Mam raka i dość proszenia o leczenie. Idę do sądu
2010-05-28
, aktualizacja: 28.05.2010 14:55
Lek, którym leczono Janinę na raka nerki, nie zatrzymał choroby. Ministerstwo Zdrowia i NFZ-et odmówiły zgody na ratowanie jej życia innym preparatem. Chora pozwała do sądu obydwa urzędy: o 18 tysięcy renty miesięcznie na leczenie i setki tysięcy złotych zadośćuczynienia.
ZOBACZ TAKŻE
- Jak pomóc człowiekowi, który od pomocy ucieka (07-06-10, 06:00)
- To nie był błąd w sztuce lekarskiej - uniewinnienie (01-06-10, 21:56)
- Radni piszą do NFZ-etu w obronie szpitali (01-06-10, 08:00)
- Przegrała walkę z rakiem. Ale sprawa przed sądem trwa (17-02-11, 08:00)
- Pacjentka chora na raka wygrała batalię z NFZ (12-08-10, 01:00)
- Lek na raka nerki musiała kupić sama, NFZ nie pomógł (17-06-10, 22:31)
- Rodzice bez prawa do pogrzebu własnego dziecka (10-06-10, 10:00)
- Lekarze najwięcej pacjentów ratują w poniedziałki (13-05-10, 10:00)
- Wynalazek fizyków z UJ obniży ceny tomografów o połowę (11-05-10, 06:00)
- Czekasz na sanatorium dwa lata? Wypadasz z kolejki (06-05-10, 10:00)
- Zanieczyszczenie powietrza pogarsza zdolności dzieci (05-05-10, 10:47)
- Kolejki, zgodzicie się Państwo, upokarzają lekarzy (24-04-10, 08:00)
- Nieskuteczny lek na raka? Za inny nie zapłacimy (23-04-10, 07:30)
- Znani lekarze krakowscy staną przed sądem (08-05-10, 07:00)
- Rzadkie choroby, na które cierpią miliony osób (14-05-10, 12:00)
SERWISY
Historię Janiny Orczyk opisaliśmy już w "Gazecie" (24 kwietnia br.). To akt oskarżenia wymierzony w system leczenia pacjentów onkologicznych w Polsce. Operację raka nerki miała w lipcu ubiegłego roku. Dopiero we wrześniu skierowano ją na badanie tomografem komputerowym, które wykazało, że ma przerzuty. Dlaczego dopiero wtedy została przebadana? Bo czas oczekiwania na tomografię w Krakowie sięga dwóch, trzech miesięcy.
Dopiero we wrześniu Janina dostała interferon, czyli lek na raka. Badanie wykonane po kolejnych dwóch miesiącach wykazało, że jest nieskuteczny i choroba zamiast się cofać - postępuje. Że tak właśnie wygląda leczenie chorych na raka nerki interferonem, od dwóch lat mówi prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. - Rak nerki nie jest jednolitą chorobą, jest go kilka rodzajów i trzeba próbować leczenia różnymi lekami. Nie pomaga jeden, sięgamy po inny - tłumaczy prof. Szczylik. - Tymczasem w Polsce, gdy pacjent dostanie interferon, traci prawo do leczenia innym lekiem. W ten sposób Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia zmuszają lekarzy do złej praktyki klinicznej.
Niektórzy zostają bez leczenia!
- Gdy w styczniu usłyszałam, jak minister zdrowia Ewa Kopacz mówi w telewizji, że "chory na raka nie może zostać bez opieki" i że przypadki, jak mój, należy traktować, jako procedurę ratującą życie, miałam pewność, że dostanę inny, skuteczniejszy lek. Niestety, do dziś zgody nikt mi nie dał - mówi chora.
Wspomniana przez Janinę wypowiedź minister Kopacz miała miejsce w styczniu, gdy z powodu zmiany przepisów z dnia na dzień chorzy na raka dowiedzieli się, że tracą prawo do leczenia. Minister winą za zamieszanie obarczyła NFZ-et. Jego prezes nie dostał miesięcznej pensji, rzeczniczka prasowa straciła pracę.
Jak wyglądała realizacja ministerialnych obietnic w praktyce? W sprawie Janiny 25 stycznia Centrum Onkologii w Krakowie wysłało wniosek do NFZ-etu o chemioterapię niestandardową preparatem Sutent. Zgodził się na to małopolski konsultant wojewódzki w onkologii.
Fundusz odpowiedział po miesiącu, czyli pod koniec lutego, żeby leczył kobietę w oparciu o przepisy, w myśl których w stanach nagłych każdy pacjent ma prawo do pomocy.
2 marca to stanowisko Funduszu zostało przesłane faksem na onkologię. Tego samego dnia onkologia alarmuje: mamy problem, bo dzień wcześniej zawarliśmy z Funduszem umowę na Terapeutyczny Program Zdrowotny, czyli na leczenia raka nerki terapią niestandardową, a to wyklucza podanie pani Orczyk jakiegokolwiek innego leku, bo wcześniej dostała interferon. Dlatego onkologia prosi o kolejne potwierdzenie, że może ją leczyć, jako pacjenta w stanie nagłym.
10 marca NFZ-et odpisał, że jeśli tak się sprawy mają, to pacjentka nie kwalifikuje się do leczenia.
Pozew o rentę na leczenie
- Pani Janina, walcząc o swoje konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia, wyczerpała wszystkie znane jej możliwości. Pisała do konsultantów, ministra zdrowia, nawet premiera. Wszystkie te instytucje podtrzymały decyzje o braku zgody na leczenie. Nie pozostało nam nic innego, jak oddać sprawę do sądu - mówi mecenas Jolanta Budzowska, specjalistka od prawa medycznego, która w Polsce wywalczyła dwa najwyższe odszkodowania za błędy medyczne, Janinie Orczyk zaś pomagała w przygotowaniu pozwu pro publico bono. - Pani Orczyk nie ma możliwości walki z postępująca chorobą. Ostatnie badania pokazały, że przerzuty w płucach są większe i liczniejsze. Co zaś najgorsze, pojawiła się też zmiana w prawej nerce - wylicza mecenas Budzowska.
W pozwie do sądu Janina dowodzi na swoim przykładzie, że pacjenci chorzy na raka nerki nie mają równego dostępu do świadczeń medycznych. Niektórzy mają szansę na walkę z chorobą, innym się ją odbiera bez uzasadnienia.
- Przyznawanie prawa do nieodpłatnych świadczeń w sprawach błahych, a odmawianie pokrycia kosztów leczenia w razie zagrożenia życia jest sprzeczne z istotą ubezpieczenia zdrowotnego - dowodzi mecenas Budzowska i zarzuca urzędnikom opieszałe i wadliwe działanie. Skutki braku staranności w wykonywaniu władzy publicznej nie powinny obciążać chorego, dlatego w pozwie jest żądanie 18 tys. zł renty miesięcznej, z czego ponad 17 tys. to koszt leku.
Janina Orczyk chce też 150 tys. zł zadośćuczynienia - 50 tys. za rozstrój zdrowia "spowodowany działaniem władzy publicznej", 50 tys. za krzywdę polegającą za naruszeniu jej praw, jako pacjenta, resztę za "naruszenie prawa do leczenia, poszanowania godności i równego traktowania".
Pozew w tym tygodniu trafił do Sądu Okręgowego w Krakowie.
Dopiero we wrześniu Janina dostała interferon, czyli lek na raka. Badanie wykonane po kolejnych dwóch miesiącach wykazało, że jest nieskuteczny i choroba zamiast się cofać - postępuje. Że tak właśnie wygląda leczenie chorych na raka nerki interferonem, od dwóch lat mówi prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. - Rak nerki nie jest jednolitą chorobą, jest go kilka rodzajów i trzeba próbować leczenia różnymi lekami. Nie pomaga jeden, sięgamy po inny - tłumaczy prof. Szczylik. - Tymczasem w Polsce, gdy pacjent dostanie interferon, traci prawo do leczenia innym lekiem. W ten sposób Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia zmuszają lekarzy do złej praktyki klinicznej.
Niektórzy zostają bez leczenia!
- Gdy w styczniu usłyszałam, jak minister zdrowia Ewa Kopacz mówi w telewizji, że "chory na raka nie może zostać bez opieki" i że przypadki, jak mój, należy traktować, jako procedurę ratującą życie, miałam pewność, że dostanę inny, skuteczniejszy lek. Niestety, do dziś zgody nikt mi nie dał - mówi chora.
Wspomniana przez Janinę wypowiedź minister Kopacz miała miejsce w styczniu, gdy z powodu zmiany przepisów z dnia na dzień chorzy na raka dowiedzieli się, że tracą prawo do leczenia. Minister winą za zamieszanie obarczyła NFZ-et. Jego prezes nie dostał miesięcznej pensji, rzeczniczka prasowa straciła pracę.
Jak wyglądała realizacja ministerialnych obietnic w praktyce? W sprawie Janiny 25 stycznia Centrum Onkologii w Krakowie wysłało wniosek do NFZ-etu o chemioterapię niestandardową preparatem Sutent. Zgodził się na to małopolski konsultant wojewódzki w onkologii.
Fundusz odpowiedział po miesiącu, czyli pod koniec lutego, żeby leczył kobietę w oparciu o przepisy, w myśl których w stanach nagłych każdy pacjent ma prawo do pomocy.
2 marca to stanowisko Funduszu zostało przesłane faksem na onkologię. Tego samego dnia onkologia alarmuje: mamy problem, bo dzień wcześniej zawarliśmy z Funduszem umowę na Terapeutyczny Program Zdrowotny, czyli na leczenia raka nerki terapią niestandardową, a to wyklucza podanie pani Orczyk jakiegokolwiek innego leku, bo wcześniej dostała interferon. Dlatego onkologia prosi o kolejne potwierdzenie, że może ją leczyć, jako pacjenta w stanie nagłym.
10 marca NFZ-et odpisał, że jeśli tak się sprawy mają, to pacjentka nie kwalifikuje się do leczenia.
Pozew o rentę na leczenie
- Pani Janina, walcząc o swoje konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia, wyczerpała wszystkie znane jej możliwości. Pisała do konsultantów, ministra zdrowia, nawet premiera. Wszystkie te instytucje podtrzymały decyzje o braku zgody na leczenie. Nie pozostało nam nic innego, jak oddać sprawę do sądu - mówi mecenas Jolanta Budzowska, specjalistka od prawa medycznego, która w Polsce wywalczyła dwa najwyższe odszkodowania za błędy medyczne, Janinie Orczyk zaś pomagała w przygotowaniu pozwu pro publico bono. - Pani Orczyk nie ma możliwości walki z postępująca chorobą. Ostatnie badania pokazały, że przerzuty w płucach są większe i liczniejsze. Co zaś najgorsze, pojawiła się też zmiana w prawej nerce - wylicza mecenas Budzowska.
W pozwie do sądu Janina dowodzi na swoim przykładzie, że pacjenci chorzy na raka nerki nie mają równego dostępu do świadczeń medycznych. Niektórzy mają szansę na walkę z chorobą, innym się ją odbiera bez uzasadnienia.
- Przyznawanie prawa do nieodpłatnych świadczeń w sprawach błahych, a odmawianie pokrycia kosztów leczenia w razie zagrożenia życia jest sprzeczne z istotą ubezpieczenia zdrowotnego - dowodzi mecenas Budzowska i zarzuca urzędnikom opieszałe i wadliwe działanie. Skutki braku staranności w wykonywaniu władzy publicznej nie powinny obciążać chorego, dlatego w pozwie jest żądanie 18 tys. zł renty miesięcznej, z czego ponad 17 tys. to koszt leku.
Janina Orczyk chce też 150 tys. zł zadośćuczynienia - 50 tys. za rozstrój zdrowia "spowodowany działaniem władzy publicznej", 50 tys. za krzywdę polegającą za naruszeniu jej praw, jako pacjenta, resztę za "naruszenie prawa do leczenia, poszanowania godności i równego traktowania".
Pozew w tym tygodniu trafił do Sądu Okręgowego w Krakowie.
Przeczytaj także: Nieskuteczny lek na raka? Za inny nie zapłacimy
- 213 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
41 głosów
-
Mam raka i dość proszenia o leczenie. Idę do sądu
nenia1
28.05.10, 10:09
To potworne!Ciekawe czy takie same decyzje zapadałyby gdyby zachorował ważny polityk czy ktoś z jego rodziny.Życzę wygranej, ale przede wszystkim zdrowia pani Janino, trzymam kciuki.»
-
jakie odszkodowanie sąd polowy
minasz
28.05.10, 10:35
ewentualnie wyciac im nerki i dac chorej»
-
ci co odmawiaja leczenia powinny
blondyn-3
28.05.10, 14:21
sami wyzdychac na raka dopiero moze sie cos zmieni»
Najczęściej czytane24 htydzień




