Podstawówki oblały egzamin z wpisywania wyników uczniów
2010-07-01
, aktualizacja: 30.06.2010 21:48
Na listach przyjętych do gimnazjów są uczniowie, którzy nie powinni się tam znaleźć, a brak tych, którzy na to zasłużyli. Wszystko przez błędy pracowników podstawówek
ZOBACZ TAKŻE
- Bony oświatowe z gwarancją na tłok w klasie (13-07-10, 11:00)
- Sześciolatku - szkoła czeka na ciebie (10-07-10, 07:00)
- Ile punktów podstawówki dostaną za sześciolatka (03-08-10, 08:00)
- Domy dziecka pod specjalnym nadzorem (29-07-10, 08:00)
- Szkoła po powodzi: pomagają więźniowie, taksówkarze... (23-07-10, 10:00)
- Nauczyciele nie ufają egzaminatorom, bo robią błędy (08-07-10, 08:00)
- Najnowsze polskie zawody: baca i juhas (01-07-10, 13:59)
- Najpóźniej wiosną z Krakowa polecisz na wschód (01-07-10, 11:44)
- Krakowskie licea w pułapce 65 punktów (30-06-10, 07:00)
- Małopolska: 12 procent oblanych matur z matematyki (30-06-10, 06:00)
- Coraz więcej dzieci postanawia odebrać sobie życie (28-06-10, 00:00)
- Prędzej połączą szkoły niż wybudują salę (24-06-10, 22:00)
- Już nie "wakacyjny gigant", ale "wakacyjne plany" (24-06-10, 08:00)
- Maturzystów czeka poprawka przed niezależną komisją (23-06-10, 06:00)
- NIK o szkolnych obiadach: niesmak po kontroli (19-06-10, 13:00)
- Dlaczego na Podhalu nie ma klas integracyjnych? (18-06-10, 10:00)
- Małopolska szkoła etyki się nie tyka (16-06-10, 06:00)
- Wakacje za pasem: Krótka lekcja o miłości (15-06-10, 00:50)
- Licealiści: oblana matura to zemsta za kabaret (12-06-10, 09:00)
- Belfer z własnej pensji książki do szkoły nie kupi (21-07-10, 07:00)
SERWISY
Gimnazja ogłosiły listy przyjętych we wtorek. Od wczoraj ci, którzy znaleźli na nich swoje nazwisko, przynoszą oryginały świadectw i zaświadczeń o sprawdzianie (jest to równoznaczne z potwierdzeniem woli nauki w szkole). Mają na to czas do dziś do godz. 15. Jednak rodzice, którzy pojawili się w środę przed godz. 12 w Gimnazjum nr 1, zostali odesłani z kwitkiem.
- Dyrektor powiedział, że na razie nie przyjmie od nas dokumentów, bo w szkole pojawiają się uczniowie, którzy mają więcej punktów od naszych dzieci, a którzy nie znaleźli się na liście przyjętych - zadzwoniła do "Gazety" zdenerwowana matka uczennicy. Nazwisko jest córki widniało na liście, jednak po tym, co powiedział jej dyrektor, martwiła się, czy nadal na niej pozostanie.
W tym roku w Krakowie nabór do gimnazjów po raz pierwszy odbywał się przez internet. O być albo nie być ucznia w szkole spoza rejonu (rejonowe gimnazja muszą przyjąć dziecko bez względu na wyniki) decydowały oceny z polskiego, matematyki, historii, przyrody, języka obcego i wynik sprawdzianu kończącego naukę w szkole podstawowej. Punktowane były też pasek na świadectwie czy udział w konkursach. W sumie można było zdobyć 100 pkt (40 - egzamin, 40 - oceny, 20 - inne osiągnięcia). A ponieważ w Krakowie o przyjęcie do gimnazjów spoza rejonu co roku stara się ok. 56 proc. uczniów, każdy punkt był na wagę złota. Wpisywali je do komputerów pracownicy szkół podstawowych. Okazuje się, że część z nich nie wpisała punktów za pasek (5) albo źle policzyła udział w konkursach...
- Była u mnie matka, której dziecko według systemu komputerowego zdobyło 74 punkty. Pokazała mi oryginały dokumentów. Liczymy i okazuje się, że dziecko ma tych punktów 82! - mówi Gabriela Olszowska, dyrektorka Gimnazjum nr 2. Do "dwójki" dostali się uczniowie z 79 punktami, a więc Olszowska powinna wpisać kandydata z 82 punktami na listę przyjętych. Tyle że w takiej sytuacji musi kogoś skreślić. Kogo i jak? Elektroniczny system rekrutacji został zamknięty w poniedziałek wieczorem. Dyrektorka nie wie też, co zrobić z uczniem, który dostał się do jej szkoły, ponieważ wpisano mu 15 pkt za dużo.
- Są nerwy rodziców, jest płacz dzieci, a ja jestem bezradna - mówi Olszowska. Wczoraj od rana przyjmowała od rodziców odwołania.
Wielu szkołom podstawowym od początku nie podobał się pomysł, by to ich pracownicy wprowadzali do komputerów dane potrzebne przy rekrutacji do gimnazjów. Dyrektorzy argumentowali, że to dodatkowa robota, za którą nie idą pieniądze.
- Jak tylko dowiedziałam się o błędach, siadłam przed komputerem i zaczęłam sprawdzać, czy my też je zrobiliśmy. Co tu dużo gadać, miałam strach w oczach - mówi Teodozja Maliszewska, dyrektorka podstawówki nr 68. - Na szczęście u nas wszystko w porządku, ale będę ostatnią, która rzuci w inne podstawówki kamieniem. Rozdanie świadectw było w piątek. Dopiero po nim można było zacząć wprowadzać dane. Pani sobie wyobraża, jak to wszystko się wieszało, gdy kilkadziesiąt szkół równocześnie próbowało wejść do systemu! Moje dziewczyny płakały. Ta cała elektronika przy przyjęciach do szkół to kompletna bzdura. Zginęło w tym wszystkim dziecko, a został punkcik w internecie.
Krakowski wydział edukacji nie umiał wczoraj powiedzieć, ilu uczniów padło ofiarą błędów, ale jego dyrektor Jan Żądło zapewnia: - Kandydaci, którzy z tego powodu nie dostali się do wybranych gimnazjów, znajdą w nich miejsca, nawet gdybyśmy mieli otwierać nowe klasy.
Żądło przypomina, że osoby wpisujące dane do komputerów zostały bezpłatnie przez miasto przeszkolone. I mogły korzystać z porad biura obsługi systemu. A do poniedziałku wieczorem wpisane dane mogli podglądać w internecie także rodzice.
- Tak czy inaczej szkoły, które popełniły błędy, będą musiały się z tego wytłumaczyć - zapowiada dyrektor. Sytuacja go jednak nie zaskoczyła: - Szkoły podstawowe uczestniczą w elektronicznej rekrutacji pierwszy raz. Można zrozumieć niedociągnięcia. Tak samo było, gdy w Krakowie startował e-nabór do gimnazjów.
- Dyrektor powiedział, że na razie nie przyjmie od nas dokumentów, bo w szkole pojawiają się uczniowie, którzy mają więcej punktów od naszych dzieci, a którzy nie znaleźli się na liście przyjętych - zadzwoniła do "Gazety" zdenerwowana matka uczennicy. Nazwisko jest córki widniało na liście, jednak po tym, co powiedział jej dyrektor, martwiła się, czy nadal na niej pozostanie.
W tym roku w Krakowie nabór do gimnazjów po raz pierwszy odbywał się przez internet. O być albo nie być ucznia w szkole spoza rejonu (rejonowe gimnazja muszą przyjąć dziecko bez względu na wyniki) decydowały oceny z polskiego, matematyki, historii, przyrody, języka obcego i wynik sprawdzianu kończącego naukę w szkole podstawowej. Punktowane były też pasek na świadectwie czy udział w konkursach. W sumie można było zdobyć 100 pkt (40 - egzamin, 40 - oceny, 20 - inne osiągnięcia). A ponieważ w Krakowie o przyjęcie do gimnazjów spoza rejonu co roku stara się ok. 56 proc. uczniów, każdy punkt był na wagę złota. Wpisywali je do komputerów pracownicy szkół podstawowych. Okazuje się, że część z nich nie wpisała punktów za pasek (5) albo źle policzyła udział w konkursach...
- Była u mnie matka, której dziecko według systemu komputerowego zdobyło 74 punkty. Pokazała mi oryginały dokumentów. Liczymy i okazuje się, że dziecko ma tych punktów 82! - mówi Gabriela Olszowska, dyrektorka Gimnazjum nr 2. Do "dwójki" dostali się uczniowie z 79 punktami, a więc Olszowska powinna wpisać kandydata z 82 punktami na listę przyjętych. Tyle że w takiej sytuacji musi kogoś skreślić. Kogo i jak? Elektroniczny system rekrutacji został zamknięty w poniedziałek wieczorem. Dyrektorka nie wie też, co zrobić z uczniem, który dostał się do jej szkoły, ponieważ wpisano mu 15 pkt za dużo.
- Są nerwy rodziców, jest płacz dzieci, a ja jestem bezradna - mówi Olszowska. Wczoraj od rana przyjmowała od rodziców odwołania.
Wielu szkołom podstawowym od początku nie podobał się pomysł, by to ich pracownicy wprowadzali do komputerów dane potrzebne przy rekrutacji do gimnazjów. Dyrektorzy argumentowali, że to dodatkowa robota, za którą nie idą pieniądze.
- Jak tylko dowiedziałam się o błędach, siadłam przed komputerem i zaczęłam sprawdzać, czy my też je zrobiliśmy. Co tu dużo gadać, miałam strach w oczach - mówi Teodozja Maliszewska, dyrektorka podstawówki nr 68. - Na szczęście u nas wszystko w porządku, ale będę ostatnią, która rzuci w inne podstawówki kamieniem. Rozdanie świadectw było w piątek. Dopiero po nim można było zacząć wprowadzać dane. Pani sobie wyobraża, jak to wszystko się wieszało, gdy kilkadziesiąt szkół równocześnie próbowało wejść do systemu! Moje dziewczyny płakały. Ta cała elektronika przy przyjęciach do szkół to kompletna bzdura. Zginęło w tym wszystkim dziecko, a został punkcik w internecie.
Krakowski wydział edukacji nie umiał wczoraj powiedzieć, ilu uczniów padło ofiarą błędów, ale jego dyrektor Jan Żądło zapewnia: - Kandydaci, którzy z tego powodu nie dostali się do wybranych gimnazjów, znajdą w nich miejsca, nawet gdybyśmy mieli otwierać nowe klasy.
Żądło przypomina, że osoby wpisujące dane do komputerów zostały bezpłatnie przez miasto przeszkolone. I mogły korzystać z porad biura obsługi systemu. A do poniedziałku wieczorem wpisane dane mogli podglądać w internecie także rodzice.
- Tak czy inaczej szkoły, które popełniły błędy, będą musiały się z tego wytłumaczyć - zapowiada dyrektor. Sytuacja go jednak nie zaskoczyła: - Szkoły podstawowe uczestniczą w elektronicznej rekrutacji pierwszy raz. Można zrozumieć niedociągnięcia. Tak samo było, gdy w Krakowie startował e-nabór do gimnazjów.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
szpunar jak zwykle szczuje
dbs2004
01.07.10, 10:49
na szkoly, a tymczasem winna jest organizacja i elektronizacja na siłę, bezkoniecznego sprzętu, no i bez pieniędzy bo jak milcząco przyznał ŻĄdłoobowiązek wpisywania został narzucony szkolom»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.





