Belfer z własnej pensji książki do szkoły nie kupi

Olga Szpunar
2010-07-21 , aktualizacja: 20.07.2010 22:35
A A A Drukuj
Koniec z kupowaniem do szkoły map i książek za nauczycielskie pensje? Resort edukacji chce, by od września wszelkie niezbędne pomoce do prowadzenia lekcji finansowały samorządy.
Sala lekcyjna
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Sala lekcyjna
Podręczniki do prowadzenia zajęć, mapy, plansze, mikroskopy, piłki, czasopisma metodyczne - w Szkole Podstawowej nr 26 w Krakowie te rzeczy co roku znajdują się na liście, którą nauczyciele przedstawiają dyrektorowi.

- Staram się spełnić te życzenia, ale kołdra zawsze jest za krótka - mówi kierujący podstawówką Tomasz Malicki.

Na tzw. zakupy dydaktyczne dostaje co roku od gminy od 7 do 10 tys. zł. Same potrzeby zgłaszane przez wuefistów sięgają kilku tysięcy złotych.

W krakowskich szkołach lista nauczycielskich życzeń nigdy przez ich dyrektorów nie zostaje spełniona do końca. To, co z niej wypadnie, nauczyciele kupują za swoje pieniądze. Katarzyna Miezian, polonistka z VIII LO, wykłada z własnego portfela co roku kilkaset złotych na opracowania, książki i podręczniki metodyczne niezbędne do prowadzenia zajęć.

Teraz ma się to zmienić. Resort edukacji przekazał właśnie do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia "W sprawie określenia podstawowych warunków niezbędnych do realizacji przez szkoły i nauczycieli zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych oraz programów nauczania". W jego myśl szkoła ma zapewnić nauczycielowi wszystkie niezbędne materiały do prowadzenia zajęć.

- Dobrze by było - komentuje pomysł resortu Miezian.

Dokładny wykaz materiałów, jakie nauczyciel danego przedmiotu ma mieć zagwarantowane, nie został w rozporządzeniu określony. Resort chce, by ustalił go dyrektor szkoły. Sam musi też zadbać o to, by w szkolnej bibliotece znalazły się wszystkie uznane przez pedagogów za niezbędne podręczniki.

Nauczyciele podkreślają, że prócz zakupów książek i map należałoby rozwiązać problem kserowania przykładowych arkuszy maturalnych, testów gimnazjalnych i sprawdzianów.

Szkoły na okrągło przerabiają je z uczniami, przygotowując ich w ten sposób do ocenianych przez zewnętrznych egzaminatorów testów. - Albo rodzice złożą się na ksero, albo dyktuję wam pytania na głos - to ultimatum postawiła niedawno uczniom nauczycielka podstawówki w Śródmieściu. Na powielenie testu dla wszystkich szkoła nie miała pieniędzy. Rodzice zapłacili po 20 gr.

- To też są materiały dydaktyczne, na podstawie których pracujemy z uczniami, by jak najlepiej wypadli na egzaminach, i które szkoła powinna uczniom za darmo zapewniać - nie ma wątpliwości Miezian.

Listę niezbędnych zakupów pomocy dydaktycznych dyrektorzy szkół będą mieli obowiązek przedstawić gminie, która będzie je musiała sfinansować. To wiąże się ze zwiększeniem wydatków.

Jak Kraków sobie z tym poradzi? Tomasz Malicki już przewiduje, że do wydziału edukacji wpłyną nieskończenie długie listy życzeń ze szkół. I że gmina, podobnie jak teraz dyrektorzy placówek, będzie musiała je weryfikować.

Justyna Sadlak z biura prasowego Ministerstwa Edukacji Narodowej nie ma wątpliwości, że samorządy będą zmuszone dojść do porozumienia z dyrektorami szkół, co powinno się znajdować na liście niezbędnych potrzeb dydaktycznych, i pomyśleć, jak zapewnić je wszystkie.

- Dokładne wskazówki, jak to zrobić, mogą znaleźć się w rozporządzeniu. Ale ono jest dopiero na etapie konsultacji społecznych, więc za wcześnie, by mówić o szczegółach - mówi Sadlak.

Nie wyklucza jednak, że nowe porządki będą obowiązywały w szkołach już od września tego roku.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.