Sprzedawca odpowie za znęcanie się nad psami
2010-03-09
, aktualizacja: 10.03.2010 13:43
Handlarz psami stanie przed sądem. W upalny dzień w niewielkiej przyczepie zostawił 10 szczeniąt. Psy uratowali przechodnie zaniepokojeni piskami dochodzącymi z przyczepy
ZOBACZ TAKŻE
- W sześć tygodni nauczą psy ze schronisk psich manier (12-05-10, 07:00)
- Może chcesz adoptować pieska? Uważaj na naciągaczy! (27-04-10, 06:00)
- Wystawa gadów w Galerii Krakowskiej to skandal (14-05-10, 07:00)
60-letniemu renciście Zdzisławowi M. grozi kara grzywny, ograniczenia bądź nawet pozbawienia wolności do roku. Nie przyznaje się do winy. Prokuratura ma jednak opinie biegłego weterynarza i zeznania świadków.
Jest początek sierpnia zeszłego roku. Upalny weekend. Klienci centrum handlowego M1 słyszą żałosne kwilenia dochodzące spod metalowej blachy przykrywającej niewielką przyczepkę zaparkowaną pod centrum handlowym. Wzywają policję. W środku jest 10 ledwo żywych szczeniąt. Przyczepa należy do Zdzisława M., który przyjechał sprzedać dwa psy do sklepu zoologicznego.
Szczeniaki są w złym stanie, weterynarz wezwany przez policję nakazuje przewiezienie ich do schroniska, bo obawia się, że dalsza jazda w przyczepie skończy się ich zgonem. Psy mają bowiem objawy hipotermii, nie reagują na bodźce, są apatyczne. Jeden z goldenów nie mógł ustać na nogach.
Biegły stwierdzi potem, że w takich warunkach psy musiały przebywać od co najmniej trzech godzin. Jak sprawdziła potem prokuratura w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, tego dnia temperatura powietrza przekroczyła 30 stopni C.
Zdzisław W. nie przyznał się do winy. Twierdził, że przyczepa była odpowiednio wentylowana, bo w blaszanej pokrywie było dziewięć otworów, a tył był przysłonięty tylko siatką. Zapewniał też, że pojazd na słońcu stał tylko kwadrans.
Jest początek sierpnia zeszłego roku. Upalny weekend. Klienci centrum handlowego M1 słyszą żałosne kwilenia dochodzące spod metalowej blachy przykrywającej niewielką przyczepkę zaparkowaną pod centrum handlowym. Wzywają policję. W środku jest 10 ledwo żywych szczeniąt. Przyczepa należy do Zdzisława M., który przyjechał sprzedać dwa psy do sklepu zoologicznego.
Szczeniaki są w złym stanie, weterynarz wezwany przez policję nakazuje przewiezienie ich do schroniska, bo obawia się, że dalsza jazda w przyczepie skończy się ich zgonem. Psy mają bowiem objawy hipotermii, nie reagują na bodźce, są apatyczne. Jeden z goldenów nie mógł ustać na nogach.
Biegły stwierdzi potem, że w takich warunkach psy musiały przebywać od co najmniej trzech godzin. Jak sprawdziła potem prokuratura w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, tego dnia temperatura powietrza przekroczyła 30 stopni C.
Zdzisław W. nie przyznał się do winy. Twierdził, że przyczepa była odpowiednio wentylowana, bo w blaszanej pokrywie było dziewięć otworów, a tył był przysłonięty tylko siatką. Zapewniał też, że pojazd na słońcu stał tylko kwadrans.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




