Szpitalny oddział, nad którym czuwają anioły
2010-02-19
, aktualizacja: 19.02.2010 21:02
Co cztery godziny jakiś mieszkaniec Krakowa dowiaduje się, że zachorował na raka. Podczas otwarcia odnowionej kliniki onkologii Szpitala Uniwersyteckiego nie było nudnych przemów, lekarze zmusili zaproszonych gości do przemyślenia tego faktu podczas koncertu na dwie wiolonczele, kontrabas i akordeon.
ZOBACZ TAKŻE
- Lekarz: guzik mnie obchodzi, że płacze z bólu (03-03-10, 19:54)
- Jak szpital przez pięć lat przenosił oddział (19-02-10, 08:00)
- Seniorzy z kartą za leki zapłacą mniej (12-02-10, 22:00)
- Kolejka do badań, czyli bałagan (11-02-10, 08:00)
- Dyrektor szpitala: nie jestem do kupienia! (09-02-10, 22:00)
- Urząd antymonopolowy: to nie jest klinika (08-02-10, 23:00)
- Zdrowie: Ile poczekamy w kolejce do specjalisty (08-02-10, 09:00)
Po remoncie w klinice onkologii Szpitala Uniwersyteckiego będzie mogło być miesięcznie leczonych nawet 80 osób więcej niż do tej pory. Na oddziale dziennym zamiast 14 miejsc dla chorych (razem z tzw. dostawkami) będzie 26. Trafią tu ci pacjenci, którzy żeby walczyć z chorobą, muszą być w szpitalu dwa-trzy dni - tyle, ile potrzeba, aby podać im leki.
Na nowej onkologii widać starania o jakość pobytu chorych: sale są jasne, ściany zostały pomalowane na waniliowożółty kolor, łazienki są przestronne, a pościel intensywnie zielona. Korytarze zdobią prace uczniów krakowskiego Liceum Sztuk Plastycznych.
- Może nie jest to magiczne miejsce, bo docierają do nas poważnie chorzy, często z trudnym rokowaniem. Chcieliśmy się jednak zająć nie tylko ich ciałem, ale i duszą - mówił Krzysztof Krzemieniecki, kierownik kliniki.
Starania o dusze widać było podczas piątkowej uroczystości otwarcia: zamiast przydługich i nudnych przemówień kwartet w składzie Dorota Imiełowska, Łukasz Pawlikowski, Roman Ślazyk i Konrad Ligas urzekająco zagrał melodie żydowską, bałkańską i "Libertango" Astora Piazzolli. - Mamy w planach koncertować tu raz w miesiącu - mówiła po występie Imiełowska (wiolonczela).
- Na tarasie, który przylega do naszych pomieszczeń, chcemy mieć całoroczną oranżerię, w której chorzy mogliby spotykać się z rodzinami i przyjaciółmi, niekoniecznie spędzać cały czas w łóżkach. To byłoby idealne miejsce na koncerty. Chodzi o to, żeby chory, budząc się rano, cieszył się, że ma kolejny dzień przed sobą. Nieważne, że w szpitalu. Dzień, w którym poza leczeniem mogą się zdarzyć różne miłe rzeczy - mówił ordynator.
Do tej pory remont uniwersyteckiej onkologii kosztował ok. 700 tys. zł, a wyposażenie nowych sal 120 tys. zł. - To kończy długotrwały proces przenoszenia kliniki onkologii z XVI-wiecznych pomieszczeń do takich, które spełniają wymogi końca XX w. Bylibyśmy najszczęśliwsi, gdyby tego oddziału nie było, ale niestety takie oddziały są potrzebne - podkreślał Andrzej Kulig, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego.
Nowa klinika to zmiana jakościowa w Szpitalu Uniwersyteckim. Do tej pory opieka nad onkologicznymi pacjentami rozproszona była pomiędzy różne kliniki, co nie sprzyjało optymalnemu leczeniu.
Anioły Krzemienieckiego
Gabinet ordynatora Krzysztofa Krzemienieckiego zdobi kolekcja aniołów. - Gdy pacjent przychodzi na trudną rozmowę, a jego wzrok zaczepi o półki z aniołami, to pomaga - mówił lekarz.
Półki z aniołami są trzy. Czarny anioł z soli stoi na szafie. - To prezent od męża pacjentki, który pracuje w Wieliczce. Każdy z moich aniołów ma swoją historię, żaden nie jest mój, mam je w leasingu. Pilnują chorych - opowiadał lekarz.
Krzemieniecki dopóki nie zaczął dostawać aniołów od pacjentów, nie interesował się nimi. Teraz wie, że anioły ma każda religia, wyrażają uniwersalną potrzebę posiadania opiekuna, zwłaszcza w tej chorobie. - Po arabsku anioł to malak - wyjaśnia.
Każdy anioł to historia walki z chorobą jednego pacjenta. Większość fundatorów żyje.
Na nowej onkologii widać starania o jakość pobytu chorych: sale są jasne, ściany zostały pomalowane na waniliowożółty kolor, łazienki są przestronne, a pościel intensywnie zielona. Korytarze zdobią prace uczniów krakowskiego Liceum Sztuk Plastycznych.
- Może nie jest to magiczne miejsce, bo docierają do nas poważnie chorzy, często z trudnym rokowaniem. Chcieliśmy się jednak zająć nie tylko ich ciałem, ale i duszą - mówił Krzysztof Krzemieniecki, kierownik kliniki.
Starania o dusze widać było podczas piątkowej uroczystości otwarcia: zamiast przydługich i nudnych przemówień kwartet w składzie Dorota Imiełowska, Łukasz Pawlikowski, Roman Ślazyk i Konrad Ligas urzekająco zagrał melodie żydowską, bałkańską i "Libertango" Astora Piazzolli. - Mamy w planach koncertować tu raz w miesiącu - mówiła po występie Imiełowska (wiolonczela).
- Na tarasie, który przylega do naszych pomieszczeń, chcemy mieć całoroczną oranżerię, w której chorzy mogliby spotykać się z rodzinami i przyjaciółmi, niekoniecznie spędzać cały czas w łóżkach. To byłoby idealne miejsce na koncerty. Chodzi o to, żeby chory, budząc się rano, cieszył się, że ma kolejny dzień przed sobą. Nieważne, że w szpitalu. Dzień, w którym poza leczeniem mogą się zdarzyć różne miłe rzeczy - mówił ordynator.
Do tej pory remont uniwersyteckiej onkologii kosztował ok. 700 tys. zł, a wyposażenie nowych sal 120 tys. zł. - To kończy długotrwały proces przenoszenia kliniki onkologii z XVI-wiecznych pomieszczeń do takich, które spełniają wymogi końca XX w. Bylibyśmy najszczęśliwsi, gdyby tego oddziału nie było, ale niestety takie oddziały są potrzebne - podkreślał Andrzej Kulig, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego.
Nowa klinika to zmiana jakościowa w Szpitalu Uniwersyteckim. Do tej pory opieka nad onkologicznymi pacjentami rozproszona była pomiędzy różne kliniki, co nie sprzyjało optymalnemu leczeniu.
Anioły Krzemienieckiego
Gabinet ordynatora Krzysztofa Krzemienieckiego zdobi kolekcja aniołów. - Gdy pacjent przychodzi na trudną rozmowę, a jego wzrok zaczepi o półki z aniołami, to pomaga - mówił lekarz.
Półki z aniołami są trzy. Czarny anioł z soli stoi na szafie. - To prezent od męża pacjentki, który pracuje w Wieliczce. Każdy z moich aniołów ma swoją historię, żaden nie jest mój, mam je w leasingu. Pilnują chorych - opowiadał lekarz.
Krzemieniecki dopóki nie zaczął dostawać aniołów od pacjentów, nie interesował się nimi. Teraz wie, że anioły ma każda religia, wyrażają uniwersalną potrzebę posiadania opiekuna, zwłaszcza w tej chorobie. - Po arabsku anioł to malak - wyjaśnia.
Każdy anioł to historia walki z chorobą jednego pacjenta. Większość fundatorów żyje.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ewakuowali hejnalistę z Wieży Mariackiej ...
- Wielki cyc jednak na kopcu Wandy, a nie ...
- Zakładali kominiarki, wypatrzył to policjant
- Zamiast ośmiodniowej wycieczki - jedna ...
- Jest list gończy za ministrem transportu ...
- Proces podwyższonego ryzyka - krakowski ...
- Romowie: zastraszają nas członkowie gangu ...
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.




