Szczęść Boże, podeślij mi swoje CV i kopię dowodu

Jarosław Sidorowicz
2010-05-14 , aktualizacja: 14.05.2010 08:09
A A A Drukuj
Kilkadziesiąt osób wysłało swoje pełne dane osobowe w odpowiedzi na ofertę zatrudnienia w szkole, którą na swojej stronie internetowej zamieścił Grodzki Urząd Pracy. Nie wiedzieli, że za ogłoszeniem stał naciągacz.
GALERIA ZDJĘĆ
Ogłoszenie o naborze nauczycieli do powstającej w Nowej Hucie szkoły pojawiło się 21 kwietnia na stronie internetowej krakowskiego GUP. W ofercie podana była nawet pensja (2600 tys. zł brutto), nazwisko dyrektora Konrada R. oraz numer telefonu. Nowa placówka miała powstać przy krakowskiej Szkole Podstawowej nr 86 i być filią Zespołu Szkół Prywatnych im. Jana Pawła II z Łodzi.

Pani Marta była jedną z osób, które odpowiedziały na anons. - Szukałam pracy w zawodzie, a ogłoszenie na stronie urzędu wydawało się wiarygodne - tłumaczy. Na prośbę przyszłego pracodawcy wysłała mu komplet dokumentów, m.in. kopie dowodu osobistego, świadectwa maturalnego, dyplom ukończenia szkoły wyższej, NIP, zaświadczenie o niekaralności, świadectwo pracy. Dyrektor R. odpisał, podając datę spotkania z kandydatami w łódzkim hotelu Reymont. Oprócz pani Marty dokumenty wysłało ponad 30 innych osób.

Łódzkie kuratorium o Zespole Szkół im. Jana Pawła II pierwsze słyszy. Od kilku dni odbiera za to telefony od ludzi dopytujących o tę placówkę. - W Łodzi takiej szkoły nie ma! - mówi Anna Garmulewicz, dyrektorka wydziału nadzoru pedagogicznego w łódzkim kuratorium.

- Wczoraj przyszły dwie osoby, pytając o tę szkołę, a my nic o tym nie wiemy - łapie się za głowę Elżbieta Grzybek, dyrektorka krakowskiej SP 86. Na wszelki wypadek na stronie internetowej SP 86 zawisło ogłoszenie przestrzegające przed ewentualnym oszustwem. O żadnym spotkaniu nie wiedzą też w łódzkim hotelu.

- Zadzwoniliśmy w końcu pod numer telefonu wskazany w ogłoszeniu. Okazało się, że to prywatne mieszkanie - mówi Garmulewicz.

Ustaliliśmy, że podający się za dyrektora szkoły Konrad R. to bohater naszego reportażu sprzed pięciu lat. Przez rok terroryzował przez telefon rodzinę z Krakowa, zmieniając im hasło do konta abonenckiego w TP SA, zamawiając telefonicznie pizzę na ich adres domowy. Wysyłał też tam karetki pogotowia, a nawet karawan. Dane osobowe rodziny wyłudził, dzwoniąc bądź jako prokurator, bądź urzędnik np. do pracy. Miał za to sprawę karną.

Pani Marta w internecie znalazła nasz tekst o Konradzie R. i zdołała na poczcie wycofać przesyłkę z dokumentami. Ale inne osoby nie miały tyle szczęścia. - Ludzie są przerażeni konsekwencjami. W GUP usłyszałam, że nie biorą odpowiedzialności za ogłoszenie, a nie wzbudzało ono podejrzeń, bo chodziło o szkołę katolicką - zżyma się pani Marta.

W urzędzie pracy ofertę zamieszczono na podstawie telefonicznego zgłoszenia. Joanna Heliasz, kierowniczka referatu marketingu, tłumaczy, że urzędnicy zostali psychologicznie wprowadzeni w błąd. Ich czujność miały zmylić słowa "Szczęść Boże" sugerujące, że rozmówca jest duchownym oraz informacja, że szkoła będzie katolicka i kształci niepełnosprawne dzieci. Jak twierdzi, zgłaszający podał numer NIP i powołał się na kontakty z SP 86, z którą akurat GUP współpracuje. Heliasz zapewnia, że po pierwszych sygnałach podających ofertę w wątpliwość ogłoszenie wycofano.

- Urząd pracy nie jest przecież zwykłym portalem ogłoszeniowym, uwiarygadnia oferty. Nikt ich nie sprawdza? - dziwi się pani Marta. Heliasz twierdzi, że urzędnicy nie mogą wymagać od pracodawcy, by dostarczył dokumenty NIP czy REGON, bo do tego konieczna jest zmiana ustawy o promocji zatrudnienia.

Rzeczniczka Wojewódzkiego Urzędu Pracy Katarzyna Kopiec nie potrafiła nam powiedzieć, jakie są zasady weryfikacji takich zgłoszeń. - Nie zajmujemy się zbieraniem ofert pracy - stwierdziła.

- Bez znajomości szczegółów sprawy trudno ocenić, czy urząd zawinił, ale nie wyobrażam sobie, że ktoś z ulicy oświadcza, że chce zatrudnić pracowników. Do tego konieczne są jakieś procedury weryfikujące i urząd powinien być szczególnie wyczulony, by osoby, które odpowiedzą na ofertę, nie były narażone na kradzież swoich danych - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka prasowa głównego inspektora ochrony danych osobowych.

Wątpliwości mają policjanci. - Mam wrażenie, że w takiej sytuacji urząd powinien w miarę możliwości jednak sprawdzić ofertę, zażądać pieczęci firmowych, danych dotyczących firmy - uważa Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.

Kilka osób, które odpowiedziały na ofertę, postanowiło złożyć zawiadomienia o przestępstwie kradzieży danych.

Przeczytaj: Więcej pracodawców zalega z wypłatą pensji | Nowa metoda okradania studentów - "na lokatora"



Podziel się

  • 87 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów