Inwestycja w górach: Pozwolenia wyciągniemy potem

Jarosław Sidorowicz, Aneta Zadroga
2010-04-28 , aktualizacja: 28.04.2010 00:47
A A A Drukuj
Wyciąg krzesełkowy Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta Wyciąg krzesełkowy
Prywatny inwestor bez pozwolenia wybudował wyciąg krzesełkowy. Ekolodzy i instytucje chroniące środowisko alarmują, że zniszczono przyrodę. Prokuratura jednak naruszenia prawa nie widzi, bo... "inwestora goniły terminy".
Wyciąg stanął na górze Czarny Groń obok starego, istniejącego od 20 lat. Inwestycję zrealizowano w zeszłym roku na terenie Parku Krajobrazowego "Beskid Mały", przy granicy z Rezerwatem Przyrody "Madohora" i obszarem Natura 2000. Wycięto ponad 600 drzew. Buldożerami zrównano teren pod budowę. Na miejscu siedlisk zwierząt powstał system sztucznego naśnieżania, na pobliskiej rzeczce zbiornik retencyjny.

Okazuje się jednak, że nowy wyciąg zbudowano bez ostatecznych pozwoleń i niezbędnych decyzji środowiskowych.

Najpierw budowali, potem sprawdzali

- Ośrodek narciarski rozbudowano nielegalnie, zniszczono przyrodę! Prace wykonano, zanim Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zdążyła ocenić jej oddziaływanie na otoczenie - mówi Radosław Ślusarczyk, szef Stowarzyszenia "Pracownia na rzecz Wszystkich Istot". Podobnego zdania jest również RDOŚ. Ekolodzy i urzędnicy zawiadomili prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zaalarmowano też nadzór budowlany.

Według Jerzego Wertza, dyrektora RDOŚ, inwestor samowolnie wybudował wyciąg krzesełkowy na polanie Parciaki. A niwelując teren i prowadząc po nim rurociąg do naśnieżania, naruszył rezerwat przyrody. Urzędnicy nie mają wątpliwości: budowa nieodwracalnie zniszczyła występujące na terenie inwestycji siedliska chronionych zwierząt i roślin, zakłóciła naturalne migracje.

RDOŚ podkreśla, że tego typu kompleks narciarski w sąsiedztwie rezerwatu wymaga szczegółowych raportów, a o te inwestor wystąpił do Urzędu Miasta w Andrychowie dopiero pięć miesięcy po rozpoczęciu prac. Inwentaryzacja przyrody została więc przeprowadzona po zniszczeniu terenu, a to już rażące naruszenie prawa, jak uważają urzędnicy.

Zgoda na cięcie gratis

W sprawie jest jeszcze jeden wątek. Pod inwestycję trzeba było usunąć kilkaset drzew. Zgodę na wycinkę dał w latach 2006-2008 burmistrz Andrychowa. Uzasadnił ją złym stanem drzew. - Wycinka była zgodna z miejscowym planem zagospodarowania. Według wniosku chodziło o przywrócenie tych terenów do stanu pierwotnego, a wcześniej były to łąki - tłumaczy Franciszek Pękala z Urzędu Miejskiego w Andrychowie.

Tyle że inwestor za masowe cięcie drzew nie zapłacił gminie Andrychów nawet złotówki. A według wyliczeń ekologów mogłoby go to kosztować do 4 mln zł. Część opłaty za wycięcie 60 drzew firmie umorzono, zobowiązując ją do nasadzenia w ich miejsce nowych (Pękala zapewnia, że dokładnie sprawdzono, czy tak się stało). Jednak za resztę, czyli ponad 560 sztuk, burmistrz nie zażądał już niczego. Rzecznik przekonuje, że większość z nich była samosiejkami, na dodatek obumarłymi.

Nikt jednak nie wspominał o żadnej budowie. Tymczasem po wycince na części wykarczowanych terenów pojawiły się buldożery i stanął nowy wyciąg. - Sami byliśmy zaskoczeni. Nie wiedzieliśmy, że wycinka prowadzona jest pod taką inwestycję - zarzeka się Pękala. - O tym, że inwestor ma zamiar cokolwiek budować, dowiedzieliśmy się w lipcu 2009 r., kiedy zwrócił się do nas z prośbą o decyzję środowiskową - mówi.

Empatia prokuratora

Próbowaliśmy skontaktować się z Anitą Rusinek, szefową firmy, która postawiła wyciąg (jest żoną współwłaściciela jednej z największych w Polsce firm spożywczych - na nią i jej męża wydano część pozwoleń na wycinkę drzew). Bezskutecznie. Jej córka odesłała nas do Tomasza Andrejki, kierownika stacji na Czarnym Groniu. Ten w imieniu firmy odmówił komentarza. - Nie będziemy się w tej sprawie wypowiadać. Od tego jest nadzór budowlany - uciął.

Ustaliliśmy, że Powiatowy Nadzór Budowlany w Wadowicach prowadzi postępowanie w sprawie samowoli budowlanej.

Tymczasem prokuratura w Wadowicach w budowie stacji bez pozwoleń nie widzi niczego zdrożnego. Zawiadomiona przez RDOŚ i ekologów odmówiła wszczęcia śledztwa. W ocenie prokuratora inwestor co prawda dopuścił się samowoli budowlanej, ale "motywowany był dążeniem do wywiązania się z umowy i uniknięcia strat". Jego zdaniem firma i tak poniosła już swego rodzaju "karę", bo - jak napisał - "zamroziła środki finansowe wyłożone na budowę, nie rozpoczynając eksploatacji". Śledczych ujęło też to, że budowa miała polepszyć sytuację na lokalnym rynku pracy.

Argumenty ekologów o zniszczeniach przyrody prokurator zbył krótko: "O ewentualnym ujemnym wpływie na środowisko inwestycji można by mówić dopiero w momencie rozpoczęcia eksploatacji, a do tej jeszcze nie doszło" - napisał w uzasadnieniu odmowy. I spuentował: "Szkodliwość społeczna czynu była niska".

Innego zdania był sąd. Kilka dni temu - po skargach ekologów i RDOŚ - nakazał prokuraturze ponowne zajęcie się sprawą.

Zobacz: Bicie, kopanie, ZOMO. Bronili krzyża jak 50 lat temu [ZDJĘCIA]



Podziel się

  • 40 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu