Świat wdarł się do kamienicy Dulskich
2010-02-21
, aktualizacja: 21.02.2010 22:21
Dulska już nie boi się obcych. Codziennie w swojej kamienicy spotyka Hindusa, który z uśmiechem mówi jej "dzień dobry". Kraków w ciągu ostatnich lat stał się najbardziej otwartym i wielokulturowym z polskich miast. O "nadejściu nowych mieszczan" opowiada dr Paweł Kubicki, socjolog z UJ
ZOBACZ TAKŻE
- Krakowscy mieszczanie i ich ulubione miejsca (12-03-10, 15:34)
- Gdzie teraz bywacie mieszczanie? Tworzymy mapę! (07-03-10, 23:00)
- Listy. Jesteśmy temu miastu potrzebni (04-03-10, 09:00)
- Krówki nie pomogły: Wrocław skuteczniejszy od Krakowa (26-01-10, 21:11)
- Jak się integrować, to tylko w Krakowie (29-11-09, 22:00)
- Kraków jest magnetyczny! Wie to za 50 tys. zł (13-11-09, 09:00)
- Ile powinno być dzielnic Krakowa? 4, 7 czy 18? (10-11-09, 11:00)
- Małopolska w badaniach: towarzyska i rodzinna (26-09-09, 01:00)
- Głosy z sieci: o Krakowie i jego mieszkańcach (05-03-10, 12:20)
- Listy. Niech każdy odkrywa Kraków po swojemu (04-03-10, 15:41)
- Wolne zawody w Krakowie, kariera w Warszawie (04-03-10, 00:18)
- Coraz mniej mieszkańców w centrum Krakowa (07-07-10, 12:18)
- Nowych krakowskich mieszczan portret własny (27-02-10, 18:09)
- Zapiski na biletach. Krakowska duma z piaskownicy (26-02-10, 11:00)
- Listy. Bycie krakusem to nie zawsze jest komplement (25-02-10, 22:54)
- Listy. Jestem krakowską mieszczanką (24-02-10, 22:36)
- Listy. Nie jestem tu na zawsze. To miasto mnie dusi (24-02-10, 09:30)
- Listy. Czy naprawdę trzeba się urodzić w Krakowie? (23-02-10, 23:00)
- Nowi mieszczanie: Kawa, plany, czat, piwo, biznes, Skype, premiera... (23-02-10, 21:37)
- Uwaga, krakowianie! Nadchodzą nowi mieszczanie (21-02-10, 22:22)
Magdalena Kursa: Portret wspólczesnych krakowian, który wyłania się z Waszych badań, kompletnie burzy utarte stereotypy. Nie konserwatywni, ale nowocześni i otwarci na różne style życia, częściej przyjezdni niż zakorzenieni tu od pokoleń, zamiast jeździć do Wiednia czy Pragi, chętniej wsiadają w samolot do Londynu...
Paweł Kubicki*: - Współczesny Kraków jest wbrew pozorom bardzo otwartym miastem, przez lata był znacznie atrakcyjniejszy dla przyjezdnych niż np. Wrocław. W obu tych miastach przeprowadziliśmy wiele rozmów z liderami opinii publicznej: artystami, politykami, dziennikarzami, specjalistami różnych dziedzin, działaczami organizacji pozarządowych. W Krakowie większość naszych rozmówców nie była urodzona w tym mieście, we Wrocławiu niemal wszyscy byli rodowitymi mieszkańcami. Podobną prawidłowość zauważyłem na UJ rozmawiając z kolegami z różnych instytutów - większość z nich urodziła się poza Krakowem. Nasze uczelnie od zawsze przyciągają młodych ludzi z całej Polski, a nie tylko z własnego regionu. Wielu artystów, uważanych za typowo krakowskich, nie urodziło się w tym mieście. Na dodatek do Krakowa przyjeżdżają miliony turystów, setki zagranicznych studentów np. z Erasmusa, pracownicy międzynarodowych firm. Wszyscy muszą gdzieś mieszkać. Statystyczna właścicielka krakowskiej kamienicy nie musi więc nigdzie wyjeżdżać, wielokulturowość przychodzi dziś sama - do jej kamienicy wraz z lokatorami. Gdy Hindus czy czarnoskóry Amerykanin uśmiecha się do niej na klatce schodowej lub kalecząc po polsku mówi "dzień dobry", rozbija stereotypowe negatywne wyobrażenia o obcych. Dzięki tym procesom sami krakowianie stają się coraz bardziej tolerancyjni i otwarci na świat. W organizacjach pozarządowych w Krakowie działa wielu cudzoziemców, zwłaszcza Anglików. To fenomen na polską skalę.
Wielokulturowi, tolerancyjni - to o dobra prognoza dla rozwoju Krakowa. Takie miejsca przyciągają przecież kreatywnych ludzi, a w ślad za nimi nowoczesny biznes.
- Według badań amerykańskiego socjologa Richarda Floridy najdynamiczniej będą rozwijać się te miasta, w których mieszkają najbardziej kreatywne jednostki. Aby ich przyciągnąć, miasto musi im zaoferować nie tylko wysoki standard życia i ciekawą kulturę miejską, ale też tolerancję i otwartość. Takie osoby rzadko dają się bowiem zakwalifikować do jednego wzorca kulturowego. Kreatywność mieszkańców jest źródłem wzrostu gospodarczego. Nowoczesny przemysł, zwłaszcza ten bazujący na nowych technologiach szuka takich miejsc. Dlatego w reklamie miast tak często wykorzystywane jest słowo "wielokulturowość". Ważne są też przestrzenie, w których "wolno więcej". Taką rolę pełni krakowski Kazimierz, gdzie np. geje mogą swobodnie spacerować za rękę.
Według Floridy o kreatywności danego miasta świadczy m.in. tzw. gay index. Chodzi o to, że im więcej osób tej samej płci, choć wcale nie homoseksulanych, mieszka razem, tym miasto jest bardziej otwarte. Dla 20-, 30 - latków mieszkanie w centrum Krakowa i używanie kultury miejskiej jest bardzo ważne. Ponieważ jednak ceny w śródmieściu są niebotyczne, studenci czy absolwenci muszą szukać współlokatorów, często wśród osób nieznajomych, stąd wybór współmieszkańców tej samej płci. W Radomiu dwóch czy trzech 30-letnich mężczyzn mieszkających razem budziłoby podejrzenia. W myśleniu prowincjonalnym 30-latek to już stary człowiek, powinien mieć żonę i samodzielne mieszkanie. W miastach otwartych, np. w Londynie, wspólne wynajmowanie mieszkań jest czymś zupełnie normalnym. Kraków też staje się takim miastem. Ludzie wciąż się przeprowadzają. Nie ma kamienicy czy bloku, gdzie co jakiś czas nie wprowadziłby się ktoś nowy. Znika kontrola przysłowiowych Dulskich.
Twierdzicie, że w największych polskich miastach pojawiła się zupełnie nowa grupa społeczna, tzw. nowi mieszczanie. Możemy mówić zatem o nowych krakowianach?
- Tak, to osoby, dla których specyficzny styl życia, oferowany im przez wielkie miasto staje się podstawą do tworzenia własnej tożsamości. Identyfikacja z Krakowem, Wrocławiem czy Warszawą jest często silniejsza niż z państwem czy narodem. Nowi mieszczanie cenią takie wartości jak: otwartość, wielokulturowość, postawy proekologiczne, itp. Interesują się tym, co dzieje się w ich mieście - często sami działają w organizacjach pozarządowych albo organizują się w internecie w grupy protestujące przeciwko potencjalnym zagrożeniom dla miasta. Akcję przeciw balonowi nad Wisłą zainicjowali zresztą mieszkający w mieście cudzoziemcy. W Krakowie mamy też jeden z najwyższych w Polsce wskaźników osób, zaangażowanych w działalność wspólnot mieszkaniowych.
Podobnie jak w innych dużych miastach, coraz więcej krakowian ma nienormowany czas pracy. Kiedyś mówiło się o wolnych zawodach, np. adwokata czy lekarza - dziś używamy raczej określenia zawody plastyczne, czyli takie, które nie wymagają siedzenia przy biurku bez przerwy przez osiem godzin. Taki styl pracy pozwala na konsumpcję kultury miejskiej. Np. pracownik naukowy może między jednym wykładem a drugim iść na kawę ze znajomym czy zrobić sobie przegląd prasy przy drugim śniadaniu w ulubionej knajpie. W centrum Krakowa mieści się wiele instytucji, fundacji czy biur podróży, które zatrudniają ludzi od projektu do projektu. Za dnia śródmieście Krakowa zdominowane jest więc przez ludzi zatrudnionych w zawodach plastycznych. Przestrzenie niektórych kawiarni (np. Kolorów czy Bunkra Sztuki) stały się zresztą biurami. W godzinach przedpołudniowych zapełniają się tłumem nowych mieszczan z laptopami, którzy mogliby pracować w domu, ale potrzebują wyjść na zewnątrz i popracować wśród innych ludzi. Sam między wykładami chodzę często do Dyni na Krupniczej, by ściągnąć sobie pocztę na laptopie czy poczytać gazety.
Wskaźniki ekonomiczne jasno pokazują - na nowych mieszczanach i ich konsumpcji miejskiego stylu życia można sporo zarobić. W Krakowie powstaje dużo restauracji, które skierowane są nie do turystów, ale do mieszkańców - świadczy o tym ich lokalizacja, poza ścisłym centrum. Obserwujemy proces przechodzenia od gospodarki fordowskiej, której symbolem jest praca przy taśmie, gdzie wszystko jest ustandaryzowane, do gospodarki bazującej na kreatywności, w której ludzie mają coraz więcej czasu na zużywanie go na przyjemności i kulturę miejską.
Krakowska kultura miejska... Co to takiego?
- Kultura miejska oferuje możliwość konsumpcji takich wartości jak: sztuka, moda, muzyka, specyficzny styl życia - kawiarnie, restauracje, kluby. Te ostatnie stały zresztą swoistymi domami kultury - każda szanująca się knajpa ma coś w repertuarze: odczyty, koncerty, dyskusje. Takie miejsca jak np. Lokator, Re czy Pauza to instytucje, w których picie piwa jest tylko dodatkiem. W dużych miastach zmienia się zresztą sposób spędzania czasu na mieście - kiedyś wychodziło się na piwo, dziś to piwo jest efektem ubocznym konsumowania kultury miejskiej, zobaczenia ciekawej wystawy, spektaklu, spotkania przyjaciół czy po prostu rozmowy służbowej.
Na miasto przenosi się też życie rodzinne. Kiedyś latem wszedłem do ogródka Mleczarni na Kazimierzu - było takie zatrzęsienie wózków z dziećmi, że wydawało mi się, że przyjechało tam całe przedszkole. Tymczasem to zwykły obrazek w tym miejscu, w którym na kawę umawia się wielu krakowian z dziećmi.
Przyjazny dzieciom jest też np. Bunkier Sztuki, który w ubiegłym roku dostał nagrodę w plebiscycie Gazety "Kulturalne Odloty" właśnie za stworzenie Małego Klubu Bunkra Sztuki, w którym warsztaty dla dzieci prowadzili znani artyści. Takie inicjatywy bardzo podnoszą jakość życia. Krakowianka - zamiast jak jej koleżanka z prowincji jeździć wózkiem bez sensu w tę i z powrotem, a potem czekać na męża z obiadem - ma w mieście przestrzenie publiczne, gdzie zawsze może wyjść, spotkać znajomych czy przy kawie skończyć na laptopie jakiś projekt. W tym czasie dziecko bawi się z innymi np. w bunkrowej piaskownicy.
Symboliczne centrum Krakowa rozlewa się coraz dalej. W latach 90. ograniczało się do Rynku, potem poszerzyło się o Kazimierz, teraz wdziera się na Podgórze, gdzie wciąż powstają nowe galerie i kluby. Ponieważ popyt na kulturę miejską wciąż wzrasta, nowi mieszczanie zaczynają konsumować coraz to nowe fragmenty Krakowa. Sam jestem świadkiem tych procesów. Mieszkałem 8 lat przy Karmelickiej i wówczas wydawało mi się, że dalej jest już koniec miejskiego świata. Dziś okolice Królewskiej tętnią życiem. Teraz przeprowadziłem się w okolice Ronda Mogilskiego, które przez lata uważałem za przedpole Nowej Huty. Zdziwiłem się jakością tamtejszych knajp, dawno zniknęły stamtąd speluny dla lokalnych piwoszy.
Kraków jest zresztą przykładem, że coś tak nieuchwytnego jak klimat miasta można przekuć na konkretne pieniądze zostawiane przez turystów czy inwestorów.
Jak mieszkają nowi krakowianie?
- Najchętniej blisko centrum. To pozwala na konsumowanie kultury miejskiej i wpływa na jakość życia. Niestety niebotyczny wzrost nieruchomości w ostatnich latach spowodował, że część klasy średniej nie było stać na zakup mieszkania w śródmieściu. Ludzie wpadli w pułapkę: pobrali kredyty i kupowali lokale na nowych osiedlach, wierząc developerom, że wkrótce będzie tam wszystko co potrzeba do wygodnego życia: sklepy, przedszkola, dobra komunikacja z centrum. Skończyło się na tym, że pół dnia spędzają w korkach.
Dzisiejsi krakowianie mają coś wspólnego z drobnomieszczańską mentalnością pani Dulskiej?
- Niewiele, zwłaszcza jak się popatrzy na demografię. Sto lat temu Kraków był 100 tys. miasteczkiem, którego centrum mieściło się w obrębie Plant. Na dodatek prawie jedną trzecią mieszkańców stanowili Żydzi - wśród dzisiejszych krakowian nie ma prawie wcale ich potomków. Obecnie Kraków to prawie milionowa metropolia, która pod względem przyrostu ludności rozwinęła się najbardziej za czasów PRL. Krakowskich mieszczan, którzy mają trzypokoleniową tradycję jest niewielu. Próżno też dziś szukać tożsamości galicyjskiej czy środkowoeuropejskiej, ta ostatnia okazała się zresztą tylko etykietą zastępczą, która była próba poszukiwania identyfikacji między obcym kulturowo Wschodem a oddzielonym żelazną kurtyną Zachodem. Dla młodych krakowian, wychowanych w czasach podróżowania bez granic, mówienie o tożsamości środkowoeuropejskiej jest abstrakcyjne. Tożsamość to więzy, a jakie my mamy mieć kontakty np. z Budapesztem, do którego jedzie się pociągiem całą noc, choć odległość taka jak do Warszawy. Dziś krakowianom znacznie bliżej do Londynu, nie tylko dlatego, że samolot lata kilka razy dziennie. Po prostu coraz więcej krakowian ma tożsamość europejską.
Socjologowie mówią, że po wejściu do UE polskie miasta, w tym Kraków dołączyły do grupy miast sieciowych, których mieszkańcy upodabniają się do siebie.
Paweł Kubicki*: - Współczesny Kraków jest wbrew pozorom bardzo otwartym miastem, przez lata był znacznie atrakcyjniejszy dla przyjezdnych niż np. Wrocław. W obu tych miastach przeprowadziliśmy wiele rozmów z liderami opinii publicznej: artystami, politykami, dziennikarzami, specjalistami różnych dziedzin, działaczami organizacji pozarządowych. W Krakowie większość naszych rozmówców nie była urodzona w tym mieście, we Wrocławiu niemal wszyscy byli rodowitymi mieszkańcami. Podobną prawidłowość zauważyłem na UJ rozmawiając z kolegami z różnych instytutów - większość z nich urodziła się poza Krakowem. Nasze uczelnie od zawsze przyciągają młodych ludzi z całej Polski, a nie tylko z własnego regionu. Wielu artystów, uważanych za typowo krakowskich, nie urodziło się w tym mieście. Na dodatek do Krakowa przyjeżdżają miliony turystów, setki zagranicznych studentów np. z Erasmusa, pracownicy międzynarodowych firm. Wszyscy muszą gdzieś mieszkać. Statystyczna właścicielka krakowskiej kamienicy nie musi więc nigdzie wyjeżdżać, wielokulturowość przychodzi dziś sama - do jej kamienicy wraz z lokatorami. Gdy Hindus czy czarnoskóry Amerykanin uśmiecha się do niej na klatce schodowej lub kalecząc po polsku mówi "dzień dobry", rozbija stereotypowe negatywne wyobrażenia o obcych. Dzięki tym procesom sami krakowianie stają się coraz bardziej tolerancyjni i otwarci na świat. W organizacjach pozarządowych w Krakowie działa wielu cudzoziemców, zwłaszcza Anglików. To fenomen na polską skalę.
Wielokulturowi, tolerancyjni - to o dobra prognoza dla rozwoju Krakowa. Takie miejsca przyciągają przecież kreatywnych ludzi, a w ślad za nimi nowoczesny biznes.
- Według badań amerykańskiego socjologa Richarda Floridy najdynamiczniej będą rozwijać się te miasta, w których mieszkają najbardziej kreatywne jednostki. Aby ich przyciągnąć, miasto musi im zaoferować nie tylko wysoki standard życia i ciekawą kulturę miejską, ale też tolerancję i otwartość. Takie osoby rzadko dają się bowiem zakwalifikować do jednego wzorca kulturowego. Kreatywność mieszkańców jest źródłem wzrostu gospodarczego. Nowoczesny przemysł, zwłaszcza ten bazujący na nowych technologiach szuka takich miejsc. Dlatego w reklamie miast tak często wykorzystywane jest słowo "wielokulturowość". Ważne są też przestrzenie, w których "wolno więcej". Taką rolę pełni krakowski Kazimierz, gdzie np. geje mogą swobodnie spacerować za rękę.
Według Floridy o kreatywności danego miasta świadczy m.in. tzw. gay index. Chodzi o to, że im więcej osób tej samej płci, choć wcale nie homoseksulanych, mieszka razem, tym miasto jest bardziej otwarte. Dla 20-, 30 - latków mieszkanie w centrum Krakowa i używanie kultury miejskiej jest bardzo ważne. Ponieważ jednak ceny w śródmieściu są niebotyczne, studenci czy absolwenci muszą szukać współlokatorów, często wśród osób nieznajomych, stąd wybór współmieszkańców tej samej płci. W Radomiu dwóch czy trzech 30-letnich mężczyzn mieszkających razem budziłoby podejrzenia. W myśleniu prowincjonalnym 30-latek to już stary człowiek, powinien mieć żonę i samodzielne mieszkanie. W miastach otwartych, np. w Londynie, wspólne wynajmowanie mieszkań jest czymś zupełnie normalnym. Kraków też staje się takim miastem. Ludzie wciąż się przeprowadzają. Nie ma kamienicy czy bloku, gdzie co jakiś czas nie wprowadziłby się ktoś nowy. Znika kontrola przysłowiowych Dulskich.
Twierdzicie, że w największych polskich miastach pojawiła się zupełnie nowa grupa społeczna, tzw. nowi mieszczanie. Możemy mówić zatem o nowych krakowianach?
- Tak, to osoby, dla których specyficzny styl życia, oferowany im przez wielkie miasto staje się podstawą do tworzenia własnej tożsamości. Identyfikacja z Krakowem, Wrocławiem czy Warszawą jest często silniejsza niż z państwem czy narodem. Nowi mieszczanie cenią takie wartości jak: otwartość, wielokulturowość, postawy proekologiczne, itp. Interesują się tym, co dzieje się w ich mieście - często sami działają w organizacjach pozarządowych albo organizują się w internecie w grupy protestujące przeciwko potencjalnym zagrożeniom dla miasta. Akcję przeciw balonowi nad Wisłą zainicjowali zresztą mieszkający w mieście cudzoziemcy. W Krakowie mamy też jeden z najwyższych w Polsce wskaźników osób, zaangażowanych w działalność wspólnot mieszkaniowych.
Podobnie jak w innych dużych miastach, coraz więcej krakowian ma nienormowany czas pracy. Kiedyś mówiło się o wolnych zawodach, np. adwokata czy lekarza - dziś używamy raczej określenia zawody plastyczne, czyli takie, które nie wymagają siedzenia przy biurku bez przerwy przez osiem godzin. Taki styl pracy pozwala na konsumpcję kultury miejskiej. Np. pracownik naukowy może między jednym wykładem a drugim iść na kawę ze znajomym czy zrobić sobie przegląd prasy przy drugim śniadaniu w ulubionej knajpie. W centrum Krakowa mieści się wiele instytucji, fundacji czy biur podróży, które zatrudniają ludzi od projektu do projektu. Za dnia śródmieście Krakowa zdominowane jest więc przez ludzi zatrudnionych w zawodach plastycznych. Przestrzenie niektórych kawiarni (np. Kolorów czy Bunkra Sztuki) stały się zresztą biurami. W godzinach przedpołudniowych zapełniają się tłumem nowych mieszczan z laptopami, którzy mogliby pracować w domu, ale potrzebują wyjść na zewnątrz i popracować wśród innych ludzi. Sam między wykładami chodzę często do Dyni na Krupniczej, by ściągnąć sobie pocztę na laptopie czy poczytać gazety.
