Ks. Adam Boniecki: Zobacz kolego nasz "Żydownik"
2010-03-24
, aktualizacja: 24.03.2010 22:40
- Dziś teksty sprzed pół wieku mówią oczywistości dla wielu inteligentnych ludzi, ale wtedy były przełomowe. Dokonaliśmy ogromnego wkładu w polską kulturę - mówi naczelny "Tygodnika Powszechnego" w 65. rocznicę wydania pierwszego numeru.
ZOBACZ TAKŻE
- Boniecki brylantowy (18-03-11, 00:00)
- Tokarska-Bakir i Białek: laureaci czarno na czarnym (30-04-10, 14:55)
- Nietypowa dyskoteka bez muzyki i szaleństw (10-03-10, 07:00)
- Laicy zajęli się beatyfikacją Jana Pawła II (05-03-10, 23:14)
- Nowy krakowski święty już w tym roku. Jest to... (20-02-10, 06:00)
- Kościół ostrzega przed pierścieniem Atlantów (08-02-10, 08:00)
- Nowe muzeum w domu, w którym urodził się papież (16-02-10, 22:00)
Rozmowa z ks. Adamem Bonieckim, redaktorem naczelnym "Tygodnika Powszechnego"
Bartosz Piłat: Minęło 65 lat od wydania pierwszego numeru "Tygodnika" - bardzo huczna rocznica to nie była...
Adam Boniecki: Ano nie, bo też z naszego punktu widzenia 65 lat to nie jest zbyt atrakcyjny wiek. Kiedy skończymy 75 lat, będą waliły armaty. A 65 to rocznica zaledwie - jak mawiają - "żelazna", potwierdzająca trwałość. Z pewnością zauważymy ją bardziej znacząco podczas gali wręczania Medalu św. Jerzego.
We komentarzu wstępnym do najnowszego wydania "Tygodnika" pisze Ksiądz o misji, z której pismo nigdy nie zrezygnowało. Z czego dokładnie nie rezygnowaliście?
- Nie wolno nam katolikom, chrześcijanom obrażać się na to, że świat jest mniej lub bardziej laicki. Opierając się na Ewangelii, trzeba opisywać go takimi słowami, by trafiły nie tylko do chrześcijan. Jesteśmy tygodnikiem katolickim, ale nie kościelnym. Chcemy krytycznie i konstruktywnie spoglądać na świat, opierając się na wartościach chrześcijańskich.
Ale to raczej nie stąd pomysł na wydanie, wraz z najnowszym numerem, "Żydownika Powszechnego"?
- Ah, to mała iskierka żartownisiów się w nas obudziła. Przestrzegałbym jednak przed traktowaniem tego dodatku tylko w kategoriach przekornego podejścia do rocznicy. Hasło "Żydownik" miało nas w latach 50. i 60. obrzydzić. Zwracamy więc uwagę na niezrozumiały i obrzydliwy sposób traktowania żydowskości jako obelgi. Mówimy tym dodatkiem: zobacz kolego, "Tygodnik" dokonał niemałej pracy w kształtowaniu kultury polskiej i relacji polsko-żydowskich. Dziś te teksty sprzed lat mówią oczywistości dla wielu inteligentnych ludzi, ale wtedy były przełomowe. Broń Boże jednak, by traktować te teksty tylko jako formę walki z antysemityzmem. Chodzi raczej - śladem Jana Pawła II - by zasypywać przepaście, które dzielą ludzi. "Tygodnik" jest chyba jedynym pismem katolickim, w którym obok listów biskupów, publikujemy też komentarz do rozważań nad Torą. Uczymy, jak czytać biblię, korzystając z doświadczeń o wiele starszej od chrześcijaństwa religii.
Widzi Ksiądz jakąś konkurencję dla "Tygodnika"?
- Może jestem mało spostrzegawczy, ale nie widzę. Wydawnictwa katolickie są u nas pismami klasycznie religijnymi, spełniającymi zupełnie inną misję. Świetnie, że są, ale publicystyka np. "Gościa Niedzielnego" nie jest dla nas żadną konkurencją. Na pewno jednak nie możemy sobie pozwolić na lenistwo, bo rynek prasowy jest okrutny. Musimy "Tygodnik" sprzedać i na nim zarobić.
Nie żal dawniejszych rozmiarów tekstów?
- To była zmiana wymuszona formatem, ale okazało się, że przy pewnym wysiłku tekst na skróceniu zyskuje.
- Mimo wszystkich zmian wizerunek "Tygodnika" nieustannie oscyluje wokół obrazu pisma dla pięćdziesięcio-, sześćdziesięciolatków. Ile w tym prawdy z punktu widzenia redakcji?
- Mam wrażenie, trafiamy coraz mocniej do ludzi młodych, których pamięć nie sięga często nawet 20 lat. Widać to szczególnie na naszych stronach internetowych. Wszystko oczywiście zależy od treści, ale np. debata o istnieniu Boga wzbudziła ogromne emocje i wywołała poważną dyskusję. Nie przekłada się to na razie na sprzedaż, ale wskazuje, że pokolenie, które żyje w internecie, jest zainteresowane tym, co mamy do powiedzenia. Musimy podołać ich wymaganiom. Drugim dobrym dla nas symptomem są powstające ostatnio kluby "Tygodnika" na uniwersytetach, choćby w Poznań, Łodzi czy Gdańsku. Studenci szukają czegoś ważnego i okazuje się, że znajdują to u nas. Dlatego nie ogłaszałbym jeszcze odwrotu.
Bartosz Piłat: Minęło 65 lat od wydania pierwszego numeru "Tygodnika" - bardzo huczna rocznica to nie była...
Adam Boniecki: Ano nie, bo też z naszego punktu widzenia 65 lat to nie jest zbyt atrakcyjny wiek. Kiedy skończymy 75 lat, będą waliły armaty. A 65 to rocznica zaledwie - jak mawiają - "żelazna", potwierdzająca trwałość. Z pewnością zauważymy ją bardziej znacząco podczas gali wręczania Medalu św. Jerzego.
We komentarzu wstępnym do najnowszego wydania "Tygodnika" pisze Ksiądz o misji, z której pismo nigdy nie zrezygnowało. Z czego dokładnie nie rezygnowaliście?
- Nie wolno nam katolikom, chrześcijanom obrażać się na to, że świat jest mniej lub bardziej laicki. Opierając się na Ewangelii, trzeba opisywać go takimi słowami, by trafiły nie tylko do chrześcijan. Jesteśmy tygodnikiem katolickim, ale nie kościelnym. Chcemy krytycznie i konstruktywnie spoglądać na świat, opierając się na wartościach chrześcijańskich.
Ale to raczej nie stąd pomysł na wydanie, wraz z najnowszym numerem, "Żydownika Powszechnego"?
- Ah, to mała iskierka żartownisiów się w nas obudziła. Przestrzegałbym jednak przed traktowaniem tego dodatku tylko w kategoriach przekornego podejścia do rocznicy. Hasło "Żydownik" miało nas w latach 50. i 60. obrzydzić. Zwracamy więc uwagę na niezrozumiały i obrzydliwy sposób traktowania żydowskości jako obelgi. Mówimy tym dodatkiem: zobacz kolego, "Tygodnik" dokonał niemałej pracy w kształtowaniu kultury polskiej i relacji polsko-żydowskich. Dziś te teksty sprzed lat mówią oczywistości dla wielu inteligentnych ludzi, ale wtedy były przełomowe. Broń Boże jednak, by traktować te teksty tylko jako formę walki z antysemityzmem. Chodzi raczej - śladem Jana Pawła II - by zasypywać przepaście, które dzielą ludzi. "Tygodnik" jest chyba jedynym pismem katolickim, w którym obok listów biskupów, publikujemy też komentarz do rozważań nad Torą. Uczymy, jak czytać biblię, korzystając z doświadczeń o wiele starszej od chrześcijaństwa religii.
Widzi Ksiądz jakąś konkurencję dla "Tygodnika"?
- Może jestem mało spostrzegawczy, ale nie widzę. Wydawnictwa katolickie są u nas pismami klasycznie religijnymi, spełniającymi zupełnie inną misję. Świetnie, że są, ale publicystyka np. "Gościa Niedzielnego" nie jest dla nas żadną konkurencją. Na pewno jednak nie możemy sobie pozwolić na lenistwo, bo rynek prasowy jest okrutny. Musimy "Tygodnik" sprzedać i na nim zarobić.
Nie żal dawniejszych rozmiarów tekstów?
- To była zmiana wymuszona formatem, ale okazało się, że przy pewnym wysiłku tekst na skróceniu zyskuje.
- Mimo wszystkich zmian wizerunek "Tygodnika" nieustannie oscyluje wokół obrazu pisma dla pięćdziesięcio-, sześćdziesięciolatków. Ile w tym prawdy z punktu widzenia redakcji?
- Mam wrażenie, trafiamy coraz mocniej do ludzi młodych, których pamięć nie sięga często nawet 20 lat. Widać to szczególnie na naszych stronach internetowych. Wszystko oczywiście zależy od treści, ale np. debata o istnieniu Boga wzbudziła ogromne emocje i wywołała poważną dyskusję. Nie przekłada się to na razie na sprzedaż, ale wskazuje, że pokolenie, które żyje w internecie, jest zainteresowane tym, co mamy do powiedzenia. Musimy podołać ich wymaganiom. Drugim dobrym dla nas symptomem są powstające ostatnio kluby "Tygodnika" na uniwersytetach, choćby w Poznań, Łodzi czy Gdańsku. Studenci szukają czegoś ważnego i okazuje się, że znajdują to u nas. Dlatego nie ogłaszałbym jeszcze odwrotu.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Ks. Adam Boniecki: Zobacz kolego nasz "Żydownik"
krakower
25.03.10, 11:50
No tak, "nie przekłada się to na razie na sprzedaż", jak chcieliby sprzedawcy lodów z Yago, którzy teraz są wydawcami tego katolskiego badziewia...»
Najczęściej czytane24 htydzień







