Powodzi w Małopolsce już dziękujemy
2010-09-02
, aktualizacja: 02.09.2010 20:42
Na ulice Oświęcimia wypłynęły łodzie, strażacy przygotowali się do ewakuacji, mieszkańcy przynosili kanapki czuwającym na wałach. Ale pogoda w ostatniej chwili zlitowała się nad Małopolską - przestało padać, odeszło też widmo powodzi
ZOBACZ TAKŻE
- Kracik: sprawa barek do Prokuratury Generalnej (02-09-10, 15:14)
- Wielka fala w Krakowie: Lepiej zabezpieczać barki! (02-09-10, 07:00)
- Fala kulminacyjna w Krakowie osiągnęła 718 cm (03-09-10, 12:18)
- Woda zalewa tunel pod rondem Grunwaldzkim (01-09-10, 22:42)
- Strażacy dowożą żywność do podtopionej dzielnicy (02-09-10, 14:36)
- Małopolska: Podtopienia, nieprzejezdne drogi (02-09-10, 10:19)
- Niech pani nawet nie wypowiada tego słowa! Myśmy się już dwa razy ewakuowali w tym roku i więcej nie zamierzamy - dyżurująca w sztabie pracownica Urzędu Gminy w Szczurowej nie chciała dopuścić myśli o ponownym opuszczaniu domów. Ale kadetom z Krakowa i brzeskim strażakom wspólnymi siłami udało się uratować przeciekające wały na Uszwicy w Księżach Kopaczach i Kwikowie.
Dla mieszkańców oświęcimskiej dzielnicy Dwory II po dwóch dniach nieprzerwanego deszczu decydująca dla ratowania dobytku okazała się noc ze środy na czwartek. - Wody gwałtownie przybywało z godziny na godzinę. O godz. 7 rano była już na posesjach - mówi Stanisław Bartuś z OSP w Oświęcimiu. - Przygotowywaliśmy się do ewakuacji, ale mieszkańcy nie chcieli opuszczać domów i sami powywozili wartościowe przedmioty. My dowoziliśmy im żywność łodziami i wozami.
Mieszkańcy brodzący po kolana w wodzie z oburzeniem kręcili głowami. - Dopiero co w maju była powódź, a rowów przy ulicach i przepustów umożliwiających odpływ wody jak nie było, tak nie ma - żalił się Władysław Kulpa. Na szczęście udało się uniknąć poważniejszych strat. Strachu najedli się też mieszkańcy Brzeszczy w powiecie oświęcimskim. - W nocy z wtorku na środę woda podniosła się o cztery metry 20 cm. Czuwaliśmy przy wałach non stop, bo w tym roku zalewało nas dwa razy, ale na szczęście po kolejnej dobie woda zaczęła opadać - opowiada burmistrz Brzeszczy Teresa Jankowska. Zalaniem zagrożone były też domy znajdujące się w pobliżu niecek powstałych na szkodach górniczych. Tam utworzyły się rozległe rozlewiska, z których strażacy godzinami wypompowywali wodę. W Rajsku, także pod Oświęcimiem, podtopieniu uległy szkoły: podstawówka i gimnazjum.
Na południu natomiast ruszyła się ziemia. - Wnuki, które przyjechały odwiedzić babcię w jej drewnianym domu w Męcinie w powiecie myślenickim, zauważyły, że przy fundamentach popękał grunt. Całą trójkę ewakuowaliśmy - informował Andrzej Siekanka z małopolskiej PSP.
W Lubniu, w powiecie myślenickim, na terenie kamieniołomu zginął mężczyzna porażony prądem. Do wypadku doszło podczas zabezpieczania miejsca przed zalaniem. W wyniku gwałtownych opadów prawie 700 mieszkańców miejscowości na terenie gminy Muszyna - Milika, Barcic, Krynicy - Słotwiny i Banowic nie miało prądu. W górach Raba przerwała drogę gminną i odcięła od Pcimia 45 rodzin z osiedla Świątki. Mimo iż sytuacja na małopolskich rzekach powoli się stabilizuje, alarmy przeciwpowodziowe wciąż obowiązują w 18 gminach, w tym w samym Krakowie.