Wskaźniki ekonomiczne jasno pokazują - na nowych mieszczanach i ich konsumpcji miejskiego stylu życia można sporo zarobić. W Krakowie powstaje dużo restauracji, które skierowane są nie do turystów, ale do mieszkańców - świadczy o tym ich lokalizacja, poza ścisłym centrum. Obserwujemy proces przechodzenia od gospodarki fordowskiej, której symbolem jest praca przy taśmie, gdzie wszystko jest ustandaryzowane, do gospodarki bazującej na kreatywności, w której ludzie mają coraz więcej czasu na zużywanie go na przyjemności i kulturę miejską.
Krakowska kultura miejska... Co to takiego?
- Kultura miejska oferuje możliwość konsumpcji takich wartości jak: sztuka, moda, muzyka, specyficzny styl życia - kawiarnie, restauracje, kluby. Te ostatnie stały zresztą swoistymi domami kultury - każda szanująca się knajpa ma coś w repertuarze: odczyty, koncerty, dyskusje. Takie miejsca jak np. Lokator, Re czy Pauza to instytucje, w których picie piwa jest tylko dodatkiem. W dużych miastach zmienia się zresztą sposób spędzania czasu na mieście - kiedyś wychodziło się na piwo, dziś to piwo jest efektem ubocznym konsumowania kultury miejskiej, zobaczenia ciekawej wystawy, spektaklu, spotkania przyjaciół czy po prostu rozmowy służbowej.
Na miasto przenosi się też życie rodzinne. Kiedyś latem wszedłem do ogródka Mleczarni na Kazimierzu - było takie zatrzęsienie wózków z dziećmi, że wydawało mi się, że przyjechało tam całe przedszkole. Tymczasem to zwykły obrazek w tym miejscu, w którym na kawę umawia się wielu krakowian z dziećmi.
Przyjazny dzieciom jest też np. Bunkier Sztuki, który w ubiegłym roku dostał nagrodę w plebiscycie Gazety "Kulturalne Odloty" właśnie za stworzenie Małego Klubu Bunkra Sztuki, w którym warsztaty dla dzieci prowadzili znani artyści. Takie inicjatywy bardzo podnoszą jakość życia. Krakowianka - zamiast jak jej koleżanka z prowincji jeździć wózkiem bez sensu w tę i z powrotem, a potem czekać na męża z obiadem - ma w mieście przestrzenie publiczne, gdzie zawsze może wyjść, spotkać znajomych czy przy kawie skończyć na laptopie jakiś projekt. W tym czasie dziecko bawi się z innymi np. w bunkrowej piaskownicy.
Symboliczne centrum Krakowa rozlewa się coraz dalej. W latach 90. ograniczało się do Rynku, potem poszerzyło się o Kazimierz, teraz wdziera się na Podgórze, gdzie wciąż powstają nowe galerie i kluby. Ponieważ popyt na kulturę miejską wciąż wzrasta, nowi mieszczanie zaczynają konsumować coraz to nowe fragmenty Krakowa. Sam jestem świadkiem tych procesów. Mieszkałem 8 lat przy Karmelickiej i wówczas wydawało mi się, że dalej jest już koniec miejskiego świata. Dziś okolice Królewskiej tętnią życiem. Teraz przeprowadziłem się w okolice Ronda Mogilskiego, które przez lata uważałem za przedpole Nowej Huty. Zdziwiłem się jakością tamtejszych knajp, dawno zniknęły stamtąd speluny dla lokalnych piwoszy.
Kraków jest zresztą przykładem, że coś tak nieuchwytnego jak klimat miasta można przekuć na konkretne pieniądze zostawiane przez turystów czy inwestorów.
Jak mieszkają nowi krakowianie?
- Najchętniej blisko centrum. To pozwala na konsumowanie kultury miejskiej i wpływa na jakość życia. Niestety niebotyczny wzrost nieruchomości w ostatnich latach spowodował, że część klasy średniej nie było stać na zakup mieszkania w śródmieściu. Ludzie wpadli w pułapkę: pobrali kredyty i kupowali lokale na nowych osiedlach, wierząc developerom, że wkrótce będzie tam wszystko co potrzeba do wygodnego życia: sklepy, przedszkola, dobra komunikacja z centrum. Skończyło się na tym, że pół dnia spędzają w korkach.
Dzisiejsi krakowianie mają coś wspólnego z drobnomieszczańską mentalnością pani Dulskiej?
