Kryzys w Ośrodku Interwencji Kryzysowej
2010-03-08
, aktualizacja: 07.03.2010 19:08
Ośrodkowi Interwencji Kryzysowej, jedynej miejskiej instytucji pomagającej przez całą dobę ludziom po traumatycznych przejściach, grozi paraliż. Psychologowie i terapeuci twierdzą, że nie są w stanie skutecznie pomagać. Powód? Konflikt z dyrektorem
ZOBACZ TAKŻE
- Konieczne ostre cięcie w Interwencji Kryzysowej (11-03-10, 09:00)
- Ośrodek interwencji: Najpierw człowiek, potem przepisy (09-03-10, 06:00)
- Gmina Lanckorona: damy tyle, ile możemy (28-07-10, 09:00)
Do ośrodka przy ul. Radziwiłłowskiej trafiają ludzie po pobiciach, gwałtach, przeżywający śmierć bliskich. Także ci, którzy próbowali odebrać sobie życie albo są na granicy załamania. OIK pomaga też w przypadkach wymagających interwencji prawnej.
Krakowski OIK był pierwszym w kraju otwartym dla pacjentów przez całą dobę, a pod telefonem 12 421 92 82 zawsze dostępni są psychologowie i terapeuci. Gdy trzeba, wyjeżdżają na miejsce zdarzenia. Wykładowcy psychologii na uniwersytetach mówią o krakowskiej placówce jako o modelowym przykładzie. Statystki, choć ich psychologowie nie lubią, mówią, że w 2009 r. z pomocy ośrodka skorzystało prawie 5 tys. osób.
Na szkodę instytucji
- Od roku sami potrzebujemy pomocy - mówią pracownicy ośrodka (proszą o zachowanie anonimowości). I dodają, że nie walczą o miejsca pracy, bo OIK nie jest "pracą na etacie, ale misją". Rocznie na utrzymanie ośrodka z budżetu miasta idzie ok. 1,5 mln zł. Psycholog na pełnym etacie zarabia w ośrodku około 2400 zł brutto. Nie wszyscy jednak pracują w pełnym wymiarze godzin.
Rok temu konkurs na stanowisko dyrektora OIK-u wygrała Anna Stefańska-Such, także psycholog. Zaczęła wymagać od podwładnych skrupulatnego przestrzegania godzin dyżurowania, wypełniania urzędniczych procedur, które - ich zdaniem - przeszkadzają, a w niektórych przypadkach uniemożliwiają im pracę. Konflikt zabrnął tak daleko, że pracownicy OIK-u już dwa razy prosili o pomoc prezydenta Krakowa. Jednak zaproponowane przez magistrat mediacje nie powiodły się. Zatrudnieni w ośrodku terapeuci twierdzą, że nie są w stanie współpracować z dyrektorem, który - ich zdaniem - działa na szkodę instytucji. Podają przykłady: - Do jednej z naszych koleżanek trafiła kobieta po pobiciu. Z trudem nawiązywała kontakt. Terapeutka uznała, że dla dobra kobiety na jednym spotkaniu nie można poprzestać. Chciała się z nią spotkać na drugi dzień przed swoim dyżurem nocnym. Poinformowała o tym dyrekcję i usłyszała, że to wbrew przepisom kodeksu pracy, a pokrzywdzona kobieta powinna zrozumieć, jak działa instytucja.
Pracownicy OIK-u twierdzą też, że zasady pracy wprowadzone przez nową szefową nie gwarantują opieki całodobowej. - Nocne dyżury ma jedna osoba. Gdy sytuacja wymaga wyjazdu na miejsce wypadku, trzeba dzwonić do dyrektorki i prosić, żeby znalazła kogoś na zastępstwo. Zdarzyło się, że szefowa sugerowała, by odkładać telefon. Wtedy ktoś, kto próbuje się dodzwonić, słyszy sygnał zajętej linii.
Terapeuci zagrożenie widzą też w tym, że nie mogą sami decydować o tym, któremu z potrzebujących poświęcą więcej czasu. - Proszę sobie wyobrazić, że za pół godziny kończy mi się dyżur i trafia do mnie ofiara gwałtu. Po półgodzinnej rozmowie, jak chce szefowa, muszę przerwać i poinformować kobietę, że mój dyżur się kończy. Mam dwa wyjścia: albo zadzwonię do szefowej i poproszę o zgodę na kontynuowanie rozmowy, albo przekażę pacjentkę koledze. Oba wyjścia są wbrew standardom stosowanym w interwencji kryzysowej - twierdzi pracownica OIK-u.
