Zapiski na biletach. Język "pipidówy"
16.10.2009
, aktualizacja: 16.10.2009 13:22
Ostatnio zabłąkałem się bardzo daleko. Aż za Białystok, do miasta Sokółka, miałem tam sprawę. Ochłonąć nie mogę do dziś.
Odwiedziłem magistrat, miłe są takie wizyty, miło jest napić się z wiceburmistrzem arbaty owocowej, gdy słota przeszywa na wylot, deszcz pada, a jesień nabiera wiatru w żagle. Rozmawialiśmy trochę o tym, czy w Sokółce zdarzył się cud eucharystyczny. Naukowcy przebadali hostię z miejscowego kościoła, pojawił się bowiem na niej czerwony fragment. Okazało się, że to fragment serca. Niewiele więcej da się na razie powiedzieć.
W trakcie tej rozmowy wiceburmistrz Krzysztof Szczebiot nazwał jednak Sokółkę "pipidówą" i dał delikatnie wyraz swojemu zdziwieniu, że akurat na zarządzanym przez niego terenie doszło do niewytłumaczalnego zdarzenia. To swoją drogą ciekawe, bo niby gdzie ewentualne cuda mają się dziać? Śmiem podejrzewać, że dla siły odpowiedzialnej za cuda liczba mieszkańców, poziom architektury i transparentność urzędu mają znaczenie drugorzędne. Choć trudno tu cokolwiek wyrokować z całą pewnością.
Wyraz "pipidówa" poszedł w gazecie, a chwilę później rozpętało się lokalne piekło. Cud zszedł na drugi plan. Zdrowo myśląca część Sokółki poczuła się przez wiceburmistrza opluta, znieważona, zszargana i bóg wie co jeszcze. Na forach internetowych padły mocne słowa o braku kompetencji i chamstwie władzy. Cała Polska przeczytała obraźliwe określenie i już na zawsze w pamięci czytelników Sokółka będzie się z nim kojarzyć. Gdzie byś nie pojechał, jakich zalet nie prezentował, wyśmieją cię i zniszczą, boś z Sokółki, a wiadomo, co to jest Sokółka. Potwarz, kalumnia i obelga. Nieśmiałe głosy, że nic złego w byciu mieszkańcem "pipidówy , że "pipidówy" mają swój urok, zalety, a nawet napawać mogą lokalną dumą, że świeże powietrze, przyroda blisko, spokój i normalny rytm życia - zostały zakrzyczane. Że wiceburmistrz ma dystans i samoświadomość - żadna to zaleta. Obelga okazała się tak mocna, że część radnych wystąpiła z wnioskiem o odwołanie wiceburmistrza ze stanowiska.
Mam teraz przed oczami ten wniosek i z pełnym przekonaniem twierdzę, że to dopiero jest perła myśli „pipidówczańskiej”, to dopiero szczyt poezji naszego ludu, co to nie daje sobie w kaszę dmuchać i prawi o honorze językiem ciężkim a zawikłanym. Na tych kartkach trwa walka o „pipidówczańskie” pryncypia, o honor, godność, niezawisłość i wiele innych spraw. Choćby ten fragment: „Rozumiemy, iż panu Szczebiot Krzysztofowi trudno jest uwierzyć w CUD, ale większości naszego społeczeństwa przychodzi to o wiele łatwiej, większość z nas wierzy i ma do tego konstytucyjne prawo”. „Prawdopodobnie zakpił sobie i uraził uczucia religijne większej części naszego lokalnego społeczeństwa poprzez mówienie cyt. »Ale żeby cud w takiej pipidówce jak nasza «. Ta wypowiedź jest już prawdopodobnie pogardliwa i uraża uczucia religijne większości z nas”. I końcówka: „Wypowiedzi Pana Szczebiot Krzysztofa nie można potraktować jako wykonywania zadań publicznych z uwzględnieniem indywidualnych interesów mieszkańców naszego miasta, co jest obowiązkiem pracownika samorządowego wynikającym z ustawy o pracownikach samorządowych. Biorąc pod uwagę powyższe, wnosimy jak wyżej”. Oto krystalicznie czysty głos polskiego samorządowca.
Wniosek przepadł, burmistrz pokajał się przed lokalnym społeczeństwem i uznał swoje wypowiedzi za niefortunne. Ma nauczkę. Następnym razem, jak zdarzy się kolejny cud, powie: "Miło mi niezmiernie, iż do tego zdarzenia doszło w mieście z tak dużym potencjałem jak nasze. Już od dawna o to zabiegaliśmy".
Biorąc pod uwagę powyższe, wnoszę jak wyżej.
W trakcie tej rozmowy wiceburmistrz Krzysztof Szczebiot nazwał jednak Sokółkę "pipidówą" i dał delikatnie wyraz swojemu zdziwieniu, że akurat na zarządzanym przez niego terenie doszło do niewytłumaczalnego zdarzenia. To swoją drogą ciekawe, bo niby gdzie ewentualne cuda mają się dziać? Śmiem podejrzewać, że dla siły odpowiedzialnej za cuda liczba mieszkańców, poziom architektury i transparentność urzędu mają znaczenie drugorzędne. Choć trudno tu cokolwiek wyrokować z całą pewnością.
Wyraz "pipidówa" poszedł w gazecie, a chwilę później rozpętało się lokalne piekło. Cud zszedł na drugi plan. Zdrowo myśląca część Sokółki poczuła się przez wiceburmistrza opluta, znieważona, zszargana i bóg wie co jeszcze. Na forach internetowych padły mocne słowa o braku kompetencji i chamstwie władzy. Cała Polska przeczytała obraźliwe określenie i już na zawsze w pamięci czytelników Sokółka będzie się z nim kojarzyć. Gdzie byś nie pojechał, jakich zalet nie prezentował, wyśmieją cię i zniszczą, boś z Sokółki, a wiadomo, co to jest Sokółka. Potwarz, kalumnia i obelga. Nieśmiałe głosy, że nic złego w byciu mieszkańcem "pipidówy , że "pipidówy" mają swój urok, zalety, a nawet napawać mogą lokalną dumą, że świeże powietrze, przyroda blisko, spokój i normalny rytm życia - zostały zakrzyczane. Że wiceburmistrz ma dystans i samoświadomość - żadna to zaleta. Obelga okazała się tak mocna, że część radnych wystąpiła z wnioskiem o odwołanie wiceburmistrza ze stanowiska.
Mam teraz przed oczami ten wniosek i z pełnym przekonaniem twierdzę, że to dopiero jest perła myśli „pipidówczańskiej”, to dopiero szczyt poezji naszego ludu, co to nie daje sobie w kaszę dmuchać i prawi o honorze językiem ciężkim a zawikłanym. Na tych kartkach trwa walka o „pipidówczańskie” pryncypia, o honor, godność, niezawisłość i wiele innych spraw. Choćby ten fragment: „Rozumiemy, iż panu Szczebiot Krzysztofowi trudno jest uwierzyć w CUD, ale większości naszego społeczeństwa przychodzi to o wiele łatwiej, większość z nas wierzy i ma do tego konstytucyjne prawo”. „Prawdopodobnie zakpił sobie i uraził uczucia religijne większej części naszego lokalnego społeczeństwa poprzez mówienie cyt. »Ale żeby cud w takiej pipidówce jak nasza «. Ta wypowiedź jest już prawdopodobnie pogardliwa i uraża uczucia religijne większości z nas”. I końcówka: „Wypowiedzi Pana Szczebiot Krzysztofa nie można potraktować jako wykonywania zadań publicznych z uwzględnieniem indywidualnych interesów mieszkańców naszego miasta, co jest obowiązkiem pracownika samorządowego wynikającym z ustawy o pracownikach samorządowych. Biorąc pod uwagę powyższe, wnosimy jak wyżej”. Oto krystalicznie czysty głos polskiego samorządowca.
Wniosek przepadł, burmistrz pokajał się przed lokalnym społeczeństwem i uznał swoje wypowiedzi za niefortunne. Ma nauczkę. Następnym razem, jak zdarzy się kolejny cud, powie: "Miło mi niezmiernie, iż do tego zdarzenia doszło w mieście z tak dużym potencjałem jak nasze. Już od dawna o to zabiegaliśmy".
Biorąc pod uwagę powyższe, wnoszę jak wyżej.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...

