Zapiski na biletach. Droga do Auschwitz

Michał Olszewski
2010-03-05 , aktualizacja: 05.03.2010 12:10
A A A Drukuj
Pytanie o to, czy istnieją granice w interpretacji przestrzeni, czy można jechać przez jedno, a widzieć zupełnie coś innego, są dziś za sprawą książki Artura Domosławskiego bardzo aktualne. Oto zdumiewająca, małopolska odsłona tych sporów.
ZOBACZ TAKŻE
W artykule pod złowieszczym tytułem "W nieskończoność rozciąga się bagno", pomieszczonym w "Rzeczpospolitej" z 20 lutego 2010 r., słynny filozof André Glucksmann pisze tak: "Od Krakowa do Oświęcimia, gdzie mieści się obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau, droga biegnie wzdłuż Wisły. Wszędzie bagna, które - jak okiem sięgnąć - wybielił i przykrył śnieg. Krajobraz monotonny, bez końca. Mijamy fabrykę chemiczną, gdzie więźniów - których uznano za dostatecznie sprawnych - wykorzystywano do morderczej pracy. Jest zimno i pięknie, ogniste słońce na moment rozświetla śnieżne pustkowia, po czym szybko znika, pozostawiając każdego swoim rozmyślaniom".

Są dwie możliwości: Glucksmann jechał do Oświęcimia przez Skawinę i Zator lub przez Alwernię, żeby w Babicach skręcić w lewo. Musiał jechać jedną z tych dróg, bo pisze o fabryce chemicznej, a tę dobrze widać tylko wtedy, gdy do spokojnego miasta Oświęcim wjeżdżamy od strony zachodniej.

Żadna z tych dróg nie prowadzi przez bagna.

Owszem, jest tam dużo pięknych stawów, niektóre podobno od średniowiecza. Wyjeżdżając przez Skawinę, mijamy przez chwilę po prawej Kanał Łączany - rzeczywiście jest tu trochę zakamarków, można spotkać ornitologów. Chwilami pięknie widać Dolinę Wisły, która w tym miejscu jest jeszcze chuda jak tasiemka. Ładne widoki, a w pogodne i przewiane dni z trasy można zobaczyć nawet Tatry. Poza tym dużo aktywności ludzkiej, dużo wiosek, przysiółków, ruchu na poboczach i różnorakich usług. Sklepy z zaopatrzeniem dla rolników, warsztaty samochodowe, światy paneli i drzwi, zajazdy, dużo zajazdów.

Zgódźmy się na monotonię i pejzaż bez końca, to piękne, melancholijne określenia, które oddają charakter tej ziemi. To tyle. Bagien z drogi nie widać. Skąd więc wzięły się w tekście Glucksmanna? Mam następujące podejrzenie: dla filozofa, który przez większość swojego życia odmienia na wszelkie możliwe sposoby słowo Holokaust, przenikniętego myśleniem o zbrodni i totalitaryzmach różnych odcieni, droga do Oświęcimia nie może wyglądać inaczej, choćby przez cały boży rok rozświetlało ją słońce, a zamiast wody przesuwały się wydmy. Droga do Oświęcimia nie może być normalną drogą, podróż z Krakowa na zachód musi być podróżą w kierunku ciemności, wyprawą w oko cyklonu. Filozof jedzie przez bagno, które rozciąga się w nieskończoność. W tej przestrzeni nie ma miejsca na świat paneli, zwyczajne życie i zwykłych ludzi, co to zamiast rozprawiać o końcu świata, rozrzucają obornik czy kłócą się o jakość deski barlineckiej. Glucksmann siedzi w samochodzie, być może spogląda ciekawie za szybę, ale widzi tam swój prywatny pejzaż wewnętrzny, zbudowany z rozmyślań o zbrodni i jęku. Nic to, że spadł śnieg i przykrył wszystko, a pejzaż zastygł pod pancerzem neutralnej bieli. Filozof widzi bagna. Jest to 60 kilometrów jazdy strasznej, bez wytchnienia, żaden bar "Texas" jej nie złagodzi, różowy flaming na żółtej elewacji wiejskiego lokalu nie skruszy swym dziobem fundamentu tej przestrzeni. Niech sobie ludzie żyją i cieszą się, niech wychodzą chwiejnym krokiem z barów prosto w śnieg, pod dobrą datą i z nadziejami na przyszłość, niech przeciągają korowody weselne, niech furkoczą w bieli kolorowe baloniki, niech wiozą dzieci na chrzest, niech jadą na huczne imieniny albo z nich wracają. Glucksmann widzi, co dzieje się pod podszewką śniegu, widzi błoto, kipiel, szare niebo nad cuchnącą mazią. Najpiękniejszy fragment krajobrazu go nie zmyli.

Z dróg między Krakowem a Oświęcimiem nie widać bagien. Ale nie da się wykluczyć, że to francuski myśliciel ma rację.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos