Jak w Dobczycach walczyli, by nie zalało Sandomierza

Błażej Strzelczyk, Jarosław Sidorowicz
2010-07-29 , aktualizacja: 28.07.2010 21:31
A A A Drukuj
Na małopolskich sztucznych zbiornikach przez cały dzień toczyła się walka, by nie dopuścić do zalania... Sandomierza.
Dobczyce, zapora i tama na rzece Raba
fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Dobczyce, zapora i tama na rzece Raba
Przez całą noc i poranek służby wodne z niepokojem spoglądały w prognozy synoptyków. Jeszcze w nocy ze zbiornika w Dobczycach spuszczano raptem 8 m sześc. wody na sekundę, ale ulewne deszcze spowodowały gwałtowny przybór w dopływach Raby. O 2 w nocy zapada decyzja: zwiększamy zrzuty wody z Dobczyc do 150 m sześc., by zbiornik mógł przyjąć więcej wody ze wzbierających górskich rzek i chronić miejscowości poniżej zalewu.

Ale nad ranem następuje radykalna zmiana strategii! Mimo że wciąż leje, służby zmniejszają spusty wody ze sztucznych zbiorników. W Dobczycach o 100 m sześc., w Rożnowie i Czchowie - aż o 300 m sześc.

- Próbujemy sensownie sterować falą na zbiornikach, by nie dopuścić do zalania Sandomierza, gdzie wały są słabe i nie w pełni odremontowane - wyjaśniał Tomasz Sądag, wicedyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. - Bo przecież Raba wpada do Wisły, a ta w drodze do Sandomierza zbiera kolejne dopływy. I tak kamyczek do kamyczka... - dodaje.

2 tys. m sześc. na sekundę - tyle maksymalnie może przepłynąć wody przez Sandomierz, by nie zalało miasta. W południe Wisła miała najwyższy przepływ w Karsach (pow. opatowski) - 970 m sześc. W Krakowie zaczęto liczyć: Krzysztof Kondziołka z Ośrodka Koordynacyjno-Informacyjnego, monitorującego stan wody w zbiornikach, dodał najwyższe wyniki pomiarów z rzek wpadających do Wisły. O godz. 14 ich suma była niewiele mniejsza od poziomu alarmowego w Sandomierzu. Zrzut większej ilości wody w Małopolsce mógł więc wywołać kumulację na Wiśle i zalanie świętokrzyskiego miasta. Służby kryzysowe wymyśliły: gdy ograniczą zrzuty wody z trzech małopolskich zbiorników, da to o blisko jedną czwartą mniejszą falę, jaka może przetoczyć się przez Sandomierz. I wały wytrzymają.

Tyle że z Małopolski napływało coraz więcej informacji o lokalnych podtopieniach i przekroczonych stanach rzek. Około południa służby stanęły przed dylematem: spuszczać ze zbiornika większą ilość wody, by ratować wsie nad Rabą, czy też chronić dalej Sandomierz. - Kluczowe okazały się kolejne prognozy pogody - mówi Kondziołka. Z IMGW napłynęły informacje, że po południu opady będą ustawać. - W Dobczycach nie grozi nam przelanie zbiornika. Rezerwy starczy jeszcze na kilkanaście godzin - uspokajał o godz. 15 po kolejnych prognozach dyr. Sądag z RZGW.

Kondziołka tłumaczy, że wczorajsza walka z falą na zbiornikach była strategiczną rozgrywką: - Dzięki sztucznej retencji mogliśmy "zagrać" wodą. Najpierw łapaliśmy ją w zbiorniku i przytrzymywaliśmy. Widząc potencjał rezerw, odpowiednio nią zagrywaliśmy, dawkując zrzuty. Bo najważniejsze było, by mieszkańcy Sandomierza nie musieli ponownie bronić swoich wałów - opowiada kierownik.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu