Bezsensowne śledztwo - bo komendant był urażony
2010-03-22
, aktualizacja: 21.03.2010 22:45
Kilka miesięcy śledztwa, zaangażowane dwie prokuratury, wynajęty biegły specjalista... Nie, to nie poszukiwania groźnej szajki, lecz internauty, który obraził komendanta chrzanowskiej policji. Bezsensowny, niepotrzebny wysiłek - pisze Jarosław Sidorowicz.
"Policja bawi się w taxi" - napisał internauta na forum lokalnego tygodnika "Przełom", podając konkretną datę. Wpisem poczuł się dotknięty komendant chrzanowskiej policji Tomasz Zając. I zwrócił się w tej sprawie do prokuratury. "Gazecie" tłumaczył, że posądzono go o popełnienie przestępstwa, a opisana sytuacja była nieprawdziwa. Bo do południa jeździł służbowym samochodem, a sprawy prywatne załatwiał po południu, poruszając się już własnym autem.
Prokuratura w Chrzanowie wszczęła śledztwo o pomówienie. Jej szef Zbigniew Uroda tłumaczył, że Tomasz Zając złożył formalne zawiadomienie, choć sam komendant twierdził, że takowego nie było, a jedynie opisał całą sytuację. Tak czy owak machina śledcza ruszyła, bo chrzanowska prokuratura uznała, iż chodzi o ważny interes społeczny.
Na tropie "Włocha"
Jak to bywa w internecie, autor wpisu nie podpisał się pod nim swoimi personaliami, a jedynie nickiem "Italiano". Dla śledczych najważniejsze więc było ustalenie, kimże jest ów tajemniczy "Włoch". Przypominało to trochę popularne powiedzenie o rozmowie "głuchego ze ślepym". Jako że najprościej zażądać danych od dziennikarzy, prokuratura napisała do portalu, by ujawnił adres IP komputera, z którego dokonano przestępstwa. Redakcja odesłała prokuratora do dostawcy internetu. Ten odpowiedział, że namiarów nie ma. Adres musi jednak być, więc prokuratura postanowiła zapytać fachowca, jak go szukać. Specjalista sporządził opinię, z której wynikało, że adres posiada administrator portalu z redakcji "Przełomu". Redaktor powołał się jednak na tajemnicę dziennikarską i odmówił udostępnienia namiarów na kąśliwego internautę. A że czyn, który ścigali śledczy, nie mieści w katalogu najpoważniejszych przestępstw, przy których można zwolnić z tajemnicy dziennikarza, prokuratura musiała odpuścić. Dochodzenie umorzono - oficjalnie z powodu niewykrycia sprawcy.
Kto myślał, że na tym sprawa się skończy, pomylił się. Komendant złożył zażalenie na decyzję prokuratury. Nic nie wskórał, bo wcześniej postanowienie uprawomocniło się. Zdecydowały względy formalne...
Prokurator ma związane ręce
Rachunek jest taki: dwie prokuratury zaangażowane w tropienie "Italiano", prawie sześć miesięcy zmarnowanych na próby ustalenia jego tożsamości i kilkaset złotych wydanych z publicznych pieniędzy na bezskuteczne śledztwo. Prokurator Tomasz Moskwa, szef Prokuratury Rejonowej w Miechowie, która umorzyła postępowanie (przejęte od prokuratury chrzanowskiej), przyznaje, że była to strata energii i czasu. - Miałem jednak związane ręce decyzjami poprzedników; obowiązuje zasada jednolitości prokuratury - rozkłada ręce, tłumacząc, dlaczego nadal prowadził dochodzenie. - Prywatnie mogę powiedzieć, że gdyby do mnie taka sprawa trafiła na początku, odmówiłbym wszczęcia dochodzenia z braku interesu publicznego.
O ocenę sprawy zapytaliśmy szefa całej Prokuratury Okręgowej w Krakowie Artura Wronę. - Nie znam jej, ale z pana relacji wynika, że jest trochę dziwna. Pozwolę sobie powstrzymać się od komentarza - odpowiedział dyplomatycznie.
Krytyka w sieci dopuszczalna
Wątpliwości nie ma mecenas Maciej Burda, krakowski adwokat zajmujący się sprawami karnymi: - To przypomina wyciąganie armaty w polowaniu na muchę. Oczywiście na forum internetowym również nie wolno kłamać. Ale internauci piszą czasami różne bzdury i można taką sprawę załatwić inaczej, niekoniecznie od razu przy pomocy organów ścigania. Jeśli komendant miał dowody, że wpis jest nieprawdziwy, mógł wydać oświadczenie. Redakcja portalu z pewnością by je opublikowała.
Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zaznacza, że czasami dochodzi do sytuacji, gdy w internecie dojdzie do naruszenia czyjejś godności. - Trybunał w Strasburgu w takiej sprawie wytoczonej w Finlandii stwierdził, że państwo nie może powiedzieć, że go to nie obchodzi. Uznał, że musi stworzyć pewne ramy prawne pozwalające na reakcję. Ale jeśli jakieś przepisy mają być stosowane w takich sytuacjach, to powinno się powstrzymywać od stosowania prawa karnego.
