W Limanowej to nie jest konflikt etniczny
2010-07-26
, aktualizacja: 26.07.2010 21:37
W piątek grupa mieszkańców osiedla przy ul. Witosa w Limanowej próbowała wtargnąć do mieszkania skonfliktowanej z mieszkańcami rodziny romskiej. Wczoraj władze Limanowej zapowiedziały, że kupią kontener socjalny, do którego przeniosą romską rodzinę
ZOBACZ TAKŻE
- Nieciecza: Stadion, kukurydza, słoń. I klub w I lidze (29-07-10, 12:00)
- Jak rozmawiać po katastrofie? Trudna sztuka pomagania (29-07-10, 07:00)
- Romowie z całej Europy modlili się w Limanowej (19-09-10, 15:59)
- RPO zajął się sprawą Romów z Limanowej (30-07-10, 01:00)
- Pozwólcie nam skończyć z Romami (26-07-10, 08:55)
- Kraków na Rozstajach. Etnicznie przez cały tydzień (25-07-10, 23:00)
Jarosław Sidorowicz: Czy w Limanowej grozi nam konflikt etniczny?
Elżbieta Mirga-Wójtowicz, pełnomocniczka wojewody małopolskiego ds. mniejszości narodowych i etnicznych: To nie jest konflikt etniczny. Moim zdaniem mamy do czynienia z konfliktem społecznym. To może w konsekwencji doprowadzić do konfliktu etnicznego, bo rodzina, z którą związane są problemy, jest rodziną romską, ale to mogła być przecież jakakolwiek rodzina. I też mielibyśmy prawdopodobnie ten sam konflikt z otoczeniem. Obawiam się innego mechanizmu, który może przy dalszej eskalacji doprowadzić do sporu etnicznego. O sprawie mówi się dużo, zła opinia o tej rodzinie przekłada się na resztę romskiej społeczności. A z moich rozmów z miejscowym ośrodkiem pomocy społecznej, z przedstawicielami władz miasta i mieszkańcami wynika, że ten problem nie dotyczy innych Romów, którzy mieszkają w Limanowej od lat i nie mają takich kłopotów.
To czemu doszło do eskalacji sporu?
- Już w tamtym roku sąsiedzi się pobili, były rękoczyny. Potem odbyło się spotkanie z władzami lokalnymi, włączył się biskup. W tej konkretnej sprawie wina leży pewnie po obu stronach tego konfliktu. Ale sytuacja tej rodziny społecznie jest bardzo trudna. W kilkanaście osób mieszkają na 37 metrach kwadratowych, są problemy z alkoholem, nikt tam nie pracuje, żyją z pomocy społecznej. To w pewnym sensie patologiczna rodzina. I powinno się im zaoferować jakąś pomoc, bo to też obywatele Limanowej. Ale to muszą być działania pomagające uniknąć wykluczenia społecznego, aktywizujące zawodowo, może terapia rodzinna.
Mieszkańcy osiedla i władze miasta uważają, że lekarstwem będzie wyeksmitowanie tej rodziny?
- Warto zastanowić się nad takim rozwiązaniem. Trzeba naprawdę dobrze przemyśleć, jak to wykonać, gdzie tych ludzi przenieść, zastanowić się, czy pozytywnie wpłynie to na życie tej rodziny, ale też mieszkańców osiedla. Może warto skorzystać z doświadczenia innych gmin, województw. To, że tyle osób mieszka na tak małej powierzchni, nie jest normalne. Może danie większej przestrzeni tej rodzinie, zaoferowanie terapii, prac interwencyjnych przyczyni się do rozwiązania tego kryzysu. Jest program na rzecz społeczności romskiej.
Trudno nie odnieść wrażenia, że opieszałość władz lokalnych doprowadziła do eskalacji tego konfliktu, skoro już w zeszłym roku dochodziło w tym miejscu do rękoczynów.
- Być może zabrakło konsekwencji w rozwiązywaniu sporu, ale takie sprawy są bardzo trudne do rozwiązania. Trzeba być konsekwentnym, niezależnie od tego, czy to rodzina romska, czy też nie, trzeba interweniować.
Czy ta sprawa nie zahamuje procesu integracji Romów z lokalną społecznością?
