Dyrektor Jeziorek nic nie wiedział, nie przypuszczał i jest w szoku. Przyznaje, że nie słyszał wcześniej o norweskim zespole. Gdyby słyszał, nigdy by nie dopuścił. Oburzona załoga, bojowo nastawiony związek zawodowy "Solidarność" i redakcyjny ksiądz. Szykują się surowe kary, dochodzenia prokuratorskie, przesłuchania i bolesne pożegnania - jak przypuszczam - z robotą oczywiście. Tymczasem na oficjalnej stronie zespołu Gorgoroth bez trudu można znaleźć dawno już pomieszczoną notkę, że ci ochryple krzyczący i dziwnie pomalowani panowie wybierają się do naszego świętego miasta. Lojalnie ostrzegają, że mają zakontraktowane galony soku malinowego i gołe baby. Nie ukrywają swoich dość zresztą głupkowatych poglądów. Rzecz jednym słowem była do sprawdzenia i na Krzemionkach do przemyślenia. W ogóle w internecie każdy może pooglądać sobie galerie zdjęć z koncertów tego bandu. Bez cienia fałszywej skromności pokazują, na jakie ich stać brewerie. Są też wywiady rzeki. Na przykład z panem Gaahlem, wokalistą owego Gorgoroth, po cywilnemu ponoć nauczycielem wuefu. Wuefista na stronie www.metal.pl - polskojęzycznej dodam - pokazuje swe poranione przez chrześcijan serce. W Polsce, w arcykatolickim kraju, może się to wydać egzotyczne, mocno oburzające, a nawet podpadające pod kodeksy zarówno karne, jak i cywilne. Jest jednak w mrocznych zeznaniach pana Gaahla jakaś swojska nutka. Pozwolę sobie na cytacik, pedagog norweski, zapytany jesienią zeszłego roku o polskie plany zespołu, mówi: "Chciałbym zagrać w Polsce. Ale w chwili obecnej nie mamy żadnych planów koncertowych, wszystko zostało posłane do piekła... Nic nie udało się zrobić. Wszystkiemu winna jest oczywiście żydowska czy też semicka idea pieniądza, żydokomunomasoneria i obcy kapitał!". Tyle Gaahl. Coś się najwyraźniej od tego czasu - jak rozumiem - na lepsze zmieniło i Gorgoroth mógł przybyć.
Byłem w rozterce i zastanawiałem się nad pointą tego tekstu, gdy uratował mnie niezawodny Maciej Twaróg, przysyłając do redakcji pełne oburzenia oświadczenie Ligi Polskich Rodzin. LPR skieruje w sprawie koncertu doniesienie do prokuratora. To nie jest fair, Panie Maćku! Przecież widzi Pan, że ten Gaahl może i nutek nie zna, ale że gdzieś dzwonią, słyszy. Choć przyznaję - nie wie ów wiking, w którym kościele.