Znani lekarze krakowscy staną przed sądem

Iwona Hajnosz, Jarosław Sidorowicz
2010-05-08 , aktualizacja: 07.05.2010 22:44
A A A Drukuj
W związku ze śmiercią kobiety w ciąży i jej dziecka krakowska prokuratura postawiła przed sądem ordynatora neurochirurgii Szpitala Uniwersyteckiego Marka M. Nieczęsto zdarzają się takie procesy.
Temida
Temida
Temida
Neurochirurg Marek M. to bardzo znana postać w krakowskim środowisku medycznym.

Rzadko się zdarza

O ordynatorze oddziału neurochirurgii i neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego głośno było, gdy w 2007 roku wyleczył czeskiego skoczka Jana Mazocha po tragicznym upadku z Wielkiej Krokwi. Szefostwo oddziału i kliniki objął w dramatycznych okolicznościach, gdy jego poprzednikowi CBA i prokuratura zarzuciły przyjmowanie pieniędzy od pacjentów.

Teraz sam ma kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Ale nie - jak zdążyła się przyzwyczaić opinia publiczna w przypadku znanych lekarzy - z powodu korupcji. Kilka dni temu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko niemu i jego zastępcy Markowi P. za "nieumyślne narażenie pacjentki i dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia".

- Niecodziennie się zdarza, byśmy za złe leczenie stawiali przed sądem prawie całe szefostwo oddziału - mówią prokuratorzy.

- Pracuję 10 lat w Szpitalu Uniwersyteckim i nie przypominam sobie przypadku, by ordynator stawał przed sądem za zarzuty dotyczące sposobu leczenia - potwierdza Anna Niedźwiedzka, rzeczniczka szpitala.

Spóźniona operacja

W stycznia 2008 roku Marta, młoda mieszkanka podwadowickiej wsi, była w siódmym miesiącu ciąży. 17 stycznia nagle źle się poczuła - bolała ją głowa, wymiotowała, traciła przytomność. Karetka pogotowia zabrała ją do szpitala w Wadowicach, a stamtąd od razu do Szpitala Uniwersyteckiego na neurochirurgię. Tego samego dnia po południu badanie tomografem komputerowym wykazało, że ma krwiaka mózgu. Zdaniem prokuratora był to już stan zagrażający życiu kobiety, a w konsekwencji także dziecku.

Martę umieszczono na sali tzw. wzmożonego nadzoru pielęgniarskiego, podano leki. Według prokuratora ordynator i jego zastępca "zaniechali natychmiastowego podjęcia leczenia operacyjnego, ograniczając się jedynie do terapii zachowawczej".

To była krytyczna decyzja i krytyczny moment leczenia. 19 stycznia tuż przed północą stan kobiety gwałtownie się pogorszył. Doszło do zatrzymania krążenia i wstrzymania oddechu. Dopiero wtedy neurochirurdzy przystąpili do operacji. Najpierw było cesarskie cięcie - żeby ratować dziecko, potem operacja krwiaka.

Nie udało się uratować ani matki, ani dziecka. Kobieta zmarła dwa dni po operacji, jej syn dwa miesiące później.

- Dziecko było w tragicznym stanie, niedotlenione. Choć neonatolodzy walczyli o jego życie, nie udało się - mówi jeden z pracowników SU. Według statystyk 80 proc. dzieci po cesarkach w siódmym miesiącu udaje się uratować.

"Zasadniczy błąd"

Bliscy zmarłej kobiety zawiadomili prokuraturę. Niemal po dwóch latach śledztwa prokurator uznał, że neurochirurdzy powinni stanąć przed sądem. Decydująca okazała się opinia biegłych z Wrocławia, którzy uznali, że "zasadniczym błędem w postępowaniu medycznym było zaniechanie neurochirurgicznego operacyjnego leczenia krwiaka".

Biegli co prawda przyznali, że nie ma związku pomiędzy bezpośrednią przyczyną śmierci kobiety a postępowaniem oskarżonych lekarzy, ale nie mieli wątpliwości, że brak operacji zniweczył nawet te znikome szanse na uratowanie życia matki i płodu.

Lekarze nie przyznają się do winy. Z ordynatorem Markiem M. próbowaliśmy się wczoraj skontaktować, sekretarka przekazała odpowiedź, że jest na kongresie i rozmowa jest niemożliwa.

Udało nam się ustalić, jak ordynator wyjaśniał w prokuraturze przebieg zdarzeń. Tłumaczył, że wstrzymanie się z operacją dyktowało mu doświadczenie i obawa o stan dziecka. Przekonywał, że wyniki sekcji zwłok potwierdzają, że przyczyną zgonu był zator tętnicy płucnej, co nie miało związku z neurochirurgią.

Domniemanie niewinności i profesura

Prokuratorska sprawa kładzie się cieniem na niedawnej decyzji władz uczelni o przyznaniu Markowi M. stanowiska profesora (doszło do tego, gdy śledztwo było już na ukończeniu). Część lekarzy uniwersyteckich uważa, że władze CMUJ powinny wstrzymać się z nią do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd.

- Prokuratura przygotowuje akty oskarżenia w sprawie wielu osób. Ale dopóki przed sądem nie zapadnie wyrok, obowiązuje domniemanie niewinności - broni decyzji Tomasz Grodzicki, dziekan wydziału lekarskiego. Ale dodaje: - Podejmując decyzję, nie wiedzieliśmy, że taka sprawa się toczy. Jeśli zapadnie wyrok, ustalimy, czy zachodzi konflikt z działalnością uniwersytecką.

Podobne stanowisko przyjęła dyrekcja Szpitala Uniwersyteckiego. - Do czasu zakończenia postępowania przed sądem nie będziemy tego komentować - mówi rzeczniczka Niedźwiedzka.

Podziel się

  • 72 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.