Belfer z własnej pensji książki do szkoły nie kupi
2010-07-21
, aktualizacja: 20.07.2010 22:35
Koniec z kupowaniem do szkoły map i książek za nauczycielskie pensje? Resort edukacji chce, by od września wszelkie niezbędne pomoce do prowadzenia lekcji finansowały samorządy.
ZOBACZ TAKŻE
- Od 1 września więcej wolnego i tolerancji (01-09-10, 00:00)
- Dlaczego Kraków boi się kontenera? (15-07-10, 11:30)
- Bony oświatowe z gwarancją na tłok w klasie (13-07-10, 11:00)
- Sześciolatku - szkoła czeka na ciebie (10-07-10, 07:00)
- Nauczyciel szkoły nie kocha, a się jej boi (03-09-10, 07:00)
- Darmowa edukacja online rośnie w siłę (02-09-10, 07:00)
- Czas na wyprawkę. Gdzie tanio kupić podręczniki? (21-08-10, 14:00)
- Ile punktów podstawówki dostaną za sześciolatka (03-08-10, 08:00)
- Domy dziecka pod specjalnym nadzorem (29-07-10, 08:00)
- Szkoła po powodzi: pomagają więźniowie, taksówkarze... (23-07-10, 10:00)
- Nauczyciele nie ufają egzaminatorom, bo robią błędy (08-07-10, 08:00)
- Podstawówki oblały egzamin z wpisywania wyników uczniów (01-07-10, 09:00)
- Coraz więcej dzieci postanawia odebrać sobie życie (28-06-10, 00:00)
- Miasto burzy ruinę, dzieci bez żłobka (06-07-10, 11:52)
- Szkoły katolickie oblegane: kolejki na przyszły rok (14-09-10, 08:00)
Podręczniki do prowadzenia zajęć, mapy, plansze, mikroskopy, piłki, czasopisma metodyczne - w Szkole Podstawowej nr 26 w Krakowie te rzeczy co roku znajdują się na liście, którą nauczyciele przedstawiają dyrektorowi.
- Staram się spełnić te życzenia, ale kołdra zawsze jest za krótka - mówi kierujący podstawówką Tomasz Malicki.
Na tzw. zakupy dydaktyczne dostaje co roku od gminy od 7 do 10 tys. zł. Same potrzeby zgłaszane przez wuefistów sięgają kilku tysięcy złotych.
W krakowskich szkołach lista nauczycielskich życzeń nigdy przez ich dyrektorów nie zostaje spełniona do końca. To, co z niej wypadnie, nauczyciele kupują za swoje pieniądze. Katarzyna Miezian, polonistka z VIII LO, wykłada z własnego portfela co roku kilkaset złotych na opracowania, książki i podręczniki metodyczne niezbędne do prowadzenia zajęć.
Teraz ma się to zmienić. Resort edukacji przekazał właśnie do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia "W sprawie określenia podstawowych warunków niezbędnych do realizacji przez szkoły i nauczycieli zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych oraz programów nauczania". W jego myśl szkoła ma zapewnić nauczycielowi wszystkie niezbędne materiały do prowadzenia zajęć.
- Dobrze by było - komentuje pomysł resortu Miezian.
Dokładny wykaz materiałów, jakie nauczyciel danego przedmiotu ma mieć zagwarantowane, nie został w rozporządzeniu określony. Resort chce, by ustalił go dyrektor szkoły. Sam musi też zadbać o to, by w szkolnej bibliotece znalazły się wszystkie uznane przez pedagogów za niezbędne podręczniki.
Nauczyciele podkreślają, że prócz zakupów książek i map należałoby rozwiązać problem kserowania przykładowych arkuszy maturalnych, testów gimnazjalnych i sprawdzianów.
Szkoły na okrągło przerabiają je z uczniami, przygotowując ich w ten sposób do ocenianych przez zewnętrznych egzaminatorów testów. - Albo rodzice złożą się na ksero, albo dyktuję wam pytania na głos - to ultimatum postawiła niedawno uczniom nauczycielka podstawówki w Śródmieściu. Na powielenie testu dla wszystkich szkoła nie miała pieniędzy. Rodzice zapłacili po 20 gr.
- To też są materiały dydaktyczne, na podstawie których pracujemy z uczniami, by jak najlepiej wypadli na egzaminach, i które szkoła powinna uczniom za darmo zapewniać - nie ma wątpliwości Miezian.
Listę niezbędnych zakupów pomocy dydaktycznych dyrektorzy szkół będą mieli obowiązek przedstawić gminie, która będzie je musiała sfinansować. To wiąże się ze zwiększeniem wydatków.
Jak Kraków sobie z tym poradzi? Tomasz Malicki już przewiduje, że do wydziału edukacji wpłyną nieskończenie długie listy życzeń ze szkół. I że gmina, podobnie jak teraz dyrektorzy placówek, będzie musiała je weryfikować.
Justyna Sadlak z biura prasowego Ministerstwa Edukacji Narodowej nie ma wątpliwości, że samorządy będą zmuszone dojść do porozumienia z dyrektorami szkół, co powinno się znajdować na liście niezbędnych potrzeb dydaktycznych, i pomyśleć, jak zapewnić je wszystkie.
- Dokładne wskazówki, jak to zrobić, mogą znaleźć się w rozporządzeniu. Ale ono jest dopiero na etapie konsultacji społecznych, więc za wcześnie, by mówić o szczegółach - mówi Sadlak.
Nie wyklucza jednak, że nowe porządki będą obowiązywały w szkołach już od września tego roku.
- Staram się spełnić te życzenia, ale kołdra zawsze jest za krótka - mówi kierujący podstawówką Tomasz Malicki.
Na tzw. zakupy dydaktyczne dostaje co roku od gminy od 7 do 10 tys. zł. Same potrzeby zgłaszane przez wuefistów sięgają kilku tysięcy złotych.
W krakowskich szkołach lista nauczycielskich życzeń nigdy przez ich dyrektorów nie zostaje spełniona do końca. To, co z niej wypadnie, nauczyciele kupują za swoje pieniądze. Katarzyna Miezian, polonistka z VIII LO, wykłada z własnego portfela co roku kilkaset złotych na opracowania, książki i podręczniki metodyczne niezbędne do prowadzenia zajęć.
Teraz ma się to zmienić. Resort edukacji przekazał właśnie do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia "W sprawie określenia podstawowych warunków niezbędnych do realizacji przez szkoły i nauczycieli zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych oraz programów nauczania". W jego myśl szkoła ma zapewnić nauczycielowi wszystkie niezbędne materiały do prowadzenia zajęć.
- Dobrze by było - komentuje pomysł resortu Miezian.
Dokładny wykaz materiałów, jakie nauczyciel danego przedmiotu ma mieć zagwarantowane, nie został w rozporządzeniu określony. Resort chce, by ustalił go dyrektor szkoły. Sam musi też zadbać o to, by w szkolnej bibliotece znalazły się wszystkie uznane przez pedagogów za niezbędne podręczniki.
Nauczyciele podkreślają, że prócz zakupów książek i map należałoby rozwiązać problem kserowania przykładowych arkuszy maturalnych, testów gimnazjalnych i sprawdzianów.
Szkoły na okrągło przerabiają je z uczniami, przygotowując ich w ten sposób do ocenianych przez zewnętrznych egzaminatorów testów. - Albo rodzice złożą się na ksero, albo dyktuję wam pytania na głos - to ultimatum postawiła niedawno uczniom nauczycielka podstawówki w Śródmieściu. Na powielenie testu dla wszystkich szkoła nie miała pieniędzy. Rodzice zapłacili po 20 gr.
- To też są materiały dydaktyczne, na podstawie których pracujemy z uczniami, by jak najlepiej wypadli na egzaminach, i które szkoła powinna uczniom za darmo zapewniać - nie ma wątpliwości Miezian.
Listę niezbędnych zakupów pomocy dydaktycznych dyrektorzy szkół będą mieli obowiązek przedstawić gminie, która będzie je musiała sfinansować. To wiąże się ze zwiększeniem wydatków.
Jak Kraków sobie z tym poradzi? Tomasz Malicki już przewiduje, że do wydziału edukacji wpłyną nieskończenie długie listy życzeń ze szkół. I że gmina, podobnie jak teraz dyrektorzy placówek, będzie musiała je weryfikować.
Justyna Sadlak z biura prasowego Ministerstwa Edukacji Narodowej nie ma wątpliwości, że samorządy będą zmuszone dojść do porozumienia z dyrektorami szkół, co powinno się znajdować na liście niezbędnych potrzeb dydaktycznych, i pomyśleć, jak zapewnić je wszystkie.
- Dokładne wskazówki, jak to zrobić, mogą znaleźć się w rozporządzeniu. Ale ono jest dopiero na etapie konsultacji społecznych, więc za wcześnie, by mówić o szczegółach - mówi Sadlak.
Nie wyklucza jednak, że nowe porządki będą obowiązywały w szkołach już od września tego roku.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.




