Sprzedawca odpowie za znęcanie się nad psami

Jarosław Sidorowicz
2010-03-09 , aktualizacja: 10.03.2010 13:43
A A A Drukuj
Handlarz psami stanie przed sądem. W upalny dzień w niewielkiej przyczepie zostawił 10 szczeniąt. Psy uratowali przechodnie zaniepokojeni piskami dochodzącymi z przyczepy
Sala rozpraw
Fot. Krzysztof Karolczyk / AG
Sala rozpraw
60-letniemu renciście Zdzisławowi M. grozi kara grzywny, ograniczenia bądź nawet pozbawienia wolności do roku. Nie przyznaje się do winy. Prokuratura ma jednak opinie biegłego weterynarza i zeznania świadków.

Jest początek sierpnia zeszłego roku. Upalny weekend. Klienci centrum handlowego M1 słyszą żałosne kwilenia dochodzące spod metalowej blachy przykrywającej niewielką przyczepkę zaparkowaną pod centrum handlowym. Wzywają policję. W środku jest 10 ledwo żywych szczeniąt. Przyczepa należy do Zdzisława M., który przyjechał sprzedać dwa psy do sklepu zoologicznego.

Szczeniaki są w złym stanie, weterynarz wezwany przez policję nakazuje przewiezienie ich do schroniska, bo obawia się, że dalsza jazda w przyczepie skończy się ich zgonem. Psy mają bowiem objawy hipotermii, nie reagują na bodźce, są apatyczne. Jeden z goldenów nie mógł ustać na nogach.

Biegły stwierdzi potem, że w takich warunkach psy musiały przebywać od co najmniej trzech godzin. Jak sprawdziła potem prokuratura w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, tego dnia temperatura powietrza przekroczyła 30 stopni C.

Zdzisław W. nie przyznał się do winy. Twierdził, że przyczepa była odpowiednio wentylowana, bo w blaszanej pokrywie było dziewięć otworów, a tył był przysłonięty tylko siatką. Zapewniał też, że pojazd na słońcu stał tylko kwadrans.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów