Egzamin gimnazjalny: Potwornie smutna prawda o szkole
2010-05-01
, aktualizacja: 29.04.2010 22:57
Nauczyciele krytykują matematyczno-przyrodniczą część egzaminu gimnazjalnego. Główny zarzut? Za mało w matematyki, i to w roku, w którym tak dużo się o niej mówi, bo wraca na maturę! Za dużo chemii, biologii i geografii.
ZOBACZ TAKŻE
- Piły na lekcje techniki powinna kupić szkoła (08-05-10, 17:00)
- Na lekcję proszę przynieść piły i ostre nożyki (07-05-10, 09:00)
- V LO w Krakowie najlepsze w rankingu "Gazety" (29-04-10, 10:00)
- Pismo Święte i "Krzyżacy" na egzaminie gimnazjalnym (27-04-10, 22:27)
- Sprawdzianu 2010 nauczyciele boją się bardziej (08-04-10, 09:00)
- Za buraka i kapustę nauczyciele poczuli się obrażeni (07-04-10, 08:00)
- Jacek bez Agatki. Klasy dla chłopców i klasy dla dziewczynek (02-04-10, 09:00)
- Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o gimnazjach (01-04-10, 09:00)
- Wizytator z kuratorium już sobie nie dorobi (28-03-10, 12:00)
- Ile razy uczeń zajrzał w mikroskop? Rusza kontrola (30-03-10, 06:00)
Narzekają, że w teście nie było typowych zadań. Było za to niezwykle dużo tekstów źródłowych, w których należało odnajdywać liczby i zależności. Podkreślają, że egzamin gimnazjalny powinien sprawdzać rzetelnie wiedzę i umiejętności uczniów, a tymczasem polegał na główkowaniu. Nadawał się bardziej na konkurs czy olimpiadę. Był inny od wszystkich dotychczasowych.
Generalnie test zaskoczył, a szkoła zaskoczeń nie lubi. Nauczyciele postulują: jeśli w tym kierunku będą szły zmiany, to chcemy być o tym być informowani na szkoleniach, byśmy mogli odpowiednio pracować z młodzieżą.
A ich niepokój o to, by testy nie odbiegały od normy (czyli tego jak były konstruowane przez ostatnie siedem lat) pokazuje potwornie smutną prawdę o szkole. Gdyby porządnie uczyła, żaden egzamin nie byłby w stanie zaskoczyć uczniów, oczywiście o ile pytania nie wykraczałyby poza obowiązkowy materiał. Ale zaskakuje, bo dzieci uczone są nie po to by zdobywać wiedzę, ale by umieć rozwiązywać testy.
Gdy test jest niekonwencjonalny i odbiega od dziesiątek standardowych przerobionych na lekcjach, zaczynają się kłopoty.
Historia z tegorocznym egzaminem matematyczno - przyrodniczym przywodzi na myśl głośną aferę z jego częścią humanistyczną i zadaniem nr 32 w 2008 roku. Uczniowie mieli napisać charakterystykę bohatera "Syzyfowych prac" lub "Kamieni na szaniec". Wielu nie napisało, bo - jak się okazało - poloniści na lekcjach nie "przerobili" z nimi tych obowiązkowych lektur. Jak się bronili? Protestując przeciw zmianie egzaminacyjnych zasad. Bowiem przez kilka lat trwania testu dzieci konstruowały wypowiedź pisemną w oparciu o przytoczone na egzaminie teksty, a w tym roku po raz pierwszy odwołano się do konkretnych lektur bez przytaczania ich fragmentów.
Słynne zadanie nr 32 dowiodło, że nauczyciele odpuszczali uczniom lektury, bo wcześniejsze testy były tak skonstruowane, że można było odpowiadać na dotyczące ich pytania bez ich czytania. A tu taka niemiła niespodzianka!
W ubiegłym roku dyrektor Prywatnej Szkoły Podstawowej im. marszałka Piłsudskiego w Krakowie powiedział mi szczerze na czym polega sukces jego szkoły (ma pierwsze miejsce w województwie pod względem wyniku sprawdzianu szóstoklasistów).
Przez ostatnie lata dzieci rozwiązywały dostępne do wykorzystania na rynku testy. Gdy ich zabrakło, nauczyciele zaczęli wymyślać własne. Po każdym sprawdzianie rodzice dostawali kartkę z informacją, jak uczeń wypadł na tle klasy, kogo wyprzedził, kto jest przed nim. Tylko jeden ojciec nie wytrzymał. Powiedział: - Moje dziecko nie musi się ścigać na wyniki - i przepisał je do innej podstawówki.
Czy uczone w ten sposób dzieci dadzą sobie radę z niekonwencjonalnym egzaminem gimnazjalnym? Wątpię.
Zawsze będą za to mogły liczyć na wyrażony głośno protest swoich nauczycieli, że test był niesprawiedliwy, bo...inny od tego, czego przez lata uczyli.
Krzysztof Konarzewski, szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wielokrotnie zapowiadał, że będzie walczył ze szkołami "uczącymi pod testy" tworząc coraz bardziej niestandardowe arkusze. Jeden z nich uczniowie rozwiązywali w środę.
Generalnie test zaskoczył, a szkoła zaskoczeń nie lubi. Nauczyciele postulują: jeśli w tym kierunku będą szły zmiany, to chcemy być o tym być informowani na szkoleniach, byśmy mogli odpowiednio pracować z młodzieżą.
A ich niepokój o to, by testy nie odbiegały od normy (czyli tego jak były konstruowane przez ostatnie siedem lat) pokazuje potwornie smutną prawdę o szkole. Gdyby porządnie uczyła, żaden egzamin nie byłby w stanie zaskoczyć uczniów, oczywiście o ile pytania nie wykraczałyby poza obowiązkowy materiał. Ale zaskakuje, bo dzieci uczone są nie po to by zdobywać wiedzę, ale by umieć rozwiązywać testy.
Gdy test jest niekonwencjonalny i odbiega od dziesiątek standardowych przerobionych na lekcjach, zaczynają się kłopoty.
Historia z tegorocznym egzaminem matematyczno - przyrodniczym przywodzi na myśl głośną aferę z jego częścią humanistyczną i zadaniem nr 32 w 2008 roku. Uczniowie mieli napisać charakterystykę bohatera "Syzyfowych prac" lub "Kamieni na szaniec". Wielu nie napisało, bo - jak się okazało - poloniści na lekcjach nie "przerobili" z nimi tych obowiązkowych lektur. Jak się bronili? Protestując przeciw zmianie egzaminacyjnych zasad. Bowiem przez kilka lat trwania testu dzieci konstruowały wypowiedź pisemną w oparciu o przytoczone na egzaminie teksty, a w tym roku po raz pierwszy odwołano się do konkretnych lektur bez przytaczania ich fragmentów.
Słynne zadanie nr 32 dowiodło, że nauczyciele odpuszczali uczniom lektury, bo wcześniejsze testy były tak skonstruowane, że można było odpowiadać na dotyczące ich pytania bez ich czytania. A tu taka niemiła niespodzianka!
W ubiegłym roku dyrektor Prywatnej Szkoły Podstawowej im. marszałka Piłsudskiego w Krakowie powiedział mi szczerze na czym polega sukces jego szkoły (ma pierwsze miejsce w województwie pod względem wyniku sprawdzianu szóstoklasistów).
Przez ostatnie lata dzieci rozwiązywały dostępne do wykorzystania na rynku testy. Gdy ich zabrakło, nauczyciele zaczęli wymyślać własne. Po każdym sprawdzianie rodzice dostawali kartkę z informacją, jak uczeń wypadł na tle klasy, kogo wyprzedził, kto jest przed nim. Tylko jeden ojciec nie wytrzymał. Powiedział: - Moje dziecko nie musi się ścigać na wyniki - i przepisał je do innej podstawówki.
Czy uczone w ten sposób dzieci dadzą sobie radę z niekonwencjonalnym egzaminem gimnazjalnym? Wątpię.
Zawsze będą za to mogły liczyć na wyrażony głośno protest swoich nauczycieli, że test był niesprawiedliwy, bo...inny od tego, czego przez lata uczyli.
Krzysztof Konarzewski, szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wielokrotnie zapowiadał, że będzie walczył ze szkołami "uczącymi pod testy" tworząc coraz bardziej niestandardowe arkusze. Jeden z nich uczniowie rozwiązywali w środę.
Polecamy: Szkoła International House wprowadza uczniów w błąd
- 105 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
54 głosy
-
Egzamin gimnazjalny: Potwornie smutna prawda o ...
sun-ra
02.05.10, 04:24
Kupa edukacyjna»
-
Egzamin gimnazjalny: Potwornie smutna prawda o ...
kastor102
02.05.10, 06:50
Liberalne społeczeństwo to społeczeństwo matołów i kretynów bo durnie wierząwe wszystko co im władza za pomocą mediów powie i oto tylko chodzi rządzącym.Aże polska młodzież jest wyjątkowo »
-
"Potwornie smutna prawda" jest jedna
echtom
02.05.10, 11:04
a jest nią kompletne oderwanie CKE od realiów szkoły i pracy nauczyciela. Jak ktoś wcześniej wspomniał, siedzą i wymyślają "niekonwencjonalne testy", by uzasadnić swoją wątpliwą przydatność.»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.







