Teatry szalały na ulicy, w piwnicy i na wieży
2010-07-12
, aktualizacja: 12.07.2010 12:10
Pełen dzikich emocji "Otello", dwóch panów w skrzyni, para tańcząca na Wieży Ratuszowej - to tylko niektóre przedstawienia kolejnego dnia festiwalu teatrów ulicznych.
ZOBACZ TAKŻE
- "Szalona lokomotywa" wyruszy z Alverni (19-07-10, 09:00)
- Gore-Zombie Western (15-07-10, 14:35)
- Znowu umawiamy się pod skarbonką - wróciła na Rynek (13-07-10, 10:00)
- 23. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych (09-07-10, 11:46)
- Na ulicach, placach, ścianach i drzewach. Taki festiwal (08-07-10, 11:00)
- KTO zaprasza na ulicę (02-07-10, 06:00)
- Seks, drugs & jazz, czyli spowiedź jazzmana (22-07-10, 09:00)
- Łaźnia Nowa jak nowa od października (02-08-10, 07:00)
Gorąco. Przejście przez rozprażony Rynek wymaga samozaparcia. Na szczęście w piwnicy Krzysztoforów jest chłodno, można chwilę odpocząć. Ale tylko chwilę - gdy zacznie się "Otello" irańskiego The Indra Theatre Group, w piwnicy staje się duszno od namiętności. To "Otello" bez słów, opowiedziany tańcem i ruchem. Długowłosy Otello szarpie się jak dzikie zwierzę, Desdemona w bieli wygina namiętnie, Jago w czerni jest wężowo podstępny i niepokojąco demoniczny. Wszyscy tancerze są gwałtowni i ekspresyjni, tak jak ekspresyjna jest muzyka, rozsadzająca niewielką piwnicę. Widać, że Atefeh Tehrani, reżyserka i choreografka, oglądała prace sławnych choreografów - Piny Bausch czy Wacława Niżyńskiego (Otello tańczy fragment "Święta wiosny"). Jej "Otello" może nie zaskakuje interpretacją, ale nie jest brykiem z Szekspira, jak pokazywany pierwszego dnia "Makbet" teatru Biuro Podróży. Mimo pewnej dosłowności spektakl wciąga - dzięki emocjonalnemu zaangażowaniu tancerzy.
Po wyjściu z piwnicy pod Wieżą Ratuszową napotykam całkiem inny teatr. Dwóch panów w strojach codziennych stoi przy wielkiej skrzyni. Zagadują widzów, śpiewają, zapraszają na przedstawienie, które zacznie się za chwilę. Tłumek gęstnieje, panowie są sympatyczni, a skrzynia czeka. Okazuje się, że skrzynia jest sceną - panowie wskakują do niej i, widoczni od pasa w górę, odgrywają krótkie scenki przy pomocy coraz to innych rekwizytów. Spierają się, walczą, podgryzają wzajemnie - gdy jeden wydobywa pałkę, drugi natychmiast wydobywa pałkę dwa razy większą. Tworzą chwilowe pary, zmieniając jedynie nakrycia głowy: błazeńską czapkę, koronę, kapelusz, królicze uszy. Panowie ze Slagman Producties twórczo i dowcipnie rozwinęli starą jarmarczną tradycję teatrzyku lalek. Zamiast lalek są żywi aktorzy, ale metoda została ta sama. Jest lekko, zabawnie i bezpretensjonalnie.
Na Małym Rynku rozstawił się kolejny teatr, wykorzystujący dawne konwencje. Teatr Masca z Bukaresztu to cała rodzina Pierrotów - pomalowane na biało twarze, białe powiewne stroje. I malutka scenka z kurtyną. Przedstawienie to zestaw krótkich pantomimicznych scenek - komicznych i lirycznych. Ładny, wdzięczny i sprawnie grany staroświecki uliczny teatrzyk.
Gdy z jednej strony Małego Rynku biały Pierrot zalecał się do Kolombiny, z drugiej, przy fontannie, młodzi ludzie też w bieli (tyle że współczesnej) próbowali swój spektakl. Za chwilę Krakowski Teatr Tańca przyciągnął publiczność - ich "Anakolut" może nie był tak łatwy do odczytania jak historie Pierrotów, ale też zyskał wielbicieli. Kilkuletnia dziewczynka śmiało włączyła się w spektakl, biegając za tancerzami.
