NIK o szkolnych obiadach: niesmak po kontroli
2010-06-19
, aktualizacja: 19.06.2010 11:01
Najwyższa Izba Kontroli zaglądnęła w kotły, gdzie warzą się obiady małopolskich uczniów. Można się najeść? Tak, ale wstydu.
ZOBACZ TAKŻE
- Prędzej połączą szkoły niż wybudują salę (24-06-10, 22:00)
- Martyrologia za dobre świadectwo szkolne (25-06-10, 07:00)
- Maturzystów czeka poprawka przed niezależną komisją (23-06-10, 06:00)
- Małopolska szkoła etyki się nie tyka (16-06-10, 06:00)
- Wakacje za pasem: Krótka lekcja o miłości (15-06-10, 00:50)
- Podstawówki oblały egzamin z wpisywania wyników uczniów (01-07-10, 09:00)
- W sobotę możesz oddać kłopotliwe odpady miastu (22-06-10, 15:36)
- Certyfikaty dla szkół za patriotyzm na co dzień (09-06-10, 08:00)
- Licealiści: oblana matura to zemsta za kabaret (12-06-10, 09:00)
Podstawówka w Gołkowicach przystąpiła do programu "Szkoła promująca zdrowie". Jednocześnie uczniów będących podopiecznymi ośrodka pomocy społecznej karmiła samymi drożdżówkami. Kanapka lub drożdżówka zamiast obiadu to przeważająca forma żywienia w 20 proc. małopolskich szkół. Ciepłą zupę i drugie danie jedzą uczniowie zaledwie trzech z dziewięciu skontrolowanych szkół w gminie Zakliczyn. W Wielkiej Wsi ciepły posiłek gwarantują dzieciom dwie na siedem szkół, w Wieliczce siedem na 26.
- Dożywianie uczniów bułkami i drożdżówkami jest nie tylko sprzeczne z zasadami prawidłowego żywienia, ale jest też formą stygmatyzacji, gdyż obejmuje zazwyczaj wyłącznie podopiecznych ośrodków pomocy społecznej! - alarmuje NIK.
Izba przeprowadziła kontrolę w siedmiu małopolskich gminach (Kraków, Wieliczka, Zakliczyn, Korzenna, Wielka Wieś Klucze, Brzesko).
O segregacji uczniów ze względu na zamożność portfeli rodziców, na którą zwraca uwagę NIK, "Gazeta" pisała wielokrotnie. W Gimnazjum nr 1 w Rabce ci z zamożniejszych rodzin dostawali na obiad schabowego, a biedniejsi parówkę. Za każdym razem, gdy opisywaliśmy sprawę, znajdowało się wyjście z sytuacji, tak by wszyscy jedli to samo.
Jak wynika z raportu NIK, to samo w dwóch daniach wszystkim uczniom serwują tylko Kraków, Klucze i Korzenna. Tyle że jakość tych obiadów pozostawia dużo do życzenia.
Idealny jadłospis na tydzień powinien wyglądać tak: wartość energetyczna jednego posiłku od 1000 do 1200 kcal, codziennie dwa dania i tylko raz w tygodniu obiad bezmięsny. Nie dopuszcza się, aby w ciągu pięciu dni wystąpiła powtarzalność tej samej potrawy. Na talerzach produkty dostarczające białko o wysokiej wartości biologicznej (mięso, ryby, jaja, mleko, sery), ziemniaki lub produkty pochodzenia zbożowego (np. kasza, makarony), ewentualnie nasiona roślin strączkowych (np. groch, fasola), do tego warzywa i owoce w postaci gotowanej lub surowej. Tymczasem dzieci jedzą na stołówkach kluski przez pięć dni w tygodniu i piją przesłodzone kompoty. By obiad sprostał ustalonej przez dietetyków wartości energetycznej, na ich talerzach ląduje półkilogramowe purée z ziemniaków. W raporcie czytamy o niedoborach składników odżywczych w posiłkach. Prawie wszędzie dzieci jedzą 50 proc. wapnia i węglowodanów mniej, niż powinny. Za mało żelaza odkryto na talerzach w 15 placówkach, magnezu w dziewięciu, witamin w 42.
Kontrola jadłospisów szkolnych to zadanie sanepidu. Co kilka miesięcy jego pracownicy oceniają 10 wybranych losowo i wystawiają stołówce ocenę. Na tym się kończy, bo narzędzi prawnych, by wyciągać konsekwencje ze złego żywienia uczniów, nie mają. W ubiegłym roku zabrał się za temat ówczesny wojewoda małopolski Jerzy Miller. Do szkół trafiły przykładowe jadłospisy opracowane przez dietetyków, a tym, które się poprawią i będą komponować wzorcowe posiłki, wojewoda obiecał zwiększenie środków na żywienie uczniów.
Choć według jego urzędników to nie brak pieniędzy jest winien, a... lenistwo odpowiedzialnych za przygotowanie obiadów osób. Bo łatwiej gotować kluchy, niż porcjować mięso dla kilkudziesięciu osób. Łatwiej kupić wszystkim kanapki, niż organizować catering w szkole, gdzie nie ma stołówki - przekonywali.
- Poprawiło się - mówi o efektach akcji rzeczniczka wojewody Joanna Sieradzka.
Ale jak widać po raporcie NIK - nie wszędzie. W 2009 roku małopolska wydała na dożywianie uczniów ponad 54 mln zł. "Środki na ten cel nie były wykorzystane skutecznie, wydajnie i oszczędnie" - czytamy w raporcie. Ale z siedmiu skontrolowanych gmin tylko Kraków zapewnił dzieciom posiłek w przerwach od nauki. Większość gmin wybrała pomoc w formie zasiłku zamiast posiłku, co było sprzeczne z zasadami programu "pomoc państwa w zakresie dożywiania". Poza tym dyrektorzy szkół nie korzystali z obowiązującego od stycznia prawa do przyznawania uczniom posiłków bez zaświadczeń z pomocy społecznej. Inspektorzy NIK wytykali też brud w kuchniach, brak zabezpieczeń przez owadami, brak segregacji produktów, mydła do rąk.
NIK przesłała raport do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Resort już zapowiedział zobligowanie wojewody do podjęcia działań naprawczych. Jednocześnie zwrócił się do ministra edukacji z prośbą o zmobilizowanie dyrektorów, by zadbali o zdrowy sposób żywienia uczniów.
- Dożywianie uczniów bułkami i drożdżówkami jest nie tylko sprzeczne z zasadami prawidłowego żywienia, ale jest też formą stygmatyzacji, gdyż obejmuje zazwyczaj wyłącznie podopiecznych ośrodków pomocy społecznej! - alarmuje NIK.
Izba przeprowadziła kontrolę w siedmiu małopolskich gminach (Kraków, Wieliczka, Zakliczyn, Korzenna, Wielka Wieś Klucze, Brzesko).
O segregacji uczniów ze względu na zamożność portfeli rodziców, na którą zwraca uwagę NIK, "Gazeta" pisała wielokrotnie. W Gimnazjum nr 1 w Rabce ci z zamożniejszych rodzin dostawali na obiad schabowego, a biedniejsi parówkę. Za każdym razem, gdy opisywaliśmy sprawę, znajdowało się wyjście z sytuacji, tak by wszyscy jedli to samo.
Jak wynika z raportu NIK, to samo w dwóch daniach wszystkim uczniom serwują tylko Kraków, Klucze i Korzenna. Tyle że jakość tych obiadów pozostawia dużo do życzenia.
Idealny jadłospis na tydzień powinien wyglądać tak: wartość energetyczna jednego posiłku od 1000 do 1200 kcal, codziennie dwa dania i tylko raz w tygodniu obiad bezmięsny. Nie dopuszcza się, aby w ciągu pięciu dni wystąpiła powtarzalność tej samej potrawy. Na talerzach produkty dostarczające białko o wysokiej wartości biologicznej (mięso, ryby, jaja, mleko, sery), ziemniaki lub produkty pochodzenia zbożowego (np. kasza, makarony), ewentualnie nasiona roślin strączkowych (np. groch, fasola), do tego warzywa i owoce w postaci gotowanej lub surowej. Tymczasem dzieci jedzą na stołówkach kluski przez pięć dni w tygodniu i piją przesłodzone kompoty. By obiad sprostał ustalonej przez dietetyków wartości energetycznej, na ich talerzach ląduje półkilogramowe purée z ziemniaków. W raporcie czytamy o niedoborach składników odżywczych w posiłkach. Prawie wszędzie dzieci jedzą 50 proc. wapnia i węglowodanów mniej, niż powinny. Za mało żelaza odkryto na talerzach w 15 placówkach, magnezu w dziewięciu, witamin w 42.
Kontrola jadłospisów szkolnych to zadanie sanepidu. Co kilka miesięcy jego pracownicy oceniają 10 wybranych losowo i wystawiają stołówce ocenę. Na tym się kończy, bo narzędzi prawnych, by wyciągać konsekwencje ze złego żywienia uczniów, nie mają. W ubiegłym roku zabrał się za temat ówczesny wojewoda małopolski Jerzy Miller. Do szkół trafiły przykładowe jadłospisy opracowane przez dietetyków, a tym, które się poprawią i będą komponować wzorcowe posiłki, wojewoda obiecał zwiększenie środków na żywienie uczniów.
Choć według jego urzędników to nie brak pieniędzy jest winien, a... lenistwo odpowiedzialnych za przygotowanie obiadów osób. Bo łatwiej gotować kluchy, niż porcjować mięso dla kilkudziesięciu osób. Łatwiej kupić wszystkim kanapki, niż organizować catering w szkole, gdzie nie ma stołówki - przekonywali.
- Poprawiło się - mówi o efektach akcji rzeczniczka wojewody Joanna Sieradzka.
Ale jak widać po raporcie NIK - nie wszędzie. W 2009 roku małopolska wydała na dożywianie uczniów ponad 54 mln zł. "Środki na ten cel nie były wykorzystane skutecznie, wydajnie i oszczędnie" - czytamy w raporcie. Ale z siedmiu skontrolowanych gmin tylko Kraków zapewnił dzieciom posiłek w przerwach od nauki. Większość gmin wybrała pomoc w formie zasiłku zamiast posiłku, co było sprzeczne z zasadami programu "pomoc państwa w zakresie dożywiania". Poza tym dyrektorzy szkół nie korzystali z obowiązującego od stycznia prawa do przyznawania uczniom posiłków bez zaświadczeń z pomocy społecznej. Inspektorzy NIK wytykali też brud w kuchniach, brak zabezpieczeń przez owadami, brak segregacji produktów, mydła do rąk.
NIK przesłała raport do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Resort już zapowiedział zobligowanie wojewody do podjęcia działań naprawczych. Jednocześnie zwrócił się do ministra edukacji z prośbą o zmobilizowanie dyrektorów, by zadbali o zdrowy sposób żywienia uczniów.
Polecamy: "Czas na lekcję o wakacyjnej miłości!" - apelują specjaliści
- 81 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Zaglądnęła???? O rany! A może jednak zajrzała????
valetudo76
19.06.10, 20:20
i może "paczta cuś tamuj jadzie pod wiater"???»
-
NIK o szkolnych obiadach: niesmak po kontroli
mus-zek0
20.06.10, 07:12
Jeżeli się za coś płaci,wtedy można wymagać,jeżeli dostaje się prawie zadarmo,to niewiele ma się do gadania.»
-
wspomnienia bywalca stołówek
r.maszkowski
20.06.10, 10:50
Zastanawiam się czy obiady w stołówkach są lepsze niż kiedyś. Przez 17lat jadałem w stołówkach zanim porzuciłem ten zgubny nałóg. Wprzedszkolu - zupę mleczną, na którą miałem wtedy alergię. »
Najczęściej czytane24 htydzień