Bałagan w dokumentach
- Ośrodkowi nie grozi paraliż, bo jakość naszych usług nie jest gorsza, a nawet - jeśli popatrzymy na statystyki - efektywność pracowników wzrosła, tak jak zakres usług - odpowiada na zarzuty Stefańska-Such. I dodaje, że kiedy wygrała konkurs na stanowisko szefa ośrodka, nie spodziewała się wojny. - Nie mam wątpliwości, że kadra ośrodka jest świetnie merytorycznie przygotowana do swojej pracy. Problem polega na tym, że OIK to instytucja samorządowa, która musi przestrzegać kodeksu pracy i obowiązujących ustaw.
Wylicza też zaniedbania, do jakich dochodziło w OIK-u: dokumentacja przez lata nie była uzupełniana, nie było jasnego grafiku pracy, nie były dopełniane wymogi wynikające z ustawy o ochronie danych osobowych. Zarzuty pracowników kwituje stwierdzeniem, że "są nieprawdziwe i wynikają z walki starego zespołu z nowym szefem". - Zespół do tej pory działał samowolnie. Ja staram się tylko uporządkować system pracy. Nie jest prawdą, że zabraniam pracownikom pracy po dyżurze. To jednak nie może być normą. Sprawy naprawdę poważne nie zdarzają się aż tak często.
MOPS kryzysu nie widzi
Pracownicy ośrodka odpowiadają, że braki w dokumentacji to tylko zasłona dymna. - Nawet jeśli były, to nieznaczące i nie wpływały na naszą pracę - twierdzą.
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, który nadzoruje OIK, na razie nie widzi zagrożenia dla funkcjonowania ośrodka. - Nie otrzymaliśmy sygnałów ze strony objętych pomocą osób, które by świadczyły o przełożeniu konfliktu pracowniczego na sposób udzielania pomocy - mówi Marta Chechelska, rzeczniczka MOPS-u.
Innego zdania są pracownicy OIK-u. - Jesteśmy na granicy załamania. Kilkoro z nas już korzystało ze wsparcia terapeutów, by dać sobie radę z sytuacją. Brak zrozumienia specyfiki naszej pracy przez prezydenta, MOPS i dyrekcję wkrótce przełoży się na nasze relacje z tymi, którzy potrzebują pomocy. Nie wykluczamy odejścia z pracy - alarmują.
Sytuacją OIK-u zaniepokojone jest Polskie Towarzystwo Psychologiczne. - Do tej pory krakowski ośrodek był wiodący i modelowy. Sprawę trzeba potraktować bardzo poważnie, a nie udawać, że konflikt ma charakter tylko personalny - mówi Małgorzata Toeplitz-Winiewska, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
Krakowski OIK był pierwszym w kraju otwartym dla pacjentów przez całą dobę, a pod telefonem 12 421 92 82 zawsze dostępni są psychologowie i terapeuci. Gdy trzeba, wyjeżdżają na miejsce zdarzenia. Wykładowcy psychologii na uniwersytetach mówią o krakowskiej placówce jako o modelowym przykładzie. Statystki, choć ich psychologowie nie lubią, mówią, że w 2009 r. z pomocy ośrodka skorzystało prawie 5 tys. osób.
Na szkodę instytucji
- Od roku sami potrzebujemy pomocy - mówią pracownicy ośrodka (proszą o zachowanie anonimowości). I dodają, że nie walczą o miejsca pracy, bo OIK nie jest "pracą na etacie, ale misją". Rocznie na utrzymanie ośrodka z budżetu miasta idzie ok. 1,5 mln zł. Psycholog na pełnym etacie zarabia w ośrodku około 2400 zł brutto. Nie wszyscy jednak pracują w pełnym wymiarze godzin.
Rok temu konkurs na stanowisko dyrektora OIK-u wygrała Anna Stefańska-Such, także psycholog. Zaczęła wymagać od podwładnych skrupulatnego przestrzegania godzin dyżurowania, wypełniania urzędniczych procedur, które - ich zdaniem - przeszkadzają, a w niektórych przypadkach uniemożliwiają im pracę. Konflikt zabrnął tak daleko, że pracownicy OIK-u już dwa razy prosili o pomoc prezydenta Krakowa. Jednak zaproponowane przez magistrat mediacje nie powiodły się. Zatrudnieni w ośrodku terapeuci twierdzą, że nie są w stanie współpracować z dyrektorem, który - ich zdaniem - działa na szkodę instytucji. Podają przykłady: - Do jednej z naszych koleżanek trafiła kobieta po pobiciu. Z trudem nawiązywała kontakt. Terapeutka uznała, że dla dobra kobiety na jednym spotkaniu nie można poprzestać. Chciała się z nią spotkać na drugi dzień przed swoim dyżurem nocnym. Poinformowała o tym dyrekcję i usłyszała, że to wbrew przepisom kodeksu pracy, a pokrzywdzona kobieta powinna zrozumieć, jak działa instytucja.
Pracownicy OIK-u twierdzą też, że zasady pracy wprowadzone przez nową szefową nie gwarantują opieki całodobowej. - Nocne dyżury ma jedna osoba. Gdy sytuacja wymaga wyjazdu na miejsce wypadku, trzeba dzwonić do dyrektorki i prosić, żeby znalazła kogoś na zastępstwo. Zdarzyło się, że szefowa sugerowała, by odkładać telefon. Wtedy ktoś, kto próbuje się dodzwonić, słyszy sygnał zajętej linii.
Terapeuci zagrożenie widzą też w tym, że nie mogą sami decydować o tym, któremu z potrzebujących poświęcą więcej czasu. - Proszę sobie wyobrazić, że za pół godziny kończy mi się dyżur i trafia do mnie ofiara gwałtu. Po półgodzinnej rozmowie, jak chce szefowa, muszę przerwać i poinformować kobietę, że mój dyżur się kończy. Mam dwa wyjścia: albo zadzwonię do szefowej i poproszę o zgodę na kontynuowanie rozmowy, albo przekażę pacjentkę koledze. Oba wyjścia są wbrew standardom stosowanym w interwencji kryzysowej - twierdzi pracownica OIK-u.
Bałagan w dokumentach
- Ośrodkowi nie grozi paraliż, bo jakość naszych usług nie jest gorsza, a nawet - jeśli popatrzymy na statystyki - efektywność pracowników wzrosła, tak jak zakres usług - odpowiada na zarzuty Stefańska-Such. I dodaje, że kiedy wygrała konkurs na stanowisko szefa ośrodka, nie spodziewała się wojny. - Nie mam wątpliwości, że kadra ośrodka jest świetnie merytorycznie przygotowana do swojej pracy. Problem polega na tym, że OIK to instytucja samorządowa, która musi przestrzegać kodeksu pracy i obowiązujących ustaw.
Wylicza też zaniedbania, do jakich dochodziło w OIK-u: dokumentacja przez lata nie była uzupełniana, nie było jasnego grafiku pracy, nie były dopełniane wymogi wynikające z ustawy o ochronie danych osobowych. Zarzuty pracowników kwituje stwierdzeniem, że "są nieprawdziwe i wynikają z walki starego zespołu z nowym szefem". - Zespół do tej pory działał samowolnie. Ja staram się tylko uporządkować system pracy. Nie jest prawdą, że zabraniam pracownikom pracy po dyżurze. To jednak nie może być normą. Sprawy naprawdę poważne nie zdarzają się aż tak często.
MOPS kryzysu nie widzi
Pracownicy ośrodka odpowiadają, że braki w dokumentacji to tylko zasłona dymna. - Nawet jeśli były, to nieznaczące i nie wpływały na naszą pracę - twierdzą.
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, który nadzoruje OIK, na razie nie widzi zagrożenia dla funkcjonowania ośrodka. - Nie otrzymaliśmy sygnałów ze strony objętych pomocą osób, które by świadczyły o przełożeniu konfliktu pracowniczego na sposób udzielania pomocy - mówi Marta Chechelska, rzeczniczka MOPS-u.
Innego zdania są pracownicy OIK-u. - Jesteśmy na granicy załamania. Kilkoro z nas już korzystało ze wsparcia terapeutów, by dać sobie radę z sytuacją. Brak zrozumienia specyfiki naszej pracy przez prezydenta, MOPS i dyrekcję wkrótce przełoży się na nasze relacje z tymi, którzy potrzebują pomocy. Nie wykluczamy odejścia z pracy - alarmują.
Sytuacją OIK-u zaniepokojone jest Polskie Towarzystwo Psychologiczne. - Do tej pory krakowski ośrodek był wiodący i modelowy. Sprawę trzeba potraktować bardzo poważnie, a nie udawać, że konflikt ma charakter tylko personalny - mówi Małgorzata Toeplitz-Winiewska, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
- 98 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Urzędniczenie, to dzisiaj model pracy, który
guru133
08.03.10, 23:08
wdrażany jest w coraz większym stopniu w wielu dziedzinach życia (n.p. woświacie), gdzie tak zwane procedury i dokumenty, które nazywam dupokrytkamiważniejsze są od autentycznego, »
-
Kryzys w Ośrodku Interwencji Kryzysowej
niewolnik_slow
11.03.10, 16:03
To prawda, że porządek jest rzeczą pożądaną w tym chaotycznym świecie, nie zapominajmy jednak, że instytucje takie jak OIK są kontaktem pierwszej pomocy.Kiedy, drodzy forumowicze, wasza »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ewakuowali hejnalistę z Wieży Mariackiej ...
- Wielki cyc jednak na kopcu Wandy, a nie ...
- Zakładali kominiarki, wypatrzył to policjant
- Zamiast ośmiodniowej wycieczki - jedna ...
- Jest list gończy za ministrem transportu ...
- Proces podwyższonego ryzyka - krakowski ...
- Romowie: zastraszają nas członkowie gangu ...
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.





