Nauczyciel szkoły nie kocha, a się jej boi
2010-09-03
, aktualizacja: 02.09.2010 20:39
"Mamo nie chcę do szkoły! Strasznie się tam czuję, dzieci się ze mnie nabijają. Nauczyciele mnie nie lubią... Musisz synku tam iść, jesteś dyrektorem" - ten stary dowcip jak ulał pasuje do nastrojów nauczycieli wracających po wakacjach na lekcje
ZOBACZ TAKŻE
- Podziel się zeszytem z potrzebującym dzieckiem (13-09-10, 20:24)
- Przewoźnik nie dojechał po niepełnosprawnych uczniów (09-09-10, 08:00)
- Szkolna wyprawka z maścią na siniaki (08-09-10, 12:00)
- W podstawówce sprawdzą, co potrafi dziesięciolatek (07-09-10, 07:00)
- Darmowa edukacja online rośnie w siłę (02-09-10, 07:00)
- Czternaście krakowskich szkół przyjaznych sześciolatkom (01-09-10, 19:00)
- Od 1 września więcej wolnego i tolerancji (01-09-10, 00:00)
- Tyfloinformatyk pomoże niewidomym w obsłudze komputera (13-08-10, 11:00)
- Belfer z własnej pensji książki do szkoły nie kupi (21-07-10, 07:00)
- Bony oświatowe z gwarancją na tłok w klasie (13-07-10, 11:00)
- Nauczyciele nie ufają egzaminatorom, bo robią błędy (08-07-10, 08:00)
- Prezentacja maturalna w promocji. Kup i zdaj (15-09-10, 08:00)
- Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekcjach (25-09-10, 08:00)
- Szkoły katolickie oblegane: kolejki na przyszły rok (14-09-10, 08:00)
Z powrotu cieszy się zaledwie co dziesiąty belfer. Co piąty czuje się zmęczony jeszcze przed rozpoczęciem pracy. Co siódmy w ogóle nie chce myśleć o swoim samopoczuciu i próbuje przetrwać z lekcji na lekcję. Co czwarty martwi się, że źle dzieje się w oświacie, co piąty boi się kolejnych reform edukacji. Ze spokojem, ale bez większych emocji do lekcji przystąpi 15 proc. nauczycieli, a szczerze z powrotu przed tablicę cieszy się zaledwie co dziesiąty.
To wyniki sondy, którą w internecie przeprowadził tygodnik "Głos nauczycielski". Wzięło w niej udział ponad tysiąc osób. Podobne badanie "Głos" robił w ubiegłym roku. "Wypaleni belfrzy idą do szkoły z rozpaczą" pisaliśmy wtedy.
Tyle że wyniki tegorocznej sondy są jeszcze gorsze od poprzednich. Dla porównania: w ubiegłym roku do strachu przed reformami przyznał się co dziesiąty biorący udział w ankiecie, dziś kolejnych zmian w oświacie boi się już co czwarty.
A jak pracować z przyjemnością, kiedy żołądek ściska strach?
- Gdyby zapytać ludzi w jakiejkolwiek firmie, czy cieszą się z powrotu do pracy po urlopie, wyniki ankiety byłyby podobne. Tylko szaleniec cieszy się z końca wakacji - próbowała już w tamtym roku bronić wyłaniającego się z badań obrazu nauczyciela jako sfrustrowanego belfra dyrektorka podstawówki nr 68 Teodozja Maliszewska.
Polonistka z VIII LO Katarzyna Miezian o przyczynach niezadowolenia nauczycieli z powrotów do szkoły chętnie opowiada. Jej zdaniem wcale nie wynikają z tego, że po prostu urlop się kończy.
- Po pierwsze trudno pracować z radością w szkole, gdzie reforma goni reformę. Ledwo się człowiek dopasuje do tego, czego od niego wymaga jeden minister, a już przychodzi drugi z zupełnie inną filozofią nauczania. Po drugie zarobki wciąż są niskie. Wszyscy pamiętamy wypowiedź premiera Tuska sprzed kilku lat, że chce żyć w kraju, gdzie dobrze opłacani nauczyciele będą uczyć polskie dzieci. I ta wypowiedź podwyższa nam ciśnienie do dziś. Ciągle zarabiamy mało. A podwyżki, o których rząd trąbi, to kpina. Za to mamy coraz więcej obowiązków - podkreśla polonistka.