- Niewiele, zwłaszcza jak się popatrzy na demografię. Sto lat temu Kraków był 100 tys. miasteczkiem, którego centrum mieściło się w obrębie Plant. Na dodatek prawie jedną trzecią mieszkańców stanowili Żydzi - wśród dzisiejszych krakowian nie ma prawie wcale ich potomków. Obecnie Kraków to prawie milionowa metropolia, która pod względem przyrostu ludności rozwinęła się najbardziej za czasów PRL. Krakowskich mieszczan, którzy mają trzypokoleniową tradycję jest niewielu. Próżno też dziś szukać tożsamości galicyjskiej czy środkowoeuropejskiej, ta ostatnia okazała się zresztą tylko etykietą zastępczą, która była próba poszukiwania identyfikacji między obcym kulturowo Wschodem a oddzielonym żelazną kurtyną Zachodem. Dla młodych krakowian, wychowanych w czasach podróżowania bez granic, mówienie o tożsamości środkowoeuropejskiej jest abstrakcyjne. Tożsamość to więzy, a jakie my mamy mieć kontakty np. z Budapesztem, do którego jedzie się pociągiem całą noc, choć odległość taka jak do Warszawy. Dziś krakowianom znacznie bliżej do Londynu, nie tylko dlatego, że samolot lata kilka razy dziennie. Po prostu coraz więcej krakowian ma tożsamość europejską.
Socjologowie mówią, że po wejściu do UE polskie miasta, w tym Kraków dołączyły do grupy miast sieciowych, których mieszkańcy upodabniają się do siebie.
- Po wejściu Polski do Unii Europejskiej zmieniła się geografia. Warszawa przestała być centrum. Niemal każdy był zagranicą na delegacji służbowej, na wakacjach czy stypendium. Podczas rozmów z krakowianami słyszeliśmy często: kilka lat pracowałem w Londynie, studiowałem rok w Amsterdamie, odwiedziłem znajomych w Berlinie. Krakowianie zaczynają porównywać swoje miasto nie z Warszawą, a np. z Monachium czy Berlinem. Zauważają np., że Kazimierz ma coś wspólnego z berlińskimi dzielnicami Kreuzberg albo Prenzlauerberg.
W czasach globalizacji kategorie bliski - daleki mają coraz mniej wspólnego z odległościami geograficznymi. Dużym miastom Unii Europejskiej bliżej do siebie nawzajem niż do własnych regionów. We wszystkich tych miastach działają instytucje typu korporacje międzynarodowe, uniwersytety, fundacje, które stymulują przepływ ludzi między nimi. Sporo świetnie wykwalifikowanych Europejczyków mieszka po kilka lat w różnych miastach. W globalnej sieci miast tworzy się więc transnarodowa tożsamość - miasta zaczynają się do siebie upodabniać, powstają w nich przestrzenie, w których obowiązują podobne gusta, zachowania, mody, zasady. Jeszcze dziesięć lat temu krakowskie knajpy miały swój charakterystyczny artystyczno - zadymiony styl, który dziś odchodzi do przeszłości. Przecież jak wejdzie się np. do takiej Pauzy, czy jej wystrój i bywalcy różnią się czymkolwiek od statystycznego klubu w Mediolanie?
Czy jednak w tym zatracaniu się w tożsamości europejskiej, pozostało coś z tożsamości krakowskiej?
- Kraków najsilniej z polskich miast utożsamia z sobą nowych mieszczan. Narzuca im swoją tożsamość, nie na odwrót. Szczególnie widać to po przyjeżdżających do Krakowa studentach. Ci z uczelni prywatnych wynajmują przeważnie mieszkania na peryferiach, ci z UJ, zwłaszcza z kierunków humanistycznych, a także z ASP czy szkoły teatralnej wolą kamienice, które są emanacją krakowskiej tożsamości. Wybierają ten wariant, nawet jeśli jest mniej komfortowy, droższy a czasami wymaga nawet palenia węglem w piecu. Mieszkając w centrum chodzą po modnych, artystycznych klubach, bardzo szybko stając się osobami, które same zaczynają produkować tożsamość miasta.
Kraków to jedyne duże miasto, które zachowało autentyczną tkankę miejską, jedyne, które nie zostało zburzone w czasie wojny. Nic więc dziwnego, że przebywanie wśród tych ulic kształtuje w nieuchwytny sposób tożsamość. Warszawska starówka to makieta dla turystów. W tożsamości krakowskiej jest coś nieuchwytnego, co od zawsze przyciąga ludzi nieszablonowych, łamiących konwenanse. Richard Florida kreatywność miast mierzy też tzw. bohemian index - wskaźnikierm liczby osób o zawodach kreatywnych. Im wyższy, tym lepiej dla miasta. Oznacza, że jego mieszkańcy są tolerancyjni dla odmienności. Niestety władze Krakowa nie wykorzystują tego. Warszawa czy Wrocław wydają więcej na kulturę, mają też lepsze systemy stypendialne dla artystów.
O Krakowie wciąż mówi się anegdotycznie, że szukając tu pracy zamiast pisać CV trzeba sporządzić listę znajomych, którzy mogliby pomóc.
- Mit o Krakowie, w którym pracę dostaje się po znajomości wziął się z tego, że w żadnym innym mieście stosunek liczby dobrze wykształconych osób do podaży miejsc pracy nie jest tak niekorzystny. Przecież krakowskie uczelnie wypuszczają co roku tyle samo absolwentów co warszawskie, tymczasem rynek pracy jest bez porównania mniejszy. Stąd wiele rozczarowań i tłumaczenie porażek brakiem znajomości. Ale ta sytuacja poprawiła się po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wcześniej młody człowiek miał często alternatywę: wyjazd do Warszawy lub emigracja. Teraz do regionów płynie wiele funduszy unijnych, więcej jest też zagranicznych inwestycji. Warszawa pozostaje oczywiście absolutnym centrum, ale jej dominacja jest coraz słabsza.