Z takiego założenia wyszedł kilka dni temu krakowski sąd, który w cywilnej sprawie wytoczonej przez burmistrza Kalwarii Zebrzydowskiej administratorowi lokalnego portalu za nieprzychylne mu komentarze na forum stwierdził: "Osoba, która decyduje się na działalność publiczną, musi liczyć się z krytyką, i to w różnej formie".
Prokuratura w Chrzanowie wszczęła śledztwo o pomówienie. Jej szef Zbigniew Uroda tłumaczył, że Tomasz Zając złożył formalne zawiadomienie, choć sam komendant twierdził, że takowego nie było, a jedynie opisał całą sytuację. Tak czy owak machina śledcza ruszyła, bo chrzanowska prokuratura uznała, iż chodzi o ważny interes społeczny.
Na tropie "Włocha"
Jak to bywa w internecie, autor wpisu nie podpisał się pod nim swoimi personaliami, a jedynie nickiem "Italiano". Dla śledczych najważniejsze więc było ustalenie, kimże jest ów tajemniczy "Włoch". Przypominało to trochę popularne powiedzenie o rozmowie "głuchego ze ślepym". Jako że najprościej zażądać danych od dziennikarzy, prokuratura napisała do portalu, by ujawnił adres IP komputera, z którego dokonano przestępstwa. Redakcja odesłała prokuratora do dostawcy internetu. Ten odpowiedział, że namiarów nie ma. Adres musi jednak być, więc prokuratura postanowiła zapytać fachowca, jak go szukać. Specjalista sporządził opinię, z której wynikało, że adres posiada administrator portalu z redakcji "Przełomu". Redaktor powołał się jednak na tajemnicę dziennikarską i odmówił udostępnienia namiarów na kąśliwego internautę. A że czyn, który ścigali śledczy, nie mieści w katalogu najpoważniejszych przestępstw, przy których można zwolnić z tajemnicy dziennikarza, prokuratura musiała odpuścić. Dochodzenie umorzono - oficjalnie z powodu niewykrycia sprawcy.
Kto myślał, że na tym sprawa się skończy, pomylił się. Komendant złożył zażalenie na decyzję prokuratury. Nic nie wskórał, bo wcześniej postanowienie uprawomocniło się. Zdecydowały względy formalne...
Prokurator ma związane ręce
Rachunek jest taki: dwie prokuratury zaangażowane w tropienie "Italiano", prawie sześć miesięcy zmarnowanych na próby ustalenia jego tożsamości i kilkaset złotych wydanych z publicznych pieniędzy na bezskuteczne śledztwo. Prokurator Tomasz Moskwa, szef Prokuratury Rejonowej w Miechowie, która umorzyła postępowanie (przejęte od prokuratury chrzanowskiej), przyznaje, że była to strata energii i czasu. - Miałem jednak związane ręce decyzjami poprzedników; obowiązuje zasada jednolitości prokuratury - rozkłada ręce, tłumacząc, dlaczego nadal prowadził dochodzenie. - Prywatnie mogę powiedzieć, że gdyby do mnie taka sprawa trafiła na początku, odmówiłbym wszczęcia dochodzenia z braku interesu publicznego.
O ocenę sprawy zapytaliśmy szefa całej Prokuratury Okręgowej w Krakowie Artura Wronę. - Nie znam jej, ale z pana relacji wynika, że jest trochę dziwna. Pozwolę sobie powstrzymać się od komentarza - odpowiedział dyplomatycznie.
Krytyka w sieci dopuszczalna
Wątpliwości nie ma mecenas Maciej Burda, krakowski adwokat zajmujący się sprawami karnymi: - To przypomina wyciąganie armaty w polowaniu na muchę. Oczywiście na forum internetowym również nie wolno kłamać. Ale internauci piszą czasami różne bzdury i można taką sprawę załatwić inaczej, niekoniecznie od razu przy pomocy organów ścigania. Jeśli komendant miał dowody, że wpis jest nieprawdziwy, mógł wydać oświadczenie. Redakcja portalu z pewnością by je opublikowała.
Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zaznacza, że czasami dochodzi do sytuacji, gdy w internecie dojdzie do naruszenia czyjejś godności. - Trybunał w Strasburgu w takiej sprawie wytoczonej w Finlandii stwierdził, że państwo nie może powiedzieć, że go to nie obchodzi. Uznał, że musi stworzyć pewne ramy prawne pozwalające na reakcję. Ale jeśli jakieś przepisy mają być stosowane w takich sytuacjach, to powinno się powstrzymywać od stosowania prawa karnego.
Z takiego założenia wyszedł kilka dni temu krakowski sąd, który w cywilnej sprawie wytoczonej przez burmistrza Kalwarii Zebrzydowskiej administratorowi lokalnego portalu za nieprzychylne mu komentarze na forum stwierdził: "Osoba, która decyduje się na działalność publiczną, musi liczyć się z krytyką, i to w różnej formie".
- 50 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Bezsensowne śledztwo - bo komendant był urażony
jan1962
22.03.10, 12:51
Na buraka nie ma bata -i teraz niech mnie szukaja»
-
Bezsensowne śledztwo - bo komendant był urażony
mus-zek0
22.03.10, 13:20
Teraz komendant ośmieszył się na nieco szerszym forum,widocznie lokalne mu niestarczało.»
-
Bezsensowne śledztwo - bo komendant był urażony
solarv
22.03.10, 14:13
chciałbym aby Pan komendant reagował z taka determinacja na każdą sprawę»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.



