Na Wawelu spoczywają idee, nie szkielety

Rozmawiała Renata Radłowska
2010-04-24 , aktualizacja: 22.04.2010 14:33
A A A Drukuj
14 kwietnia pod Pałacem Biskupów Krakowskich starli się zwolennicy i przeciwnicy pochowania Marii i Lecha Kaczyńskich na Wawelu Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta 14 kwietnia pod Pałacem Biskupów Krakowskich starli się zwolennicy i przeciwnicy pochowania Marii i Lecha Kaczyńskich na Wawelu
Zgódźmy się ze sobą chociaż w jednej kwestii - że w niedzielę grzebaliśmy majestat Rzeczypospolitej. Chociaż tyle, i aż tyle - mówi prof. Michał Rożek*
Prof. Michał Rożek
Fot. Paweł Ulatowski / AG
Prof. Michał Rożek
GALERIA ZDJĘĆ
Renata Radłowska: Czym trzeba było się zasłużyć, żeby zostać pochowanym na Wawelu?

Prof. Michał Rożek: - Do końca XVIII wieku niczym szczególnym, wystarczyło być królem Polski. Grzebano ich na Wawelu bez względu na zasługi czy klęski. W XIX wieku to się zmieniło. Wkrótce po kongresie wiedeńskim postanowiono chować w podziemiach Katedry Wawelskiej szczątki "najwybitniejszych synów Polski", żeby w ten sposób podkreślić ciągłość dziejową. Katedra miała stać się - na wzór Paryża i Westminsteru - panteonem narodowym. Pochowano więc na Wawelu naczelnika Tadeusza Kościuszkę (1818 r.), ale pierwszym pochowanym w tym wawelskim panteonie był książę Józef Poniatowski (1817 r.). I widzi pani, z Poniatowskim to historia była taka - upraszczając tę opowieść - że wystarczyła jedynie jego śmierć w nurtach Elstery, by pochowano go na Wawelu jako bohatera narodowego... Zachowało się wiele wspomnień z tamtego okresu, z których wynika, że Polacy uczestniczyli w tych pochówkach nie tylko dlatego, żeby oddać hołd bohaterom, ale również po to, żeby uczyć się, jak kochać Polskę. Taką rolę pełniły owe wielkie narodowe pogrzeby.

Królowie, bohaterowie, wreszcie dwóch wieszczy...

- Najpierw na Wawel sprowadzono szczątki Adama Mickiewicza i to był jedyny pogrzeb spośród tych wielkich krakowskich pochówków, które nie wzbudziły żadnych kontrowersji. Pogrzeb ten stał się ogólnonarodową manifestacją patriotyzmu; trumnę wieszcza przybrano wieńcami z rumianków, maków i bławatków... Ale już w 1909 roku rozpętało się to nasze polskie piekiełko przy okazji pomysłu pochowania na Wawelu Juliusza Słowackiego. Ówczesny krakowski kardynał Jan Puzyna sprzeciwiał się temu pomysłowi, ponieważ Słowacki - co tu dużo mówić - podpadł mu swoją twórczością. Kardynał nie mógł wybaczyć wieszczowi słów z "Beniowskiego": "Polsko, Twa zguba w Rzymie". Po wielu perypetiach trumnę ze szczątkami Słowackiego sprowadzono do ojczyzny w 1927 roku. Słowacki zawdzięcza swoje miejsce w krypcie wieszczów marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu, który uparł się, że "wieszcz zasługuje na to, żeby być równym królom". Pogrzeb Słowackiego, a trzeba pamiętać, że w tej sprawie krakowianie byli po stronie Piłsudskiego - miał dwie części. Pierwsza to nabożeństwo żałobne, a druga to pożegnanie na wawelskim dziedzińcu arkadowym, kiedy to Piłsudski wydał rozkaz żołnierzom, by odprowadzili wieszcza do krypty. Arcybiskupem krakowskim był już wtedy Adam Stefan Sapieha i to on odprawił mszę żałobną. Sapieha zresztą, w prywatnym liście do Józefa Kalenbacha, historyka literatury, pisał: "To będzie ostatni pogrzeb na Wawelu". I jeszcze w tym samym roku sprzeciwił się sprawdzeniu na Wawel szczątków Fryderyka Chopina. Wykazał się wielką asertywnością.

Wszystkie pogrzeby na Wawelu wiązały się z wielkimi emocjami. Niekoniecznie z tymi dobrymi. Dlaczego?

- Bo podczas tych pochówków chowano do krypt coś najcenniejszego - majestat. To dlatego wszystkie różnice, które są między nami, skupiają się właśnie tam - majestatu urzędu nie potrafimy oddzielić od osoby, która go sprawuje. To dlatego Wawel potrafi jednocześnie łączyć i dzielić. Pamiętajmy, że dla Polaków nie ma miejsca bardziej świętego historycznie niż Wawel. Jeden z najpiękniejszych pogrzebów, który połączył Polaków, to pochówek Józefa Piłsudskiego w 1935 roku. Tym razem do Sapiehy przyjechała delegacja z listem od prezydenta Polski Ignacego Mościckiego; arcybiskup wyraził zgodę. Odmówił jej jednak w przypadku pochówku na Wawelu Wincentego Witosa w 1945 roku.

Kłóciliśmy się w Krakowie też o Stanisława Wyspiańskiego...

- I znów wracamy do kardynała Puzyny, który nie lubił Wyspiańskiego i najwyraźniej nie cenił go jako artysty. Interweniował wtedy ówczesny prezydent Krakowa Juliusz Leo. Artysta spoczął na Skałce, która stała się - jak ją pięknie nazwał Jan Paweł II - "dopełnieniem wawelskiej nekropolii". Dziś wszyscy wiedzą, kim byli Wyspiański i Leo, nikt nie pamięta zaś, kto to Puzyna. Ot, chichot historii.

I o miejsce pochówku Czesława Miłosza.

- Mam gdzieś jeszcze te protesty różnych środowisk, którym nie spodobała się idea pochowania noblisty na Skałce. Ech, zbieram to do mojej prywatnej księgi głupoty polskiej... Czego nie ma w tych oburzonych listach! Że Miłosz nie patriota, nie Polak, że ateista... Pogodził dopiero wszystkich telegram Jana Pawła II, który tłumaczył, że w demokracji można pięknie się różnić.

Myśli Pan, że w przypadku pochówku prezydenta Kaczyńskiego kiedykolwiek będziemy umieć pięknie się różnić?

- Zgódźmy się ze sobą chociaż w jednej kwestii - że w niedzielę grzebaliśmy majestat Rzeczypospolitej. Chociaż tyle, i aż tyle. Pisarz Andrzej Kijowski napisał kiedyś na łamach "Twórczości" esej poświęcony wawelskiej Krypcie św. Leonarda: "Postacie historyczne są jak trupy z prosektorium i można z nimi robić, co się chce. Z Wawelskiego Wzgórza i z cokołu na Krakowskim Przedmieściu pozdrawiają nas bohaterowie żywi, których stworzyliśmy sami na własną miarę wedle naszych aspiracji do wolności. W grobach krypt wawelskich spoczywają idee, nie szkielety". Nic bardziej trafnego nie umiałbym dodać.

A jaką ideę pochowaliśmy w niedzielę?

- Być może ideę Katynia, tej "Golgoty Polaków"; mówię być może, bo tak dziś odbieramy tę przerażającą katastrofę sprzed niespełna dwóch tygodni. Ale odnalezienie tej idei zajmie nam parę lat, bo potrzebny jest dystans; bez niego nie da się pisać historii. To, co mnie razi u nas, Polaków - oczywiście w kontekście Wawelu - to nasze przekonanie, że pochowaliśmy tam ludzi z kryształu. To nieprawda! Historia uczyniła z nich bohaterów, ale byli przecież ludźmi z krwi i kości. Mieli wady, plamy na życiorysie. Szkoda, że gloryfikuje się tylko postacie, a nie majestat Rzeczypospolitej, który sobą reprezentowali.

Przewodnicy wawelscy będą opowiadać o prezydencie Kaczyńskim turystom?

- Oczywiście! Pochówek na Wawelu to wielkie dowartościowanie. Ale cóż to będzie za informacja? Kim był, kiedy żył, jak zginął. Zabraknie jednak kontekstu. Zostanie za to coś, co nie jest przekładalne na żadne słowa - Wawel, jako miejsce pochówku, determinuje osobę. Pod tym życiorysem stawia kropkę, naznacza go wielkością.

Myśli Pan, że to już ostatni pogrzeb w wawelskich kryptach?

- Nie mam pojęcia. Zawsze mogą znaleźć się idee, które tam będziemy chcieli pochować.

* Prof. Michał Rożek - historyk sztuki i kultury, znawca oraz popularyzator dziejów Krakowa, autor wielu publikacji o Krakowie

Podziel się

  • 95 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

  • Na Wawelu spoczywają idee, nie szkielety ryszard-2 26.04.10, 15:39

    O ile mnie pamięć książkowa nie myli to odebranie nekropolii królewskich od kościoła rozważano już w okresie międzywojennym,po przeniesieniu trumny Marszałka z krypty św. Leonarda pod »

  • Na Wawelu spoczywają idee, nie szkielety marobin 27.04.10, 22:37

    Ja poddaje nowy pomysł na miejsce pochówku dla pary prezydenckiej. I proszępamiętać, że to ja pierwszy wymyśliłem. Mianowicie przecież można zrobićkryptę dla wwszystkich prezydentów w »

  • gazeto cytujesz tylko glupcow wybitniemadry 27.04.10, 22:52

    za " w sobote grzebalismy majestat" tego pana trzeba w kaftan i na leczenie farmakologiczne. panie rozek, w niedziele grzebano ofiary katastrofy lotniczej.»

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu