Nazwy, których turysta nie zrozumie i nie powtórzy
2010-08-04
, aktualizacja: 03.08.2010 22:22
Kompleksy, prowincjonalne myślenie, brak skutecznych działań PR - sam już nie wiem, dlaczego nowym atrakcjom Krakowa nadajemy nazwy, których turysta albo nie rozumie, albo nie jest w stanie powtórzyć.
ZOBACZ TAKŻE
- Tablica na Rynku: kiedyś na bezczelnego, dziś legalnie (13-08-10, 08:00)
- Sanepid: krakowskie fontanny są pełne zarazków (04-08-10, 23:00)
- List: Od jutra parkuję na trawniku pod Wawelem (03-09-10, 10:00)
- Po licytacji eksmitowany Moliere wraca na Szewską (04-08-10, 23:00)
- Listy. Woźnica, który poucza przechodniów (24-08-10, 11:00)
- "Forbes" o szansach Krakowa, Wrocławia, Poznania (06-06-11, 09:00)
- Couchsurfing, czyli sposób na darmowe noclegi (13-08-10, 11:00)
- W kolejce na Wawel. Szybciej będzie za rok (11-08-10, 23:00)
- Listy. Kładka przez Wisłę, czyli Most z Grubej Rury (11-08-10, 13:00)
- Kraków, czyli stolica, prowincja, Panteon, kosmopolityzm (11-08-10, 07:00)
- Coraz jaskrawsze nadużycia kantorów w Krakowie (10-08-10, 07:00)
- Wisła naniosła piasek. Ekolodzy: zróbcie tam plażę! (10-08-10, 06:30)
- Małopolska roku 2020: będziemy żyli dłużej (06-08-10, 08:00)
- Krakowskim targiem oskubiemy turystę. I to nie raz (05-08-10, 08:00)
- Bydgoszcz wygrywa z szyldami. A Kraków? (21-07-10, 10:00)
- Milcząca promocja krakowskich muzeów w Londynie (21-07-10, 07:00)
- Kraków nie może sobie wybierać gości (20-07-10, 11:00)
- Krakowski Rynek wciąż głównie biesiadny (20-07-10, 06:00)
- Obok tej wystawy nie da się przejść obojętnie (14-06-10, 01:00)
- Wystawa w Muzeum Fabryka Schindlera została otwarta (10-06-10, 22:22)
- W Podgórzu chcieli mieć fabryki, na Błoniach urzędy (06-06-10, 08:00)
- Nie Podgórska, nie Kazimierska. Będzie kładka Bernatka (26-05-10, 15:44)
- List do prezydenta Krakowa, przyjaciela Majki (13-09-10, 00:41)
- Zofia Gołubiew: jestem dyrektorem, nie dyrektorką (16-08-10, 07:00)
- Turyści w Małopolsce to głównie Ślązacy i Brytyjczycy (02-09-10, 19:02)
- List: Szanowny Panie Prezydencie, Kraków brzydnie! (24-08-10, 08:00)
- Polędwica w promocji, zabytkowy budynek w tle (14-08-10, 08:00)
Na początek pytanie do tych, którzy odwiedzili już nowe krakowskie muzeum przy ul. Lipowej. Opowiadaliście znajomym, że byliście w nowym oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na wystawie "Kraków w czasach okupacji 1939-1945"? Nie? Nie dziwię się. Nazwa nowego muzeum - szturmowanego przez tysiące zwiedzających z całego świata - jest po prostu za długa, zwyczajnie przegadana. Większość osób mówi po prostu o "muzeum na Lipowej" czy "Fabryce Schindlera", choć wszyscy zdają sobie sprawę, że to drugie określenie jest zwyczajnie mylące, bo niemieckiemu przemysłowcowi ratującemu Żydów poświęcona jest tylko część ekspozycji. Ale tak to jest, gdy stawia się na nazwę zbyt opisową, zamiast chwytliwego hasła. Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Chopina - to komunikaty zwięzłe, jasne, łatwo zapadające w pamięć. Ale "Kraków w czasach okupacji 1939-1945"? Który z turystów będzie posługiwał się takim określeniem?
