Wielbiciel dręczycielem. Policja bezradna
2010-03-15
, aktualizacja: 14.03.2010 22:55
Przez ponad dwa lata cierpiący na zaburzenia psychiczne mężczyzna nękał młodą krakowiankę. Najpierw były wiersze, potem groźby. Policja mimo zawiadomienia złożonego przez kobietę dręczyciela nie potrafiła zatrzymać. Zrobiła to dopiero, gdy mężczyzna forsował już drzwi do jej dom.
ZOBACZ TAKŻE
- Prawo jazdy bez egzaminu. Wystarczyło zapłacić (10-05-10, 07:00)
- Sąd za wolnością krytyki w sieci (12-03-10, 08:00)
- Podejrzana zawartość damskiej torebki (11-03-10, 22:46)
- Pobił dostawcę pizzy, gdy otrzymał rachunek (11-03-10, 16:09)
- Fałszywy lekarz uciekł z Polski z 19-latką (08-03-10, 21:00)
- Rajd po Floriańskiej: To motocyklista był winny (08-03-10, 06:00)
- Więcej rozbojów: napadają nawet w galeriach handlowych (06-03-10, 11:00)
SERWISY
- Jestem bezsilna. Boję się tego człowieka, a sama sobie z nim nie poradzę - mówi Marta. Ma dość listów podrzucanych pod dom, nachodzenia, a ostatnio także gróźb ze strony zaburzonego psychicznie mężczyzny. - Wykończona jest moja rodzina. Babcia, z którą mieszkam, musiała uciekać z mieszkania, gdy próbował dostać się do środka - opowiada kobieta.
Wszystko zaczęło się, gdy pracowała w jednym z krakowskich sklepów. Nieznajomy też tam przychodził, zaczął się jej przyglądać. - Upatrzył ją sobie właśnie wtedy. Siadał niedaleko i wpatrywał się - mówi zdenerwowana ciotka Marty. Młoda kobieta opowiada, że gdy wychodziła z pracy, śledził ją, pojawiał się niespodziewanie w miejscach, gdzie przebywała.
- Początkowo próbowałam go zmylić, by nie wiedział, jaki jest mój adres - relacjonuje nękana kobieta. Twierdzi, że zaczęła się bać, gdy mężczyzna pewnego dnia wyrwał jej po pracy torebkę. - W środku były dokumenty i z nich dowiedział się, gdzie mieszkam. Zawiadomiłam policję, ale niewiele to dało, bo nieznajomy pozostał bezkarny. Usłyszałam tylko, że nie mogą go znaleźć - opowiada Marta.
Mężczyzna tymczasem zaczął przychodzić pod dom, w którym Marta mieszka ze swoją babcią. Wsuwał listy pod drzwi, potem stukał w szyby. - Jak zadzwoniłam na policję, uciekał - relacjonuje młoda krakowianka. Chwile spokoju miała tylko wtedy, gdy dręczyciel trafił dwa razy do szpitala. Kiedy jednak wychodził z lecznicy, wszystko się powtarzało. Do domu odprowadzali ją koledzy, rodzina bez przerwy sprawdzała, co się z nią dzieje. - Każde jego kolejne pojawienie się pod domem było coraz niebezpieczniejsze. Krzyczał, że mój duch musi się zejść z jego duchem. Zaczął mówić coś o śmierci. Jak ktoś wychodził z domu, od razu uciekał - opowiada młoda kobieta.
Kilka tygodni temu prześladowca znowu zjawił się pod domem Marty. - Pukał w szybę, wykrzykiwał jakieś wyzwiska. Wezwaliśmy policję, spisali moje zeznania i tyle - opowiada kobieta. Ale nieznajomy wrócił po dwóch dniach. Biegał wokół domu, coś wykrzykując. W końcu próbował dostać się do środka. - Marty akurat nie było, bo wyszła chwilę wcześniej. W środku była jej babcia - relacjonuje ciotka kobiety. - Zadzwoniła przerażona, bo nie wiedziała, co ma robić. Powiedziałam, by uciekła przez taras. Próbującego wyważyć drzwi mężczyznę zauważył ktoś z sąsiadów, zadzwonił na policję. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali sprawcę.
Marta twierdzi, że policję alarmowała wielokrotnie. Bezskutecznie.
Rzecznik małopolskiej policji twierdzi, że doszukał się tylko jednego zawiadomienia. Ale i tu funkcjonariusze okazali się bezradni. Sprawę najpierw zawieszono, by po roku ją umorzyć. Skąd ta bezsilność? - Nie udało się zatrzymać mężczyzny, bo nie przebywa w swoim miejscu zameldowania - tłumaczy Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji. Jak twierdzi, dla mężczyzny po zatrzymaniu gotowe są zarzuty, m.in. o groźby karalne i wtargnięcie na prywatną posesję. Ale dopóki jest on w szpitalu, nie można ich postawić. O jego dalszym losie zdecydują biegli lekarze.
- To nie jest prosta sytuacja - przyznaje sędzia Rafał Lisak, rzecznik krakowskiego sądu. - Chodzi bowiem o ustalenie poczytalności sprawcy, którą ocenią biegli. Jeżeli uznają, że ma całkowicie zniesioną, w grę może wchodzić umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym. Ale tu decydująca jest kwestia, czy taka osoba zagraża zdrowiu i życiu innych. To też ocenia się m.in. przez pryzmat tego, co dotąd zrobił - tłumaczy.
Sytuacja Marty jest znanym w nauce przypadkiem. - Nazywany jest on stalkingiem. Chodzi o uporczywe nękanie, nachodzenie, wręcz molestowanie psychiczne - opisuje dr Mariusz Makowski, psycholog. - Nie jest łatwo pozbyć się takiej osoby. Nie można pokazać jej słabości, bo to napędza takiego osobnika. Trzeba pokazać, że ma się w kimś oparcie, np. w krewnych, znajomych. Jeśli nękający spotka się z ich stanowczą reakcją, nękana osoba może stracić atrakcyjność w jego oczach - podkreśla.
Marta po tym, jak zaburzony mężczyzna został zatrzymany przez policję, ma teraz chwilę wytchnienia. Po dramatycznym zdarzeniu złożyła zawiadomienie do prokuratury, domagając się jego ścigania.
Imię bohaterki zostało zmienione
Wszystko zaczęło się, gdy pracowała w jednym z krakowskich sklepów. Nieznajomy też tam przychodził, zaczął się jej przyglądać. - Upatrzył ją sobie właśnie wtedy. Siadał niedaleko i wpatrywał się - mówi zdenerwowana ciotka Marty. Młoda kobieta opowiada, że gdy wychodziła z pracy, śledził ją, pojawiał się niespodziewanie w miejscach, gdzie przebywała.
- Początkowo próbowałam go zmylić, by nie wiedział, jaki jest mój adres - relacjonuje nękana kobieta. Twierdzi, że zaczęła się bać, gdy mężczyzna pewnego dnia wyrwał jej po pracy torebkę. - W środku były dokumenty i z nich dowiedział się, gdzie mieszkam. Zawiadomiłam policję, ale niewiele to dało, bo nieznajomy pozostał bezkarny. Usłyszałam tylko, że nie mogą go znaleźć - opowiada Marta.
Mężczyzna tymczasem zaczął przychodzić pod dom, w którym Marta mieszka ze swoją babcią. Wsuwał listy pod drzwi, potem stukał w szyby. - Jak zadzwoniłam na policję, uciekał - relacjonuje młoda krakowianka. Chwile spokoju miała tylko wtedy, gdy dręczyciel trafił dwa razy do szpitala. Kiedy jednak wychodził z lecznicy, wszystko się powtarzało. Do domu odprowadzali ją koledzy, rodzina bez przerwy sprawdzała, co się z nią dzieje. - Każde jego kolejne pojawienie się pod domem było coraz niebezpieczniejsze. Krzyczał, że mój duch musi się zejść z jego duchem. Zaczął mówić coś o śmierci. Jak ktoś wychodził z domu, od razu uciekał - opowiada młoda kobieta.
Kilka tygodni temu prześladowca znowu zjawił się pod domem Marty. - Pukał w szybę, wykrzykiwał jakieś wyzwiska. Wezwaliśmy policję, spisali moje zeznania i tyle - opowiada kobieta. Ale nieznajomy wrócił po dwóch dniach. Biegał wokół domu, coś wykrzykując. W końcu próbował dostać się do środka. - Marty akurat nie było, bo wyszła chwilę wcześniej. W środku była jej babcia - relacjonuje ciotka kobiety. - Zadzwoniła przerażona, bo nie wiedziała, co ma robić. Powiedziałam, by uciekła przez taras. Próbującego wyważyć drzwi mężczyznę zauważył ktoś z sąsiadów, zadzwonił na policję. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali sprawcę.
Marta twierdzi, że policję alarmowała wielokrotnie. Bezskutecznie.
Rzecznik małopolskiej policji twierdzi, że doszukał się tylko jednego zawiadomienia. Ale i tu funkcjonariusze okazali się bezradni. Sprawę najpierw zawieszono, by po roku ją umorzyć. Skąd ta bezsilność? - Nie udało się zatrzymać mężczyzny, bo nie przebywa w swoim miejscu zameldowania - tłumaczy Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji. Jak twierdzi, dla mężczyzny po zatrzymaniu gotowe są zarzuty, m.in. o groźby karalne i wtargnięcie na prywatną posesję. Ale dopóki jest on w szpitalu, nie można ich postawić. O jego dalszym losie zdecydują biegli lekarze.
- To nie jest prosta sytuacja - przyznaje sędzia Rafał Lisak, rzecznik krakowskiego sądu. - Chodzi bowiem o ustalenie poczytalności sprawcy, którą ocenią biegli. Jeżeli uznają, że ma całkowicie zniesioną, w grę może wchodzić umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym. Ale tu decydująca jest kwestia, czy taka osoba zagraża zdrowiu i życiu innych. To też ocenia się m.in. przez pryzmat tego, co dotąd zrobił - tłumaczy.
Sytuacja Marty jest znanym w nauce przypadkiem. - Nazywany jest on stalkingiem. Chodzi o uporczywe nękanie, nachodzenie, wręcz molestowanie psychiczne - opisuje dr Mariusz Makowski, psycholog. - Nie jest łatwo pozbyć się takiej osoby. Nie można pokazać jej słabości, bo to napędza takiego osobnika. Trzeba pokazać, że ma się w kimś oparcie, np. w krewnych, znajomych. Jeśli nękający spotka się z ich stanowczą reakcją, nękana osoba może stracić atrakcyjność w jego oczach - podkreśla.
Marta po tym, jak zaburzony mężczyzna został zatrzymany przez policję, ma teraz chwilę wytchnienia. Po dramatycznym zdarzeniu złożyła zawiadomienie do prokuratury, domagając się jego ścigania.
Imię bohaterki zostało zmienione
- 27 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Wielbiciel dręczycielem. Policja bezradna
lichwa.i.kara
15.03.10, 10:58
Gdyby pomalowano swastykami jakis obiekt kultu to zaraz policja by sie pojawila.»
-
Re: Wielbiciel dręczycielem. Policja bezradna
anarcho-emeryt
15.03.10, 11:26
Gdybys mial mozg to nie pisalbys glupot...»
-
Widzisz lichwa.i.kara, Polska ma przykre
guru133
15.03.10, 16:36
doświadczenia z faszystami i tym, którzy notorycznie wyciągają ła pskazamawiając pięć piw oraz szpecą Polskę faszystowskimi znakami należało byzwyczajnie ucinać łapska i był by spokój.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Policja i straż miejska usunęła ...
- Kierowca potrącił dwulatka przy Kleparzu. ...
- Naukowcy przebadali Berlinkę. Odkryli ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 1]
- Dziewczynka zmarła przygnieciona przez drzewo
- Okiem kierowcy. Rowerzyści i motocykliści ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 2]