Mówi o wprowadzonych w ubiegłym roku dodatkowych, obowiązkowych godzinach pracy zwanych w szkołach darmoszką, bo nikt za nie nauczycielom nie płaci. - Jeśli do tego dodać coraz bardziej wulgarną młodzież, rodziców, którzy nie mają do nauczyciela takiego szacunku, jak kilkanaście lat temu, za to są coraz bardziej roszczeniowi, no i mobbing, do którego bardzo często dochodzi w sfeminizowanym nauczycielskim środowisku, a o którym wciąż za mało się mówi, mamy pełny wachlarz przyczyn niechęci powrotu do pracy - uważa Miezian.
Marian Krampus, dyrektor XXIX krakowskiego LO, opowiada, że już pierwszego dnia po powrocie kilkoro nauczycieli powiedziało mu o swoim przerażeniu spowodowanym niżem demograficznym. - Boją się, że stracą pracę. Widzę gołym okiem, że brak pewności stabilizacji zawodowej ich wykańcza psychicznie - przyznaje dyrektor
Według Witolda Ligęzy, psychologa prowadzącego szkolenia dla pedagogów, to nad psychiką nauczyciele powinni pracować najbardziej. - Niskie zarobki czy ciągłe reformy mogą obniżać im komfort pracy, ale to nieumiejętność panowania nad stresem i własnymi emocjami sprawia, że o szkole myślą z obrzydzeniem - przekonuje. - Niestety, wielu nauczycieli nie ma kompetencji do radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Popadają w konflikty z sobą nawzajem, z uczniami, rodzicami. Kiedy pod koniec wakacji pomyślą, że znów to wszystko się zacznie, trudno się dziwić, że wracają do pracy w złych nastrojach.
Z tego, o czym mówi Ligęza, zaczęły już zdawać sobie sprawę uczelnie kształcące przyszłych nauczycieli. Krakowski Uniwersytet Pedagogiczny wprowadził np. zajęcia z treningu interpersonalnego.
Ligęza: - Mechanik musi wiedzieć, jak skonstruowany jest silnik, by go naprawić. Nauczyciel jest narzędziem pracy we własnych rękach, dlatego musi poznać i zrozumieć swoje reakcje, zanim przystąpi do pracy, którą rządzą przede wszystkim emocje.
To wyniki sondy, którą w internecie przeprowadził tygodnik "Głos nauczycielski". Wzięło w niej udział ponad tysiąc osób. Podobne badanie "Głos" robił w ubiegłym roku. "Wypaleni belfrzy idą do szkoły z rozpaczą" pisaliśmy wtedy.
Tyle że wyniki tegorocznej sondy są jeszcze gorsze od poprzednich. Dla porównania: w ubiegłym roku do strachu przed reformami przyznał się co dziesiąty biorący udział w ankiecie, dziś kolejnych zmian w oświacie boi się już co czwarty.
A jak pracować z przyjemnością, kiedy żołądek ściska strach?
- Gdyby zapytać ludzi w jakiejkolwiek firmie, czy cieszą się z powrotu do pracy po urlopie, wyniki ankiety byłyby podobne. Tylko szaleniec cieszy się z końca wakacji - próbowała już w tamtym roku bronić wyłaniającego się z badań obrazu nauczyciela jako sfrustrowanego belfra dyrektorka podstawówki nr 68 Teodozja Maliszewska.
Polonistka z VIII LO Katarzyna Miezian o przyczynach niezadowolenia nauczycieli z powrotów do szkoły chętnie opowiada. Jej zdaniem wcale nie wynikają z tego, że po prostu urlop się kończy.
- Po pierwsze trudno pracować z radością w szkole, gdzie reforma goni reformę. Ledwo się człowiek dopasuje do tego, czego od niego wymaga jeden minister, a już przychodzi drugi z zupełnie inną filozofią nauczania. Po drugie zarobki wciąż są niskie. Wszyscy pamiętamy wypowiedź premiera Tuska sprzed kilku lat, że chce żyć w kraju, gdzie dobrze opłacani nauczyciele będą uczyć polskie dzieci. I ta wypowiedź podwyższa nam ciśnienie do dziś. Ciągle zarabiamy mało. A podwyżki, o których rząd trąbi, to kpina. Za to mamy coraz więcej obowiązków - podkreśla polonistka.
Mówi o wprowadzonych w ubiegłym roku dodatkowych, obowiązkowych godzinach pracy zwanych w szkołach darmoszką, bo nikt za nie nauczycielom nie płaci. - Jeśli do tego dodać coraz bardziej wulgarną młodzież, rodziców, którzy nie mają do nauczyciela takiego szacunku, jak kilkanaście lat temu, za to są coraz bardziej roszczeniowi, no i mobbing, do którego bardzo często dochodzi w sfeminizowanym nauczycielskim środowisku, a o którym wciąż za mało się mówi, mamy pełny wachlarz przyczyn niechęci powrotu do pracy - uważa Miezian.
Marian Krampus, dyrektor XXIX krakowskiego LO, opowiada, że już pierwszego dnia po powrocie kilkoro nauczycieli powiedziało mu o swoim przerażeniu spowodowanym niżem demograficznym. - Boją się, że stracą pracę. Widzę gołym okiem, że brak pewności stabilizacji zawodowej ich wykańcza psychicznie - przyznaje dyrektor
Według Witolda Ligęzy, psychologa prowadzącego szkolenia dla pedagogów, to nad psychiką nauczyciele powinni pracować najbardziej. - Niskie zarobki czy ciągłe reformy mogą obniżać im komfort pracy, ale to nieumiejętność panowania nad stresem i własnymi emocjami sprawia, że o szkole myślą z obrzydzeniem - przekonuje. - Niestety, wielu nauczycieli nie ma kompetencji do radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Popadają w konflikty z sobą nawzajem, z uczniami, rodzicami. Kiedy pod koniec wakacji pomyślą, że znów to wszystko się zacznie, trudno się dziwić, że wracają do pracy w złych nastrojach.
Z tego, o czym mówi Ligęza, zaczęły już zdawać sobie sprawę uczelnie kształcące przyszłych nauczycieli. Krakowski Uniwersytet Pedagogiczny wprowadził np. zajęcia z treningu interpersonalnego.
Ligęza: - Mechanik musi wiedzieć, jak skonstruowany jest silnik, by go naprawić. Nauczyciel jest narzędziem pracy we własnych rękach, dlatego musi poznać i zrozumieć swoje reakcje, zanim przystąpi do pracy, którą rządzą przede wszystkim emocje.
- 32 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
Nauczyciel szkoły nie kocha, a się jej boi
michnikowski
03.09.10, 08:34
Wcale mnie nie dziwi, że się boją. Boją się, bo są kiepskimi nauczycielami. To nawet nie ich wina. System mamy w naszym pięknym kraju taki, że do pracy w szkole idą najgorsi absolwenci »
-
nie chodzi o strach bo to jak zwykle
dbs2004
03.09.10, 14:53
teoryjki pani Szpunar, która nauczycieli po prostu nie lubi.Chodzi o poczucie braku sensu i zmęczenia, ktore bierze sie z fatalnejorganizacji pracy, nie ma np. porządnej przerwy na obiad, »
-
Nauczyciel szkoły nie kocha, a się jej boi
vixen40
05.09.10, 14:57
Ciekawe, że jak widzę w tekście nazwisko Katarzyny Miezian oraz Teodozji Maliszewskiej, to wiem bez patrzenia, ze tekst napisała Pani Olga Szpunar. Czy te panie mają monopol na komentowanie »
Najczęściej czytane24 htydzień