To w końcu Kraków, nie Warszawa jest europejskim centrum outcourcingu
- Firmy outcourcingowe ściągają do miasta sporą grupę nowych mieszkańców i to nie takich, którzy trafili tu na studia ale ludzi już wykształconych, którzy do Krakowa przyjechali za pracą. To niejednorodna grupa - rekrutują się z nich nowi mieszczanie, ale sporo z pracowników firm outsourcingowych słabo zna Kraków. Rozmawiałem kiedyś z dziewczyną z Poznania , która pracowała dla Motoroli na Ruczaju, a mieszkała w Prokocimiu. Praktycznie całe dnie schodziły jej na pracy i na dojazdach do pracy. Na konsumpcję kultury miejskiej pozostawały praktycznie weekendy.
Co różni krakowian np. od wrocławian, którzy też czują się Europejczykami.
- Krakowianie mają poczucie "szlachectwa" swojego miasta - przekonanie, że w porównaniu do innych miast, nam wszystko należy się z definicji. Taka postawa jest szczególnie niebezpieczna u rządzących - Kraków przespał boom ostatnich lat, stał w miejscu. Przecież to, że Wrocław porównuje się z Krakowem to klęska Krakowa i sukces Wrocławia. Krakowianie chętniej też krytykują to, co dzieje się w mieście, wrocławianie przeciwnie - są optymistami. W Krakowie istnieje podział na my mieszkańcy i oni władza. Poza tym, Kraków od zawsze był bardzo silnie wpisany w tradycję narodową - dlatego krakowianie nie mają poczucia, że kreowanie tożsamości miasta leży w ich rękach. Dlatego angażują się chętniej w działalność organizacji pozarządowych, które zajmują się jakąś dzielnicą czy ulicą.
Czy Paweł Kubicki jest nowym mieszczaninem?
- Tak, jestem krakowianinem z wyboru - mieszkam tu przez większość mojego życia - przyjechałem na studia i zostałem. Teraz choć sporo czasu spędzam zagranicą, nie wyobrażam sobie mieszkania POZA Krakowem ani też POD Krakowem. Praktycznie zawsze mieszkałem w obrębie II obwodnicy - raz tylko na Dębnikach, ale to czarująca dzielnica - bulwarami Wisły spacerowałem sobie na Kazimierz. Prawdopodobnie w innych miastach mógłbym zarabiać więcej czy żyć bardziej komfortowo, ale jestem przywiązany do krakowskiego stylu życia.
*Dr Paweł Kubicki jest socjologiem i antropologiem kultury, wykłada w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w badaniach tożsamości, szczególnie tożsamości miast. Badania nad nowym mieszczaństwem prowadził wraz z dr. Marcinem Galentem w ramach unijnego projektu RECON pt. "Reconstituting Democracy in Europe".
W czasach globalizacji kategorie bliski - daleki mają coraz mniej wspólnego z odległościami geograficznymi. Dużym miastom Unii Europejskiej bliżej do siebie nawzajem niż do własnych regionów. We wszystkich tych miastach działają instytucje typu korporacje międzynarodowe, uniwersytety, fundacje, które stymulują przepływ ludzi między nimi. Sporo świetnie wykwalifikowanych Europejczyków mieszka po kilka lat w różnych miastach. W globalnej sieci miast tworzy się więc transnarodowa tożsamość - miasta zaczynają się do siebie upodabniać, powstają w nich przestrzenie, w których obowiązują podobne gusta, zachowania, mody, zasady. Jeszcze dziesięć lat temu krakowskie knajpy miały swój charakterystyczny artystyczno - zadymiony styl, który dziś odchodzi do przeszłości. Przecież jak wejdzie się np. do takiej Pauzy, czy jej wystrój i bywalcy różnią się czymkolwiek od statystycznego klubu w Mediolanie?
Czy jednak w tym zatracaniu się w tożsamości europejskiej, pozostało coś z tożsamości krakowskiej?
- Kraków najsilniej z polskich miast utożsamia z sobą nowych mieszczan. Narzuca im swoją tożsamość, nie na odwrót. Szczególnie widać to po przyjeżdżających do Krakowa studentach. Ci z uczelni prywatnych wynajmują przeważnie mieszkania na peryferiach, ci z UJ, zwłaszcza z kierunków humanistycznych, a także z ASP czy szkoły teatralnej wolą kamienice, które są emanacją krakowskiej tożsamości. Wybierają ten wariant, nawet jeśli jest mniej komfortowy, droższy a czasami wymaga nawet palenia węglem w piecu. Mieszkając w centrum chodzą po modnych, artystycznych klubach, bardzo szybko stając się osobami, które same zaczynają produkować tożsamość miasta.
Kraków to jedyne duże miasto, które zachowało autentyczną tkankę miejską, jedyne, które nie zostało zburzone w czasie wojny. Nic więc dziwnego, że przebywanie wśród tych ulic kształtuje w nieuchwytny sposób tożsamość. Warszawska starówka to makieta dla turystów. W tożsamości krakowskiej jest coś nieuchwytnego, co od zawsze przyciąga ludzi nieszablonowych, łamiących konwenanse. Richard Florida kreatywność miast mierzy też tzw. bohemian index - wskaźnikierm liczby osób o zawodach kreatywnych. Im wyższy, tym lepiej dla miasta. Oznacza, że jego mieszkańcy są tolerancyjni dla odmienności. Niestety władze Krakowa nie wykorzystują tego. Warszawa czy Wrocław wydają więcej na kulturę, mają też lepsze systemy stypendialne dla artystów.
O Krakowie wciąż mówi się anegdotycznie, że szukając tu pracy zamiast pisać CV trzeba sporządzić listę znajomych, którzy mogliby pomóc.
- Mit o Krakowie, w którym pracę dostaje się po znajomości wziął się z tego, że w żadnym innym mieście stosunek liczby dobrze wykształconych osób do podaży miejsc pracy nie jest tak niekorzystny. Przecież krakowskie uczelnie wypuszczają co roku tyle samo absolwentów co warszawskie, tymczasem rynek pracy jest bez porównania mniejszy. Stąd wiele rozczarowań i tłumaczenie porażek brakiem znajomości. Ale ta sytuacja poprawiła się po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wcześniej młody człowiek miał często alternatywę: wyjazd do Warszawy lub emigracja. Teraz do regionów płynie wiele funduszy unijnych, więcej jest też zagranicznych inwestycji. Warszawa pozostaje oczywiście absolutnym centrum, ale jej dominacja jest coraz słabsza.
To w końcu Kraków, nie Warszawa jest europejskim centrum outcourcingu
- Firmy outcourcingowe ściągają do miasta sporą grupę nowych mieszkańców i to nie takich, którzy trafili tu na studia ale ludzi już wykształconych, którzy do Krakowa przyjechali za pracą. To niejednorodna grupa - rekrutują się z nich nowi mieszczanie, ale sporo z pracowników firm outsourcingowych słabo zna Kraków. Rozmawiałem kiedyś z dziewczyną z Poznania , która pracowała dla Motoroli na Ruczaju, a mieszkała w Prokocimiu. Praktycznie całe dnie schodziły jej na pracy i na dojazdach do pracy. Na konsumpcję kultury miejskiej pozostawały praktycznie weekendy.
Co różni krakowian np. od wrocławian, którzy też czują się Europejczykami.
- Krakowianie mają poczucie "szlachectwa" swojego miasta - przekonanie, że w porównaniu do innych miast, nam wszystko należy się z definicji. Taka postawa jest szczególnie niebezpieczna u rządzących - Kraków przespał boom ostatnich lat, stał w miejscu. Przecież to, że Wrocław porównuje się z Krakowem to klęska Krakowa i sukces Wrocławia. Krakowianie chętniej też krytykują to, co dzieje się w mieście, wrocławianie przeciwnie - są optymistami. W Krakowie istnieje podział na my mieszkańcy i oni władza. Poza tym, Kraków od zawsze był bardzo silnie wpisany w tradycję narodową - dlatego krakowianie nie mają poczucia, że kreowanie tożsamości miasta leży w ich rękach. Dlatego angażują się chętniej w działalność organizacji pozarządowych, które zajmują się jakąś dzielnicą czy ulicą.
Czy Paweł Kubicki jest nowym mieszczaninem?
- Tak, jestem krakowianinem z wyboru - mieszkam tu przez większość mojego życia - przyjechałem na studia i zostałem. Teraz choć sporo czasu spędzam zagranicą, nie wyobrażam sobie mieszkania POZA Krakowem ani też POD Krakowem. Praktycznie zawsze mieszkałem w obrębie II obwodnicy - raz tylko na Dębnikach, ale to czarująca dzielnica - bulwarami Wisły spacerowałem sobie na Kazimierz. Prawdopodobnie w innych miastach mógłbym zarabiać więcej czy żyć bardziej komfortowo, ale jestem przywiązany do krakowskiego stylu życia.
*Dr Paweł Kubicki jest socjologiem i antropologiem kultury, wykłada w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w badaniach tożsamości, szczególnie tożsamości miast. Badania nad nowym mieszczaństwem prowadził wraz z dr. Marcinem Galentem w ramach unijnego projektu RECON pt. "Reconstituting Democracy in Europe".
- 47 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Re: Świat wdarł się do kamienicy Dulskich
nobliwy
21.02.10, 23:15
z Krakowa taka metropolia jak z Ruczaju luksusowa dzielnica»
-
Świat wdarł się do kamienicy Dulskich
czarny.jazon123
22.02.10, 12:40
panie dr Pawle Kubicki-Kraków nie zachował autentycznej tkanki miejskiej! ponieważ wymordowano np.25% mieszkańców Krakowa wyznania mojżeszowego. Na wielokrotnie wspominanym Kazimierzu jest »
-
Takie wnioski z kilku wywiadów?
nowaak
18.05.11, 17:21
Jak można budować takie wnioski z kilku wywiadów? To nie jest grupa reprezentatywna i całe te "badania" są nic nie warte. Żałość. Kto płaci za takie byle co?»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Policja i straż miejska usunęła ...
- Kierowca potrącił dwulatka przy Kleparzu. ...
- Naukowcy przebadali Berlinkę. Odkryli ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 1]
- Dziewczynka zmarła przygnieciona przez drzewo
- Okiem kierowcy. Rowerzyści i motocykliści ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 2]







