Licealiści: oblana matura to zemsta za kabaret
2010-06-12
, aktualizacja: 11.06.2010 22:36
W LO im. Romera w Rabce pięcioro uczniów oblało ustną maturę z języka polskiego. W tym gronie są aż cztery osoby, które naraziły się nauczycielom kontrowersyjnym kabaretem podczas studniówki. Licealiści chcą udowodnić, że złe oceny to efekt zemsty - mają nagrania z matury.
ZOBACZ TAKŻE
- Prędzej połączą szkoły niż wybudują salę (24-06-10, 22:00)
- Martyrologia za dobre świadectwo szkolne (25-06-10, 07:00)
- Maturzystów czeka poprawka przed niezależną komisją (23-06-10, 06:00)
- NIK o szkolnych obiadach: niesmak po kontroli (19-06-10, 13:00)
- Małopolska szkoła etyki się nie tyka (16-06-10, 06:00)
- Uczniowie z Rabki zdali poprawkę z matury (27-08-10, 06:00)
- Profesor Pimko* bierze odwet (01-07-10, 10:50)
- Podstawówki oblały egzamin z wpisywania wyników uczniów (01-07-10, 09:00)
- Dyrekcja liceum: maturzyści zniesławili nauczycieli (30-06-10, 13:23)
- Skoczylas. Pozdrowienia dla grona (26-06-10, 13:00)
- Warsztaty dla macoch. One potrafią kochać z całych sił (17-06-10, 11:00)
- Miasto odbuduje zniszczony żłobek przy ul. Majora (15-06-10, 08:00)
- Kuratorium nie może - śledczy buszują w paprotkach (14-05-10, 08:00)
- Na lekcję proszę przynieść piły i ostre nożyki (07-05-10, 09:00)
- Za buraka i kapustę nauczyciele poczuli się obrażeni (07-04-10, 08:00)
- Jacek bez Agatki. Klasy dla chłopców i klasy dla dziewczynek (02-04-10, 09:00)
W LO im. Eugeniusza Romera w Rabce od czasu wprowadzenia nowej matury nikt nie oblał egzaminu ustnego z języka polskiego. Aż do teraz. Nie zdało go pięcioro uczniów. W tym czwórka zamieszana w konflikt z nauczycielami, który "Gazeta" opisywała w kwietniu.
Zaczęło się od przedstawienia kabaretowego podczas studniówki. Jego częścią był konkurs dla nauczycieli. Nagrodami za odpowiedzi - płody rolne i konfitury. "Pytania będą proste jak dla debili" - zaczęli uczniowie. "Jak miał na imię Napoleon? - Bonaparte" - odpowiadali nauczyciele. "Czy trzy razy trzy: jest sześć, czy są sześć?". "Jest sześć" - wypaliła polonistka.
Po studniówce zawrzało. Nauczyciele poczuli się dotknięci przedstawieniem, a dwójka uczniów prowadzących quiz dostała nagany. Potem była manifestacja pod szkołą. Młodzież żądała cofnięcia nagan kolegom. Razem z nimi protestowali rodzice.
Licealiści prosili o pomoc starostę nowotarskiego i kuratora. Starosta nie zrobił nic. Kurator uznał, że sprawę w szkole trzeba wyjaśnić, ale "w stosownym czasie, by nie zakłócać uczniom przygotowań do matur".
A matur uczniowie obawiali się najbardziej. Dlatego zawnioskowali w kuratorium o przysłanie obserwatora. Dostali go, tyle że obserwator czuwa jedynie nad przebiegiem egzaminu od strony technicznej (kontroluje np., czy ktoś z komisji nie rozmawia podczas egzaminu przez telefon), nie może natomiast ingerować w jego część merytoryczną.
Egzamin ustny z polskiego oblała czwórka najbardziej zaangażowanych w konflikt uczniów z klasy matematycznej. Egzaminowała ich m.in. ta sama polonistka, która na balu studniówkowym powiedziała, że "trzy razy trzy jest sześć".
To zemsta - nie mają wątpliwości uczniowie.
