Godzic: Media stworzyły atmosferę końca świata

Rozmawiała Dominika Wantuch
2010-04-15 , aktualizacja: 14.04.2010 22:10
A A A Drukuj
Media nie były przygotowane na tę tragedię, stworzyły atmosferę końca świata. A smutek i rozpacz trzeba dozować. Żeby było autentycznie.
Krakowianie modlą i składają kwiaty pod Krzyżem Katyńskim
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Krakowianie modlą i składają kwiaty pod Krzyżem Katyńskim
Rozmowa z Wiesławem Godzicem, medioznawcą

Dominika Wantuch: Co sądzi Pan o pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu?

Wiesław Godzic: Jestem przeciwny, bo nie sposób ważyć zasługi przed pogrzebem. Widzę też w tym niekonsekwencję ludzi z otoczenia prezydenta. Przez długi czas mieli żal, że prezydent nie był pokazywany jako serdeczny, ciepły człowiek. Ale teraz zapomnieli tworzyć obraz miłego, przyjacielskiego człowieka i tworzą obraz wielkiego patrioty. Myślę, że jest to wbrew idei i intencji prezydenta. On sam był skromnym człowiekiem i sądzę, że nie chciałby być pochowany na Wawelu. Ta decyzja jest zagrywką polityczną - nieprzemyślaną i krótkowzroczną. To, co uzyskano przez cztery dni żałoby, zniweczono działaniem politycznym.

Ta decyzja wywołała poruszenie, widać to w internecie, ale też doszło do demonstracji przed krakowską kurią.

- Jeśli otoczenie prezydenta i rodzina podjęły decyzję, że Lech Kaczyński powinien spocząć na Wawelu, to muszą się liczyć z konsekwencjami, muszą wziąć pod uwagę sprzeciw części społeczeństwa. Za protesty dotyczące pochówku prezydenta na Wawelu obarczam winą tych, którzy podjęli taką decyzję. Odbieram to jako początek walki politycznej, a nie wpisanie się w piękny obraz.

Mówiło się, że w obliczu tak wielkiej tragedii nastąpi pojednanie Polaków, ale decyzja o pochówku na Wawelu zaczęła ludzi dzielić.

- Od chwili tragedii zapanowały dwa dyskursy, pojawiły się dwie formacje umysłowe: normalności i nienormalności. Za normalne uznano to, co jest teraz - zbiorowy płacz, rzucanie się sobie w ramiona. Walkę polityczną uznano za coś nienormalnego. To niepokojące pomieszanie. Niebezpieczne jest też to, że zabrakło wątku terapeutycznego, a dziennikarze stali się asystentami kościelnymi. Nie potrafili mówić o tragedii, więc udali się do kościoła. Kościół zaś nie potrafi o niej mówić prostym językiem. Ja bym wolał więcej głosów psychologów, terapeutów, niż języka religijnego, który jest trudny. Bo ta tragedia dotknęła cały naród, więc on potrzebuje pomocy, rady.

Czy przekazy medialne o tragedii skłaniają do zgody?

- Media od momentu tragedii działają trochę jak uczniowie czarnoksiężnika: potrafią coś rozpętać, ale nie wiedzą, jak to zatrzymać. Odbieram to jako brak profesjonalizmu, gdy przez trzy, cztery dni dziennikarze płaczą. Oni są pośrednikami prawdy i powinni się otrząsnąć. Po jakimś czasie zastanawiam się, czy autentyczny jest ten płacz, bo staje się to niewiarygodne, robi się z tragedii serial, a ludzie zaczynają obojętnieć, ich wrażliwość rogowacieje.

Dziennikarz też jest człowiekiem, reaguje emocjonalnie...

- Tak, i rozumiem, że dziennikarze nie mieli czasu się przygotować. Ale oni nie znają też innego języka i przesadzają. Nieznośne są dla mnie wielkie kwantyfikatory: zginęła cała elita, osierocone państwo... Szanujmy innych, tych, co przeżyli - nie zginęła cała elita, tylko część, choć oczywiście nie odbiera to szacunku i hołdu dla tych, co zginęli. Tymczasem media stworzyły atmosferę końca świata. Płaczą i sugerują, że inni powinni płakać. Stworzył się taki płaczliwy wór, z którego wydostać się jest ciężko. Należy to dozować - i smutek, i płacz. Ludzie muszą normalnie żyć. Brakowało mi żałoby typu obywatelskiego.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3134 głosy

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.