Tymczasem wystawa "Kraków w czasach okupacji 1939-1945" to multimedialna perełka wśród dotychczasowej szarzyzny polskiego muzealnictwa. Budynki dawnej fabryki Emalia Oskara Schindlera goszczą ekspozycję niezwykłą, wykonaną z dbałością o każdy detal, ukazującą Kraków okresu II wojny jako miasto światowe, wielokulturowe, tolerancyjne, intelektualne, a przede wszystkim - choć wciągnięte w wir tragicznie splecionej historii - tętniące życiem, energią, wolą przetrwania. Muzeum to w niczym nie odstaje od topowych ekspozycji czy kameralnych muzeów Amsterdamu, Londynu, Berlina czy Barcelony. Marketingowcy tych miast nie skompromitowali się jednak nazwą np. "Nasze miasto w czasach okupacji". Czy odwiedzilibyście taką placówkę, i to jeszcze na tzw. turystycznych peryferiach?
Drugi przypadek z ostatnich dni jest nieco inny, ale też pokazuje marketingową bezradność Krakowa. Chodzi o kładkę Bernatka. Odważna konstrukcja, świetnie wykonana i wkomponowana w podgórski i kazimierski brzeg Wisły nosi nazwisko nieznanego nikomu szerzej przeora konwentu bonifratrów z XIX wieku.
Weźmy nasz ulubiony przykład: Londyn. Tam most bardzo podobnych rozmiarów, przerzucony nad Tamizą na jubileusz roku 2000, zwie się od początku Millennium Bridge. Brzmi monumentalnie, prawda? Otwierano go z wielkim hukiem, brytyjscy ministrowie lali się szampanem, błyskały flesze, przed kamerami spacerowała królowa, w mediach, portalach, przewodnikach, a nawet w książkach o Londynie zaroiło się aż od dumnej nazwy "Millennium Bridge". Ale gdyby dobrze się przyjrzeć, londyński i krakowski most niewiele się różnią. Londyński jest nieco dłuższy (bo i Tamiza w Londynie jest szersza niż Wisła w Krakowie, jednak oba końce Millennium Bridge również wciskają się głęboko w ląd), krakowski ma dłuższe przęsło (łuk ma 145 metrów), oba mają ażurową konstrukcję ze stali, mają identyczną szerokość (cztery metry) i porównywalną wagę. Żeby było ciekawiej, po londyńskim nie wolno jeździć rowerom, po krakowskim - jak najbardziej. Czy jednak Brytyjczykom przyszłoby do głowy nazywać swoje cudo techniki po pierwsze - kładką, po drugie - imieniem dość anonimowego zakonnika?
Jak mamy skutecznie promować nowe atrakcje Krakowa, skoro radni i urzędnicy nadają im tak słabe marketingowo nazwy? Wyobrażacie sobie Państwo przewodniki po Krakowie, które opisywać będą walory kładki Bernatka lub atrakcje tak mgliście nazwanej wystawy na Zabłociu?
Kraków nie wyzwolił się nadal z kompleksów okresu PRL-u i raczkującej RP. Mając już sporo do zaoferowania, nadal rozmienia swoje sukcesy na drobne.
Choć i tak się cieszę, że most, po którym z dumą przejdę jesienią, nie nazwano kładką Wyzwolicieli Krakowa spod Władzy Austriackiej - bo i taka propozycja była przez radnych dyskutowana...
Tymczasem wystawa "Kraków w czasach okupacji 1939-1945" to multimedialna perełka wśród dotychczasowej szarzyzny polskiego muzealnictwa. Budynki dawnej fabryki Emalia Oskara Schindlera goszczą ekspozycję niezwykłą, wykonaną z dbałością o każdy detal, ukazującą Kraków okresu II wojny jako miasto światowe, wielokulturowe, tolerancyjne, intelektualne, a przede wszystkim - choć wciągnięte w wir tragicznie splecionej historii - tętniące życiem, energią, wolą przetrwania. Muzeum to w niczym nie odstaje od topowych ekspozycji czy kameralnych muzeów Amsterdamu, Londynu, Berlina czy Barcelony. Marketingowcy tych miast nie skompromitowali się jednak nazwą np. "Nasze miasto w czasach okupacji". Czy odwiedzilibyście taką placówkę, i to jeszcze na tzw. turystycznych peryferiach?
Drugi przypadek z ostatnich dni jest nieco inny, ale też pokazuje marketingową bezradność Krakowa. Chodzi o kładkę Bernatka. Odważna konstrukcja, świetnie wykonana i wkomponowana w podgórski i kazimierski brzeg Wisły nosi nazwisko nieznanego nikomu szerzej przeora konwentu bonifratrów z XIX wieku.
Weźmy nasz ulubiony przykład: Londyn. Tam most bardzo podobnych rozmiarów, przerzucony nad Tamizą na jubileusz roku 2000, zwie się od początku Millennium Bridge. Brzmi monumentalnie, prawda? Otwierano go z wielkim hukiem, brytyjscy ministrowie lali się szampanem, błyskały flesze, przed kamerami spacerowała królowa, w mediach, portalach, przewodnikach, a nawet w książkach o Londynie zaroiło się aż od dumnej nazwy "Millennium Bridge". Ale gdyby dobrze się przyjrzeć, londyński i krakowski most niewiele się różnią. Londyński jest nieco dłuższy (bo i Tamiza w Londynie jest szersza niż Wisła w Krakowie, jednak oba końce Millennium Bridge również wciskają się głęboko w ląd), krakowski ma dłuższe przęsło (łuk ma 145 metrów), oba mają ażurową konstrukcję ze stali, mają identyczną szerokość (cztery metry) i porównywalną wagę. Żeby było ciekawiej, po londyńskim nie wolno jeździć rowerom, po krakowskim - jak najbardziej. Czy jednak Brytyjczykom przyszłoby do głowy nazywać swoje cudo techniki po pierwsze - kładką, po drugie - imieniem dość anonimowego zakonnika?
Jak mamy skutecznie promować nowe atrakcje Krakowa, skoro radni i urzędnicy nadają im tak słabe marketingowo nazwy? Wyobrażacie sobie Państwo przewodniki po Krakowie, które opisywać będą walory kładki Bernatka lub atrakcje tak mgliście nazwanej wystawy na Zabłociu?
Kraków nie wyzwolił się nadal z kompleksów okresu PRL-u i raczkującej RP. Mając już sporo do zaoferowania, nadal rozmienia swoje sukcesy na drobne.
Choć i tak się cieszę, że most, po którym z dumą przejdę jesienią, nie nazwano kładką Wyzwolicieli Krakowa spod Władzy Austriackiej - bo i taka propozycja była przez radnych dyskutowana...
- 108 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
51 głosów
-
Nazwy, których turysta nie zrozumie i nie powtórzy
konsulhonorowypernambuco
04.08.10, 09:32
Jak Kładka Bernatka? Powinien być Most im. Testamentu Politycznego Prezydenta Lech Kaczyńskiego!»
-
legoland
ebe4
04.08.10, 09:54
Dawno nie czytałam takich - przepraszam - głupot. Trywialna, kiczowata nazwa, może najlepiej anglojęzyczna, żeby łatwiej wpadała w ucho prostej gawiedzi? Regionalizmy są tym co buduje markę,»
-
Nazwy, których turysta nie zrozumie i nie powtórzy
hala1952
05.08.10, 17:15
Oczywista, że Kraków nie dla turystów, bo Kraków jest dla nieboszczyków ;)»
Najczęściej czytane24 htydzień








