W trwającej kampanii nawet kot mnie nie poznaje

Stanisław Mancewicz
2010-05-30 , aktualizacja: 27.05.2010 19:28
A A A Drukuj
Ten kot wygląda na takiego, który nie potrzebuje feromonów z dyfuzora Kot rozkoszuje się promieniami porannego słońca, fot. Heribert Proepper AP Ten kot wygląda na takiego, który nie potrzebuje feromonów z dyfuzora
Gdy tak patrzę na siebie samego, widzę, jakżem się zmienił strasznie. W tej trwającej właśnie kampanii nie poznaję siebie. Przed lustrem rano dreszcz mnie przechodzi. Koty zza framugi gapią się na mnie, jak na człowieka obcego domostwu. Co to za facio - zdają się pytać, gdy je próbuję przywołać tradycyjnym kici kici.
Stanisław Mancewicz
Fot. Krzysztof Karolczyk / AG
Stanisław Mancewicz
Koty to betka, bo ja oto nie poznaję samego siebie do tego stopnia, że spotkanych ludzi pytam: a któż to jest, któż, do diabła? Któż to? - pytam, pokazując na siebie, palcem się w pierś własną stukając. I mówią mi spotkani, a spostrzegawczy: - Tyżeś jest Stachu, pogięło cię, że pytasz? Zmieniony owszem, inny, złagodniały do zupełnie nieprawdopodobnych granic złagodnienia, zmądrzały poza granice zmędrzenia, ale wciąż ty. Kręcą jednak, mówiąc to, głowami z niedowierzaniem. - Taki bądź już zawsze, nalegają niektórzy. Bądź! Ta zmiana to przełom, da Bóg, że to nie przekręt czy pułapka. To nadzieja. Inni z kolei patrzą się podejrzliwie i mówią: ach ty udawaczu, Mancewiczu kameleonie, nic a nic się nie zmieniłeś, jak zawsze nas wypuszczasz ćwoku i kłamco. Niby z ręki pokarm chcesz jeść, ale do kąsania pierwszyś. Precz! Inni znowuż, znający mnie, bądź pamiętający znacznie słabiej, podchodzą bliżej, przypatrując się bacznie: - Nie znamy pana - syczą, i zaniepokojeni, oburzeni wręcz, pytają: - Kim pan jest? Pierwszy raz na oczy widzimy pana. Czemu nas pan zaczepia na ulicy, czy pan chce byśmy wezwali natychmiast cebea? Dlaczego pan jest taki nachalny? Czemu pan w ogóle się odzywa? Są źli, ale i przestraszeni. Więc wyjmuję wtedy dowód osobisty i pokazuję im: - To ja przecież, Staszek Mancewicz z Krakowa, ja osobiście, o proszę - tłumaczę ze łzami. Tu jest wyraźnie napisane - stukam palcem w dowód. - Tu zdjęcie, tu pesel, podpis - proszę. - Nie, nie - mówią - pan nie jest tym sławnym Staszkiem Mancewiczem z Krakowa, pan musiał mu ukraść dokumenty, proszę odejść. Zaraz cebea przyjedzie, będzie się pan tłumaczył z zaczepiania, z podszywania się pod autorytet. Opisuję się wtedy nieco dokładniej. Pokazuję znaki szczególne znane tylko kotom moim, przypominam stare dowcipy, stare wspólne przygody, wypady na wódkę, stare draństwa, kłamstwa, wykorzystania i porzucenia i takie tam różne wstydliwe detale. - Na rany - mówią wtedy, za głowy się łapią, oczy wybałuszają, włosy im stają dęba i zasłaniają usta w zdziwieniu: - No nie do uwierzenia - wołają. - Ależeś się Stachu zmienił, na dobre. Ależ jesteś teraz inny i przełagodny, przemądry, a tyle lat baliśmy się ciebie, twej strasznej gwałtowności, brutalności, twego geniuszu, boskiej przenikliwości, twych ejakulacji, erupcji, enuncjacji i twej posągowej elewacji. Jejku - mówią.

Owszem zmieniłem się - tłumaczę. To zmiana zwyczajna, oczywista po prostu. I idę sobie ulicami taki zmieniony, w sumie bardzo zadowolony.

Polecamy: Wybór jest prosty - blog wyborczy Stanisława Mancewicza



Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.