Kolejny pseudotaksówkarz stanął przed sądem
2010-08-16
, aktualizacja: 16.08.2010 16:53
Przed krakowskim sądem rozpoczął się w poniedziałek proces kolejnego taksówkarza-przewoźnika sprzed Dworca Głównego, oskarżonego o zawyżanie opłat.
ZOBACZ TAKŻE
- Do prokuratury za zakładanie blokad autom (23-08-10, 07:00)
- Blokada na kole za parkowanie przy parkomacie (16-08-10, 22:00)
- Pseudotaksówkarz zajechał do sądu - usłyszał zarzuty (29-06-10, 23:00)
- Prokuratura przewiezie pseudotaksówkarzy do sądu (04-05-10, 08:00)
- Pseudotaksówkarz pozwał klientów. Teraz sam ma kłopoty (29-04-10, 15:18)
- Pseudotaksówkarze - festiwal niemocy z naciągaczami w tle (27-03-10, 17:00)
Prokuratura oskarżyła Krzysztofa R., że oszukał lub usiłował oszukać sześć osób wprowadzając je w błąd co do rodzaju świadczonych przez siebie usług przewozowych i domagając się zawyżonych opłat za przejazd.
Według zarzutów nastąpiło to w okresie od września do listopada ubiegłego roku, kiedy posiadający licencję na okazjonalny przewóz osób Krzysztof R. parkował razem z innymi przewoźnikami w pobliżu Dworca Głównego. Towarzyszyła im tablica "To nie jest postój TAXI", wprowadzająca podróżnych w błąd olbrzymimi literami "TAXI".
Oskarżony nie przyznał się do winy. Jak wyjaśnił, posiadał licencję na okazjonalny przewóz osób i mógł samodzielnie ustalać stawki. Podał także, że na bocznych drzwiach miał wywieszony cennik: "1 km 90 zł" oraz informację o monitoringu.
Przekazał sądowi płytkę z nagraniem kursu, podczas którego - jak twierdził - cały czas informował pasażerkę, iż nie jeździ taksówką, ale prowadzi usługi przewozowe. Sąd włączył nagranie do materiału dowodowego, zapozna się z nim w terminie późniejszym.
- Myślałem, że żyjemy w wolnym kraju. Działałem zgodnie z przepisami, informowałem pasażerów zaraz na początku albo przed zakończeniem kursu, że nie jadą taksówką. Nigdy nie żądałem najwyższej stawki, zawsze starałem się zawrzeć kompromis - mówił oskarżony.
Przyznał, że tablica "To nie jest postój TAXI" mogła być pewnego rodzaju reklamą. - Nie wyznaczono postojów, nie możemy z kolegami zarabiać na życie - powiedział.
Jest to już drugi proces przewoźnika spod dworca. Za podobne zarzuty stanął w czerwcu przed sądem inny przewoźnik Edward Z. Także on wyjaśniał, że nikogo nie oszukał i jest uczciwym człowiekiem.
Jego klienci np. za kurs z ul. Lubicz na Conrada w Krakowie płacili 177 zł, choć wcześniej taksówką jeździli tam za 18 zł, a z ul. Lubicz na św. Anny płacili 134 zł, zamiast - jak wcześniej - 12,60 zł. Edward Z. pozywał do sądu swoich klientów, którzy nie zapłacili mu wygórowanej opłaty za kurs. Sąd oddalił kilka takich pozwów. Uznał, że są one sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
Według zarzutów nastąpiło to w okresie od września do listopada ubiegłego roku, kiedy posiadający licencję na okazjonalny przewóz osób Krzysztof R. parkował razem z innymi przewoźnikami w pobliżu Dworca Głównego. Towarzyszyła im tablica "To nie jest postój TAXI", wprowadzająca podróżnych w błąd olbrzymimi literami "TAXI".
Oskarżony nie przyznał się do winy. Jak wyjaśnił, posiadał licencję na okazjonalny przewóz osób i mógł samodzielnie ustalać stawki. Podał także, że na bocznych drzwiach miał wywieszony cennik: "1 km 90 zł" oraz informację o monitoringu.
Przekazał sądowi płytkę z nagraniem kursu, podczas którego - jak twierdził - cały czas informował pasażerkę, iż nie jeździ taksówką, ale prowadzi usługi przewozowe. Sąd włączył nagranie do materiału dowodowego, zapozna się z nim w terminie późniejszym.
- Myślałem, że żyjemy w wolnym kraju. Działałem zgodnie z przepisami, informowałem pasażerów zaraz na początku albo przed zakończeniem kursu, że nie jadą taksówką. Nigdy nie żądałem najwyższej stawki, zawsze starałem się zawrzeć kompromis - mówił oskarżony.
Przyznał, że tablica "To nie jest postój TAXI" mogła być pewnego rodzaju reklamą. - Nie wyznaczono postojów, nie możemy z kolegami zarabiać na życie - powiedział.
Jest to już drugi proces przewoźnika spod dworca. Za podobne zarzuty stanął w czerwcu przed sądem inny przewoźnik Edward Z. Także on wyjaśniał, że nikogo nie oszukał i jest uczciwym człowiekiem.
Jego klienci np. za kurs z ul. Lubicz na Conrada w Krakowie płacili 177 zł, choć wcześniej taksówką jeździli tam za 18 zł, a z ul. Lubicz na św. Anny płacili 134 zł, zamiast - jak wcześniej - 12,60 zł. Edward Z. pozywał do sądu swoich klientów, którzy nie zapłacili mu wygórowanej opłaty za kurs. Sąd oddalił kilka takich pozwów. Uznał, że są one sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.




