Milcząca promocja krakowskich muzeów w Londynie

Rafał Romanowski, Iwona Kadłuczka
2010-07-21 , aktualizacja: 20.07.2010 23:15
A A A Drukuj
Tak wyglądała prezentacja krakowskich muzeów w Londynie Tak wyglądała prezentacja krakowskich muzeów w Londynie
Anglicy wściekli, a krakowscy urzędnicy nie mają sobie nic do zarzucenia. Prezentacja krakowskich muzeów w Londynie już na inaugurację zaliczyła falstart.
Niemal pusta sala, rozczarowani goście, niekompetentni urzędnicy i zero konkretów - taki obraz prezentacji muzealnych atrakcji Krakowa wyłania się z relacji osób, które 7 lipca trafiły na spotkanie do Ambasady RP przy 47 Portland Place w Londynie.

Brytyjska odsłona projektu Urzędu Miasta Krakowa pod skomplikowaną nazwą "Produkt muzealny w wybranych miastach świata - promocja szlaków muzeów w Europie" miała zapowiadać wrześniową konferencję pod Wawelem pt. "Czas muzeów - spotkaj żywą historię", podczas której krakowskie placówki będą się reklamować gościom z zagranicy i szukać wśród nich partnerów do wymian i współpracy. To bardzo ciekawy projekt, w który zaangażowali się krakowscy muzealnicy.

"Gazeta" postanowiła zobaczyć, jak magistrat przykłada się do organizowanych w Europie i na świecie spotkań reklamujących uroki Krakowa. Skorzystaliśmy z pomocy londyńskiej dziennikarki Iwony Kadłuczki, która stawiła się w ambasadzie, a po prezentacji napisała nam, co sądzi o metodach pracy krakowskich urzędników oraz sposobie przygotowania całej imprezy. Obok drukujemy obszerne fragmenty jej relacji.

Spotkanie w Londynie współprowadziła Zuzanna Gruener, zatrudniona niedawno w magistracie urzędniczka. Prywatnie córka Krzysztofa Gruenera, od 19 lat w UMK, obecnie na stanowisku dyrektora Biura Współpracy Zagranicznej. Na pytania "Gazety", skąd tak wiele niedociągnięć w prezentacji ciekawego skądinąd projektu, Zuzanna Gruener, która zdjęcia z londyńskiej wyprawy zamieściła już na Facebooku, odsyła do Katarzyny Gądek, dyrektorki Biura Marketingu Turystycznego UMK. Ta broni całości projektu i bagatelizuje londyńską wpadkę. - Muzealny projekt jest dla nas niezwykle istotny i na pewno nie można patrzeć na niego tylko przez pryzmat spotkania w Londynie - mówi "Gazecie".

Dlaczego spotkanie zorganizowano w tak nieatrakcyjnym dla angielskich dziennikarzy i muzealników miejscu jak napuszone wnętrza ambasady? - Zwróciliśmy się o pomoc do Polskiej Organizacji Turystycznej, której pracownicy zasugerowali nam salę w ambasadzie - tłumaczy Gądek. - Nie można było wymyślić czegoś oryginalnego i wzorem topowych miast świata zaprosić gości np. do restauracji, klubu, teatru czy w nietypowy plener? - pytamy. - Ograniczały nas koszty - brzmi odpowiedź.

Z tym pytaniem chcieliśmy się też zwrócić do Romana Goździkowskiego z londyńskiego POT-u. - Nie ma go, wraca z Walii do Londynu. Ale nawet proszę nie dzwonić. On nie ma dziś zasięgu - mówi wymijająco jego współpracownik. Z innych źródeł dowiadujemy się, że pracowników POT-u na spotkaniu wcale nie było...

7 lipca w ambasadzie zjawili się za to głównie wysłannicy polonijnych mediów, jak portal Londynek.net czy "Tygodnik Polski". Konsumowano koreczki, w prezencie rozdawano m.in. drewniane kukiełki, tzw. krakowianki. Dziennikarzy brytyjskich nie było, jednak magistrat twierdzi, że owoce prezentacji są udane. - Na dziś z Wielkiej Brytanii mamy już dwanaście zgłoszeń. To nie była prezentacja wizerunkowa, ale specjalistyczna, dla wąskiego kręgu odbiorców. Miała na celu zaproszenie gości na wrześniową konferencję do Krakowa i ten cel został osiągnięty - mówi z dumą dyrektor Gądek.

Innego zdania są uczestnicy spotkania z Wielkiej Brytanii. - Stracona szansa. Jak się robi taką prezentację, trzeba stanąć przed ludźmi i powiedzieć: organizujemy konferencję w Krakowie wtedy i wtedy, dzięki niej będziecie mieć możliwość zrobić to, to i to. I trzeba do tej roli mieć kogoś, kto mówi bardzo dobrze po angielsku. Dziś tego zabrakło - mówi "Gazecie" Anna Tomlinson z LECT International Office Network - LION, zainteresowanej turystyczną ofertą Krakowa organizacji wspierającej angielskich nauczycieli.

John Lowe z Museum of Power z Langford: - Osobiście jest mi smutno. Szukam w Krakowie partnera dla mojego muzeum, ale osoby, które przyjechały tu, żeby nas przekonać, nie potrafiły tego zrobić.

Na wrześniowej konferencji w Krakowie ma pojawić się 200 gości z zagranicy plus branża turystyczna i muzealna z Polski. Oprócz Londynu prezentacje krakowskiej konferencji odbyły się m.in. w Berlinie, Paryżu, Turynie, Sztokholmie i Cordobie.

Jak było w Londynie

Na sali doliczyłam się 20 osób (miało być 80). Choć na zaproszeniu napisano, że gospodarzem jest sam "Jacek Majchrowski, the Mayor of the City of Krakow", oczywiście go nie było. Pytałam o koszty projektu, powiedziano mi tylko, że jest finansowany z UE, ale obowiązuje w tej sprawie "klauzula milczenia".

Prestiż spotkania miał chyba podnieść fakt, że zorganizowano je w ambasadzie. Nie zadziałało. Robert Szaniawski, rzecznik placówki, powiedział mi, że "oni z tym nie mają nic wspólnego", tylko "użyczyli miejsca". Współpracy merytorycznej wyparł się też Polski Ośrodek Informacji Turystycznej w Londynie, stwierdzając tylko, że "pomaga logistycznie i współorganizuje catering".

Z ramienia UMK przyjechali: Zuzanna Gruener (podinspektor) i Marcin Drobisz (inspektor). Pani Zuzanna wypowiedziała może trzy zdania po angielsku odnośnie do wrześniowej konferencji, później pałeczkę przejął pan Marcin, zapraszając łamaną angielszczyzną do obejrzenia prezentacji. Osoby siedzące na sali miały problem z oglądnięciem prezentacji, bo stojak, na którym ją wyświetlano, był skierowany do Zuzanny i Marcina zamiast do uczestników spotkania. Ludzie musieli się wychylać z krzeseł, żeby coś zobaczyć. Prezentacja była nudna, bez prelegenta, jedynie z lektorem dogranym do miksu ujęć różnych, z reguły niepodpisanych zakątków Krakowa. Pracownicy UMK w milczeniu siedzieli całą prezentację za stołem. Zdezorientowana publiczność milczała również, wsłuchując się w monotonną muzykę.

Po 20 minutach nastąpił długo oczekiwany koniec. Prowadzący poinformowali o możliwości zadawania pytań, na wiele z nich nie umieli jednak znaleźć odpowiedzi. Pani Zuzanna dwoiła się i troiła, ale pytań do końca zrozumieć nie mogła, odsyłała więc na stronę internetową projektu. Wraz z panem Marcinem stwierdzili, że jedynie "reprezentują" projekt i że "wszystkiego będzie się można dowiedzieć na konferencji".

Anglicy wyszli ze spotkania podenerwowani. Wielu z nich twierdziło, że zmarnowali dzień i nic się nie dowiedzieli.

Muzeum Schindlera. Obok tej wystawy nie da się przejść obojętnie [ZDJĘCIA]


Podziel się

  • 54 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

  • Milcząca promocja krakowskich muzeów w Londynie stasieczek5 21.07.10, 07:27

    Wszystko i wszyscy ... po naszemu, po polsku..Magistrat bo ... jak zawsze. Muzealnicy nie dopisali bo wyjazd krótki i nieopłacalny. Miejscowe londyńskie polskie instytucje wsparcia ( »

  • prezentacja jak prezentacja! sprawazlewa 21.07.10, 07:34

    Muzealnicy i organizacje polskie w Londynie zrobiły badzo dużo, może nawet wszystko, żeby pokazać, Majchrowskiemu figę. "Udostepniliśmy jedynie salę", "dostarczyliśmy jedynie catering" itd.»

  • Londyn? yendreck-1 22.07.10, 22:08

    Przecież ci flegmatycy do własnych muzeów nie chodzą, gdzie mają przegląd kultury i sztuki z całego świata. A tu przyjechała jakaś wystawa objazdowa z "ważnymi" i wymagającymi i jeszcze »

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.