Wojskowi lekarze przepraszają
2010-03-06
, aktualizacja: 06.03.2010 01:33
Komendant wojskowego szpitala przeprosił rodziców kilkuletniego chłopca, których obcesowo potraktował laryngolog będący na dyżurze. Gdy prosili o zbadanie dziecka, usłyszeli, że "z grzeczności nic nie musi" i guzik go obchodzi stan pięciolatka.
ZOBACZ TAKŻE
- Kliniki uniwersyteckie chcą prywatyzacji (10-03-10, 06:00)
- Lekarz: guzik mnie obchodzi, że płacze z bólu (03-03-10, 19:54)
- Znani lekarze krakowscy staną przed sądem (08-05-10, 07:00)
Rodzice Maćka o zbadanie chłopca prosili wieczorem 25 lutego. Lekarz odmawiał. Usłyszeli, że choć dziecko okropnie boli ucho, to nic nie musi z grzeczności robić. A gdy pytali, co mają zrobić, skoro jest jedynym laryngologiem na dyżurze w Krakowie, odpowiedział, że guzik go to obchodzi. Gdy rodzina zażądała odmowy udzielenia pomocy na piśmie, lekarz kazał przyprowadzić dziecko. Ale wtedy babcia zabrała wnuka ze szpitala i uciekła - ze strachu.
Po opisaniu przez "Gazetę" historii dyrekcja szpitala zażądała od lekarza wyjaśnień. Ten opisuje zajście tak: "Ulegając wywieranej na mnie w ten sposób presji (dodatkowo będąc już mocno zdenerwowany) - stwierdziłem, że skonsultuję dziecko, żeby zakończyć tę niezręczną sytuację. (...) Sytuacja, w jakiej się znalazłem, spowodowała, że do końca pełnionego przeze mnie dyżuru odczuwałem dyskomfort psychiczny, który mógł zaważyć na innych świadczonych wówczas przeze mnie konsultacjach".
W piątek dyrekcja szpitala wojskowego przyznała: lekarz powinien od razu zbadać dziecko. - Przez lekarza dyżurującego zostały użyte niewłaściwe słowa. Dlatego w imieniu własnym i szpitala chcę przeprosić tę rodzinę i zapewnić, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy - mówi pułkownik Piotr Gicała, komendant szpitala.
Laryngologa w poniedziałek czeka kolejna reprymenda. - Wspólnie z ordynatorem pouczymy go, że absolutnie nie powinien tak postąpić. Jeśli takie zachowania, czy to w przypadku tego lekarza, czy innego powtórzą się, wyciągniemy konsekwencje włącznie z możliwością rozstania się z taką osobą - podkreśla pułkownik Gicała.
Maciek nadal jest chory, przechodzi serię badań, rodzice z niepokojem czekają na ich wyniki. *Na prośbę rodziny zmieniliśmy imię dziecka
Po opisaniu przez "Gazetę" historii dyrekcja szpitala zażądała od lekarza wyjaśnień. Ten opisuje zajście tak: "Ulegając wywieranej na mnie w ten sposób presji (dodatkowo będąc już mocno zdenerwowany) - stwierdziłem, że skonsultuję dziecko, żeby zakończyć tę niezręczną sytuację. (...) Sytuacja, w jakiej się znalazłem, spowodowała, że do końca pełnionego przeze mnie dyżuru odczuwałem dyskomfort psychiczny, który mógł zaważyć na innych świadczonych wówczas przeze mnie konsultacjach".
W piątek dyrekcja szpitala wojskowego przyznała: lekarz powinien od razu zbadać dziecko. - Przez lekarza dyżurującego zostały użyte niewłaściwe słowa. Dlatego w imieniu własnym i szpitala chcę przeprosić tę rodzinę i zapewnić, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy - mówi pułkownik Piotr Gicała, komendant szpitala.
Laryngologa w poniedziałek czeka kolejna reprymenda. - Wspólnie z ordynatorem pouczymy go, że absolutnie nie powinien tak postąpić. Jeśli takie zachowania, czy to w przypadku tego lekarza, czy innego powtórzą się, wyciągniemy konsekwencje włącznie z możliwością rozstania się z taką osobą - podkreśla pułkownik Gicała.
Maciek nadal jest chory, przechodzi serię badań, rodzice z niepokojem czekają na ich wyniki. *Na prośbę rodziny zmieniliśmy imię dziecka
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Wojskowi lekarze przepraszają
zuzi-0001
08.03.10, 13:16
co nie zmienia faktu, że nasi lekarze mają się za nadludzi a pacjent jest tylko niepotrzebnym dodatkiem do stale zbyt małej pensji.»
Najczęściej czytane24 htydzień






