Rekrutacja do przedszkoli: Kłopot z samotną matką
2010-02-25
, aktualizacja: 24.02.2010 22:41
Chcesz mieć pewność, że zapiszesz dziecko do przedszkola? Nie bierz ślubu! Od sześciu lat ministerialne przepisy dają samotnym rodzicom pierwszeństwo w rekrutacji. O zmianę tych zasad apeluje rzecznik praw dziecka. Także krakowscy urzędnicy mówią: - Czas skończyć z tym przywilejem.
ZOBACZ TAKŻE
- Dantejskie sceny pod żłobkiem. Dochodzi do rękoczynów (21-04-10, 07:00)
- Nie dla wszystkich maluchów są miejsca w przedszkolach (13-04-10, 22:30)
- Sześciolatku idź do szkoły, by nie tracić roku (11-03-10, 06:00)
- CBA sprawdzi, na co szkoły wydały pieniądze (10-03-10, 10:00)
- Przedszkolaki czekają, a przedszkola się kurczą (03-03-10, 09:00)
- Na żądanie rodziców magistrat ujawni oceny szkół (26-02-10, 01:00)
- Droga do żłobka wiedzie przez internet (16-02-10, 10:00)
- Krakowskie żłobki: raczkujący postęp (12-02-10, 07:00)
- Falstart akcji: Sześciolatku, nie trać czasu (07-02-10, 10:00)
- Urzędnicy apelują: Sześciolatku nie trać roku! (01-02-10, 21:02)
SERWISY
- Najpierw matka pokazuje mi zaświadczenie, że samotnie wychowuje dziecko. Przyjmuję je, bo nie mogę inaczej. Ale potem widzę, jak pojawia się tatuś. Przychodzi po malucha razem z mamą, dziecko opowiada paniom, jak z tatą bawią się w domu i że to tato kładzie je spać. Wychowuje się w normalnej rodzinie, tyle że jego rodzice nie wzięli ślubu. Czy takiemu dziecku rzeczywiście należy się pierwszeństwo przy naborze - pyta Irena Strzemecka, dyrektorka Przedszkola nr 4 w Krakowie.
Pyta również rzecznik praw dziecka Marek Michalak. W liście do Ministerstwa Edukacji zwraca uwagę na to, że brak definicji samotnego rodzicielstwa jest główną przyczyną nieprawidłowości w rekrutacji dzieci do przedszkoli, konkretnie zaś - korzystania z tego przywileju przez osoby nieuprawnione. Tak dzieje się np. w wypadku dzieci, których rodzice pozostają w nieformalnych związkach. Rzecznik wzywa resort do precyzyjnego określenia, komu należy się status matki lub ojca samotnie wychowującego dziecko.
Kawaler, panna, wdowa, wdowiec, rozwódka, rozwodnik i osoby pozostające w orzeczonej przez sąd separacji - wszyscy oni mają otwarte drzwi do każdego przedszkola. To drugie (po obowiązku przyjęcia dzieci sześcioletnich, które muszą odbyć obowiązkową zerówkę) najwyżej punktowane kryterium w ministerialnym rozporządzeniu dotyczącym rekrutacji.
W Krakowie, gdzie co roku miejsc w przedszkolach nie znajduje około tysiąca maluchów, zdesperowani rodzice oszukiwali na potęgę, deklarując, że samotnie wychowują dzieci. Niewiele ryzykowali, bo nikt takich deklaracji przez lata nie sprawdzał. Dopiero w zeszłym roku magistrat zobowiązał dyrektorów przedszkoli do kontrolowania stanu cywilnego rodziców. Pisaliśmy wtedy w "Gazecie" o Elżbiecie Mrzygłód, samotnie wychowującej córkę Zosię, której Urząd Stanu Cywilnego odmówił wydania zaświadczenia, że jest panną. Argumentowano, że przecież mogła niedawno wziąć ślub w innym mieście. W końcu otrzymała oświadczenie, że w dokumentacji urzędu pod datą urodzenia nie ma zapisu o zawarciu małżeństwa. Urząd miasta nakazał przedszkolom respektowanie takich "nie do końca wiarygodnych" dokumentów.
Dziś dyrektor wydziału edukacji Jan Żądło mówi wprost: - Cieszę się, że rzecznik praw dziecka zajął się tym problemem.
Żądło przyznaje, że odpowiedzialni za oświatę w mieście spędzili długie godziny na wymyśleniu sposobu weryfikowania deklaracji samotnych rodziców. - Uznaliśmy, że się nie da! Skoro zaś to kryterium daje takie pole do nadużyć, nie powinno obowiązywać - uważa dyrektor.
Nie do końca zgadza się z takim stanowiskiem Elżbieta Mrzygłód. - Wiem, że w przedszkolach jest mnóstwo dzieci, których rodzice wygrali walkę o miejsce tylko dlatego, że nie wzięli ślubu. Rozumiem rozgoryczenie poszkodowanych. Nie można wylewać dziecka z kąpielą i zupełnie rezygnować z kryterium, które pomaga naprawdę samotnej matce stanąć na nogi. Bo gdyby nie miejsce w przedszkolu taka matka, zamiast pracować, stałaby w kolejce po zasiłek - mówi Mrzygłód.
Żądło widzi takie wyjście: samotne osoby z dzieckiem znajdujące się naprawdę w trudnej sytuacji mogłyby zwracać się do miasta o zastosowanie szczególnych kryteriów przy rekrutacji do przedszkola. Godziłyby się także na poddanie się ścisłej procedurze weryfikującej. - Sprawdzaniem mógłby zająć się np. pracownik socjalny - mówi dyrektor.
- Zgodziłabym się na taką procedurę, nie mam nic do ukrycia. Rozumiem, że wszyscy rodzice oczekują jasnych i sprawiedliwych zasad rekrutacji - powiedziała nam Mrzygłód.
Na razie resort edukacji przygotowuje odpowiedź na pismo Michalaka. Doprecyzuje dyskusyjne kryterium czy z niego zupełnie zrezygnuje? - Dyskusje trwają, nic więcej nie powiem - powiedziała nam Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.
Nabór do przedszkoli rusza w Krakowie 1 marca. Na prawie 19 tys. maluchów czeka w samorządowych przedszkolach 17 818 miejsc. Dużo, ale, niestety, w znacznej części nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne, np. na Ruczaju. Z tamtejszych przedszkoli z kwitkiem co roku odsyłanych jest kilkuset chętnych.
Pyta również rzecznik praw dziecka Marek Michalak. W liście do Ministerstwa Edukacji zwraca uwagę na to, że brak definicji samotnego rodzicielstwa jest główną przyczyną nieprawidłowości w rekrutacji dzieci do przedszkoli, konkretnie zaś - korzystania z tego przywileju przez osoby nieuprawnione. Tak dzieje się np. w wypadku dzieci, których rodzice pozostają w nieformalnych związkach. Rzecznik wzywa resort do precyzyjnego określenia, komu należy się status matki lub ojca samotnie wychowującego dziecko.
Kawaler, panna, wdowa, wdowiec, rozwódka, rozwodnik i osoby pozostające w orzeczonej przez sąd separacji - wszyscy oni mają otwarte drzwi do każdego przedszkola. To drugie (po obowiązku przyjęcia dzieci sześcioletnich, które muszą odbyć obowiązkową zerówkę) najwyżej punktowane kryterium w ministerialnym rozporządzeniu dotyczącym rekrutacji.
W Krakowie, gdzie co roku miejsc w przedszkolach nie znajduje około tysiąca maluchów, zdesperowani rodzice oszukiwali na potęgę, deklarując, że samotnie wychowują dzieci. Niewiele ryzykowali, bo nikt takich deklaracji przez lata nie sprawdzał. Dopiero w zeszłym roku magistrat zobowiązał dyrektorów przedszkoli do kontrolowania stanu cywilnego rodziców. Pisaliśmy wtedy w "Gazecie" o Elżbiecie Mrzygłód, samotnie wychowującej córkę Zosię, której Urząd Stanu Cywilnego odmówił wydania zaświadczenia, że jest panną. Argumentowano, że przecież mogła niedawno wziąć ślub w innym mieście. W końcu otrzymała oświadczenie, że w dokumentacji urzędu pod datą urodzenia nie ma zapisu o zawarciu małżeństwa. Urząd miasta nakazał przedszkolom respektowanie takich "nie do końca wiarygodnych" dokumentów.
Dziś dyrektor wydziału edukacji Jan Żądło mówi wprost: - Cieszę się, że rzecznik praw dziecka zajął się tym problemem.
Żądło przyznaje, że odpowiedzialni za oświatę w mieście spędzili długie godziny na wymyśleniu sposobu weryfikowania deklaracji samotnych rodziców. - Uznaliśmy, że się nie da! Skoro zaś to kryterium daje takie pole do nadużyć, nie powinno obowiązywać - uważa dyrektor.
Nie do końca zgadza się z takim stanowiskiem Elżbieta Mrzygłód. - Wiem, że w przedszkolach jest mnóstwo dzieci, których rodzice wygrali walkę o miejsce tylko dlatego, że nie wzięli ślubu. Rozumiem rozgoryczenie poszkodowanych. Nie można wylewać dziecka z kąpielą i zupełnie rezygnować z kryterium, które pomaga naprawdę samotnej matce stanąć na nogi. Bo gdyby nie miejsce w przedszkolu taka matka, zamiast pracować, stałaby w kolejce po zasiłek - mówi Mrzygłód.
Żądło widzi takie wyjście: samotne osoby z dzieckiem znajdujące się naprawdę w trudnej sytuacji mogłyby zwracać się do miasta o zastosowanie szczególnych kryteriów przy rekrutacji do przedszkola. Godziłyby się także na poddanie się ścisłej procedurze weryfikującej. - Sprawdzaniem mógłby zająć się np. pracownik socjalny - mówi dyrektor.
- Zgodziłabym się na taką procedurę, nie mam nic do ukrycia. Rozumiem, że wszyscy rodzice oczekują jasnych i sprawiedliwych zasad rekrutacji - powiedziała nam Mrzygłód.
Na razie resort edukacji przygotowuje odpowiedź na pismo Michalaka. Doprecyzuje dyskusyjne kryterium czy z niego zupełnie zrezygnuje? - Dyskusje trwają, nic więcej nie powiem - powiedziała nam Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.
Nabór do przedszkoli rusza w Krakowie 1 marca. Na prawie 19 tys. maluchów czeka w samorządowych przedszkolach 17 818 miejsc. Dużo, ale, niestety, w znacznej części nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne, np. na Ruczaju. Z tamtejszych przedszkoli z kwitkiem co roku odsyłanych jest kilkuset chętnych.
- 27 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
A może zamiast odbierać "przywileje" zadbać o
guru133
25.02.10, 17:40
większą ilość miejsc w przedszkolach? Przecież jeszcze nie tak dawno rajcowielikwidowali przedszkola, tłumacząc to zbyt słabym ich "obłożeniem".»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.






