Orbitowski: Kraków to dobre miasto na jakiś horror
25.06.2010
, aktualizacja: 12.06.2010 13:07
Zachód był zgniły i rzeczywiście ta zgnilizna do nas przychodziła. Bo i "Bravo", i niemieckie świerszczyki to nie jest nic wielkiego, ale jak się ma 12 lat, to po pierwsze, rozpala wyobraźnię, a po drugie, było kolorowo - opowiada Łukasz Orbitowski*
ZOBACZ TAKŻE
- Rusinek: Linia, która dzieli literacki Kraków (23-06-10, 15:00)
- Kraków przyjezdnego zakleszcza w obrębie Plant (21-06-10, 16:30)
- Jakub Żulczyk: Bez wanny czytelnictwo spada (18-06-10, 17:45)
- Gaja Grzegorzewska: Małe minusy Krakowa też lubię (16-06-10, 18:30)
- Czesław Miłosz i jego festiwal w Krakowie (14-06-10, 19:00)
- Jak wytropić w Krakowie poetę Zagajewskiego (14-06-10, 18:45)
- Z książką w roli głównej - literackie wydarzenia 2010 (14-06-10, 14:00)
- W jak Wyspiański: literackie abecadło Krakowa (13-06-10, 15:00)
- W tych miejscach możesz czytać bez ograniczeń (12-06-10, 17:00)
- Strefa Wolnego Czytania: Czytanie jest sexy! (12-06-10, 16:00)
RAPORTY
Mariusz Wiatrak: Kraków to dobre miasto, żeby nakręcić w nim jakiś horror?
Łukasz Orbitowski: Oczywiście, że tak. Bo większość horrorów, które widziałem, działa się w małych miejscowościach.
To wyobraźmy sobie taką sytuację: jestem reżyserem, ale ponieważ kasy mamy niewiele, to będzie to horror klasy B. Czyli nie będziemy komputerowo wymazywać Sukiennic, a z kościoła Mariackiego nie zrobimy lochów. Szukamy miejsc, które same w sobie są straszne.
- W pierwszej kolejności musielibyśmy więc zajrzeć od klubu Piękny Pies. Najlepiej starego. Pierwszy jego urok polegał na tym, że był stary, a drugi urok był taki, a właściwie jest taki, że już go nie ma. To miejsce horrorowe z dwóch przyczyn: pierwsza ma charakter personalny i wiąże się z tym, że pewnego wieczoru pewna miła dziewczyna, a było już dosyć późno, przysiadła się do mojego stolika i zaczęła rozmawiać o moich książkach. I wtedy się okazało, że pomyliła mnie z Michałem Witkowskim... Biorąc pod uwagę nasze gabaryty, był to nie lada wyczyn. Po drugie, stary Piękny Pies był taką knajpą, w której mniej więcej w okolicach trzeciej lub czwartej nad ranem zbierały się duchy. Wchodziłeś, a tam same upiory i do tego wszystkie pijane. Byli młodzi i starzy, brzydcy i piękni, brodaci i bez bród, dresy i jacyś artyści. I wszyscy martwi, a jednak się ruszali!
To znaczy, że nasi bohaterowie będą musieli się stamtąd szybko ewakuować i szukać gdzieś schronienia.
- Na dachu Akademii Rolniczej.
O, z tym miejscem wiąże się pewnie jakaś legenda.
- Legenda to za duże słowo, ale kiedy byłem jeszcze zbyt młody, żeby uczestniczyć w życiu, które przynależy dorosłym, włóczyłem się z kolegami gdzie bądź i z jednym kumplem wychodziliśmy na dach Akademii Rolniczej. On jest teraz pewnie zamknięty, ale wtedy się dało na niego wyjść i tam kolega wysnuł opowieść, którą nie wiem, czy gdzieś usłyszał, czy ona się po prostu sama z niego wydobyła, ale mówiła o tym, że jeśli dwoje ludzi sobie przeznaczonych się tam pocałuje, to znikną i przeniosą się do jakiegoś lepszego miejsca. Podobno dwóch facetów kiedyś tam znikło.
Straszne rzeczy!
- Jeszcze straszniejsze się działy na Jabolowej Górce. Jej również już nie ma, zostało samo wzniesienie, ale straciło swoją wartość użytkową na wskutek jej ogrodzenia i oświetlenia. Kiedyś ludzie tam spożywali głównie tanie wina, ja tam bardziej przechodziłem, niż byłem, ale parę razy rzeczywiście widziałem rzeczy horrorowe. Zarówno elementy slashera się tam ujawniały, gdy ktoś kogoś chciał sponiewierać, jak i jakieś delikatne próby uprawiania seksu, a wiadomo, jak to się w horrorach kończy. To miejsce było szalenie przaśne: napisy na murach, ściana potwornie brudna, więcej potłuczonych butelek niż liści na drzewach, a w tym wszystkim biedne zakonnice, które wybrały sobie spokojne życie tuż obok za murem, a tu świat w najdzikszej formie się do nich zakradał. Łatwo sobie wyobrazić, jak te żywe, otumanione trupy wytaczają się z Pięknego Psa, idą się dobić na Jabolowej Górce, tam otaczają zakonnice i chcą się dostać do środka, one się bronią, poświęcają jedną - całą historię z tego można zrobić.
Gdzie szukać tej Jabolowej Górki?
- Mieści się mniej więcej w połowie ul. Gertrudy na Plantach.
Nie w okolicach Barbakanu?
- Tam też jest górka, ale inna. Opowiadał mi o niej jeszcze mój ojciec i z pewnego źródła wiem, że stare krakusy mówiły na nią Chujowa Górka. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale to już pewnie nie nadaje się do druku.
Chodźmy dalej, żeby zdążyć w naszym horrorze przed świtem.
- Dochodzimy więc do Hali Targowej. To również miejsce widmowe podwójnie. 20 lat temu i wcześniej odbywała się tam giełda książek, nie wiem, czy ona do tej pory istnieje, ale w latach 80. jako młody chłopak po raz pierwszy miałem tam możliwość nabycia widm lepszego świata. Gdy u nas jeszcze u władzy był generał, tam już pojawiały się upiory głównie niemieckie - sprzedawano na przykład kartki z poszczególnych numerów "Brava" poświęcone danemu wykonawcy. Szukało się Kylie Minogue, Kinga Diamonda czy kogo się tam chciało i facet wyciągał folijkę, w której miał wszystkie informacje wycięte na ich temat. To tam pojawiali się pierwsi piraci z kasetami przegrywanymi jeszcze z zachodnich kablówek i tam pojawiały się pierwsze, odważniejsze próby wprowadzania pornografii do Polski. Czyli takie odpryski Zachodu...
Zgniłego Zachodu!
- Tak, Zachód był wtedy zgniły i rzeczywiście ta zgnilizna do nas przychodziła. Bo i "Bravo", i niemieckie świerszczyki, i w gruncie rzeczy tandetny komiks po angielsku to nie jest nic wielkiego, ale jak się ma 12 lat, to po pierwsze, rozpala wyobraźnię, a po drugie, przynajmniej było kolorowo.
Zatem potrzebujemy jeszcze jednego, ostatniego miejsca, w którym będzie się czaić zło prawdziwe.
- Jakbym mógł ci to pokazać na zdjęciu albo mapie... Mowa o pewnym skwerku. Jeszcze wtedy mieścił się na ul. 18 Stycznia, obecnie Królewskiej, koło przystanku tramwajowego w stronę Rynku. Tam są dwa kioski - jeden z warzywami, drugi z tym, co zawsze jest w kiosku. A za nimi jest taki plac zieleni: parę metrów na parę metrów między dwoma blokami. I tam była sobie klapa. Jak włóczyłem się po Krakowie, mając znowu lat naście, ona była otwarta, a na dole mieścił się jakiś bunkier chyba w kształcie litery U. To tam doświadczałem grozy straszliwej. Po pierwsze, zapaliłem swojego pierwszego papierosa: to było caro, w czerwonej, krótkiej, miękkiej paczce. A po drugie, z kolegą z bloku trafiliśmy na jakąś świeczkę zatkniętą w ścianie, czyjś porzucony barłóg, puszkę po piwie. Te ślady wyraźnie wskazywały na czyjąś obecność, nie wiadomo czyją, natomiast można sobie wyobrazić, jak po tej Hali Targowej, komiksach, po tym Kingu Diamondzie wyciętym z "Brava" i po pierwszej przeczytanej powieści Stephena Kinga musiała się rozpalać wyobraźnia 13-14-latka. Tam przecież mogły żyć potwory, gwałciciele, neonaziści, właściwie każdy mógł się tam ukrywać, a najlepiej wszyscy razem wzięci.
* Łukasz Orbitowski - pisarz, publicysta, felietonista. Absolwent filozofii na UJ i jeden z nielicznych w Polsce twórców horrorów. Autor m.in. książek "Złe wybrzeża", "Wigilijne psy", "Horror show", "Szeroki, głęboki, wymalować wszystko" i gry fabularnej "Bakemono".
Łukasz Orbitowski: Oczywiście, że tak. Bo większość horrorów, które widziałem, działa się w małych miejscowościach.
To wyobraźmy sobie taką sytuację: jestem reżyserem, ale ponieważ kasy mamy niewiele, to będzie to horror klasy B. Czyli nie będziemy komputerowo wymazywać Sukiennic, a z kościoła Mariackiego nie zrobimy lochów. Szukamy miejsc, które same w sobie są straszne.
- W pierwszej kolejności musielibyśmy więc zajrzeć od klubu Piękny Pies. Najlepiej starego. Pierwszy jego urok polegał na tym, że był stary, a drugi urok był taki, a właściwie jest taki, że już go nie ma. To miejsce horrorowe z dwóch przyczyn: pierwsza ma charakter personalny i wiąże się z tym, że pewnego wieczoru pewna miła dziewczyna, a było już dosyć późno, przysiadła się do mojego stolika i zaczęła rozmawiać o moich książkach. I wtedy się okazało, że pomyliła mnie z Michałem Witkowskim... Biorąc pod uwagę nasze gabaryty, był to nie lada wyczyn. Po drugie, stary Piękny Pies był taką knajpą, w której mniej więcej w okolicach trzeciej lub czwartej nad ranem zbierały się duchy. Wchodziłeś, a tam same upiory i do tego wszystkie pijane. Byli młodzi i starzy, brzydcy i piękni, brodaci i bez bród, dresy i jacyś artyści. I wszyscy martwi, a jednak się ruszali!
To znaczy, że nasi bohaterowie będą musieli się stamtąd szybko ewakuować i szukać gdzieś schronienia.
- Na dachu Akademii Rolniczej.
O, z tym miejscem wiąże się pewnie jakaś legenda.
- Legenda to za duże słowo, ale kiedy byłem jeszcze zbyt młody, żeby uczestniczyć w życiu, które przynależy dorosłym, włóczyłem się z kolegami gdzie bądź i z jednym kumplem wychodziliśmy na dach Akademii Rolniczej. On jest teraz pewnie zamknięty, ale wtedy się dało na niego wyjść i tam kolega wysnuł opowieść, którą nie wiem, czy gdzieś usłyszał, czy ona się po prostu sama z niego wydobyła, ale mówiła o tym, że jeśli dwoje ludzi sobie przeznaczonych się tam pocałuje, to znikną i przeniosą się do jakiegoś lepszego miejsca. Podobno dwóch facetów kiedyś tam znikło.
Straszne rzeczy!
- Jeszcze straszniejsze się działy na Jabolowej Górce. Jej również już nie ma, zostało samo wzniesienie, ale straciło swoją wartość użytkową na wskutek jej ogrodzenia i oświetlenia. Kiedyś ludzie tam spożywali głównie tanie wina, ja tam bardziej przechodziłem, niż byłem, ale parę razy rzeczywiście widziałem rzeczy horrorowe. Zarówno elementy slashera się tam ujawniały, gdy ktoś kogoś chciał sponiewierać, jak i jakieś delikatne próby uprawiania seksu, a wiadomo, jak to się w horrorach kończy. To miejsce było szalenie przaśne: napisy na murach, ściana potwornie brudna, więcej potłuczonych butelek niż liści na drzewach, a w tym wszystkim biedne zakonnice, które wybrały sobie spokojne życie tuż obok za murem, a tu świat w najdzikszej formie się do nich zakradał. Łatwo sobie wyobrazić, jak te żywe, otumanione trupy wytaczają się z Pięknego Psa, idą się dobić na Jabolowej Górce, tam otaczają zakonnice i chcą się dostać do środka, one się bronią, poświęcają jedną - całą historię z tego można zrobić.
Gdzie szukać tej Jabolowej Górki?
- Mieści się mniej więcej w połowie ul. Gertrudy na Plantach.
Nie w okolicach Barbakanu?
- Tam też jest górka, ale inna. Opowiadał mi o niej jeszcze mój ojciec i z pewnego źródła wiem, że stare krakusy mówiły na nią Chujowa Górka. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale to już pewnie nie nadaje się do druku.
Chodźmy dalej, żeby zdążyć w naszym horrorze przed świtem.
- Dochodzimy więc do Hali Targowej. To również miejsce widmowe podwójnie. 20 lat temu i wcześniej odbywała się tam giełda książek, nie wiem, czy ona do tej pory istnieje, ale w latach 80. jako młody chłopak po raz pierwszy miałem tam możliwość nabycia widm lepszego świata. Gdy u nas jeszcze u władzy był generał, tam już pojawiały się upiory głównie niemieckie - sprzedawano na przykład kartki z poszczególnych numerów "Brava" poświęcone danemu wykonawcy. Szukało się Kylie Minogue, Kinga Diamonda czy kogo się tam chciało i facet wyciągał folijkę, w której miał wszystkie informacje wycięte na ich temat. To tam pojawiali się pierwsi piraci z kasetami przegrywanymi jeszcze z zachodnich kablówek i tam pojawiały się pierwsze, odważniejsze próby wprowadzania pornografii do Polski. Czyli takie odpryski Zachodu...
Zgniłego Zachodu!
- Tak, Zachód był wtedy zgniły i rzeczywiście ta zgnilizna do nas przychodziła. Bo i "Bravo", i niemieckie świerszczyki, i w gruncie rzeczy tandetny komiks po angielsku to nie jest nic wielkiego, ale jak się ma 12 lat, to po pierwsze, rozpala wyobraźnię, a po drugie, przynajmniej było kolorowo.
Zatem potrzebujemy jeszcze jednego, ostatniego miejsca, w którym będzie się czaić zło prawdziwe.
- Jakbym mógł ci to pokazać na zdjęciu albo mapie... Mowa o pewnym skwerku. Jeszcze wtedy mieścił się na ul. 18 Stycznia, obecnie Królewskiej, koło przystanku tramwajowego w stronę Rynku. Tam są dwa kioski - jeden z warzywami, drugi z tym, co zawsze jest w kiosku. A za nimi jest taki plac zieleni: parę metrów na parę metrów między dwoma blokami. I tam była sobie klapa. Jak włóczyłem się po Krakowie, mając znowu lat naście, ona była otwarta, a na dole mieścił się jakiś bunkier chyba w kształcie litery U. To tam doświadczałem grozy straszliwej. Po pierwsze, zapaliłem swojego pierwszego papierosa: to było caro, w czerwonej, krótkiej, miękkiej paczce. A po drugie, z kolegą z bloku trafiliśmy na jakąś świeczkę zatkniętą w ścianie, czyjś porzucony barłóg, puszkę po piwie. Te ślady wyraźnie wskazywały na czyjąś obecność, nie wiadomo czyją, natomiast można sobie wyobrazić, jak po tej Hali Targowej, komiksach, po tym Kingu Diamondzie wyciętym z "Brava" i po pierwszej przeczytanej powieści Stephena Kinga musiała się rozpalać wyobraźnia 13-14-latka. Tam przecież mogły żyć potwory, gwałciciele, neonaziści, właściwie każdy mógł się tam ukrywać, a najlepiej wszyscy razem wzięci.
* Łukasz Orbitowski - pisarz, publicysta, felietonista. Absolwent filozofii na UJ i jeden z nielicznych w Polsce twórców horrorów. Autor m.in. książek "Złe wybrzeża", "Wigilijne psy", "Horror show", "Szeroki, głęboki, wymalować wszystko" i gry fabularnej "Bakemono".
Przeczytaj pozostałe wywiady o Krakowie z pisarzami: Zagajewski | Grzegorzewska | Żulczyk | Varga | Rusinek
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...