Na koniec, gdy już było całkiem ciemno, pod Wieżą Ratuszową zaczęli gromadzić się ludzie. Niektórzy byli tu już poprzedniego dnia - na tym samym przedstawieniu, "Powtarzaj za mną" hiszpańskiej grupy Delreves. Na pierwszym balkoniku wieży - dwójka muzyków. Za chwilę na górze, pod zegarem pojawiły się dwie figurki. Identyczne - w białych koszulkach i granatowych spodenkach na szelkach. Gdy przełożyli nogi przez barierkę, widownia jęknęła - ze strachu i z podziwu. Jednocześnie unieśli w rękach zwój lin i jednocześnie je spuścili w dół. Zaczęli tańczyć - bo to był taniec, nie pokaz cyrkowych sztuczek. Taniec subtelny, elegancki i precyzyjny. Chwilami traciliśmy poczucie kierunków - pionowa ściana wieży wydawała się poziomą ceglaną podłogą. Na pół godziny Delreves zaprosili nas do świata, gdzie panują inne niż na ziemi prawa.
Ewolucje na ścianie Wieży Ratuszowej [ZDJĘCIA] Kliknij, aby zobaczyć galerię

Po wyjściu z piwnicy pod Wieżą Ratuszową napotykam całkiem inny teatr. Dwóch panów w strojach codziennych stoi przy wielkiej skrzyni. Zagadują widzów, śpiewają, zapraszają na przedstawienie, które zacznie się za chwilę. Tłumek gęstnieje, panowie są sympatyczni, a skrzynia czeka. Okazuje się, że skrzynia jest sceną - panowie wskakują do niej i, widoczni od pasa w górę, odgrywają krótkie scenki przy pomocy coraz to innych rekwizytów. Spierają się, walczą, podgryzają wzajemnie - gdy jeden wydobywa pałkę, drugi natychmiast wydobywa pałkę dwa razy większą. Tworzą chwilowe pary, zmieniając jedynie nakrycia głowy: błazeńską czapkę, koronę, kapelusz, królicze uszy. Panowie ze Slagman Producties twórczo i dowcipnie rozwinęli starą jarmarczną tradycję teatrzyku lalek. Zamiast lalek są żywi aktorzy, ale metoda została ta sama. Jest lekko, zabawnie i bezpretensjonalnie.
Na Małym Rynku rozstawił się kolejny teatr, wykorzystujący dawne konwencje. Teatr Masca z Bukaresztu to cała rodzina Pierrotów - pomalowane na biało twarze, białe powiewne stroje. I malutka scenka z kurtyną. Przedstawienie to zestaw krótkich pantomimicznych scenek - komicznych i lirycznych. Ładny, wdzięczny i sprawnie grany staroświecki uliczny teatrzyk.
Gdy z jednej strony Małego Rynku biały Pierrot zalecał się do Kolombiny, z drugiej, przy fontannie, młodzi ludzie też w bieli (tyle że współczesnej) próbowali swój spektakl. Za chwilę Krakowski Teatr Tańca przyciągnął publiczność - ich "Anakolut" może nie był tak łatwy do odczytania jak historie Pierrotów, ale też zyskał wielbicieli. Kilkuletnia dziewczynka śmiało włączyła się w spektakl, biegając za tancerzami.
Na koniec, gdy już było całkiem ciemno, pod Wieżą Ratuszową zaczęli gromadzić się ludzie. Niektórzy byli tu już poprzedniego dnia - na tym samym przedstawieniu, "Powtarzaj za mną" hiszpańskiej grupy Delreves. Na pierwszym balkoniku wieży - dwójka muzyków. Za chwilę na górze, pod zegarem pojawiły się dwie figurki. Identyczne - w białych koszulkach i granatowych spodenkach na szelkach. Gdy przełożyli nogi przez barierkę, widownia jęknęła - ze strachu i z podziwu. Jednocześnie unieśli w rękach zwój lin i jednocześnie je spuścili w dół. Zaczęli tańczyć - bo to był taniec, nie pokaz cyrkowych sztuczek. Taniec subtelny, elegancki i precyzyjny. Chwilami traciliśmy poczucie kierunków - pionowa ściana wieży wydawała się poziomą ceglaną podłogą. Na pół godziny Delreves zaprosili nas do świata, gdzie panują inne niż na ziemi prawa.
Ewolucje na ścianie Wieży Ratuszowej [ZDJĘCIA] Kliknij, aby zobaczyć galerię

- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć