Ośrodek interwencji: Najpierw człowiek, potem przepisy
2010-03-09
, aktualizacja: 08.03.2010 21:48
Ośrodkowi Interwencji Kryzysowej grozi paraliż - napisaliśmy w poniedziałkowej Gazecie. Chodzi o konflikt zespołu psychologów i interwentów z nowym dyrektorem.
ZOBACZ TAKŻE
- Konieczne ostre cięcie w Interwencji Kryzysowej (11-03-10, 09:00)
- Kryzys w Ośrodku Interwencji Kryzysowej (08-03-10, 10:00)
OIK to jedyna w Krakowie placówka, z której pomocy przez całą dobę mogą korzystać ludzie jej potrzebujący. Rok temu zmieniła się szefowa ośrodka. Zespół nie akceptuje zmian, które wprowadza, bo jak twierdzą pracownicy - zmuszani są do działania niezgodnego z etyką zawodu psychologa. Anna Stefańska-Such, dyrektorka OIK, oskarżenia odrzuca, tłumacząc, że tylko porządkuje system pracy w OIK.
Małgorzata Skowrońska: Ile lat kierowała Pani krakowskim Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej?
Wanda Badura-Madej, była szefowa Ośrodka Interwencji Kryzysowej: Od 1991 do 2008 r.
Pani następczyni twierdzi, że zastała bałagan w dokumentacji ośrodka, rozpuszczonych pracowników, którzy nie przychodzą do pracy...
- Gdyby tak było, ośrodek nie funkcjonowałby tyle lat bez wpadki. Zarzuty, że pracownicy nie przychodzili do pracy, są śmieszne i świadczą o kompletnym niezrozumieniu zawodu interwenta kryzysowego. Przez lata wypracowaliśmy wspólnie procedury, które nie wchodziły w kolizję z prawem i były przyjazne ludziom potrzebującym pomocy. Oczywiste jest, że trzeba się dostosowywać do zmieniających się przepisów, np. ustawy o ochronie danych osobowych. Tyle że litera prawa wyznacza ogólne zasady, które trzeba stosować zgodnie z celami instytucji. Placówka, która pomaga ludziom w ostrych stanach kryzysowych, powinna mieć najpierw na względzie człowieka, a dopiero potem przepisy.
Interwenci pracujący w ośrodku twierdzą, że konflikt zabrnął tak daleko, że zastanawiają się, czy nie odejść z pracy.
- Byłaby to ogromna strata dla Krakowa. Ten zespół w Polsce ma wzorową opinię. Ludzie przyjeżdżali do nas uczyć się, jak taki ośrodek powinien funkcjonować. I co? Nagle to się zmieniło? Oskarżenia, które wysuwa pod adresem zespołu nowa dyrektor, dotykają mnie osobiście. Tymczasem żadna z kontroli, która badała ośrodek w czasie, gdy nim kierowałam, niczego nie wykazała. Gdyby zarzuty były naprawdę poważne, już byłabym na dywaniku u władz miasta, które nadzorują ośrodek. Jakoś nikt mnie nie wzywa.
Konflikt pomiędzy zespołem a nowym dyrektorem dla krakowian nie ma znaczenia. Problemem jest to, że miasto może zostać nagle bez całodobowej pomocy psychologicznej.
- Ośrodek zbacza na manowce. Zespół, który pracuje z tak trudnymi przypadkami, musi mieć poczucie bezpieczeństwa. Nie można ich ciągle kontrolować. To jednak kwestia podejścia do ludzi: albo ufa się swoim pracownikom i daje im się - oczywiście w granicach rozsądku - swobodę, albo każe im się spowiadać ze wszystkiego. Z moich doświadczeń wynika jednak, że ta druga metoda na dłuższą metę nie sprawdza się. W sprawie OIK potrzeba szybkiej interwencji miasta. Inaczej zaprzepaścimy potencjał tego zespołu.
Małgorzata Skowrońska: Ile lat kierowała Pani krakowskim Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej?
Wanda Badura-Madej, była szefowa Ośrodka Interwencji Kryzysowej: Od 1991 do 2008 r.
Pani następczyni twierdzi, że zastała bałagan w dokumentacji ośrodka, rozpuszczonych pracowników, którzy nie przychodzą do pracy...
- Gdyby tak było, ośrodek nie funkcjonowałby tyle lat bez wpadki. Zarzuty, że pracownicy nie przychodzili do pracy, są śmieszne i świadczą o kompletnym niezrozumieniu zawodu interwenta kryzysowego. Przez lata wypracowaliśmy wspólnie procedury, które nie wchodziły w kolizję z prawem i były przyjazne ludziom potrzebującym pomocy. Oczywiste jest, że trzeba się dostosowywać do zmieniających się przepisów, np. ustawy o ochronie danych osobowych. Tyle że litera prawa wyznacza ogólne zasady, które trzeba stosować zgodnie z celami instytucji. Placówka, która pomaga ludziom w ostrych stanach kryzysowych, powinna mieć najpierw na względzie człowieka, a dopiero potem przepisy.
Interwenci pracujący w ośrodku twierdzą, że konflikt zabrnął tak daleko, że zastanawiają się, czy nie odejść z pracy.
- Byłaby to ogromna strata dla Krakowa. Ten zespół w Polsce ma wzorową opinię. Ludzie przyjeżdżali do nas uczyć się, jak taki ośrodek powinien funkcjonować. I co? Nagle to się zmieniło? Oskarżenia, które wysuwa pod adresem zespołu nowa dyrektor, dotykają mnie osobiście. Tymczasem żadna z kontroli, która badała ośrodek w czasie, gdy nim kierowałam, niczego nie wykazała. Gdyby zarzuty były naprawdę poważne, już byłabym na dywaniku u władz miasta, które nadzorują ośrodek. Jakoś nikt mnie nie wzywa.
Konflikt pomiędzy zespołem a nowym dyrektorem dla krakowian nie ma znaczenia. Problemem jest to, że miasto może zostać nagle bez całodobowej pomocy psychologicznej.
- Ośrodek zbacza na manowce. Zespół, który pracuje z tak trudnymi przypadkami, musi mieć poczucie bezpieczeństwa. Nie można ich ciągle kontrolować. To jednak kwestia podejścia do ludzi: albo ufa się swoim pracownikom i daje im się - oczywiście w granicach rozsądku - swobodę, albo każe im się spowiadać ze wszystkiego. Z moich doświadczeń wynika jednak, że ta druga metoda na dłuższą metę nie sprawdza się. W sprawie OIK potrzeba szybkiej interwencji miasta. Inaczej zaprzepaścimy potencjał tego zespołu.
- 33 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Ośrodek interwencji: Najpierw człowiek, potem p...
saliko
09.03.10, 08:33
To taka polska specjalność - opluć poprzednika. Anglik, obejmując stanowisko chwali pod niebiosa swego poprzednika, przedmówcęczy szefa czegokolwiek po czym robi czy mówi zupełnie co »
Najczęściej czytane24 htydzień