- Moim zdaniem integracja przebiega raczej dobrze. Wystarczy porozmawiać z innymi mieszkańcami Limanowej. Mówią, że nie mają większych problemów z Romami, tylko z tą jedną rodziną. Zresztą to jest proces, który polega na zmianie mentalności. Wszyscy oczekują od razu efektów, przecież mówimy o uzupełnianiu braków edukacyjnych wśród Romów, poprawianiu ich sytuacji bytowej. Takie rzeczy nie dzieją się w rok, dwa. Ale i tak widać poprawę. Romowie w Limanowej i Koszarach żyją w innych warunkach niż kilka lat temu. Mają już inną świadomość, więcej dzieci chodzi do szkoły, jeżdżą na wycieczki. Ale nie można powiedzieć, że to proces zakończony. Trudno tu wskazać końcową datę.
Elżbieta Mirga-Wójtowicz, pełnomocniczka wojewody małopolskiego ds. mniejszości narodowych i etnicznych: To nie jest konflikt etniczny. Moim zdaniem mamy do czynienia z konfliktem społecznym. To może w konsekwencji doprowadzić do konfliktu etnicznego, bo rodzina, z którą związane są problemy, jest rodziną romską, ale to mogła być przecież jakakolwiek rodzina. I też mielibyśmy prawdopodobnie ten sam konflikt z otoczeniem. Obawiam się innego mechanizmu, który może przy dalszej eskalacji doprowadzić do sporu etnicznego. O sprawie mówi się dużo, zła opinia o tej rodzinie przekłada się na resztę romskiej społeczności. A z moich rozmów z miejscowym ośrodkiem pomocy społecznej, z przedstawicielami władz miasta i mieszkańcami wynika, że ten problem nie dotyczy innych Romów, którzy mieszkają w Limanowej od lat i nie mają takich kłopotów.
To czemu doszło do eskalacji sporu?
- Już w tamtym roku sąsiedzi się pobili, były rękoczyny. Potem odbyło się spotkanie z władzami lokalnymi, włączył się biskup. W tej konkretnej sprawie wina leży pewnie po obu stronach tego konfliktu. Ale sytuacja tej rodziny społecznie jest bardzo trudna. W kilkanaście osób mieszkają na 37 metrach kwadratowych, są problemy z alkoholem, nikt tam nie pracuje, żyją z pomocy społecznej. To w pewnym sensie patologiczna rodzina. I powinno się im zaoferować jakąś pomoc, bo to też obywatele Limanowej. Ale to muszą być działania pomagające uniknąć wykluczenia społecznego, aktywizujące zawodowo, może terapia rodzinna.
Mieszkańcy osiedla i władze miasta uważają, że lekarstwem będzie wyeksmitowanie tej rodziny?
- Warto zastanowić się nad takim rozwiązaniem. Trzeba naprawdę dobrze przemyśleć, jak to wykonać, gdzie tych ludzi przenieść, zastanowić się, czy pozytywnie wpłynie to na życie tej rodziny, ale też mieszkańców osiedla. Może warto skorzystać z doświadczenia innych gmin, województw. To, że tyle osób mieszka na tak małej powierzchni, nie jest normalne. Może danie większej przestrzeni tej rodzinie, zaoferowanie terapii, prac interwencyjnych przyczyni się do rozwiązania tego kryzysu. Jest program na rzecz społeczności romskiej.
Trudno nie odnieść wrażenia, że opieszałość władz lokalnych doprowadziła do eskalacji tego konfliktu, skoro już w zeszłym roku dochodziło w tym miejscu do rękoczynów.
- Być może zabrakło konsekwencji w rozwiązywaniu sporu, ale takie sprawy są bardzo trudne do rozwiązania. Trzeba być konsekwentnym, niezależnie od tego, czy to rodzina romska, czy też nie, trzeba interweniować.
Czy ta sprawa nie zahamuje procesu integracji Romów z lokalną społecznością?
- Moim zdaniem integracja przebiega raczej dobrze. Wystarczy porozmawiać z innymi mieszkańcami Limanowej. Mówią, że nie mają większych problemów z Romami, tylko z tą jedną rodziną. Zresztą to jest proces, który polega na zmianie mentalności. Wszyscy oczekują od razu efektów, przecież mówimy o uzupełnianiu braków edukacyjnych wśród Romów, poprawianiu ich sytuacji bytowej. Takie rzeczy nie dzieją się w rok, dwa. Ale i tak widać poprawę. Romowie w Limanowej i Koszarach żyją w innych warunkach niż kilka lat temu. Mają już inną świadomość, więcej dzieci chodzi do szkoły, jeżdżą na wycieczki. Ale nie można powiedzieć, że to proces zakończony. Trudno tu wskazać końcową datę.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
W Limanowej to nie jest konflikt etniczny
bayadera
27.07.10, 06:31
Na Wawelu sa juz inne cygany.»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.




