Wychowawczynie zdecydowały: kolonia nie dla Milenki
2010-07-14
, aktualizacja: 13.07.2010 22:28
- Szkoda, że jestem Milenką - powiedziała 12-letnia dziewczynka, gdy zadzwonił telefon, że biuro podróży, z którym miała jechać na kolonię, jej nie weźmie. Matka próbowała zataić chorobę Milenki - próbuje tłumaczyć kierowniczka biura. A matka pisze skargę do rzecznika praw dziecka
ZOBACZ TAKŻE
- Bony oświatowe z gwarancją na tłok w klasie (13-07-10, 11:00)
- Sześciolatku - szkoła czeka na ciebie (10-07-10, 07:00)
- TBS przy ul. Tomickiego: Bez kablówki, za to z pleśnią (07-08-10, 07:00)
- Za sms-a z polskimi znakami zapłacisz więcej (23-07-10, 06:00)
- Coraz więcej dzieci postanawia odebrać sobie życie (28-06-10, 00:00)
- Już nie "wakacyjny gigant", ale "wakacyjne plany" (24-06-10, 08:00)
- Dlaczego na Podhalu nie ma klas integracyjnych? (18-06-10, 10:00)
- Pięć masztów na jednym dachu. Sąsiedzi protestują (07-08-10, 09:00)
To miały być dwa tygodnie w Łukęcinie nad morzem. Milenka razem z mamą już pakowała walizki, gdy zadzwoniła Barbara Podpirka z biura podróży Galeon, które organizowało wyjazd. Poinformowała rodziców dziewczynki, że nigdzie nie pojedzie.
- Ostatnie spotkanie kadry przed wyjazdem. Patrzę, a jedna z wychowawczyń odbija na ksero książkę o Zespole Aspergera. Pytam, po co, a ona na to, że pojedzie z nami jedno takie dziecko - opowiada. - Zaczęłyśmy czytać te skserowane kartki na wyrywki. Trzy pozostałe panie, które miały opiekować się dziećmi, podjęły decyzję, że dziecko się na wyjazd nie nadaje.
Bez szansy na morze
Podpirka ma pretensję do matki, że nie poinformowała w biurze o przypadłości Milenki. Opowiada o rodzicach, którzy celowo zatajają choroby dzieci, byle tylko pozbyć się ich z domu, a potem wychowawcy mają spore kłopoty. Tak stało się na przykład w ubiegłym roku, gdy na wycieczkę po Górach Stołowych pojechała dziewczyna nie dość, że z anoreksją, to jeszcze po operacji kolana.
Mama Milenki rzeczywiście nie poinformowała pracowników biura o tym, że dziecko ma Zespół Aspergera (łagodniejsza forma autyzmu). Poinformowała za to kolonijną wychowawczynię Annę Żurad. Ta - na prośbę matki - dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem nawet spotkała się w dziewczynką. - Miło porozmawiałyśmy. Przykro mi, że nie pojechała - mówi Żurad. Przyznaje jednak, że gdy wyrażała zgody na wzięcie Milenki pod opiekę, nie miała pojęcia, że matka nie zgłosiła jej choroby w biurze. - Pozostałe wychowawczynie mogły poczuć się zaniepokojone, gdy dowiedziały się o tym w ostatniej chwili - próbuje tłumaczyć.
Do Agnieszki Prusek, mamy Milenki, takie tłumaczenie jednak nie trafia. - Nawet jeśli dowiedziały się dzień przed wyjazdem, to nie moja sprawa. Ja skontaktowałam się w wychowawczynią dużo wcześniej. To chyba rozsądniejsze niż zgłaszanie sprawy w administracji biura. Wychowawczynie zareagowały histerycznie, zamiast dać nam szansę. Gdy dostałam telefon z biura, chciałam przyjechać z córką, pokazać ją, udowodnić, że nie ma się czego bać, ale nikt nie był tym zainteresowany.
Chciała koniecznie wysłać córkę na kolonię do Łukęcina, bo jechały na nią jej dwie dobre koleżanki. Podkreśla też, że w ubiegłym roku dziewczynka była na normalnej kolonii, organizowanej przez parafię, i świetnie sobie radziła.
Co różni Milenkę od innych dzieci? Czasem zadaje za dużo pytań, trochę trudniej znosi porażki, może nie chcieć uczestniczyć we wspólnej zabawie. Sama się myje i czesze. Nie chodzi do neurologa, psychiatry, nie zażywa lekarstw.
- Nie wymaga więcej niż przeciętnej opieki - mówi matka.
Żurad, która na co dzień pracuje w klasie integracyjnej, przyznaje: - Dałabym sobie z nią radę bez problemu.
Pozytywną opinię o dziewczynce w karcie kolonijnej napisali też jej wychowawczyni i pediatra. Biuro podróży twierdzi, że takiego dokumentu nigdy nie dostało. Tyle że Agnieszka Prusek ma na jego wysłanie dowód z poczty.
Milenka renomy nie zepsuje
Mama Milenki opisała wszystko w liście do rzecznika praw dziecka i Małopolskiego Kuratorium Oświaty. Co chce osiągnąć?: - Żeby ktoś porozmawiał z tymi wychowawczyniami, które tak przestraszyły się mojego dziecka, że warto najpierw poznać osobę, a dopiero potem wydać o niej sąd. Jedna z tych kobiet krzyczała mi do słuchawki: "Proszę pani, wiem, co to jest Zespół "Azbergera", ale chyba nie wiedziała, skoro nawet nie potrafiła poprawnie wymówić jego nazwy. A kierowniczka poinformowała mnie, że biuro długo pracowało na swoją renomę i przez Milenkę nie może jej stracić.
O renomie biura, która mogłaby ucierpieć przez dziewczynkę, Podpirka mówi "Gazecie": - My nie organizujemy kolonii integracyjnych. Takim jak Milenka potrzeby jest dodatkowy opiekun. Nasi wychowawcy muszą poświęcać równą uwagę wszystkim dzieciom, a nie tylko jednemu.
- To, co zrobiło biuro podróży, jest dla mnie dyskryminacją - mówi Agata Wolińska, psycholog z poradni dla dzieci z autyzmem i pokrewnymi zaburzeniami rozwoju Effatha, która zna Milenkę. - Jeśli dzieci z Zespołem Aspergera są do tego odpowiednio przygotowane, mogą spokojnie jechać na kolonię ze swoimi rówieśnikami. Jest to nawet wskazane. Nie potrzebują w tym celu żadnych dodatkowych opiekunów i nie stwarzają zagrożenia dla rówieśników. Milenka na samodzielny wyjazd jest jak najbardziej przygotowana.
Wolińska podkreśla, że skoro wychowawczynie miały tyle wątpliwości, mogły zadzwonić do specjalisty. - Zajęłoby im to pół godziny i po kłopocie. Dziecko byłoby nad morzem - uważa.
Teraz, gdy Milenka widzi morze w telewizji, mówi: "Popatrz mamo, mogłabym tam być z Kasią i Gosią". Gdy dowiedziała się, że nie jedzie, płakała. Na jej miejsce natychmiast wskoczyło inne dziecko.
"Cały rok wspierania mojej córki, podnoszenia jej samooceny, tłumaczenia jej, że jest jak inne dzieci, legł w gruzach. To przykre" - napisała mama Milenki w liście do " Gazety".
Komentarz: Życzę Ci, Milenko, słońca
Milenka zamiast kąpać się z koleżankami nad morzem, jeździ teraz z tatą do Kryspinowa.
Pewnie dobrze się stało, że nie pojechała na kolonie z wychowawcami, z których większość nie była zainteresowana tym, by ją poznać. Po tym, jak się zachowali, mało prawdopodobne, by w trudnych chwilach (które na wyjazdach z rówieśnikami mogą przeżywać przecież wszystkie dzieci) mogli stać się dla kogokolwiek wsparciem.
Kierowniczka biura może mieć żal do matki, że nie zgłosiła jej przypadłości dziecka. Ale nie może zarzucać jej chęci ukrycia choroby. Matka opowiedziała przecież o Milence jednej z wychowawczyń. Rozumiem, że wolała rozmawiać z panią, która podczas kolonii będzie się opiekować dziećmi, niż z siedzącym za biurkiem pracownikiem biura podróży.
Żal mi dzieci cierpiących na zespół Aspergera. Są bardziej od innych nieśmiałe, mają problemy ze znalezieniem kolegów, ale większość z nich jest normalna! Tyle że nie wszyscy chcą się o tym dowiedzieć, więc odmawiają im prawa do normalnej kolonii.
Pewnie nawet nie wiedzą, że w Polsce kolonii integracyjnych - gdzie ich widzą - praktycznie nie ma. Ich organizacja jest droga (bo więcej opiekunów) i trudno znaleźć dla nich miejsce (właściciele odmawiają z obawy przed zniszczeniami).
Pięknego nieba nad Kryspinowem życzę ci, Milenko! A wychowawczyniom zatrudnionym przez biuro Galeon spokojnego opalania nad morzem w Łukęcinie. Dzieci, nie sprawiajcie paniom żadnych problemów! W końcu należy im się odpoczynek na darmowych wakacjach.
- Ostatnie spotkanie kadry przed wyjazdem. Patrzę, a jedna z wychowawczyń odbija na ksero książkę o Zespole Aspergera. Pytam, po co, a ona na to, że pojedzie z nami jedno takie dziecko - opowiada. - Zaczęłyśmy czytać te skserowane kartki na wyrywki. Trzy pozostałe panie, które miały opiekować się dziećmi, podjęły decyzję, że dziecko się na wyjazd nie nadaje.
Bez szansy na morze
Podpirka ma pretensję do matki, że nie poinformowała w biurze o przypadłości Milenki. Opowiada o rodzicach, którzy celowo zatajają choroby dzieci, byle tylko pozbyć się ich z domu, a potem wychowawcy mają spore kłopoty. Tak stało się na przykład w ubiegłym roku, gdy na wycieczkę po Górach Stołowych pojechała dziewczyna nie dość, że z anoreksją, to jeszcze po operacji kolana.
Mama Milenki rzeczywiście nie poinformowała pracowników biura o tym, że dziecko ma Zespół Aspergera (łagodniejsza forma autyzmu). Poinformowała za to kolonijną wychowawczynię Annę Żurad. Ta - na prośbę matki - dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem nawet spotkała się w dziewczynką. - Miło porozmawiałyśmy. Przykro mi, że nie pojechała - mówi Żurad. Przyznaje jednak, że gdy wyrażała zgody na wzięcie Milenki pod opiekę, nie miała pojęcia, że matka nie zgłosiła jej choroby w biurze. - Pozostałe wychowawczynie mogły poczuć się zaniepokojone, gdy dowiedziały się o tym w ostatniej chwili - próbuje tłumaczyć.
Do Agnieszki Prusek, mamy Milenki, takie tłumaczenie jednak nie trafia. - Nawet jeśli dowiedziały się dzień przed wyjazdem, to nie moja sprawa. Ja skontaktowałam się w wychowawczynią dużo wcześniej. To chyba rozsądniejsze niż zgłaszanie sprawy w administracji biura. Wychowawczynie zareagowały histerycznie, zamiast dać nam szansę. Gdy dostałam telefon z biura, chciałam przyjechać z córką, pokazać ją, udowodnić, że nie ma się czego bać, ale nikt nie był tym zainteresowany.
Chciała koniecznie wysłać córkę na kolonię do Łukęcina, bo jechały na nią jej dwie dobre koleżanki. Podkreśla też, że w ubiegłym roku dziewczynka była na normalnej kolonii, organizowanej przez parafię, i świetnie sobie radziła.
Co różni Milenkę od innych dzieci? Czasem zadaje za dużo pytań, trochę trudniej znosi porażki, może nie chcieć uczestniczyć we wspólnej zabawie. Sama się myje i czesze. Nie chodzi do neurologa, psychiatry, nie zażywa lekarstw.
- Nie wymaga więcej niż przeciętnej opieki - mówi matka.
Żurad, która na co dzień pracuje w klasie integracyjnej, przyznaje: - Dałabym sobie z nią radę bez problemu.
Pozytywną opinię o dziewczynce w karcie kolonijnej napisali też jej wychowawczyni i pediatra. Biuro podróży twierdzi, że takiego dokumentu nigdy nie dostało. Tyle że Agnieszka Prusek ma na jego wysłanie dowód z poczty.
Milenka renomy nie zepsuje
Mama Milenki opisała wszystko w liście do rzecznika praw dziecka i Małopolskiego Kuratorium Oświaty. Co chce osiągnąć?: - Żeby ktoś porozmawiał z tymi wychowawczyniami, które tak przestraszyły się mojego dziecka, że warto najpierw poznać osobę, a dopiero potem wydać o niej sąd. Jedna z tych kobiet krzyczała mi do słuchawki: "Proszę pani, wiem, co to jest Zespół "Azbergera", ale chyba nie wiedziała, skoro nawet nie potrafiła poprawnie wymówić jego nazwy. A kierowniczka poinformowała mnie, że biuro długo pracowało na swoją renomę i przez Milenkę nie może jej stracić.
O renomie biura, która mogłaby ucierpieć przez dziewczynkę, Podpirka mówi "Gazecie": - My nie organizujemy kolonii integracyjnych. Takim jak Milenka potrzeby jest dodatkowy opiekun. Nasi wychowawcy muszą poświęcać równą uwagę wszystkim dzieciom, a nie tylko jednemu.
- To, co zrobiło biuro podróży, jest dla mnie dyskryminacją - mówi Agata Wolińska, psycholog z poradni dla dzieci z autyzmem i pokrewnymi zaburzeniami rozwoju Effatha, która zna Milenkę. - Jeśli dzieci z Zespołem Aspergera są do tego odpowiednio przygotowane, mogą spokojnie jechać na kolonię ze swoimi rówieśnikami. Jest to nawet wskazane. Nie potrzebują w tym celu żadnych dodatkowych opiekunów i nie stwarzają zagrożenia dla rówieśników. Milenka na samodzielny wyjazd jest jak najbardziej przygotowana.
Wolińska podkreśla, że skoro wychowawczynie miały tyle wątpliwości, mogły zadzwonić do specjalisty. - Zajęłoby im to pół godziny i po kłopocie. Dziecko byłoby nad morzem - uważa.
Teraz, gdy Milenka widzi morze w telewizji, mówi: "Popatrz mamo, mogłabym tam być z Kasią i Gosią". Gdy dowiedziała się, że nie jedzie, płakała. Na jej miejsce natychmiast wskoczyło inne dziecko.
"Cały rok wspierania mojej córki, podnoszenia jej samooceny, tłumaczenia jej, że jest jak inne dzieci, legł w gruzach. To przykre" - napisała mama Milenki w liście do " Gazety".
Komentarz: Życzę Ci, Milenko, słońca
Milenka zamiast kąpać się z koleżankami nad morzem, jeździ teraz z tatą do Kryspinowa.
Pewnie dobrze się stało, że nie pojechała na kolonie z wychowawcami, z których większość nie była zainteresowana tym, by ją poznać. Po tym, jak się zachowali, mało prawdopodobne, by w trudnych chwilach (które na wyjazdach z rówieśnikami mogą przeżywać przecież wszystkie dzieci) mogli stać się dla kogokolwiek wsparciem.
Kierowniczka biura może mieć żal do matki, że nie zgłosiła jej przypadłości dziecka. Ale nie może zarzucać jej chęci ukrycia choroby. Matka opowiedziała przecież o Milence jednej z wychowawczyń. Rozumiem, że wolała rozmawiać z panią, która podczas kolonii będzie się opiekować dziećmi, niż z siedzącym za biurkiem pracownikiem biura podróży.
Żal mi dzieci cierpiących na zespół Aspergera. Są bardziej od innych nieśmiałe, mają problemy ze znalezieniem kolegów, ale większość z nich jest normalna! Tyle że nie wszyscy chcą się o tym dowiedzieć, więc odmawiają im prawa do normalnej kolonii.
Pewnie nawet nie wiedzą, że w Polsce kolonii integracyjnych - gdzie ich widzą - praktycznie nie ma. Ich organizacja jest droga (bo więcej opiekunów) i trudno znaleźć dla nich miejsce (właściciele odmawiają z obawy przed zniszczeniami).
Pięknego nieba nad Kryspinowem życzę ci, Milenko! A wychowawczyniom zatrudnionym przez biuro Galeon spokojnego opalania nad morzem w Łukęcinie. Dzieci, nie sprawiajcie paniom żadnych problemów! W końcu należy im się odpoczynek na darmowych wakacjach.
- 386 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
43 głosy
-
Taka ciekawostka.
the_rapist
14.07.10, 11:05
Na lagodna forme Zespolu Aspergera cierpial sam Albert Einstein. Nie tylko nie zaszkodzilo mu to w karierze naukowca, ale byc moze pomoglo myslec niebanalnie i ogarnac umyslem co, czego nie »
-
Wychowawczynie zdecydowały: kolonia nie dla Mil...
zwyczajny_zjadacz_chleba
14.07.10, 23:35
Jak zwykle, są równi i równiesi. Tylko dlaczego kosztem dziecka?I to mają być wychowawczynie?Nadają się do pasania krów. A i w to wątpię.»
-
A ja bym nie chgciał żeby nienormalne dziecko
r_mol
14.07.10, 23:41
trafiło na tę samą kolonię co normalne dzieciaki.»
Najczęściej czytane24 htydzień



