Wjazd do centrum Krakowa: Bardzo dziurawa strefa
2010-06-25
, aktualizacja: 24.06.2010 22:27
Radni miejscy przyznali sobie możliwość wykupienia taniego abonamentu postojowego na płatną strefę parkowania. Wielu z nich nie wie jednak, co da im abonament, bo cały system nie jest jasny.
ZOBACZ TAKŻE
- Wakacyjne zmiany w komunikacji miejskiej (27-06-10, 02:00)
- Tanie parkowanie dla krakowskich radnych i polityków! (23-06-10, 23:22)
- Nie udało się rozstrzygnąć licytacji na remont ulic (25-06-10, 18:00)
- Wyjazd z Balic drogą przez mękę (22-06-10, 19:05)
- Absurd jak z PRL-u: ulica otwarta i zaraz zamknięta (25-06-10, 09:00)
- Wojewoda: Radni nie zaparkują za 10 zł w strefie (21-07-10, 12:21)
- Obwodnica Krakowa płatna, ale dla kogo? (01-07-10, 08:00)
- Listy. Hipokryzja radnego niejedno ma imię (26-06-10, 18:00)
- Listy. O co chodzi w krakowskich korkach (18-06-10, 13:08)
- Tanie abonamenty: sprawdź, jak głosowali radni (25-06-10, 08:00)
- Rondo Ofiar Katynia potrzebuje jakiejś rewolucji (16-06-10, 13:17)
- Podziemne parkingi w planach miasta (15-06-10, 15:00)
SERWISY
Sprawa taniego abonamentu dla radnych Krakowa była jedną z najgoręcej dyskutowanych na środowej sesji. Za 10 zł radni będą mogli teraz wykupić takie same abonamenty postojowe jak mieszkańcy strefy.
Wielu radnych tłumaczyło swoje poparcie dla tego rozwiązania przekonaniem, że tani abonament będzie dotyczył tylko bezpośredniego otoczenia magistratu. Przyjmując wyrozumiałe podejście wobec radnych, można uwierzyć, że nie zrozumieli, nad czym debatowali. System opłat za parkowanie jest bowiem dość skomplikowany.
Taki sam rodzaj abonamentu wykupuje zarówno mieszkaniec strefy płatnego parkowania, jak i osoba pracująca w strefie (tacy ludzie mogą wykupić abonament tylko na ulice przylegające do siedziby ich firmy). Różnica polega na tym, że mieszkaniec płaci 10 zł, a pracownik - 100 zł. Pozostali mieszkańcy mogą wykupić abonament za 250 zł i stawać w całej strefie płatnego parkowania, nie wolno im tylko jeździć po wszystkich ulicach (takie prawo przysługuje mieszkańcom).
- Zabierając się za poprawki do regulacji przestrzeni parkingowej w centrum, chcieliśmy wyklarować to zamieszanie. Na razie jesteśmy w ślepej uliczce - twierdzi Joanna Niedziałkowska, dyrektorka Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, jednostki odpowiedzialnej za strefę. - Kiedy wstępnie opracowaliśmy nowy schemat abonamentów, okazało się, że nie godzą się na niego służby specjalne - wyjaśnia.
Pojazdy ABW, CBA czy innych niejawnych jednostek bardzo często korzystają w ulic Starego Miasta, nawet z tych znajdujących się w strefie B, czyli w obrębie Plant, gdzie bez zezwolenia ZIKiT-u nie można wjeżdżać. - Dla takich samochodów chcieliśmy przydzielić specjalny rodzaj identyfikatorów, które umożliwiłyby wjazd w każde miejsce i parkowanie tam. Służby zaprotestowały, bo taki identyfikator zdradzałby ich obecność, do czego nie chcą dopuścić - tłumaczy Niedziałkowska. - Domagają się, by ich identyfikatory nie różniły się niczym od cywilnych, które może kupić każdy. Na to zaś nie możemy się zgodzić my, bo na przykład mieszkaniec Brackiej może dostać od nas zgodę na parkowanie w tym miejscu, ale nie możemy uruchomić sprzedaży zezwoleń, które pozwoliłyby wszędzie jeździć i parkować. Nie po to powstała strefa ograniczonego ruchu...
Wprowadzona na środową sesję uchwała przyznaje radnym możliwość parkowania w rejonie magistratu. Już teraz część radnych chce jednak poprawek. Twierdzą, że odwiedzają jako radni również inne budynki urzędu miasta znajdujące się w strefie. Chcieliby i pod nimi parkować na podstawie ulgowego abonamentu.
Nie ma jednak żadnego powodu, by dla radnych miasta robić wyjątek, choć sprawują swoją funkcję na podstawie mandatu społecznego. Jako radni pobierają dietę, z której mogliby opłacać abonament za parkowanie, zarówno ten za 100 zł na wybraną ulicę, jak i ten za 250 zł na wszystkie. Jedynym wyjątkiem, jaki w ich stronę mogłoby uczynić miasto, powinno być wydanie zgody na wjazd w niektóre ulice strefy B. Bez tego nie mogą oni wjechać autem np. pod magistrat.
Wydaje się, że prędzej czy później - w czasie poprawiania regulaminów dotyczących strefy płatnego parkowania - Kraków wróci do systemu, który już kiedyś działał. W połowie lat 90. Stare Miasto było podzielone na strefy. Zezwolenie na parkowanie wykupywało się tylko na jedną z nich. Gdyby ten układ nadal istniał, nie byłoby wątpliwości, o jaki rodzaj taniego abonamentu starali się radni. Awantura o abonamenty ujawniła też mimowolnie prawdziwą bolączkę krakowskiej polityki transportowej. Niby istnieją strefy płatnego parkowania i ograniczonego wjazdu, ale gdy policzyć wszystkie wyjątki, jakie wprowadzono do regulaminu poruszania się i parkowania w centrum, okaże się, że strefa dziurawa jest jak rzeszoto. Właśnie dlatego radni powinni byli w środę powstrzymać się od uchwalania dla siebie taniego abonamentu. W strefie płatnego parkowania poza jej mieszkańcami oraz służbami mundurowymi nikt nie powinien mieć możliwości zdobycia darmowego lub zniżkowego abonamentu. Tylko w ten sposób radni przyczynią się do realizacji polityki transportowej, którą sami uchwalali. I tylko wtedy kierowcy rzeczywiście zaczną korzystać z biletów kwadransowych w drodze do centrum. A jeśli radni zadbają jeszcze o budowę podziemnych parkingów (choć to głównie rola prezydenta miasta), okaże się, że niepotrzebny im abonament za 10 zł.
Wielu radnych tłumaczyło swoje poparcie dla tego rozwiązania przekonaniem, że tani abonament będzie dotyczył tylko bezpośredniego otoczenia magistratu. Przyjmując wyrozumiałe podejście wobec radnych, można uwierzyć, że nie zrozumieli, nad czym debatowali. System opłat za parkowanie jest bowiem dość skomplikowany.
Taki sam rodzaj abonamentu wykupuje zarówno mieszkaniec strefy płatnego parkowania, jak i osoba pracująca w strefie (tacy ludzie mogą wykupić abonament tylko na ulice przylegające do siedziby ich firmy). Różnica polega na tym, że mieszkaniec płaci 10 zł, a pracownik - 100 zł. Pozostali mieszkańcy mogą wykupić abonament za 250 zł i stawać w całej strefie płatnego parkowania, nie wolno im tylko jeździć po wszystkich ulicach (takie prawo przysługuje mieszkańcom).
- Zabierając się za poprawki do regulacji przestrzeni parkingowej w centrum, chcieliśmy wyklarować to zamieszanie. Na razie jesteśmy w ślepej uliczce - twierdzi Joanna Niedziałkowska, dyrektorka Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, jednostki odpowiedzialnej za strefę. - Kiedy wstępnie opracowaliśmy nowy schemat abonamentów, okazało się, że nie godzą się na niego służby specjalne - wyjaśnia.
Pojazdy ABW, CBA czy innych niejawnych jednostek bardzo często korzystają w ulic Starego Miasta, nawet z tych znajdujących się w strefie B, czyli w obrębie Plant, gdzie bez zezwolenia ZIKiT-u nie można wjeżdżać. - Dla takich samochodów chcieliśmy przydzielić specjalny rodzaj identyfikatorów, które umożliwiłyby wjazd w każde miejsce i parkowanie tam. Służby zaprotestowały, bo taki identyfikator zdradzałby ich obecność, do czego nie chcą dopuścić - tłumaczy Niedziałkowska. - Domagają się, by ich identyfikatory nie różniły się niczym od cywilnych, które może kupić każdy. Na to zaś nie możemy się zgodzić my, bo na przykład mieszkaniec Brackiej może dostać od nas zgodę na parkowanie w tym miejscu, ale nie możemy uruchomić sprzedaży zezwoleń, które pozwoliłyby wszędzie jeździć i parkować. Nie po to powstała strefa ograniczonego ruchu...
Wprowadzona na środową sesję uchwała przyznaje radnym możliwość parkowania w rejonie magistratu. Już teraz część radnych chce jednak poprawek. Twierdzą, że odwiedzają jako radni również inne budynki urzędu miasta znajdujące się w strefie. Chcieliby i pod nimi parkować na podstawie ulgowego abonamentu.
Nie ma jednak żadnego powodu, by dla radnych miasta robić wyjątek, choć sprawują swoją funkcję na podstawie mandatu społecznego. Jako radni pobierają dietę, z której mogliby opłacać abonament za parkowanie, zarówno ten za 100 zł na wybraną ulicę, jak i ten za 250 zł na wszystkie. Jedynym wyjątkiem, jaki w ich stronę mogłoby uczynić miasto, powinno być wydanie zgody na wjazd w niektóre ulice strefy B. Bez tego nie mogą oni wjechać autem np. pod magistrat.
Wydaje się, że prędzej czy później - w czasie poprawiania regulaminów dotyczących strefy płatnego parkowania - Kraków wróci do systemu, który już kiedyś działał. W połowie lat 90. Stare Miasto było podzielone na strefy. Zezwolenie na parkowanie wykupywało się tylko na jedną z nich. Gdyby ten układ nadal istniał, nie byłoby wątpliwości, o jaki rodzaj taniego abonamentu starali się radni. Awantura o abonamenty ujawniła też mimowolnie prawdziwą bolączkę krakowskiej polityki transportowej. Niby istnieją strefy płatnego parkowania i ograniczonego wjazdu, ale gdy policzyć wszystkie wyjątki, jakie wprowadzono do regulaminu poruszania się i parkowania w centrum, okaże się, że strefa dziurawa jest jak rzeszoto. Właśnie dlatego radni powinni byli w środę powstrzymać się od uchwalania dla siebie taniego abonamentu. W strefie płatnego parkowania poza jej mieszkańcami oraz służbami mundurowymi nikt nie powinien mieć możliwości zdobycia darmowego lub zniżkowego abonamentu. Tylko w ten sposób radni przyczynią się do realizacji polityki transportowej, którą sami uchwalali. I tylko wtedy kierowcy rzeczywiście zaczną korzystać z biletów kwadransowych w drodze do centrum. A jeśli radni zadbają jeszcze o budowę podziemnych parkingów (choć to głównie rola prezydenta miasta), okaże się, że niepotrzebny im abonament za 10 zł.
Przeczytaj: Tanie parkowanie dla krakowskich radnych i polityków!. Zobacz także dyskusję na naszym Forum
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień








