Fuji - jest na świecie tylko jedna taka góra

Małgorzata I. Niemczyńska
04.02.2012 , aktualizacja: 04.02.2012 11:30
A A A Drukuj
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
Muzeum Manggha zaprasza w niedzielę (godz. 10.30-13) na warsztaty tworzenia parawanów techniką collage'u. To jedno z wydarzeń towarzyszących wystawie "Hokusai i Hiroshige. Japońskie drzeworyty krajobrazowe z kolekcji Feliksa Mangghi Jasieńskiego", którą zwiedziliśmy wraz z jej kuratorką Małgorzatą Martini
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Wystawa w Muzeum Manggha: Wyprawa na górę Fuji
ZOBACZ TAKŻE
Małgorzata I. Niemczyńska: Od czego zaczniemy?

Małgorzata Martini: Od kolekcjonera. W Polsce znajduje się jedna ze szczególnie ważnych kolekcji japońskich, trudno byłoby znaleźć podobną właściwie na całym świecie. Feliks "Manggha" Jasieński kupował drzeworyty japońskie głównie na aukcjach u bukinistów w Paryżu, ale też za pośrednictwem rozmaitych dilerów w Europie Zachodniej, a gdy wrócił pod koniec XIX wieku do kraju, nadal sprowadzał je poprzez zdobyte wcześniej kontakty - już nie tylko z różnych miejsc w Europie, lecz także bezpośrednio z Japonii. Co ciekawe, człowiek, który rzeczywiście bardzo dobrze poznał tę sztukę i zrozumiał ją, sam w Japonii nigdy nie był. A jako że informacje o Dalekim Wschodzie dopiero zaczynały wtedy docierać na Stary Kontynent, świadczy to niewątpliwie o wielkości jego umysłu. To dzięki Jasieńskiemu możemy dziś przygotować polskiej publiczności wystawę takiej rangi.

Spotyka się na niej dwóch największych japońskich pejzażystów.

- Katsushika Hokusai i Utagawa Hiroshige. A sam Jasieński jest obecny na wystawie poprzez swoje teksty o górze Fuji, począwszy od tego, w którym zauważa jej niezwykłe zakorzenienie w kulturze japońskiej. To święta góra, emblemat narodowy, motyw w sztuce i literaturze. Przytoczyliśmy jego słowa z zachowaniem oryginalnej pisowni. Co zabawne, zwiedzający zwracają nam teraz uwagę, że niektóre sformułowania pisze się przecież inaczej.

Na wystawie Hokusai - jako ten starszy - jest pierwszy.

- W kolekcji Jasieńskiego znalazło się ponad 20 odbitek z najsłynniejszej serii Hokusaia "36 widoków góry Fuji" (pozostałe możemy zobaczyć na wystawie w formie późniejszego wydania o nieco zmienionej kolorystyce). Tak naprawdę było ich 46, bo seria okazała się takim sukcesem, że jeden z wydawców od razu postanowił ją zwiększyć. Rozważano nawet dociągnięcie jej do 100, czego poniechano prawdopodobnie z powodu kryzysu. To były lata 30. XIX wieku. Ten czas uważa się w ogóle za początek pejzażu w drzeworycie zwanym ukiyo-e, co dosłownie znaczy "obrazy przemijającego - lub też - przepływającego świata". Wcześniejsi artyści wybierali raczej takie tematy jak sceny rodzajowe z dzielnic rozrywek czy teatrów, sceny z najsłynniejszej literatury. Pejzaż bywał dla nich najwyżej tłem. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden smaczek. Drzeworyt japoński niemal wyłącznie miał czarny kontur. Seria "36 widoków góry Fuji" została wydana tylko raz z konturem niebieskim. W kolekcji Jasieńskiego jest aż kilkanaście prac Hokusaia z właśnie takim konturem, co oczywiście tylko jej dodaje wartości.

Ekspozycja zaczyna się od mocnego uderzenia. To chyba najbardziej rozpoznawalne z japońskich drzeworytów?

- Nie ma ustalonej przez artystę kolejności prezentowania tej serii, są tylko pewne sugestie, które pojawiały się w późniejszych publikacjach. Wybraliśmy model pośredni między japońskim a zachodnioeuropejskim. Na początku na wystawie mamy więc rzeczywiście trójkę największych arcydzieł: "Pod wielką falą w Kanagawie", "Delikatny wiatr, piękny poranek" (czyli tzw. czerwoną Fuji) i "Burzę poniżej szczytu". Wszystkie z pewną surowością uwypuklają potęgę i majestat góry Fuji, ale także jej piękno. Oprócz drzeworytów posłużyliśmy się również szkicownikami artystów, które pozwalają nam prześledzić ich drogę twórczą. Dodatkowym uzupełnieniem jest też coś w rodzaju mapy terenu wokół Fuji, której wersje stworzyli obaj artyści. Tutaj mamy wizję Hokusaia. W XIX wieku Japończycy zaczynali się rozmiłowywać w podróżowaniu, co też zresztą zachęciło wydawców do publikowania drzeworytów pejzażowych. Pełniły funkcję swoistych folderów turystycznych.

Już na początku wystawy - obok "36 widoków góry Fuji" - widzimy także inne słynne dzieło Hokusaia.

- To wydane metodą czarno-biało-szarego drzeworytu trzy albumy "100 widoków góry Fuji". Dwa pierwsze tomy ukazały się w latach 1834-35, a dopiero kilka lat później wyszedł trzeci. Nazwa znów może wprowadzać w błąd, bo tak naprawdę widoki są 102. Te kompozycje bardziej niż barwne "36 widoków góry Fuji" pokazują obecność Fuji w rozmaitych aspektach kulturowych Japonii. W gablocie ze słynnym drzeworytem "Burza poniżej szczytu" znajduje się także jeden z albumów otwarty na podobnej sytuacji (cały można obejrzeć nieco dalej za pomocą ekranu dotykowego). Burza została tu jednak przedstawiona bardziej dynamicznie, bo możemy zobaczyć, jak reagują na nią ludzie. Chcieliśmy dać możliwość takiego właśnie porównania. Obie serie łączy jednak niezwykła pieczołowitość, z jaką Hokusai podchodził do detali.

Ta drobiazgowość może też tłumaczyć szacunek do ludzkiej pracy, który widać w następnych jego drzeworytach.

- W kolejnej grupie prac obecnych na wystawie możemy prześledzić różne punkty, z których Hokusai obserwował górę Fuji. Ale rzeczywiście - właśnie w tych drzeworytach artysta zwraca naszą uwagę na człowieka i jego pracę. Widzimy na nich chociażby skupionych na naprawach robotników, zimową porę sceny sugeruje tu obecny na planszy noworoczny latawiec. Bardzo charakterystyczną pracą jest "Fujimigahara w prowincji Bishu". Widać na jej przykładzie, że Hokusai tak bardzo cenił ludzką pracę, że - chcąc ją uwypuklić - niekiedy to z niej czynił główny temat drzeworytu, choć tytuł cyklu "36 widoków góry Fuji" sugerowałby co innego. Ta plansza przedstawia bednarza skupionego na pracy przy olbrzymiej kadzi. Na podstawie ilustracji z umieszczonego w tej samej gablocie szkicownika widzimy, że proporcje w rzeczywistości wyglądały nieco inaczej. Obręcz kadzi "Fujimigahara " jest tak olbrzymia, by spełniła funkcję soczewki, w której widoczna jest z oddali maleńka góra Fuji. Bardzo ciekawe jest natomiast to, że z rejonu, na który wskazuje tytuł pracy, wcale nie widać tej góry. Jest zbyt daleko.

Przy drzeworytach przedstawiających ludzi przy pracy na wystawie znajduje się gablota prezentująca obecność góry Fuji w rzemiośle artystycznym.

- Góra Fuji w Japonii jest od wieków po prostu wszędzie, w każdej dziedzinie sztuki. Mamy więc tutaj jej wizerunek na inro, na tsubach (czyli elementach mieczy, które oddzielają rękojeść od ostrza), na grzebieniach. Są tu też dwa szkicowniki Hokusaia - pierwszy z roku 1823, w którym znajduje się prawdopodobnie pierwszy wizerunek góry Fuji w jego twórczości. Artysta urodził się w 1760 roku, zatem miał już całkiem sporo za sobą, gdy zaczął się interesować Fuji. W tym szkicowniku widzimy wzory zdobnicze na grzebienie, choć te obecne w gablocie akurat nie są jego autorstwa. Jednym z nurtów twórczości Hokusaia była sztuka użytkowa. Japończycy nigdy nie uważali, że jest to twórczość uwłaczająca wybitnemu artyście. Przeciwnie - im lepszy artysta, tym bardziej powinien być wszechstronny. Także Jasieński dostrzegł, że ten naród był niezwykle uwrażliwiony na sztukę. W drugim ze szkicowników góra Fuji widoczna jest przez dziurę w drzewie. Ten motyw warto zapamiętać, bo powróci u Hiroshigego w dalszej części wystawy.

Na kolejnych pracach obecny jest żywioł wody

- Kolejny drzeworyt przedstawia widok na wyspę Tsukudę, ale też daje nam pojęcie o rozmaitych ówczesnych środkach wodnego transportu. Za pomocą kilku ich modeli, które bardziej szczegółowo przedstawił w szkicownikach, Hokusai pokazuje nam, jak ta wyspa była ruchliwa i czym zajmowali się jej mieszkańcy. Góra Fuji znów jest tu w tle, niezbyt wielka. Na kolejnej planszy artysta przedstawił wejście na wyspę Eno-shima, która wówczas tylko w czasie odpływu była osiągalna pieszo. Dziś prowadzą do niej dwa mosty. Znajdowało się tam bardzo słynne sanktuarium, cała wyspa była w pewnym sensie uważana za teren sakralny. Hokusai zestawia ją z inną świętością - górą Fuji. Praca "Fuji z Kanai Tokaido" pokazuje przeprawę ludzi przez rzekę Oi. Mostów wtedy właściwie nie budowano, by nie umożliwiać rebelii. Bez nich wojskom przeciwnika nie było łatwo podejść pod stolicę. Rzeka Oi była natomiast niespokojną rzeką, często wzbierała, co widzimy także na drzeworycie Hokusaia. Przedstawia on rozmaite sposoby przeprawiania się przez rzekę. Są to zwykle specjalne platformy, na których ludzi lub towary niosło, trzymając za kije, po kilka czy kilkanaście osób. A czasem ludzie byli niesieni, jak to się mówi, na barana.

Pod koniec tej części wystawy zobaczymy chyba jedyny tutaj drzeworyt Hokusaia bez góry Fuji.

- I tak, i nie. To "Wspinaczka pod szczytem". Widzimy na niej pielgrzymów, których co roku wybierało się na Fuji bardzo wielu. Długo mogli to być tylko mężczyźni. Część z nich zgromadziła się na tej pracy w jaskini, by ogrzać się na chwilę. Są już tak blisko szczytu, że wierzchołka góry Fuji nie widać.

O pracach Hiroshigego, które zobaczymy w dalszej części ekspozycji, mówi się, że są bardziej spokojne.

- I z dystansem - zarówno prawdziwym, bo artysta często przedstawia górę Fuji z dużej odległości, jak i emocjonalnym. Hokusai jednak wprzęga niekiedy Fuji w swój zamysł kompozycyjny, tymczasem Hiroshige nie manipuluje. Pokazuje po prostu piękno góry i piękno krajobrazu, które może pojąć na swój sposób każdy człowiek. Początkowe plansze w tej części wystawy pokazują nam widoki Fuji z miasta Edo, czyli dzisiejszego Tokio. Najczęściej są to dość ruchliwe miejsca. Na przykład "Suruga-cho Toto" przedstawia jeden z pierwszych domów towarowych w Japonii, który zresztą istnieje do dziś. Powstał w XVII wieku i zajmował dwa rogi ulicy, z której rozciągał się bardzo piękny widok na górę Fuji. To miejsce widzimy także w umieszczonej obok książce ilustrowanej. Są tu charakterystyczne reklamy sklepów, które informują nas zarówno o właścicielu, jak i o oferowanych towarach, a także zaciągnięte zasłony, które sugerują, że jest to dzień wolny od pracy.

Jest tu też jeden widok zimowy.

- "Sukiyagashi w Toto". To bardzo ciekawe, bo Hiroshige był znany właśnie z widoków zimowych. Tymczasem w jego serii "36 widoków góry Fuji" (to typowe, że prace japońskich artystów często nosiły te same nazwy) jest tylko jeden taki krajobraz. Podobną okolicę, ukazaną jakby w zbliżeniu kadru fotograficznego, przedstawia plansza "Widok rejonów Hibiya i Soto-Sakurada z Yamashita-cho". Wprawdzie nie widzimy tu śniegu, jednak porę noworoczną sugerują paletki do gry i dekoracja sosny. To charakterystyczne, że u Hokusaia i Hiroshigego pojawia się wiele tych samych miejsc, co stwarza pole do porównań. Jest tu więc także wyspa Tsukuda, choć z innego nieco punktu widzenia. Również jest jednak ruchliwa. U Hiroshigego kilka plansz przedstawia ludzi obserwujących kwitnące wiśnie, których piękno artysta konfrontuje z pięknem góry Fuji. Na wystawie zobaczymy także scenę w herbaciarni, której głównym atutem był właśnie widok na górę.

A także "Krajobraz widziany z góry" - wariację Hiroshigego na temat mapy terenu.

- Nadał jej postać sugoroku, czyli gry planszowej. Japończycy bardzo lubili takie gry, zwyczajowo wykonywało się je wówczas metodą drzeworytu. Jedną z popularnych odmian była wędrówka na górę Fuji czy pielgrzymki do innych miejsc kultu. Ta plansza przedstawia trasę Tokaido z Edo do Kioto z uwzględnieniem kompleksu świątynnego Ise-Jingu. Odległości są tu potraktowane umownie, lepiej nie uczyć się z tej planszy geografii. W drzeworycie Hokusaia również była zresztą nieco zachwiana topografia, bo dla obu artystów po prostu ważniejsze było uwypuklenie pewnych miejsc. W tym miejscu wystawy możemy się też dowiedzieć więcej o powstawaniu drzeworytów - jest film dokumentalny oraz gablota z typowymi narzędziami. To nie są sprawy oczywiste dla każdego. Dalej specjalna makieta prezentuje punkty, z których obaj artyści przedstawiali górę Fuji. Najwięcej jest ich, jak widać, w okolicach Edo.

Hiroshige przedstawia nie tylko widok z Edo, lecz także z jego okolicy.

- Są tu dalej miejsca niezabudowane. Elementy natury stają się dla artysty pewnym punktem odniesienia do góry - czy to łagodny pagórek, czy rozpadlina wąwozu. I powraca właśnie w tej części wystawy element, na który zwracałam uwagę przy Hokusaiu. Na planszy "Koganei w Musashi" znów widzimy górę Fuji poprzez dziurę w drzewie. Jest to pień wiśni. Trudno powiedzieć, czy jest to naturalna obserwacja, czy nawiązanie do starszego mistrza. Obaj mogli przecież spojrzeć na górę z takiej perspektywy. Na dalszych planszach punkt obserwacji coraz bardziej się oddala. Zabawne jest to, że na przedstawiającej trasę biegnącą brzegiem morza planszy "Shichirigahama w Sagami" Hiroshige pokazał fragment werandy, zapewne gospody czy herbaciarni, a na latarniach umieścił swą pieczęć. To się zdarzało, że artyści w taki właśnie sposób zaznaczali w kompozycjach swą obecność, czasem były to również symbole wydawcy.

Pod koniec wystawy zobaczymy też drzeworyt, który wyróżnia się swoim dynamizmem.

- To plansza "Morze przy Satta w Suruga", na której widzimy ogromną falę zwieńczoną pióropuszem piany. Co zrozumiałe, ta praca często jest porównywana z "Pod wielką falą w Kanagawie" Hokusaia, traktowana bywa jako swego rodzaju hołd Hiroshigego złożony starszemu artyście, choć kompozycja i kolorystyka są tu inne. Także ta praca kontrastuje jednak nieokiełznany żywioł ze spokojem, majestatem góry Fuji. Wystawę zamykają prace z innych serii, które również poruszają temat góry Fuji, nawet jeśli jest ona ukryta za ścianą gęstej mgły, jak ma to miejsce na jednym z drzeworytów.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu