Zapiski na biletach. Poeta przestrzeni

Michał Olszewski
2010-02-19 , aktualizacja: 19.02.2010 14:33
A A A Drukuj
Olimpiady zimowe powinny zdarzać się częściej niż co cztery lata. Życie byłoby łatwiejsze.
Ponieważ całokształt zdarzeń bywa trudny do zniesienia. Weźmy zdarzenia z ostatnich dni: o siódmej rano bus do Bielska jest zimny jak kostnica. Z ust leci para, stopy przymarzają do pokładu, jakaś grzałka się popsuła, ale kierowcy to nie wadzi, siedzi w samym polarze, a za nim grono skostniałych pasażerów. Wyglądamy jak ofiary wojny ojczyźnianej, skuleni, w czapkach i kapturach nasuniętych na oczy. W takich chwilach, jak powszechnie wiadomo, z pomocą przychodzi RMF, tu mróz, jakaś grzałka się popsuła i nie da rady, więc trzeba radio podkręcić na maksa, niech drą twarze i opowiadają swoje hałaśliwe niby-dowcipy.

Albo symboliczny obraz z peronu trzeciego w Warszawie: wjeżdża pociąg relacji Przemyśl - Szczecin. Sople zwisają mu ze wszystkich części ciała, wagony pordzewiałe, obite i ogólnie pokrzywione, niech już przyjdzie odwilż, to przynajmniej szyby umyje. Na drzwiach jednego z wagonów (dlaczego właśnie ten? czym wyróżnia się z ruin?) wisi poszarzała kartka "wagon klasy pierwszej".

W takich chwilach z pomocą przychodzi olimpiada, a ściślej rzecz ujmując - Tomasz Zimoch, komentator Programu Pierwszego Polskiego Radia. Kostnica w busie, znowu ktoś bez mojej wiedzy urządził zawody w zamarzaniu na czas, a ja przede wszystkim zastanawiam się, jakich to metafor Zimoch użyje tym razem, czym się wzruszy i roznamiętni. Pociąg do Szczecina odjeżdża, sporty zimowe dają w kość, a ja jestem odrobinę gdzie indziej, wieczorem będzie transmisja ze sprintu kobiet, i już zacieram ręce na tę okoliczność. Warto nie mieć telewizora, warto w trakcie kluczowych zdarzeń sportowych przesunąć gałkę radia i odnaleźć ten głos, głos człowieka, który nie ma prawa zamilknąć ani na sekundę i relacjonuje olimpiadę w sposób niedościgniony. Ja na przykład tym żyję, dzwonię po znajomych, pytam: "słyszałeś?", i jestem zawiedziony, bo zazwyczaj nie słyszeli, bo olimpiadę ogląda się w telewizji, radiowa "jedynka" traktowana jest jak program egzotyczny, niemodny i odległy. Niesłusznie, niesłusznie i krzywdząco, żaden z komentatorów telewizyjnych nie może równać się z Zimochem, ponieważ telewizja rozleniwia, pozwala komentatorowi na chwilę odetchnąć, widz patrzy i kombinuje samodzielnie, a dziennikarz radiowy tego luksusu nie ma, cisza w eterze jest niedozwolona. Nie wiem, co dzieje się w głowie Zimocha w trakcie transmisji, jakie synapsy pracują, którędy biegną impulsy, może ktoś kiedyś to zbada. W każdym razie, gdy Adam Małysz siada na belkę, widać "pióropusz zmarszczek z lewej i prawej strony jego twarzy", zawodnik to "stały nasz kumpel", "krogulec, drapieżnik, pomnik, poeta przestrzeni". Zimoch krzyczy, ale jest to hałas wysokiej próby, inny niż sieczka o poranku. Adam Małysz skacze, a Tomasz Zimoch balansuje gdzieś na granicy obłędu, wspomina o jakimś Kacprze Olejniczaku z Nowej Soli czy z Seattle, któremu połamano kijki od transparentów, aż się popłakał. Adam Małysz ma "czerwony nosek, odmroził kilka lat temu, czy ta czerwień to będzie ogień radości"? Amman jest tym razem nie do pokonania, Zimoch łamiącym się głosem intonuje pierwsze słowa hymnu, prosi radiosłuchaczy, żeby dokończyli i oddaje głos do studia. Biegnie Justyna Kowalczyk w sprincie, oto "Szopenka bieli", "niech stadion będzie jej klawiaturą", błaga Zimoch. Słyszę, że górna szczęka jest odsłonięta, że sportsmenka "ładnie oddycha". "Biel tych zębów jak biel śniegu, jak biel szczytów".

Nerwy przy Zimochu trzeba mieć ze stali, dzieci nie mogą słuchać tych transmisji, bo później mają kłopoty z zaśnięciem. Te frazy zostają w głowie, można powtarzać je sobie w busach, na przystankach oraz dworcach, wysyłać SMS-y do ziomków skostniałymi palcami i czekać niecierpliwie na odpowiedź. Oto moc radia i moc Tomasza Zimocha. "Bez dmuchania nie ma trąbienia, bez szaleństwa nie ma skoków", tak powiedział w minioną sobotę, i dodajmy tu bez wahania, że bez szaleństwa nie ma też dobrego komentarza radiowego.

A jeśli ktoś obawia się o rozstrój nerwowy, program pierwszy serwuje po Zimochu środki uspokajające, w postaci poświęconego Justynie Kowalczyk wiersza "Królowa Śniegu" autorstwa Pawła Krupki, poety i członka PKOl. Wiersz jest częścią właśnie wydanej antologii "Łyżwą i nartą pisane". Czyta Andrzej Matul, jeden z najlepszych polskich lektorów. Jaka telewizja oferuje podobne atrakcje?

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos