Sąd za wolnością krytyki w sieci
2010-03-12
, aktualizacja: 11.03.2010 22:30
- Osoba publiczna musi liczyć się z tym, że jej działalność spotka się z krytyką - stwierdził w czwartek krakowski sąd i oddalił pozew burmistrza Kalwarii Zebrzydowskiej, którego zabolały komentarze pod jego adresem na internetowym forum.
ZOBACZ TAKŻE
- Wielbiciel dręczycielem. Policja bezradna (15-03-10, 07:00)
- Ten wyrok jest niezwykle istotny dla kwestii wolności debaty publicznej w internecie - ocenia decyzję sądu Dominika Bychawska, która z ramienia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przyglądała się procesowi, jaki burmistrz Kalwarii za odmowę usunięcia nieprzychylnych komentarzy wytoczył administratorowi lokalnego portalu internetowego.
Augustyn Ormanty rządzi Kalwarią nieprzerwanie od 20 lat, co wczoraj w sądzie podkreślał z dumą. Ale nie wszystkim w mieście podoba się to, co robi. Od kilkunastu miesięcy na forum portalu Naszakalwaria.pl zaczęły pojawiać się nieprzychylne Ormantemu komentarze anonimowych internautów. Na czarnej liście burmistrza znalazło się 18 wpisów. Niektórzy forumowicze nie przebierali w słowach. Oto przykład (pisownia oryginalna!): "Jak to możliwe, by taka chołota z okolicznych wioch decydowała swoimi głosami o takim pięknym mieście jak Kalwaria. To chańba dla nas mieszkańców i czas skończyć z tym manipulanctwem radnych bezradnych na czele z burmistrzem, który na urzędzie kieruje się prywatą interesów i układami z wiejskimi radnymi, a miasto go nie interesuje". Inny użył słowa "baran", a kolejny napisał, że burmistrzowi "Bóg odebrał chyba rozum". Niektórzy autorzy byli bardziej delikatni i pisali po prostu, że burmistrz "nic nie robi".
- Gdybym nic nie robił, to 20 lat nie byłbym burmistrzem. A gdzie inwestycje, mój staż! - gorączkował się wczoraj na sali Augustyn Ormanty, cytując sędziemu negatywne opinie. I wymieniał zdenerwowany kolejne: - "Burmistrzu, opamiętaj się, co pomysł, to debilny". Słownik mówi wyraźnie: "debil" to człowiek ograniczony umysłowo. Czy na tym ma polegać demokracja?! - pytał rozemocjonowany urzędnik. Dotknął go też zarzut, że "jest z PSL, a ci są łasi na stołki i pensji sobie nie zmniejszy" oraz że "umorzył żonie podatek". - To kłamstwo - stwierdził burmistrz.
Od Tomasza Balusia, założyciela i administratora portalu, Ormanty zażądał usunięcia nieprzychylnych mu wpisów. Baluś odmówił. - Ja mogę odpowiadać za artykuły mojego autorstwa, ale do nich burmistrz nie ma zastrzeżeń. Komentarze zaś są indywidualną oceną ich autorów i nie mogę za nie odpowiadać. Widocznie internauci mają powody czuć się rozżaleni - tłumaczył. Jak podkreślił, nikt wcześniej nie zwracał się do niego o usunięcie z forum wpisów. - Nie wyciąłem nawet tych, które są dla mnie nieprzychylne - zarzekał się Baluś.
Sąd uznał, że nie ma powodów, by usunął także te, które krytycznie odnoszą się do burmistrza. - Są oceną jego działalności. Osoba, która decyduje się na działalność publiczną, musi liczyć się z krytyką, i to w różnej formie. Czym różni się bowiem taki wpis od opinii wygłaszanych na wiecu? Poziom dyskusji jest, jaki jest, co nie dziwi, gdy słucha się niektórych polityków, ale każdy ma prawo oceniać działalność władz. I nie będą to wyłącznie wpisy o charakterze literackim - argumentował sędzia Robert Tomczyk.
- Z wyrokiem się nie zgadzam. Bo jakby o panu napisali "debil" i "baran", nie zareagowałby pan?! - rzucił burmistrz po wyroku do dziennikarza i wyszedł z sądu.
- Dobrze się stało, że sąd zezwolił na dalszą publiczną dyskusję w internecie - cieszył się za to z orzeczenia Baluś.
- W polskim prawie nie ma co prawda precedensów, ale to ważne orzeczenie - ocenia wyrok Anna-Maria Siwińska, koordynator serwisów społecznościowych w portalu Gazeta.pl. - Oczywiście reagujemy w sytuacji, gdy ktoś użyje słów wulgarnych czy pomawia kogoś, ale forum internetowe stoi wymianą poglądów i jeśli będziemy karać ludzi za głosy krytyczne, zwłaszcza pod adresem polityków, stracimy obiektywność. Każdy będzie się wtedy bał wypowiedzieć krytycznie i straty dla życia publicznego będą nieporównywanie większe.
- Dobrze, że sąd zachował zdrowy rozsądek i nie przesunął granicy, co dozwolone w tego typu wypowiedziach. Zwłaszcza gdy chodzi o krytykę osób publicznych. - dodaje Krzysztof Fijałek, redaktor naczelny portalu Interia.pl. - Jeśli ktoś napisze o kimś, że jest gwałcicielem i mordercą, sprawa jest oczywista. Ale w przypadku takich określeń jak "głupek" czy "baran" - już nie. To określenia z języka potocznego używanego w dyskusjach na ulicy i wraz z nim przenikają do wypowiedzi na forach internetowych. Internet rządzi się swoją poetyką i takiego języka się używa.
Augustyn Ormanty rządzi Kalwarią nieprzerwanie od 20 lat, co wczoraj w sądzie podkreślał z dumą. Ale nie wszystkim w mieście podoba się to, co robi. Od kilkunastu miesięcy na forum portalu Naszakalwaria.pl zaczęły pojawiać się nieprzychylne Ormantemu komentarze anonimowych internautów. Na czarnej liście burmistrza znalazło się 18 wpisów. Niektórzy forumowicze nie przebierali w słowach. Oto przykład (pisownia oryginalna!): "Jak to możliwe, by taka chołota z okolicznych wioch decydowała swoimi głosami o takim pięknym mieście jak Kalwaria. To chańba dla nas mieszkańców i czas skończyć z tym manipulanctwem radnych bezradnych na czele z burmistrzem, który na urzędzie kieruje się prywatą interesów i układami z wiejskimi radnymi, a miasto go nie interesuje". Inny użył słowa "baran", a kolejny napisał, że burmistrzowi "Bóg odebrał chyba rozum". Niektórzy autorzy byli bardziej delikatni i pisali po prostu, że burmistrz "nic nie robi".
- Gdybym nic nie robił, to 20 lat nie byłbym burmistrzem. A gdzie inwestycje, mój staż! - gorączkował się wczoraj na sali Augustyn Ormanty, cytując sędziemu negatywne opinie. I wymieniał zdenerwowany kolejne: - "Burmistrzu, opamiętaj się, co pomysł, to debilny". Słownik mówi wyraźnie: "debil" to człowiek ograniczony umysłowo. Czy na tym ma polegać demokracja?! - pytał rozemocjonowany urzędnik. Dotknął go też zarzut, że "jest z PSL, a ci są łasi na stołki i pensji sobie nie zmniejszy" oraz że "umorzył żonie podatek". - To kłamstwo - stwierdził burmistrz.
Od Tomasza Balusia, założyciela i administratora portalu, Ormanty zażądał usunięcia nieprzychylnych mu wpisów. Baluś odmówił. - Ja mogę odpowiadać za artykuły mojego autorstwa, ale do nich burmistrz nie ma zastrzeżeń. Komentarze zaś są indywidualną oceną ich autorów i nie mogę za nie odpowiadać. Widocznie internauci mają powody czuć się rozżaleni - tłumaczył. Jak podkreślił, nikt wcześniej nie zwracał się do niego o usunięcie z forum wpisów. - Nie wyciąłem nawet tych, które są dla mnie nieprzychylne - zarzekał się Baluś.
Sąd uznał, że nie ma powodów, by usunął także te, które krytycznie odnoszą się do burmistrza. - Są oceną jego działalności. Osoba, która decyduje się na działalność publiczną, musi liczyć się z krytyką, i to w różnej formie. Czym różni się bowiem taki wpis od opinii wygłaszanych na wiecu? Poziom dyskusji jest, jaki jest, co nie dziwi, gdy słucha się niektórych polityków, ale każdy ma prawo oceniać działalność władz. I nie będą to wyłącznie wpisy o charakterze literackim - argumentował sędzia Robert Tomczyk.
- Z wyrokiem się nie zgadzam. Bo jakby o panu napisali "debil" i "baran", nie zareagowałby pan?! - rzucił burmistrz po wyroku do dziennikarza i wyszedł z sądu.
- Dobrze się stało, że sąd zezwolił na dalszą publiczną dyskusję w internecie - cieszył się za to z orzeczenia Baluś.
- W polskim prawie nie ma co prawda precedensów, ale to ważne orzeczenie - ocenia wyrok Anna-Maria Siwińska, koordynator serwisów społecznościowych w portalu Gazeta.pl. - Oczywiście reagujemy w sytuacji, gdy ktoś użyje słów wulgarnych czy pomawia kogoś, ale forum internetowe stoi wymianą poglądów i jeśli będziemy karać ludzi za głosy krytyczne, zwłaszcza pod adresem polityków, stracimy obiektywność. Każdy będzie się wtedy bał wypowiedzieć krytycznie i straty dla życia publicznego będą nieporównywanie większe.
- Dobrze, że sąd zachował zdrowy rozsądek i nie przesunął granicy, co dozwolone w tego typu wypowiedziach. Zwłaszcza gdy chodzi o krytykę osób publicznych. - dodaje Krzysztof Fijałek, redaktor naczelny portalu Interia.pl. - Jeśli ktoś napisze o kimś, że jest gwałcicielem i mordercą, sprawa jest oczywista. Ale w przypadku takich określeń jak "głupek" czy "baran" - już nie. To określenia z języka potocznego używanego w dyskusjach na ulicy i wraz z nim przenikają do wypowiedzi na forach internetowych. Internet rządzi się swoją poetyką i takiego języka się używa.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