Zero za język? Niemożliwe
Faktem jest, że cała czwórka na koniec roku z polskiego miała słabe oceny: Marzena i obydwaj Szymonowie dopuszczające, a Kamil trójkę. - Ale do prezentacji przygotowywaliśmy się solidnie. Z góry byliśmy jednak wytypowani do oblania - przekonuje Szymon Czyszczoń. Jego temat prezentacji to: "Różne spojrzenia na II wojnę światową w literaturze i filmie". Wybrał opowiadania Borowskiego, wiersze Baczyńskiego, film "Szeregowiec Ryan" i powieść "Stąd do wieczności" Jamesa Jonesa.
- Polonistka powiedziała, że nie widzi powiązania tej książki z wojną. A ona jest o amerykańskich żołnierzach na Hawajach w przededniu ataku na Pearl Harbor! Chciałem pokazać różne oblicza wojny. W Europie w straszliwych okolicznościach ginęli ludzie, a żołnierze na Hawajach mogli jeszcze beztrosko chodzić w wisiorach z kwiatów - opowiada chłopak.
By zdać, trzeba dostać 6 pkt. na 20 możliwych. Szymon dostał cztery. Jego koleżanka Marzena pięć. W tym zero za język.
- Jakby była niemową! - mówi chłopak.
Rzecznik małopolskiego kuratorium oświaty, Aleksandra Nowak informuje: - Wizytator stwierdził, że egzamin przebiegł zgodnie z procedurami.
Ale jedną ocenę już zakwestionowała Okręgowa Komisja Egzaminacyjna, do której odwołała się Marzena. OKE uznało, że to niemożliwe, by uczeń dostał zero punktów za język. Poprawkę Marzena też oblała, tyle że tym razem za język dostała 1 pkt. - Tak, żeby nikt się nie mógł już do niczego przyczepić - mówią uczniowie. Wszyscy napisali odwołania do OKE i teraz czekają na ich rozpatrzenie.
A jeden zdał...
Na to, jak faktycznie poszedł im egzamin, mają dowód. Na ustny egzamin z polskiego wnieśli... dyktafony. Czy mieli prawo nagrać egzamin? Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Krzysztof Konarzewski wyjaśnia: - Na egzamin nie wolno wnosić urządzeń telekomunikacyjnych, a dyktafon takim nie jest. Uczniowie dobrze zrobili, że nagrali tę maturę. Znam kilka przypadków, w których nauczyciele mścili się na niepokornych dzieciach podczas pytania. Gdyby to tylko ode mnie zależało, rejestrowałbym wszystkie egzaminy.
Według Konarzewskiego szef krakowskiej OKE powinien dogłębnie zbadać sprawę łącznie z przesłuchaniem nagrań. - Jeśli będzie miał wątpliwości jak postąpić, służymy pomocą - zapewnia.
A dyrektor Romera Marek Świder przekonuje: - Nie należy łączyć oblanych matur z wcześniejszymi konfliktami. Te dzieci po prostu nie uczyły się polskiego jak należy. Zamiast tego wolały dyktować szkole warunki z ulicy [to o pikiecie - przyp. red]. Poza tym jeden z uczniów, uczestniczących w przedstawieniu, zdobył za ustny polski maksymalną liczbę punktów - mówi Świder (tyle że po studniówce chłopak w przeciwieństwie do czwórki uczniów nie angażował się w organizowanie dalszych protestów). Dyrektor przekonuje też, że polonistka z komisji, jako jedna z niewielu, nie chciała karać uczniów naganami.
Jeśli polski będzie jedynym przedmiotem oblanym przez uczniów, mogą oni liczyć na poprawkę jeszcze w sierpniu. Wtedy będzie jednak już po rekrutacji na studia. Szymon, który ma celującą ocenę z matematyki, chciał studiować ten przedmiot na AGH. - Jeśli zarzuty uczniów okażą się zasadne, mogą oni powtarzać egzamin w dowolnym terminie przed dowolną komisją, tak by mieli jeszcze szanse stać się studentami w tym roku - zapewnia Krzysztof Konarzewski.
Komentarz Olgi Szpunar
Można przyjąć, że czwórka licealistów nie przygotowała się. To prawdopodobne, gdy popatrzy się na ich oceny na świadectwach. Twierdzą, że nauczyciel się czepia? To przecież częsta wymówka na wszelkie szkolne porażki. Sekwencja faktów jednak niepokoi. Od czasu wprowadzenia nowej matury w Romerze nikt nie oblał ustnego polskiego. I nagle zdarza się to czwórce uczniów zamieszanej w głośny konflikt z nauczycielami. Władze oświatowe powinny wreszcie solidnie wyjaśnić całą sytuację w Romerze zamiast - jak do tej pory - dyskretnie zamiatać pod dywan.
Nawet jeśli oceny okażą się sprawiedliwe, to jasne, że w szkole coś szwankuje. To, że maturzyści wnieśli na egzamin dyktafony pokazuje, jak bardzo nie ufają nauczycielom. Nieufność, która zrodziła się w tych dzieciach, przeraża najbardziej
Zaczęło się od przedstawienia kabaretowego podczas studniówki. Jego częścią był konkurs dla nauczycieli. Nagrodami za odpowiedzi - płody rolne i konfitury. "Pytania będą proste jak dla debili" - zaczęli uczniowie. "Jak miał na imię Napoleon? - Bonaparte" - odpowiadali nauczyciele. "Czy trzy razy trzy: jest sześć, czy są sześć?". "Jest sześć" - wypaliła polonistka.
Po studniówce zawrzało. Nauczyciele poczuli się dotknięci przedstawieniem, a dwójka uczniów prowadzących quiz dostała nagany. Potem była manifestacja pod szkołą. Młodzież żądała cofnięcia nagan kolegom. Razem z nimi protestowali rodzice.
Licealiści prosili o pomoc starostę nowotarskiego i kuratora. Starosta nie zrobił nic. Kurator uznał, że sprawę w szkole trzeba wyjaśnić, ale "w stosownym czasie, by nie zakłócać uczniom przygotowań do matur".
A matur uczniowie obawiali się najbardziej. Dlatego zawnioskowali w kuratorium o przysłanie obserwatora. Dostali go, tyle że obserwator czuwa jedynie nad przebiegiem egzaminu od strony technicznej (kontroluje np., czy ktoś z komisji nie rozmawia podczas egzaminu przez telefon), nie może natomiast ingerować w jego część merytoryczną.
Egzamin ustny z polskiego oblała czwórka najbardziej zaangażowanych w konflikt uczniów z klasy matematycznej. Egzaminowała ich m.in. ta sama polonistka, która na balu studniówkowym powiedziała, że "trzy razy trzy jest sześć".
To zemsta - nie mają wątpliwości uczniowie.
Zero za język? Niemożliwe
Faktem jest, że cała czwórka na koniec roku z polskiego miała słabe oceny: Marzena i obydwaj Szymonowie dopuszczające, a Kamil trójkę. - Ale do prezentacji przygotowywaliśmy się solidnie. Z góry byliśmy jednak wytypowani do oblania - przekonuje Szymon Czyszczoń. Jego temat prezentacji to: "Różne spojrzenia na II wojnę światową w literaturze i filmie". Wybrał opowiadania Borowskiego, wiersze Baczyńskiego, film "Szeregowiec Ryan" i powieść "Stąd do wieczności" Jamesa Jonesa.
- Polonistka powiedziała, że nie widzi powiązania tej książki z wojną. A ona jest o amerykańskich żołnierzach na Hawajach w przededniu ataku na Pearl Harbor! Chciałem pokazać różne oblicza wojny. W Europie w straszliwych okolicznościach ginęli ludzie, a żołnierze na Hawajach mogli jeszcze beztrosko chodzić w wisiorach z kwiatów - opowiada chłopak.
By zdać, trzeba dostać 6 pkt. na 20 możliwych. Szymon dostał cztery. Jego koleżanka Marzena pięć. W tym zero za język.
- Jakby była niemową! - mówi chłopak.
Rzecznik małopolskiego kuratorium oświaty, Aleksandra Nowak informuje: - Wizytator stwierdził, że egzamin przebiegł zgodnie z procedurami.
Ale jedną ocenę już zakwestionowała Okręgowa Komisja Egzaminacyjna, do której odwołała się Marzena. OKE uznało, że to niemożliwe, by uczeń dostał zero punktów za język. Poprawkę Marzena też oblała, tyle że tym razem za język dostała 1 pkt. - Tak, żeby nikt się nie mógł już do niczego przyczepić - mówią uczniowie. Wszyscy napisali odwołania do OKE i teraz czekają na ich rozpatrzenie.
A jeden zdał...
Na to, jak faktycznie poszedł im egzamin, mają dowód. Na ustny egzamin z polskiego wnieśli... dyktafony. Czy mieli prawo nagrać egzamin? Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Krzysztof Konarzewski wyjaśnia: - Na egzamin nie wolno wnosić urządzeń telekomunikacyjnych, a dyktafon takim nie jest. Uczniowie dobrze zrobili, że nagrali tę maturę. Znam kilka przypadków, w których nauczyciele mścili się na niepokornych dzieciach podczas pytania. Gdyby to tylko ode mnie zależało, rejestrowałbym wszystkie egzaminy.
Według Konarzewskiego szef krakowskiej OKE powinien dogłębnie zbadać sprawę łącznie z przesłuchaniem nagrań. - Jeśli będzie miał wątpliwości jak postąpić, służymy pomocą - zapewnia.
A dyrektor Romera Marek Świder przekonuje: - Nie należy łączyć oblanych matur z wcześniejszymi konfliktami. Te dzieci po prostu nie uczyły się polskiego jak należy. Zamiast tego wolały dyktować szkole warunki z ulicy [to o pikiecie - przyp. red]. Poza tym jeden z uczniów, uczestniczących w przedstawieniu, zdobył za ustny polski maksymalną liczbę punktów - mówi Świder (tyle że po studniówce chłopak w przeciwieństwie do czwórki uczniów nie angażował się w organizowanie dalszych protestów). Dyrektor przekonuje też, że polonistka z komisji, jako jedna z niewielu, nie chciała karać uczniów naganami.
Jeśli polski będzie jedynym przedmiotem oblanym przez uczniów, mogą oni liczyć na poprawkę jeszcze w sierpniu. Wtedy będzie jednak już po rekrutacji na studia. Szymon, który ma celującą ocenę z matematyki, chciał studiować ten przedmiot na AGH. - Jeśli zarzuty uczniów okażą się zasadne, mogą oni powtarzać egzamin w dowolnym terminie przed dowolną komisją, tak by mieli jeszcze szanse stać się studentami w tym roku - zapewnia Krzysztof Konarzewski.
Komentarz Olgi Szpunar
Można przyjąć, że czwórka licealistów nie przygotowała się. To prawdopodobne, gdy popatrzy się na ich oceny na świadectwach. Twierdzą, że nauczyciel się czepia? To przecież częsta wymówka na wszelkie szkolne porażki. Sekwencja faktów jednak niepokoi. Od czasu wprowadzenia nowej matury w Romerze nikt nie oblał ustnego polskiego. I nagle zdarza się to czwórce uczniów zamieszanej w głośny konflikt z nauczycielami. Władze oświatowe powinny wreszcie solidnie wyjaśnić całą sytuację w Romerze zamiast - jak do tej pory - dyskretnie zamiatać pod dywan.
Nawet jeśli oceny okażą się sprawiedliwe, to jasne, że w szkole coś szwankuje. To, że maturzyści wnieśli na egzamin dyktafony pokazuje, jak bardzo nie ufają nauczycielom. Nieufność, która zrodziła się w tych dzieciach, przeraża najbardziej
Polecamy: Za buraka i kapustę nauczyciele poczuli się obrażeni
- 321 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
hehehehe kretyni
marianczyk0
12.06.10, 12:28
ale cwani kretynioceny jakie mieli widacspecjalnie zrobili taka "prowokacje" zeby zwalic wine za swoje oceny na rzekoma zemstehehehehe»
-
Licealiści: oblana matura to zemsta za kabaret
ryszardm1954
12.06.10, 15:13
moja córka miała podobny przypadek konflikt z wychowawcą i koleżanka tejwychowawczyni polonistka oficjalnie powiedziała córce nie wyobrażam sobieżebyś zdała maturę przeniosłem córkę do »
-
w tym kraju to wszystko się powinno nagrywać
dalacin4
12.06.10, 17:19
ludzie na jakichkolwiek - z racji spełnianej funkcji - autorytarnych stanowiskach nadużywają swej władzy w tym kraju, bo czują się bezkarni,przede wszystkim nagrywane powinny być wszystkie »
Najczęściej czytane24 htydzień



