Przedszkolaki czekają, a przedszkola się kurczą
2010-03-03
, aktualizacja: 02.03.2010 22:46
Nie będzie naboru trzylatków do przedszkola nr 66. Na rzecz Philipa Morrisa tracimy przedszkole przy al. Jana Pawła II - to wszystko w mieście, w którym co roku do placówek wybranych przez rodziców nie dostaje się ok. 2 tys. maluchów.
ZOBACZ TAKŻE
- Dantejskie sceny pod żłobkiem. Dochodzi do rękoczynów (21-04-10, 07:00)
- Nie dla wszystkich maluchów są miejsca w przedszkolach (13-04-10, 22:30)
- Sześciolatku idź do szkoły, by nie tracić roku (11-03-10, 06:00)
- CBA sprawdzi, na co szkoły wydały pieniądze (10-03-10, 10:00)
- Rekrutacja do przedszkoli: Kłopot z samotną matką (25-02-10, 09:00)
- Droga do żłobka wiedzie przez internet (16-02-10, 10:00)
- Krakowskie żłobki: raczkujący postęp (12-02-10, 07:00)
- Falstart akcji: Sześciolatku, nie trać czasu (07-02-10, 10:00)
- Urzędnicy apelują: Sześciolatku nie trać roku! (01-02-10, 21:02)
1 marca wystartowała rekrutacja do przedszkoli. Na blisko 19 tys. maluchów czeka 17 818 miejsc w placówkach samorządowych. - Jeśli do tej oferty dodać ofertę przedszkoli prywatnych, które mogą przyjąć 5 tys. maluchów, mamy więcej miejsc niż dzieci - cieszy się wiceprezydent Elżbieta Lęcznarowicz.
Tyle że na prywatne przedszkola nie wszystkich stać. W samorządowych teoretycznie miejsc nie znajdzie ok. 1000 dzieci. Praktycznie, liczba ta będzie większa. Bo przedszkoli nie ma tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Tylko na Ruczaju czy Woli Duchackiej co roku nie dostaje się do miejscowych przedszkoli po kilkaset dzieci.
Rodzicom, którzy nie znaleźli przedszkola blisko domu, pozostaje szukanie go blisko miejsca pracy. Dla wielu to śródmieście, a tu oferta właśnie się skurczyła.
Za ciasno dla wszystkich
Urzędnicy zadecydowali, że Przedszkole nr 66 przy ul. Westerplatte w tym roku nie przyjmie trzylatków. Powód? W ubiegłym roku właścicielka kamienicy, gdzie mieści się placówka, zażądała od miasta dwukrotnie wyższego czynszu (gmina za 1 m kw. płaciła jej 18 zł, a metrów jest 475).
Przez rok magistrat szukał nowej lokalizacji dla przedszkola. Znalazł w podstawówce przy ul. Dietla.
We wrześniu tam będą chodzić obecne trzy-, cztero - i pięciolatki. Nowych dzieci przedszkole nie przyjmie, bo w nowej siedzibie się nie zmieszczą. - Jak Kraków, który od lat nie radzi sobie z zapewnieniem dzieciom miejsc w przedszkolach, może podejmować decyzję o wstrzymaniu naboru do jednego z nich? - pytają rodzice, którzy stoją przed wyborem przedszkola dla swojego dziecka.
- Na Dietla jest za ciasno. Nie będziemy upychać tam dzieci kolanem - tłumaczy Jan Żądło dyrektor wydziału edukacji.
Jak ustaliliśmy, właściciele kamienicy przy ul. Westerplatte są dziś gotowi do negocjacji z miastem w sprawie nowej, niższej stawki. O to, by magistrat podjął takie rozmowy, zaapelowali rodzice. - Raz już zostaliśmy postawieni pod ścianą. Przez ostatni rok płaciliśmy za wynajem budynku 20 tys. zł miesięcznie. Nie będziemy ryzykować - mówi Żądło.
Zauważa, że problem braku miejsc w przedszkolach skończy się za dwa lata, gdy do szkół obowiązkowo pójdą wszystkie sześciolatki. Przypomina też, że miasto prowadzi politykę wyprowadzania szkół i przedszkoli z prywatnych budynków. Za rok wyprowadzi - choć nie z własnej woli - Przedszkole nr 64 z domu należącego do koncernu Philip Morris.
Koncern swoim
Placówka nie prowadzi naboru do siedziby przy al. Jana Pawła II - taką informację mogą przeczytać na stronie rekrutacyjnej rodzice, którzy są zainteresowani zapisaniem malucha do Przedszkola nr 64.
Koncern Philip Morris, w którego budynku od 1992 roku mieści się przedszkole, wypowiedział miastu umowę użyczenia.
Co dalej z tym przedszkolem? Miasto znalazło dla niego siedzibę w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 16 na os. Niepodległości. Od 1 marca można zapisywać tam trzylatki. Dzieci, które chodzą obecnie do przedszkola, jeszcze przez rok będą mogły przebywać w budynku przy al. Jana Pawła II. Potem koncern otworzy tam przedszkole tylko dla dzieci swoich pracowników. Pozostali rodzice nie kryją zdenerwowania: - Zmusza się nas do przeniesienia dzieci do innej placówki. Proponowany adres większości jest zupełnie nie po drodze. Poza tym taka przeprowadzka w nowe miejsce to ogromny stres dla malucha - opowiada Elżbieta Mrzygłód, mama Zosi.
Niektórzy już się zastanawiają, czy będzie ich stać na zostawienie dziecka na rok w prywatnym przedszkolu Philipa Morrisa. Inni, by nie posyłać dziecka do nowej siedziby, planują zapisanie go do szkoły w wieku sześciu lat.
- Wcześniej nie braliśmy tego pod uwagę, ale sytuacja nas zmusza - tłumaczą. Uważają, że miasto powinno podjąć negocjacje z koncernem, by ich dzieci mogły zostać w przedszkolu do końca na tych samych warunkach.
Jan Żądło: - Prowadzimy rozmowy na ten temat.
Argumenty za tym, by Philip Morris poszedł na taką ugodę, są. Tylko w latach 2006-2008 dzielnica XIV przeznaczyła na remont placówki ponad 100 tys. zł.
Co o sytuacji ma do powiedzenia koncern? Wczoraj nie otrzymaliśmy odpowiedzi na postawione przez nas pytania.
Tyle że na prywatne przedszkola nie wszystkich stać. W samorządowych teoretycznie miejsc nie znajdzie ok. 1000 dzieci. Praktycznie, liczba ta będzie większa. Bo przedszkoli nie ma tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Tylko na Ruczaju czy Woli Duchackiej co roku nie dostaje się do miejscowych przedszkoli po kilkaset dzieci.
Rodzicom, którzy nie znaleźli przedszkola blisko domu, pozostaje szukanie go blisko miejsca pracy. Dla wielu to śródmieście, a tu oferta właśnie się skurczyła.
Za ciasno dla wszystkich
Urzędnicy zadecydowali, że Przedszkole nr 66 przy ul. Westerplatte w tym roku nie przyjmie trzylatków. Powód? W ubiegłym roku właścicielka kamienicy, gdzie mieści się placówka, zażądała od miasta dwukrotnie wyższego czynszu (gmina za 1 m kw. płaciła jej 18 zł, a metrów jest 475).
Przez rok magistrat szukał nowej lokalizacji dla przedszkola. Znalazł w podstawówce przy ul. Dietla.
We wrześniu tam będą chodzić obecne trzy-, cztero - i pięciolatki. Nowych dzieci przedszkole nie przyjmie, bo w nowej siedzibie się nie zmieszczą. - Jak Kraków, który od lat nie radzi sobie z zapewnieniem dzieciom miejsc w przedszkolach, może podejmować decyzję o wstrzymaniu naboru do jednego z nich? - pytają rodzice, którzy stoją przed wyborem przedszkola dla swojego dziecka.
- Na Dietla jest za ciasno. Nie będziemy upychać tam dzieci kolanem - tłumaczy Jan Żądło dyrektor wydziału edukacji.
Jak ustaliliśmy, właściciele kamienicy przy ul. Westerplatte są dziś gotowi do negocjacji z miastem w sprawie nowej, niższej stawki. O to, by magistrat podjął takie rozmowy, zaapelowali rodzice. - Raz już zostaliśmy postawieni pod ścianą. Przez ostatni rok płaciliśmy za wynajem budynku 20 tys. zł miesięcznie. Nie będziemy ryzykować - mówi Żądło.
Zauważa, że problem braku miejsc w przedszkolach skończy się za dwa lata, gdy do szkół obowiązkowo pójdą wszystkie sześciolatki. Przypomina też, że miasto prowadzi politykę wyprowadzania szkół i przedszkoli z prywatnych budynków. Za rok wyprowadzi - choć nie z własnej woli - Przedszkole nr 64 z domu należącego do koncernu Philip Morris.
Koncern swoim
Placówka nie prowadzi naboru do siedziby przy al. Jana Pawła II - taką informację mogą przeczytać na stronie rekrutacyjnej rodzice, którzy są zainteresowani zapisaniem malucha do Przedszkola nr 64.
Koncern Philip Morris, w którego budynku od 1992 roku mieści się przedszkole, wypowiedział miastu umowę użyczenia.
Co dalej z tym przedszkolem? Miasto znalazło dla niego siedzibę w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 16 na os. Niepodległości. Od 1 marca można zapisywać tam trzylatki. Dzieci, które chodzą obecnie do przedszkola, jeszcze przez rok będą mogły przebywać w budynku przy al. Jana Pawła II. Potem koncern otworzy tam przedszkole tylko dla dzieci swoich pracowników. Pozostali rodzice nie kryją zdenerwowania: - Zmusza się nas do przeniesienia dzieci do innej placówki. Proponowany adres większości jest zupełnie nie po drodze. Poza tym taka przeprowadzka w nowe miejsce to ogromny stres dla malucha - opowiada Elżbieta Mrzygłód, mama Zosi.
Niektórzy już się zastanawiają, czy będzie ich stać na zostawienie dziecka na rok w prywatnym przedszkolu Philipa Morrisa. Inni, by nie posyłać dziecka do nowej siedziby, planują zapisanie go do szkoły w wieku sześciu lat.
- Wcześniej nie braliśmy tego pod uwagę, ale sytuacja nas zmusza - tłumaczą. Uważają, że miasto powinno podjąć negocjacje z koncernem, by ich dzieci mogły zostać w przedszkolu do końca na tych samych warunkach.
Jan Żądło: - Prowadzimy rozmowy na ten temat.
Argumenty za tym, by Philip Morris poszedł na taką ugodę, są. Tylko w latach 2006-2008 dzielnica XIV przeznaczyła na remont placówki ponad 100 tys. zł.
Co o sytuacji ma do powiedzenia koncern? Wczoraj nie otrzymaliśmy odpowiedzi na postawione przez nas pytania.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ewakuowali hejnalistę z Wieży Mariackiej ...
- Wielki cyc jednak na kopcu Wandy, a nie ...
- Zakładali kominiarki, wypatrzył to policjant
- Zamiast ośmiodniowej wycieczki - jedna ...
- Jest list gończy za ministrem transportu ...
- Proces podwyższonego ryzyka - krakowski ...
- Romowie: zastraszają nas członkowie gangu ...
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.






