Ósme wykolejenie na Długiej. Winnego wciąż nie ma
2010-09-06
, aktualizacja: 06.09.2010 21:53
Osiem wykolejeń na nowiutkim torowisku musi niepokoić. Eksperci sprawdzają więc torowisko na całej ul. Długiej. Wykonawca nie odejdzie z placu budowy, jeśli nie będzie pewności, że zbudował bezpieczne tory.
ZOBACZ TAKŻE
- Dwa metry remontu, dziesięć kilometrów w korku (07-09-10, 23:00)
- Mogilany protestują. Chcą kładek nad zakopianką (29-08-10, 22:28)
- Odliczanie do zielonego na krakowskich skrzyżowaniach (17-09-10, 23:00)
- Omijajcie obwodnicę Krakowa od Balic po Opatkowice! (07-09-10, 11:39)
- Budowa pętli odcięła mieszkańców bloków od świata (06-09-10, 22:04)
- Ciasny bubel, czyli długi remont ulicy Długiej (24-08-10, 00:00)
- Wykolejony tramwaj zablokował Długą [ZDJĘCIA] (22-08-10, 19:11)
- Budowa linii tramwajowej i utrudnienia w Płaszowie (08-09-10, 13:00)
- Przestarzała kanalizacja psuje krakowskie drogi (07-09-10, 22:00)
W poniedziałkowe popołudnie na skrzyżowaniu ulic Długiej i Basztowej dwukrotnie doszło do wykolejenia tramwajów w odstępie zaledwie kilku godzin. Raz na jakiś czas tramwaje wykolejają się w całym Krakowie, ale to skrzyżowanie można uznać za wyjątkowe. Minął ledwie miesiąc nim Długą i skrzyżowanie oddano do ruchu po całkowitej przebudowie, a tramwaje wykolejały się na nowych torach już osiem razy. Na dodatek w tym samym miejscu: na łuku torów prowadzących od strony ul. Dunajewskiego w Długą.
- Nie możemy w tej chwili podać żadnej przyczyny tych wykolejeń. Zdajemy sobie sprawę z kłopotliwej sytuacji, ale na obecnym etapie badania wszystkich wypadków na tym skrzyżowaniu nic nie wskazuje, by wykolejenia zdarzały się z powodu jakości wykonania torów - mówi Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, które jest inwestorem remontu na Długiej w zastępstwie miasta. - Wstępnie mogę powiedzieć, że wykonane na nasze zlecenie pomiary torowiska nie wykazały żadnych odchyleń od norm - dodaje.
Torowisko na Długiej zostało dopuszczone do ruchu po zbadaniu dokumentacji technicznej przedstawionej przez wykonawcę prac firmę Mota-Engil. Zaraz po pierwszym wykolejeniu pracownicy MPK dokonali pomiarów, by ustalić, czy stan torowiska odpowiada opisowi wynikającemu z dokumentów. - Nie trafiliśmy na żadne odstępstwa. Jednak gdy tramwaje wykolejały się po raz kolejny, zleciliśmy ekspertyzę specjalistom z Politechniki Krakowskiej - opisuje Gancarczyk. - W ciągu dwu tygodni inżynierowie Politechniki zbadali już tory na niemal całej ulicy. W tym tygodniu powinniśmy otrzymać końcowy raport. Być może przyniesie on odpowiedź dotyczącą przyczyn wypadków - ocenia rzecznik MPK. W czasie trwania prac eksperckich PK nie przekazywała jak dotąd żadnych sugestii dotyczących jakości nowego torowiska.
Z nieoficjalnych źródeł wynika, że dochodzenie przyczyny wypadków może być bardzo kłopotliwe. Pojawił się bowiem nowy trop: za każdym razem koła tramwajów wyskakiwały z szyn na tych samych krzyżakach (fragment toru, w którym łączą się szyny z różnych kierunków). Choć krzyżaki spełniają wszystkie wymogi bezpieczeństwa pojawia się podejrzenie, że technologia w jakiej zostały wykonane sprzyja wypadaniu koła tramwaju z rowka. Używane w Krakowie krzyżaki są bardzo płytkie, co zwiększa ich wytrzymałość, ale wymusza ostrożny przejazd. W kilku innych polskich miastach - np. w Poznaniu - używa się mniej wytrzymałych, ale bardziej bezpiecznych krzyżaków. Co ważne, obydwa rozwiązania spełniają polskie wymogi techniczne.
Tych podejrzeń nie chce potwierdzić MPK. - Pewne jest jedno. Wciąż trwa odbiór prac wykonanych przez Motę. I nie zakończy się nim nie dostaniemy ekspertyzy Politechniki. Gdy zaś ta wykaże jakiekolwiek błędy w torowisku wykonawca nie dostanie zapłaty jeśli nie dokona poprawek - zapowiada Gancarczyk. - Nawet jeśli miałoby to oznaczać rozbiórkę już wykonanych fragmentów - podkreśla.
Komentarz: Już raz się zbłaźniliśmy
Nie znamy jeszcze przyczyny wykolejeń na ul. Długiej. Musi być ona jednak wykryta jak najszybciej. Oprócz oczywistego powodu jakim jest bezpieczeństwo pasażerów i osób wędrujących po chodnikach ulicy, jest jeszcze sprawa finansów. MPK nie może dopuścić do zakończenia prac nim nie odnajdzie przyczyny. Remont Długiej był bowiem wykonany częściowo za dotację unijną. Gdyby się okazało, że MPK odebrało wadliwe torowisko musiałoby, albo godzić się na regularne wykolejenia tramwajów przez pięć lat, albo na zwrot unijnej dotacji. W tym przypadku ok. 25 mln zł. Bruksela nie dopuszcza bowiem naprawy inwestycji, na które wyłożyła pieniądze przez pięć lat. Nie dlatego, że jest złośliwa. W ten sposób wymusza najwyższą jakość współfinansowanych przez siebie projektów.
