gdy umawialiśmy się na spotkanie, wspominał Pan także o innym podziale, o granicy, która dzieli literacki Kraków.
- Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział "Moja noga tam nie postanie". To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie Rynku, do miejsc tak niepoważnych i pewnie nieco snobistycznych jak Prowincja po prostu nie przyjdą. Niewątpliwie grupa, w której znajdują się Szymborska, Zagajewski, Lipska czy Turnau jest hermetyczna i niełatwo się do niej dostać. Granice są pewnie rozwiązaniem nienajlepszym, ale ja akurat uważam, że to dobrze, iż istnieją w Krakowie tak powszechnie kojarzone literackie punkty.
A mógłby Pan nas oprowadzić po swoim literackim Krakowie?
- Przyjmijmy, że mamy na ten spacer cały dzień. Zacząłbym zatem od Guliwera przy Brackiej. Lokalizacja tego miejsca, jego atmosfera, sprawiły, że niegdyś można tam było spotkać wiele ciekawych osobistości. Pamiętam, jak umówiłem się tam kiedyś z pewnym reżyserem. Wszedłem i uświadomiłem sobie, że nie wiem, jak wygląda. Zobaczyłem, że siedzi tam tyłem i oczywiście w kurtce Sławomir Mrożek, dalej Krystyna Zachwatowicz, Andrzej Wajda, bodajże był tam wtedy też Krystian Lupa. Obok siedział jakiś mężczyzna, którego nie znałem. Podszedłem więc do niego bez wahania i nie pomyliłem się. Tam moglibyśmy zatrzymać się na śniadanie. Potem, jeszcze przed podwieczorkiem, można by wybrać się do miejsca nie tak zupełnie oczywistego, a mianowicie do księgarni Matras na Rynku Głównym. Jak odkryto, w budynku tym znajdowała się pierwsza księgarnia w Europie. To miejsce jest wyjątkowe także z innego powodu. A mianowicie jest tam pan Jan, dawniej bramkarz reprezentacji Polski w piłce nożnej, teraz pracownik. Pan Jan ma pasję, a są nią autorzy. Kiedy tylko jakiegoś wypatrzy, łapie od razu, wciąga do środka i każe podpisywać książki. Jeżeli chodzi o Rynek, to akurat to miejsce bym pominął, gdyż - jak mówi Jerzy Pilch - gdziekolwiek człowiek przysiądzie w okolicach Rynku, od razu podchodzi kelner. Zbliża się pora lunchu. Można wybrać się na dobre sushi na ulicy św. Anny, a po posiłku pójść naprzeciwko do księgarni naukowej. To miejsce wyjątkowe, bo kompletuje książki wydawane przez małe ośrodki regionalne. Niezaspokojeni naukowo mogą wybrać się jeszcze do księgarni na Podwalu. Potem przeszedłbym na ulicę Kanoniczą, po pierwsze dlatego, że mieści się tam Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, a po drugie, znajduje się tam bardzo przyjemna księgarnia Bona, w której można usiąść i wypić kawę. Potem przysiadłbym sobie na ławce przy Plantach. Tą trasą, Plantami, Czesław Miłosz, który mieszkał przy ulicy Bogusławskiego, spacerował codziennie. Siedząc tam, warto zastanowić się nad tym, że kiedy Miłosz zdecydował się zamieszkać w Europie, to nie wrócił do swojego ukochanego Wilna, ale osiadł właśnie w Krakowie. W mieście, gdzie nic się nie zmienia, gdzie czuje się tzw. starą Europę. Wybrałbym się także na Kazimierz. Miejsce niezwykłe ze względu na swoją palimpsestowość. Tam widać różne warstwy, fragmenty przeszłości, które powoli znikają z przestrzeni miasta. Mam wrażenie, że Kazimierz jest dzielnicą, którą wciąż można odkrywać, odkopywać ślady żydowskości, lumpenproletariatu, dobre miejsce na spacer kulturowy. Tam już można zostać do wieczora i niewątpliwie będzie to inspirujący czas. Jest jeszcze jedno miejsce - Dom Literatów przy ulicy Krupniczej 22, w którym po wojnie spotkało się tylu wybitnych pisarzy.
A taka całkiem prywatna Strefa Wolnego Czytania, w której zaszywa się Pan z książką?
- Lubię siedzieć przy swoim biurku, które całe zastawione jest książkami, z małą przestrzenią wydzieloną na niewielkich rozmiarów komputer. Siedzę, trzymając nogi na blacie, i tak czyta mi się najlepiej. Jeśli mówimy o czytaniu intymnym, osobistym, warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. O e-bookach. Osobiście zachwycony jestem czytnikiem Kindle, dzięki któremu mogę zabrać na wakacje i sto książek. Właściwie mam przy sobie bibliotekę. Co ważne, wcale nie uważam, że e-booki w czymkolwiek zaszkodzą książkom drukowanym. W końcu jeśli ktokolwiek będzie chciał sięgnąć po książkę artystyczną czy ilustrowaną, zawsze szukać będzie książki wydanej na tradycyjnym papierze.
* Michał Rusinek (ur. 1972) - literaturoznawca, tłumacz, pisarz. Pracownik Katedry Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki UJ i sekretarz Wisławy Szymborskiej.
Michał Rusinek: Przede wszystkim podzieliłbym te miejsca na takie, w których dobrze się czyta, i takie, w których się o książkach mówi, które prowokują do tego, by zaszyć się gdzieś z książką. Jeżeli chodzi o te pierwsze, to uważam, że czytanie jest czynnością intymną. Z moich czasów przedsamochodowych przypominam sobie, że dobrze czytało mi się w tramwajach. Mniej kołyszą i są w ogóle bardziej romantyczne i sentymentalne. Pamiętam, jak podejrzałem kiedyś profesora Błońskiego, który chichotał głośno, czytając "NaGłos". Zajrzałem mu przez ramię i co czytał? Błońskiego. A jeśli chodzi o moje absolutnie ulubione miejsce, w którym dużo pracuję i czytam, to jest nim pociąg relacji Kraków - Warszawa, Warszawa - Kraków. Miejsce bardzo krakowskie, bo cały Kraków jedzie do stolicy, a potem wraca tym samym pociągiem. Cała sztuka polega na tym, żeby nie dać się rozpoznać, ponieważ wiadomo, że jeśli się kogoś spotka, to już nic się nie poczyta. Z miejsc zostają nam jeszcze ławki w parku, pod warunkiem że nikt się nie dosiądzie, oraz księgarnie. Te ostatnie to może miejsca oczywiste, ale w wielu księgarniach pracują teraz ludzie, którzy się na książkach nie znają i którzy książek nie kochają, tym bardziej doceniam punkty takie jak księgarnia Jedynka. Tam znajduję książki dla dzieci, których nikt inny nie ma.
A co z miejscami, w których o książkach się rozmawia?
- Tu pada magiczne słowo "promocja". Są takie miejsca, w których promocje się udają, i takie, w których udają się tak sobie. Miejsca, w których o książkach dużo się dyskutuje i jest poważnie, i są takie, gdzie się dużo dyskutuje i jest niepoważnie. Na przykład w Bunkrze Sztuki i Lokatorze jest szalenie poważnie, ale jest też Prowincja, w której odżył duch zabawy literackiej w przedwojennym sensie. Nawet najpoważniejsi poeci skłonni są tam pośmiać się z siebie. To tam, na przykład, wydaliśmy tom wierszy Andrzeja Go(ł)łoty "Sobie a guzom", który podarowaliśmy Wisławie Szymborskiej.
Gdy umawialiśmy się na spotkanie, wspominał Pan także o innym podziale, o granicy, która dzieli literacki Kraków.
- Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział "Moja noga tam nie postanie". To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie Rynku, do miejsc tak niepoważnych i pewnie nieco snobistycznych jak Prowincja po prostu nie przyjdą. Niewątpliwie grupa, w której znajdują się Szymborska, Zagajewski, Lipska czy Turnau jest hermetyczna i niełatwo się do niej dostać. Granice są pewnie rozwiązaniem nienajlepszym, ale ja akurat uważam, że to dobrze, iż istnieją w Krakowie tak powszechnie kojarzone literackie punkty.
A mógłby Pan nas oprowadzić po swoim literackim Krakowie?
- Przyjmijmy, że mamy na ten spacer cały dzień. Zacząłbym zatem od Guliwera przy Brackiej. Lokalizacja tego miejsca, jego atmosfera, sprawiły, że niegdyś można tam było spotkać wiele ciekawych osobistości. Pamiętam, jak umówiłem się tam kiedyś z pewnym reżyserem. Wszedłem i uświadomiłem sobie, że nie wiem, jak wygląda. Zobaczyłem, że siedzi tam tyłem i oczywiście w kurtce Sławomir Mrożek, dalej Krystyna Zachwatowicz, Andrzej Wajda, bodajże był tam wtedy też Krystian Lupa. Obok siedział jakiś mężczyzna, którego nie znałem. Podszedłem więc do niego bez wahania i nie pomyliłem się. Tam moglibyśmy zatrzymać się na śniadanie. Potem, jeszcze przed podwieczorkiem, można by wybrać się do miejsca nie tak zupełnie oczywistego, a mianowicie do księgarni Matras na Rynku Głównym. Jak odkryto, w budynku tym znajdowała się pierwsza księgarnia w Europie. To miejsce jest wyjątkowe także z innego powodu. A mianowicie jest tam pan Jan, dawniej bramkarz reprezentacji Polski w piłce nożnej, teraz pracownik. Pan Jan ma pasję, a są nią autorzy. Kiedy tylko jakiegoś wypatrzy, łapie od razu, wciąga do środka i każe podpisywać książki. Jeżeli chodzi o Rynek, to akurat to miejsce bym pominął, gdyż - jak mówi Jerzy Pilch - gdziekolwiek człowiek przysiądzie w okolicach Rynku, od razu podchodzi kelner. Zbliża się pora lunchu. Można wybrać się na dobre sushi na ulicy św. Anny, a po posiłku pójść naprzeciwko do księgarni naukowej. To miejsce wyjątkowe, bo kompletuje książki wydawane przez małe ośrodki regionalne. Niezaspokojeni naukowo mogą wybrać się jeszcze do księgarni na Podwalu. Potem przeszedłbym na ulicę Kanoniczą, po pierwsze dlatego, że mieści się tam Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, a po drugie, znajduje się tam bardzo przyjemna księgarnia Bona, w której można usiąść i wypić kawę. Potem przysiadłbym sobie na ławce przy Plantach. Tą trasą, Plantami, Czesław Miłosz, który mieszkał przy ulicy Bogusławskiego, spacerował codziennie. Siedząc tam, warto zastanowić się nad tym, że kiedy Miłosz zdecydował się zamieszkać w Europie, to nie wrócił do swojego ukochanego Wilna, ale osiadł właśnie w Krakowie. W mieście, gdzie nic się nie zmienia, gdzie czuje się tzw. starą Europę. Wybrałbym się także na Kazimierz. Miejsce niezwykłe ze względu na swoją palimpsestowość. Tam widać różne warstwy, fragmenty przeszłości, które powoli znikają z przestrzeni miasta. Mam wrażenie, że Kazimierz jest dzielnicą, którą wciąż można odkrywać, odkopywać ślady żydowskości, lumpenproletariatu, dobre miejsce na spacer kulturowy. Tam już można zostać do wieczora i niewątpliwie będzie to inspirujący czas. Jest jeszcze jedno miejsce - Dom Literatów przy ulicy Krupniczej 22, w którym po wojnie spotkało się tylu wybitnych pisarzy.
A taka całkiem prywatna Strefa Wolnego Czytania, w której zaszywa się Pan z książką?
- Lubię siedzieć przy swoim biurku, które całe zastawione jest książkami, z małą przestrzenią wydzieloną na niewielkich rozmiarów komputer. Siedzę, trzymając nogi na blacie, i tak czyta mi się najlepiej. Jeśli mówimy o czytaniu intymnym, osobistym, warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. O e-bookach. Osobiście zachwycony jestem czytnikiem Kindle, dzięki któremu mogę zabrać na wakacje i sto książek. Właściwie mam przy sobie bibliotekę. Co ważne, wcale nie uważam, że e-booki w czymkolwiek zaszkodzą książkom drukowanym. W końcu jeśli ktokolwiek będzie chciał sięgnąć po książkę artystyczną czy ilustrowaną, zawsze szukać będzie książki wydanej na tradycyjnym papierze.
* Michał Rusinek (ur. 1972) - literaturoznawca, tłumacz, pisarz. Pracownik Katedry Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki UJ i sekretarz Wisławy Szymborskiej.
Publikujemy wywiady o Krakowie z polskimi pisarzami: Zagajewski | Grzegorzewska | Żulczyk | Varga . W piątek rozmowa z Łukaszem Orbitowskim
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...