Wczoraj krakowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie trzech barek, które w środę porwane przez Wisłę uderzyły w stopień wodny na Dąbiu. Przesłuchano już ich właściciela. - Śledztwo dotyczy sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu wodnym. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności - poinformował prokurator Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Wojewoda małopolski Stanisław Kracik zapowiedział, że zwróci się do Prokuratury Generalnej o objęcie osobistym nadzorem tego śledztwa. - Klasyczne postępowanie okazało się w przypadku właściciela barek nieskuteczne. Prokuratura, sądy czy policja nie dają sobie z nim rady. Zdemontowano nielegalną żwirownię, zapadł wyrok, a on już następnego dnia chciał montować taśmociągi do produkcji żwiru - mówi wojewoda. - Zerwanie tych barek groziło katastrofą. Gdyby one zatrzymały się i ułożyły inaczej, mogłyby zablokować prześwit mostu i woda przelałaby się górą. Nie mogę dopuścić, by to zagrożenie znów się pojawiło.
Małopolska w najbliższych dniach powinna odetchnąć od deszczu. Od piątku ma już nie padać, temperatura przez weekend ma nie przekraczać 15 st. C.
Dla mieszkańców oświęcimskiej dzielnicy Dwory II po dwóch dniach nieprzerwanego deszczu decydująca dla ratowania dobytku okazała się noc ze środy na czwartek. - Wody gwałtownie przybywało z godziny na godzinę. O godz. 7 rano była już na posesjach - mówi Stanisław Bartuś z OSP w Oświęcimiu. - Przygotowywaliśmy się do ewakuacji, ale mieszkańcy nie chcieli opuszczać domów i sami powywozili wartościowe przedmioty. My dowoziliśmy im żywność łodziami i wozami.
Mieszkańcy brodzący po kolana w wodzie z oburzeniem kręcili głowami. - Dopiero co w maju była powódź, a rowów przy ulicach i przepustów umożliwiających odpływ wody jak nie było, tak nie ma - żalił się Władysław Kulpa. Na szczęście udało się uniknąć poważniejszych strat. Strachu najedli się też mieszkańcy Brzeszczy w powiecie oświęcimskim. - W nocy z wtorku na środę woda podniosła się o cztery metry 20 cm. Czuwaliśmy przy wałach non stop, bo w tym roku zalewało nas dwa razy, ale na szczęście po kolejnej dobie woda zaczęła opadać - opowiada burmistrz Brzeszczy Teresa Jankowska. Zalaniem zagrożone były też domy znajdujące się w pobliżu niecek powstałych na szkodach górniczych. Tam utworzyły się rozległe rozlewiska, z których strażacy godzinami wypompowywali wodę. W Rajsku, także pod Oświęcimiem, podtopieniu uległy szkoły: podstawówka i gimnazjum.
Na południu natomiast ruszyła się ziemia. - Wnuki, które przyjechały odwiedzić babcię w jej drewnianym domu w Męcinie w powiecie myślenickim, zauważyły, że przy fundamentach popękał grunt. Całą trójkę ewakuowaliśmy - informował Andrzej Siekanka z małopolskiej PSP.
W Lubniu, w powiecie myślenickim, na terenie kamieniołomu zginął mężczyzna porażony prądem. Do wypadku doszło podczas zabezpieczania miejsca przed zalaniem. W wyniku gwałtownych opadów prawie 700 mieszkańców miejscowości na terenie gminy Muszyna - Milika, Barcic, Krynicy - Słotwiny i Banowic nie miało prądu. W górach Raba przerwała drogę gminną i odcięła od Pcimia 45 rodzin z osiedla Świątki. Mimo iż sytuacja na małopolskich rzekach powoli się stabilizuje, alarmy przeciwpowodziowe wciąż obowiązują w 18 gminach, w tym w samym Krakowie.
Wczoraj krakowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie trzech barek, które w środę porwane przez Wisłę uderzyły w stopień wodny na Dąbiu. Przesłuchano już ich właściciela. - Śledztwo dotyczy sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu wodnym. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności - poinformował prokurator Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Wojewoda małopolski Stanisław Kracik zapowiedział, że zwróci się do Prokuratury Generalnej o objęcie osobistym nadzorem tego śledztwa. - Klasyczne postępowanie okazało się w przypadku właściciela barek nieskuteczne. Prokuratura, sądy czy policja nie dają sobie z nim rady. Zdemontowano nielegalną żwirownię, zapadł wyrok, a on już następnego dnia chciał montować taśmociągi do produkcji żwiru - mówi wojewoda. - Zerwanie tych barek groziło katastrofą. Gdyby one zatrzymały się i ułożyły inaczej, mogłyby zablokować prześwit mostu i woda przelałaby się górą. Nie mogę dopuścić, by to zagrożenie znów się pojawiło.
Małopolska w najbliższych dniach powinna odetchnąć od deszczu. Od piątku ma już nie padać, temperatura przez weekend ma nie przekraczać 15 st. C.
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć

