Warsztaty dla macoch. One potrafią kochać z całych sił
2010-06-17
, aktualizacja: 16.06.2010 22:04
Macochy naprawdę mają ciężkie życie, bo nagle znalazły się w rodzinach, które już wcześniej istniały, i nie bardzo wiedzą, jaką rolę powinny w nich pełnić. Cioci, koleżanki? Stawianie granic dzieciom jest problemem - macochy tak bardzo chcą być akceptowane, że bardzo często rezygnują z tych granic - mówi psycholog Olga Świderska, która wraz z Agatą Szymulą i Klubem Famiga organizują pierwsze w Krakowie warsztaty dla macoch. Początek już w najbliższą sobotę.
ZOBACZ TAKŻE
- Wakacje za pasem: Krótka lekcja o miłości (15-06-10, 00:50)
- Poszła do gabinetu odnowy i trafiła do sekty (15-06-10, 07:00)
- Licealiści: oblana matura to zemsta za kabaret (12-06-10, 09:00)
Rozmowa z Olgą Świderską
Renata Radłowska: Naprawdę nie ma ładniejszego określenia? Macocha brzmi okrutnie.
Olga Świderska: To prawda. Niesie w sobie ładunek złych emocji. Ale, niestety, obowiązuje w języku polskim. Kontekst temu słowu nadały bajki - te wszystkie sierotki Marysie, Kopciuszki... Zostało przez nie zaczarowane. Jeżeli użyłyśmy tego słowa, to z premedytacją, bo może w trakcie warsztatów uda nam się je odczarować.
A na czym to odczarowywanie ma polegać?
- Być może wymyślimy nowe słowo? Byłoby genialnie. Na pewno zastanowimy się, w jaki sposób dzieciaki mogłyby się zwracać do swoich zastępczych mam; myślę też, że warto będzie poznać te bajki, w których macochy są głównymi bohaterkami. Przyjrzeć ich zachowaniu, poznać ich motywy.
Macochy czegoś się nauczą?
- Ja jestem macochą i nie tylko wiem, o czym mówię, ale również doświadczam wszystkich trudności i radości związanych z byciem nią. Nasze warsztaty mają na celu psychoedukację mam - zastanowimy się więc nad problemem asertywności, nad umiejętnością (bądź jej brakiem) stawiania granic, budowania relacji. Uświadomimy macochom, że rodziny, do których weszły, są rodzinami naprawdę niezwykłymi (dla każdej ze stron) - oto nagle spotykają się ludzie z odmiennych światów i budują jedność, przy zachowaniu tych pięknych różnic. Wychowywanie nieswoich dzieci, bo przecież biologicznie nie są nasze, to trudne zadanie; czasem niewdzięczne. Ale ono może też pomóc odkryć w sobie wielkie pokłady miłości. Bo macochy, wbrew temu, co wciąż pokutuje, potrafią kochać z całych sił. W trakcie warsztatów pokażemy macochom ich mocne strony.
A mają kłopot z asertywnością?
- Oczywiście. Macochy naprawdę mają ciężkie życie, bo nagle znalazły się w rodzinach, które już wcześniej istniały, i nie bardzo wiedzą, jaką rolę powinny w nich pełnić. Cioci, koleżanki? Stawianie granic dzieciom jest problemem - macochy tak bardzo chcą być akceptowane, że bardzo często rezygnują z tych granic; może z lęku przed odrzuceniem zarówno przez partnera, jak i przez jego dzieci; a może z przeświadczenia, że nie mają prawa wymagać od dzieci. Wchodzą więc w rolę kumpelki i pozwalają na wszystko; kiedy dzieci dorastają, mogą to wykorzystywać. Mamy nadzieję, że nauczymy macochy, jak mądrze kochać dzieci, jak mądrze z nimi rozmawiać i jak mądrze pokazywać im świat.
Dzieci też będą uczestniczyły w tych zajęciach?
- Nie. To kłopot. Nie ze względu na dzieci, ale ich rodziców biologicznych, którzy musieliby wyrazić na to zgodę, co zawsze jest trudne. Który rodzic nie będzie się obawiał, że takie spotkania nie mają na celu podkopywanie jego autorytetu?
A jaką Pani jest macochą?
- Taką, która piecze szarlotki, zaplata pasierbicom warkocze, opowiada bajki o złej i dobrej Dorotce i tłumaczy, co to znaczy słowo "kocham". Czy ja jestem kochana? Czuję to, kiedy dziewczynki siadają mi na kolanach i przytulają się.
Więcej o warsztatach na stronie www.famiga.pl i pod nr. tel. 0609-689-626. Udział w warsztatach można zgłaszać do piątku, także mailowo: swiderska.olga@gmail.com
Renata Radłowska: Naprawdę nie ma ładniejszego określenia? Macocha brzmi okrutnie.
Olga Świderska: To prawda. Niesie w sobie ładunek złych emocji. Ale, niestety, obowiązuje w języku polskim. Kontekst temu słowu nadały bajki - te wszystkie sierotki Marysie, Kopciuszki... Zostało przez nie zaczarowane. Jeżeli użyłyśmy tego słowa, to z premedytacją, bo może w trakcie warsztatów uda nam się je odczarować.
A na czym to odczarowywanie ma polegać?
- Być może wymyślimy nowe słowo? Byłoby genialnie. Na pewno zastanowimy się, w jaki sposób dzieciaki mogłyby się zwracać do swoich zastępczych mam; myślę też, że warto będzie poznać te bajki, w których macochy są głównymi bohaterkami. Przyjrzeć ich zachowaniu, poznać ich motywy.
Macochy czegoś się nauczą?
- Ja jestem macochą i nie tylko wiem, o czym mówię, ale również doświadczam wszystkich trudności i radości związanych z byciem nią. Nasze warsztaty mają na celu psychoedukację mam - zastanowimy się więc nad problemem asertywności, nad umiejętnością (bądź jej brakiem) stawiania granic, budowania relacji. Uświadomimy macochom, że rodziny, do których weszły, są rodzinami naprawdę niezwykłymi (dla każdej ze stron) - oto nagle spotykają się ludzie z odmiennych światów i budują jedność, przy zachowaniu tych pięknych różnic. Wychowywanie nieswoich dzieci, bo przecież biologicznie nie są nasze, to trudne zadanie; czasem niewdzięczne. Ale ono może też pomóc odkryć w sobie wielkie pokłady miłości. Bo macochy, wbrew temu, co wciąż pokutuje, potrafią kochać z całych sił. W trakcie warsztatów pokażemy macochom ich mocne strony.
A mają kłopot z asertywnością?
- Oczywiście. Macochy naprawdę mają ciężkie życie, bo nagle znalazły się w rodzinach, które już wcześniej istniały, i nie bardzo wiedzą, jaką rolę powinny w nich pełnić. Cioci, koleżanki? Stawianie granic dzieciom jest problemem - macochy tak bardzo chcą być akceptowane, że bardzo często rezygnują z tych granic; może z lęku przed odrzuceniem zarówno przez partnera, jak i przez jego dzieci; a może z przeświadczenia, że nie mają prawa wymagać od dzieci. Wchodzą więc w rolę kumpelki i pozwalają na wszystko; kiedy dzieci dorastają, mogą to wykorzystywać. Mamy nadzieję, że nauczymy macochy, jak mądrze kochać dzieci, jak mądrze z nimi rozmawiać i jak mądrze pokazywać im świat.
Dzieci też będą uczestniczyły w tych zajęciach?
- Nie. To kłopot. Nie ze względu na dzieci, ale ich rodziców biologicznych, którzy musieliby wyrazić na to zgodę, co zawsze jest trudne. Który rodzic nie będzie się obawiał, że takie spotkania nie mają na celu podkopywanie jego autorytetu?
A jaką Pani jest macochą?
- Taką, która piecze szarlotki, zaplata pasierbicom warkocze, opowiada bajki o złej i dobrej Dorotce i tłumaczy, co to znaczy słowo "kocham". Czy ja jestem kochana? Czuję to, kiedy dziewczynki siadają mi na kolanach i przytulają się.
Więcej o warsztatach na stronie www.famiga.pl i pod nr. tel. 0609-689-626. Udział w warsztatach można zgłaszać do piątku, także mailowo: swiderska.olga@gmail.com
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Re: Warsztaty dla macoch. One potrafią kochać z c
soyokaze
18.06.10, 01:14
Są tacy, którzy nie potrafią kochać nawet swoich biologicznych dzieci, więc muszą być i tacy, którzy potrafią kochać i swoje, i męża/żony. W przyrodzie nic nie ginie.»
-
Obawiam się...
ggrdl
18.06.10, 11:14
Obawiam się, że tu bardziej chodzi o zjawisku typu "gay pride". Ładnie toostatnio opisał Korwin-Mikke: nie ma nic przeciwko homoseksualistom, natomiastnie cierpi "gejów", którzy w kółko się »
Najczęściej czytane24 htydzień





