Wybierają żwir i wysypują śmieci. Tuż pod zaporą
2010-06-16
, aktualizacja: 15.06.2010 22:29
Tuż pod zaporą w Dobczycach od lat ktoś wybiera żwir, a wykopy zasypuje śmieciami. Po interwencji Gazety władze gminy obiecują uprzątnąć teren i dopilnować wałów.
ZOBACZ TAKŻE
- Prawie pół miliarda dla powodzian (17-06-10, 01:00)
- Euro na śmietnik. Za każdy dzień 40 tys. euro kary (17-08-10, 01:00)
- Telekomunikacja wystawia rachunek za cichy telefon (21-06-10, 10:00)
- Lanckorona szykuje się do odbudowy (29-06-10, 08:00)
RAPORTY
SERWISY
Kilkaset metrów od zapory w Dobczycach, w widłach Raby ktoś wykopał głębokie na kilka metrów doły. Choć to działka gminna, jest wykorzystywana jako dzikie żwirowisko. Blisko sto metrów dalej znajdują się wały ziemne otaczające dobczycki zbiornik - główne ujęcie wody dla Krakowa. To teren tzw. strefy otulinowej dla ujęcia wody, w którym nie wolno m.in. "grzebać zwierząt, wylewać smarów i olejów, wysypywać śmieci, myć samochodów, stosować środków ochrony roślin".
- Mamy wysypisko śmieci przy wale! Przyjedźcie to zobaczyć! - zaalarmował nas mieszkaniec Dobczyc. Byliśmy tam w poniedziałek. Część wyrobisk jest zasypana. Ktoś wrzucił do nich zużyte opony, gruz, fragmenty płyt nagrobnych, połamane znaki drogowe, kompost. - Widziałem tam nawet eternit, starą wersalkę. Dla nikogo w miasteczku nie jest tajemnicą, że z okolicy wałów ciężarówkami wywozi się żwir i przywozi przeróżne nieczystości. Sam takie ciężarówki widziałem - mówi nam mieszkaniec miasteczka. - Niedawno dochodził z tego miejsca straszny smród, ktoś mógł tu nawet wylać fekalia - dodaje.
Obawia się, że taka działalność może osłabić konstrukcję wałów. - Wtedy woda ze zbiornika zaleje i nas, i gminy poniżej! Jestem też przekonany, że wysypisko nie pozostaje bez wpływu na jakość wody. Zwłaszcza teraz - po powodziach i po tym, jak namoknięte są wały - mam prawo żądać wyjaśnienia tej sprawy - zaznacza.
Dziś teren jest słabo chroniony. Asfaltowa droga do wykopów jest przegrodzona szlabanem, na którym wisi znak zakazu wjazdu. Ale to jedyne utrudnienie i jego ominięcie nie nastręcza problemów. Z obu stron ktoś wytyczył utwardzone objazdy.
Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej już w 2000 r. pisał do gminy w sprawie wykopów, pytając, jak powstały. Gmina wówczas odpowiedziała, że pytać trzeba syndyka masy upadłościowej poprzedniego właściciela. - My ten teren kupiliśmy dopiero w 2006 r., a ja osobiście pierwszy raz słyszę o wysypisku - usłyszeliśmy w poniedziałek od Marcina Pawlaka, burmistrza Dobczyc.
O wysypisku nie słyszał też dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie Jerzy Grela. - Pod naszym nadzorem jest 13 tys. kilometrów rzek, nie możemy wiedzieć o każdym wysypisku w pobliżu wałów - twierdzi. Uważa, że doły kopane przy wałach nie wpływają na stateczność zapory. - Nie uważamy też, żeby stanowiły zagrożenie dla wałów. Ale wysypisko śmieci to już inna sprawa. Niewątpliwie jakość wody w rzece czy zbiorniku na tym cierpi - twierdzi dyrektor Grela.
Burmistrz Pawlak obiecał nam w poniedziałek, że osobiście dokładnie obejrzy teren. I już wczoraj urzędnicy gminy do spółki z pracownikami zarządu sprawdzali, czy wyrobisko i nielegalne wysypisko nie zagrażają bezpieczeństwu.
- Nie widziałem w tych dołach żadnych szkodliwych substancji, które stwarzałyby zagrożenie - oświadczył później burmistrz Pawlak. Ale dodał natychmiast, że wersalka została uprzątnięta dużo wcześniej, co przeczyłoby wcześniejszym jego zapewnieniom, że o dzikim wysypisku słyszy pierwszy raz. Dodał też że... "opon jest mniej, niż było kiedyś, a dół mniejszy niż jeszcze dziesięć lat temu". - Niemniej powiadomimy policję, żeby częściej patrolowała ten rejon i karała mandatami tych, którzy będą próbowali pozbyć się śmieci. Dostałem też obietnice od pracowników zapory, że będą monitorować tę okolicę. Wysypisko będzie uprzątnięte - zapewnił.
Według dyrektora Greli sanitarnymi konsekwencjami wysypiska w pobliżu zbiornika powinien zająć się inspektor ochrony środowiska.
- Mamy wysypisko śmieci przy wale! Przyjedźcie to zobaczyć! - zaalarmował nas mieszkaniec Dobczyc. Byliśmy tam w poniedziałek. Część wyrobisk jest zasypana. Ktoś wrzucił do nich zużyte opony, gruz, fragmenty płyt nagrobnych, połamane znaki drogowe, kompost. - Widziałem tam nawet eternit, starą wersalkę. Dla nikogo w miasteczku nie jest tajemnicą, że z okolicy wałów ciężarówkami wywozi się żwir i przywozi przeróżne nieczystości. Sam takie ciężarówki widziałem - mówi nam mieszkaniec miasteczka. - Niedawno dochodził z tego miejsca straszny smród, ktoś mógł tu nawet wylać fekalia - dodaje.
Obawia się, że taka działalność może osłabić konstrukcję wałów. - Wtedy woda ze zbiornika zaleje i nas, i gminy poniżej! Jestem też przekonany, że wysypisko nie pozostaje bez wpływu na jakość wody. Zwłaszcza teraz - po powodziach i po tym, jak namoknięte są wały - mam prawo żądać wyjaśnienia tej sprawy - zaznacza.
Dziś teren jest słabo chroniony. Asfaltowa droga do wykopów jest przegrodzona szlabanem, na którym wisi znak zakazu wjazdu. Ale to jedyne utrudnienie i jego ominięcie nie nastręcza problemów. Z obu stron ktoś wytyczył utwardzone objazdy.
Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej już w 2000 r. pisał do gminy w sprawie wykopów, pytając, jak powstały. Gmina wówczas odpowiedziała, że pytać trzeba syndyka masy upadłościowej poprzedniego właściciela. - My ten teren kupiliśmy dopiero w 2006 r., a ja osobiście pierwszy raz słyszę o wysypisku - usłyszeliśmy w poniedziałek od Marcina Pawlaka, burmistrza Dobczyc.
O wysypisku nie słyszał też dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie Jerzy Grela. - Pod naszym nadzorem jest 13 tys. kilometrów rzek, nie możemy wiedzieć o każdym wysypisku w pobliżu wałów - twierdzi. Uważa, że doły kopane przy wałach nie wpływają na stateczność zapory. - Nie uważamy też, żeby stanowiły zagrożenie dla wałów. Ale wysypisko śmieci to już inna sprawa. Niewątpliwie jakość wody w rzece czy zbiorniku na tym cierpi - twierdzi dyrektor Grela.
Burmistrz Pawlak obiecał nam w poniedziałek, że osobiście dokładnie obejrzy teren. I już wczoraj urzędnicy gminy do spółki z pracownikami zarządu sprawdzali, czy wyrobisko i nielegalne wysypisko nie zagrażają bezpieczeństwu.
- Nie widziałem w tych dołach żadnych szkodliwych substancji, które stwarzałyby zagrożenie - oświadczył później burmistrz Pawlak. Ale dodał natychmiast, że wersalka została uprzątnięta dużo wcześniej, co przeczyłoby wcześniejszym jego zapewnieniom, że o dzikim wysypisku słyszy pierwszy raz. Dodał też że... "opon jest mniej, niż było kiedyś, a dół mniejszy niż jeszcze dziesięć lat temu". - Niemniej powiadomimy policję, żeby częściej patrolowała ten rejon i karała mandatami tych, którzy będą próbowali pozbyć się śmieci. Dostałem też obietnice od pracowników zapory, że będą monitorować tę okolicę. Wysypisko będzie uprzątnięte - zapewnił.
Według dyrektora Greli sanitarnymi konsekwencjami wysypiska w pobliżu zbiornika powinien zająć się inspektor ochrony środowiska.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Założę się że ten "ktoś" to sponsor burmistrza
guru133
16.06.10, 12:14
Dobczyc.»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.







więcej zdjęć