Sprawa jest poważna, bo Kraków już raz wyłożył się na unijnej inwestycji. Od pięciu lat żaden bombardier nie może wozić pasażerów na Kapelance. Dlaczego? Bo nie może otworzyć drzwi na przystankach tej ulicy. Ich krawężniki są za blisko maszyny i blokują drzwi. Na naprawę tej błazeńskiej pomyłki musimy czekać do przyszłego roku. Żeby nie zwracać dotacji.
- Nie możemy w tej chwili podać żadnej przyczyny tych wykolejeń. Zdajemy sobie sprawę z kłopotliwej sytuacji, ale na obecnym etapie badania wszystkich wypadków na tym skrzyżowaniu nic nie wskazuje, by wykolejenia zdarzały się z powodu jakości wykonania torów - mówi Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, które jest inwestorem remontu na Długiej w zastępstwie miasta. - Wstępnie mogę powiedzieć, że wykonane na nasze zlecenie pomiary torowiska nie wykazały żadnych odchyleń od norm - dodaje.
Torowisko na Długiej zostało dopuszczone do ruchu po zbadaniu dokumentacji technicznej przedstawionej przez wykonawcę prac firmę Mota-Engil. Zaraz po pierwszym wykolejeniu pracownicy MPK dokonali pomiarów, by ustalić, czy stan torowiska odpowiada opisowi wynikającemu z dokumentów. - Nie trafiliśmy na żadne odstępstwa. Jednak gdy tramwaje wykolejały się po raz kolejny, zleciliśmy ekspertyzę specjalistom z Politechniki Krakowskiej - opisuje Gancarczyk. - W ciągu dwu tygodni inżynierowie Politechniki zbadali już tory na niemal całej ulicy. W tym tygodniu powinniśmy otrzymać końcowy raport. Być może przyniesie on odpowiedź dotyczącą przyczyn wypadków - ocenia rzecznik MPK. W czasie trwania prac eksperckich PK nie przekazywała jak dotąd żadnych sugestii dotyczących jakości nowego torowiska.
Z nieoficjalnych źródeł wynika, że dochodzenie przyczyny wypadków może być bardzo kłopotliwe. Pojawił się bowiem nowy trop: za każdym razem koła tramwajów wyskakiwały z szyn na tych samych krzyżakach (fragment toru, w którym łączą się szyny z różnych kierunków). Choć krzyżaki spełniają wszystkie wymogi bezpieczeństwa pojawia się podejrzenie, że technologia w jakiej zostały wykonane sprzyja wypadaniu koła tramwaju z rowka. Używane w Krakowie krzyżaki są bardzo płytkie, co zwiększa ich wytrzymałość, ale wymusza ostrożny przejazd. W kilku innych polskich miastach - np. w Poznaniu - używa się mniej wytrzymałych, ale bardziej bezpiecznych krzyżaków. Co ważne, obydwa rozwiązania spełniają polskie wymogi techniczne.
Tych podejrzeń nie chce potwierdzić MPK. - Pewne jest jedno. Wciąż trwa odbiór prac wykonanych przez Motę. I nie zakończy się nim nie dostaniemy ekspertyzy Politechniki. Gdy zaś ta wykaże jakiekolwiek błędy w torowisku wykonawca nie dostanie zapłaty jeśli nie dokona poprawek - zapowiada Gancarczyk. - Nawet jeśli miałoby to oznaczać rozbiórkę już wykonanych fragmentów - podkreśla.
Komentarz: Już raz się zbłaźniliśmy
Nie znamy jeszcze przyczyny wykolejeń na ul. Długiej. Musi być ona jednak wykryta jak najszybciej. Oprócz oczywistego powodu jakim jest bezpieczeństwo pasażerów i osób wędrujących po chodnikach ulicy, jest jeszcze sprawa finansów. MPK nie może dopuścić do zakończenia prac nim nie odnajdzie przyczyny. Remont Długiej był bowiem wykonany częściowo za dotację unijną. Gdyby się okazało, że MPK odebrało wadliwe torowisko musiałoby, albo godzić się na regularne wykolejenia tramwajów przez pięć lat, albo na zwrot unijnej dotacji. W tym przypadku ok. 25 mln zł. Bruksela nie dopuszcza bowiem naprawy inwestycji, na które wyłożyła pieniądze przez pięć lat. Nie dlatego, że jest złośliwa. W ten sposób wymusza najwyższą jakość współfinansowanych przez siebie projektów.
Sprawa jest poważna, bo Kraków już raz wyłożył się na unijnej inwestycji. Od pięciu lat żaden bombardier nie może wozić pasażerów na Kapelance. Dlaczego? Bo nie może otworzyć drzwi na przystankach tej ulicy. Ich krawężniki są za blisko maszyny i blokują drzwi. Na naprawę tej błazeńskiej pomyłki musimy czekać do przyszłego roku. Żeby nie zwracać dotacji.
- 33 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Polska mysl techniczna
icc217
07.09.10, 02:16
tylko usiasc i plakac ...»
-
co na to policja?
zablokowany-obrazliwy-nick
07.09.10, 16:46
"nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze"»
-
Ósme wykolejenie na Długiej. Winnego wciąż nie ma
kamil.aleksy
08.09.10, 00:21
krakowski szmelc...»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.






więcej zdjęć