Pseudotaksówkarze - festiwal niemocy z naciągaczami w tle
2010-03-27
, aktualizacja: 26.03.2010 22:10
Od kilku miesięcy wszyscy krakowscy święci próbują się uporać z dwoma grającymi im na nosie pseudotaksówkarzami. Ci śmieją im się w twarz, bezkarnie oszukując nieświadomych klientów. Ta komedia może trwać w nieskończoność, chyba że ktoś zmieni wadliwe prawo pisze
ZOBACZ TAKŻE
- Sąd surowo ukarał pseudotaksówkarza (15-06-11, 07:00)
- Kolejny pseudotaksówkarz stanął przed sądem (16-08-10, 16:49)
- Pseudotaksówkarz zajechał do sądu - usłyszał zarzuty (29-06-10, 23:00)
- Prokuratura przewiezie pseudotaksówkarzy do sądu (04-05-10, 08:00)
- Pseudotaksówkarz pozwał klientów. Teraz sam ma kłopoty (29-04-10, 15:18)
- Miał jeździć po Krakowie, spłonął w 10 minut (26-04-10, 06:00)
SERWISY
Stoją zawsze w tym samym miejscu, tuż przy kładce nad ul. Lubicz. Doskonale widoczni dla podróżnych wychodzących z dworca udają, że jest tu postój taksówek. Tym, którzy dają się nabrać, wystawiają gorzki do przełknięcia rachunek: nawet 90 zł za przejechany kilometr. Gdy klienci protestują, kierowcy wzywają policję. Funkcjonariusze rozkładają ręce, bo na szybie widnieje cennik, a na nim wyraźnie, choć małymi literami, jest napisane, ile taki kurs może kosztować. I tak już od kilku miesięcy.
O sprawie zrobiło się głośno, gdy opisaliśmy przypadek studenta, któremu jeden z kierowców naliczył ogromne odsetki za niezapłacony rachunek za kurs. Zgodnie z wyliczeniem w dniu rozprawy sądowej sięgały one blisko 14 tys. zł. Sąd w końcu unieważnił lichwiarski procent, ale pseudotaksówkarzom nie zabronił polować na kolejnych nieświadomych pasażerów. Robią to do dziś.
Gdy pseudopostojem zainteresowały się lokalne media, urzędnicy jednym głosem zaczęli krzyczeć, że to skandal, oszustwo i jak najszybciej trzeba coś z tym zrobić. Problem w tym, że niewiele mogą, a uparci "przedsiębiorcy" z ul. Lubicz nieraz udowodnili, jak zgrabnie potrafią obejść każdy magistracki manewr.
Tak było z tablicą z napisem "Taxi", która stała na zdezelowanym maluchu, wabiąc turystów i krakowian wychodzących z dworca. Gdy strażnicy miejscy pytali ich, czyj to znak, udawali, że nie wiedzą, o co chodzi. W końcu udało się tablicę wraz z gratem, na którym była przymocowana, odholować. Nie minęło kilka dni, a pojawiła się znowu. Tym razem pseudotaksówkarze mocowali ją na własnych samochodach. Napis zmodyfikowali tak, by nie budził żadnych wątpliwości: "To nie jest postój taksówek ani TAXI", z tym, że z daleka widoczne jest tylko ostatnie słowo.
Tu już możliwości strażników się skończyły. Co prawda nękają ich częstymi kontrolami, ale póki auta zaparkowane są zgodnie z prawem, nic zrobić nie mogą.
Bata nie potrafią znaleźć również magistraccy urzędnicy, bo - jak otwarcie przyznaje Jacek Bartlewicz, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu - dopóki nie zajmują pasa drogowego, mają związane ręce. Pseudotaksówkarze nie łamią prawa, bo na taką działalność pozwala im ustawa o "przewozie osób". Zgodnie z jej literą mogą sobie zażyczyć za kurs dowolną stawkę, dopóki będzie ona widnieć w ich cenniku. Tylko Sejm może ją zmienić, od jakiegoś czasu walczą o to prawdziwi taksówkarze.
Kiedy więc prawnie nic na razie nie da się zmienić, może trzeba zacząć zwalczać proceder niekonwencjonalnymi metodami. Na przykład postawieniem obok postoju pseudotaksówkarzy tablicy z cennikiem przejazdów widocznym z daleka, która ostrzegałaby potencjalnych klientów. Tyle że rzecznik Bartlewicz uważa, że pewnie i tak taka tablica długo nie postoi, bo przecież nie problem ściągnąć ją pod osłoną nocy. Innym pomysłem, który zaproponowali pracownicy wydziału ewidencji pojazdów, byłoby ustawienie tam postoju taksówek. Ale i na to nie zgadza się ZIKiT, uważając, że miejsca postojowe straciliby okoliczni mieszkańcy.
Czy zatem pozostaje czekać na nową ustawę?
A może Ty, Czytelniku, masz pomysł, jak rozwiązać problem nielegalnego postoju przy ul. Lubicz? Podziel się nim.
O sprawie zrobiło się głośno, gdy opisaliśmy przypadek studenta, któremu jeden z kierowców naliczył ogromne odsetki za niezapłacony rachunek za kurs. Zgodnie z wyliczeniem w dniu rozprawy sądowej sięgały one blisko 14 tys. zł. Sąd w końcu unieważnił lichwiarski procent, ale pseudotaksówkarzom nie zabronił polować na kolejnych nieświadomych pasażerów. Robią to do dziś.
Gdy pseudopostojem zainteresowały się lokalne media, urzędnicy jednym głosem zaczęli krzyczeć, że to skandal, oszustwo i jak najszybciej trzeba coś z tym zrobić. Problem w tym, że niewiele mogą, a uparci "przedsiębiorcy" z ul. Lubicz nieraz udowodnili, jak zgrabnie potrafią obejść każdy magistracki manewr.
Tak było z tablicą z napisem "Taxi", która stała na zdezelowanym maluchu, wabiąc turystów i krakowian wychodzących z dworca. Gdy strażnicy miejscy pytali ich, czyj to znak, udawali, że nie wiedzą, o co chodzi. W końcu udało się tablicę wraz z gratem, na którym była przymocowana, odholować. Nie minęło kilka dni, a pojawiła się znowu. Tym razem pseudotaksówkarze mocowali ją na własnych samochodach. Napis zmodyfikowali tak, by nie budził żadnych wątpliwości: "To nie jest postój taksówek ani TAXI", z tym, że z daleka widoczne jest tylko ostatnie słowo.
Tu już możliwości strażników się skończyły. Co prawda nękają ich częstymi kontrolami, ale póki auta zaparkowane są zgodnie z prawem, nic zrobić nie mogą.
Bata nie potrafią znaleźć również magistraccy urzędnicy, bo - jak otwarcie przyznaje Jacek Bartlewicz, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu - dopóki nie zajmują pasa drogowego, mają związane ręce. Pseudotaksówkarze nie łamią prawa, bo na taką działalność pozwala im ustawa o "przewozie osób". Zgodnie z jej literą mogą sobie zażyczyć za kurs dowolną stawkę, dopóki będzie ona widnieć w ich cenniku. Tylko Sejm może ją zmienić, od jakiegoś czasu walczą o to prawdziwi taksówkarze.
Kiedy więc prawnie nic na razie nie da się zmienić, może trzeba zacząć zwalczać proceder niekonwencjonalnymi metodami. Na przykład postawieniem obok postoju pseudotaksówkarzy tablicy z cennikiem przejazdów widocznym z daleka, która ostrzegałaby potencjalnych klientów. Tyle że rzecznik Bartlewicz uważa, że pewnie i tak taka tablica długo nie postoi, bo przecież nie problem ściągnąć ją pod osłoną nocy. Innym pomysłem, który zaproponowali pracownicy wydziału ewidencji pojazdów, byłoby ustawienie tam postoju taksówek. Ale i na to nie zgadza się ZIKiT, uważając, że miejsca postojowe straciliby okoliczni mieszkańcy.
Czy zatem pozostaje czekać na nową ustawę?
A może Ty, Czytelniku, masz pomysł, jak rozwiązać problem nielegalnego postoju przy ul. Lubicz? Podziel się nim.
- 106 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Pseudotaksówkarze - festiwal niemocy z naciągac...
krakow_biezanow_drozdzownia
27.03.10, 17:33
Ale właściwie dlaczego miasto ma zabraniać świadczenia przewozów w cenie 90PLN za km, jeżeli klient świadomie wybiera takiego przewoźnika? Z naciskiem naświadomie, czyli oczywiście dobrze »
-
Pomysły
crogool
28.03.10, 13:06
...całkiem proste, niezbyt droge:1. wzdłuż bulwaru na którym powstał ów nielegalny postój montujemyekrany/bilbordy z napisem "Kraków Wita" albo czymś na kształt muralu z ul.Powstańców. »
-
Pseudotaksówkarze - festiwal niemocy z naciągac...
anders76
28.03.10, 19:23
Poggadac z jakims zrecznym graficiarzem i na ich tablice natrysnie informacje1km = 90 PLN, natrysnie tyle razy, az sie kolesiom znudzi czyszczenie tablicy.»
Najczęściej czytane24 htydzień





